Drugi sezon 1670 pojawił się na Netflixie na sam koniec lata. Od dawna wyczekiwany przez polski fandom, zachwycił, zaskoczył, rozbawił i wzruszył. O tym, co się w tym drugim, rozgrywającym się latem, sezonie odjaniepawliło rozmawiają Andromeda Mirtle i Ginny N. · Tomek Cz.
Uwaga na spoilery.
Ginny N. · Tomek Cz.: Zanim przejdziemy do rozmowy o drugim sezonie, spytam jak ci się podobał pierwszy sezon 1670 i czy czekałaś na ten drugi?
Andromeda Mirtle: Pierwszy sezon bardzo mnie zaskoczył – wprawdzie oglądałam seriale kręcone według podobnej formuły (np. Co robimy w ukryciu), ale w ogóle się nie spodziewałam, że ktoś coś podobnego zrobi po polsku, i do tego z fabułą rozgrywającą się w siedemnastym wieku, i że to wyjdzie tak fajnie. Tak więc pierwszy sezon zrobił na mnie zdecydowanie pozytywne wrażenie i byłam bardzo ciekawa, jaki pomysł mają twórcy na ciąg dalszy.
Ginny N. · Tomek Cz.: U mnie było podobnie. Choć na początku to był dla mnie po prostu fajny serial; nie obdarzyłem go aż takim uwielbieniem jak polski fandom. Ale z czasem, przez osmozę i na mnie ten zachwyt przeszedł. Ostatnio sobie zresztą ten pierwszy sezon powtórzyłem, w oczekiwaniu na drugi i on wciąż jest bardzo dobry. I tak, bardzo czekałem na drugi sezon. A ten zaskoczył na wielu poziomach.
Andromeda Mirtle: Przyznam, że u mnie to wyglądało bardzo podobnie – gdybym nie obserwowała zachwytów polskiego fandomu, pewnie też wspominałabym ten serial po prostu jako przyjemną i oryginalną komedię. Ale dzięki fandomowi odkryłam mnóstwo ciekawych nawiązań i mniej oczywistych dowcipów, które czasem pojawiają się gdzieś w tle i łatwo jest je przegapić, jeśli nie jest się bardzo uważnym. W drugim sezonie już wiedziałam, że trzeba się wszystkiemu dokładnie przyglądać.
Ginny N. · Tomek Cz.: Tak. Jest tu też więcej rozmachu, lato dodaje energii, można powiedzieć. Sam na pewno będę się przyglądał tłu przy powtórkach (i wypatrywał gifsetów na tumblrze), ale i to co na pierwszym planie zachwyca, bawi i ciekawi. Do mnie choćby bardzo przemówił kontusz w kury Jana Pawła. Ale skoro o nawiązaniach mowa, to nie można pominąć Gerarda z Rumii, z kompleksami na punkcie swojego kucyka, czy powrotu księdza Żmii z Sandomierza (gościnnie na występach w Krakowie). Takie intertekstualne smaczki to coś, co bardzo lubię. Bardzo ucieszył mnie także traktat o Życiu, Wszechświecie i Wszystkim Innym zawarty między Polską a Turcją, do którego doprowadził Jan Paweł pod koniec pierwszego odcinka.
Andromeda Mirtle: Mnie też bardzo się podobały te nawiązania i w ogóle bardzo lubię w tym serialu to, że nigdy nie wiadomo, jakich nawiązań się spodziewać – bo z jednej strony możemy spotkać prawdziwą lub fikcyjną postać historyczną, która żyła w 1670 roku, a chwilę później może się pojawić ktoś z zupełnie innej bajki.
Ginny N. · Tomek Cz.: I to dosłownie (może w trzecim sezonie Adamczychę odwiedzi Smok Wawelski?). Na razie zaś dostaliśmy Jana III Sobieskiego, negocjacje z Turkami i wakacje Al-Inclusive. Tu, poza wątkiem janopawłowym, ciekawie było oglądać perypetie Anieli i to jak jej bratanie się z ludem wypada w zetknięciu z inną kulturą. Tam gdzie można jej wytknąć, że jest zwyczajnie irytująca (nie bij, ja bardzo lubię Anielę!).
Andromeda Mirtle: Ja też lubię Anielę, ale faktycznie po pierwszym sezonie przeczytałam sporo opinii, że jest irytująca i że jej też powinno się trochę oberwać za jej nieżyciowe pomysły. Do twórców serialu też chyba dotarły te głosy i cieszę się, że postanowili trochę zderzyć Anielę z kimś z zewnątrz, kto jest w miarę obiektywny – bo Aniela pewnie ma sporo racji, kiedy uważa się za jedyną rozsądną osobę w tej rodzinie, ale to nie znaczy, że w każdej sprawie jej pomysły i opinie będą stuprocentowo słuszne.
Ginny N. · Tomek Cz.: Dokładnie. Nawet jeśli pominąć kwestię krytyki z zewnątrz, to dobrze jest zmierzyć jej ideały z rzeczywistością. Do mnie pomysły Anieli mocno przemawiają, ale też nigdy nie widziałem jej jako idealnej osoby, która naprawdę wszystko wie najlepiej. Patrząc powierzchownie, to jest dobra dziewczyna, która chce pomóc chłopom. I planecie, która ma się ocieplić globalnie. A wracając właśnie na moment do pierwszego sezonu, czy wiedziałaś, że XVII wiek był czasem największego ochłodzenia w trakcie Małej Epoki Lodowcowej? Co nie musi znaczyć, że martwienie się ociepleniem klimatu było czymś nierozsądnym w perspektywie kilku wieków. Nawet jeśli w tamtym okresie historycznym było dość nieżyciowe.
Ale też Aniela jest cały czas szlachcianką i nie zamierza przestać nią być. Także wtedy, gdy zakochuje się w chłopie. Ale jeśli ona pozostanie szlachcianką, to ten związek nie ma przyszłości. Jak wytyka jej Maciej, kiedy ta przyłapuje go na kradzieży soli, on od dawna robi coś, za co mogą go skazać na stryczek. Dla niej to swego rodzaju bunt wobec planów rodziny, podążyć za tym uczuciem, dla niego to przestępstwo.
Andromeda Mirtle: Tak, słyszałam o Małej Epoce Lodowcowej i jestem bardzo ciekawa, jak wyglądał kompletnie zamarznięty Bałtyk. Zupełnie mi się w głowie nie mieści, że kiedyś można było przejechać po lodzie do Szwecji (tfu!).
A co do Anieli i jej relacji z Maciejem – przyznam, że po pierwszym sezonie nie miałam pojęcia, jak mógłby wyglądać ciąg dalszy ich stosunków, zważywszy na to, jaka dzieli ich różnica stanu społecznego. I cieszę się, że twórcy podeszli do tej sprawy serio i zdecydowali się pokazać, jak bardzo warunki, w których żyją, utrudniają im planowanie wspólnej przyszłości.
I to poważne podejście jest wręcz zaskakujące w serialu, w którym potrafią się dziać najbardziej absurdalne rzeczy.

Ginny N. · Tomek Cz.: Też byłem ciekawy na ile to będzie komediowo poprowadzone, ale ta zmiana tonu bardzo mnie cieszy. I nie powiem, wzruszyłem się w tym sezonie dobrych kilka razy, często właśnie przy tym wątku. Ciekawe jest też to, kiedy Aniela czyta listy Rozalii do swojej mamy i jaką decyzję po nich podejmuje. Maciej stąpa tu mocniej po ziemi, bo wie, że jedynym wyjściem, żeby mogli być razem, jest wspólna ucieczka. Aniela, z jednej strony, na pewno wie, to co i on, a z drugiej woli żyć w iluzji, że wszystko może być tak samo jak było, a może i nawet lepiej, jeśli zostaną tam gdzie są. Ale jednak, gdy chce zostać, po tym gdy Maciej odchodzi, ona nie potrafi spełnić oczekiwań rodziców – Marcin, choć sympatyczny i dobry, nie jest Maciejem. W tym wątku zaskoczyła mnie też decyzja Zofii, gdy ta dowiedziała się w kim podkochuje się Maciej. Zaskoczyła, dodam, w pozytywny sposób.
Andromeda Mirtle: Też się nie spodziewałam, że Zofia, która od początku tyle mówiła o spełnianiu obowiązków i poświęcaniu się, dojdzie do wniosku, że może jednak to niekoniecznie jest najlepszy sposób na życie. Zwłaszcza że sama jednak zerwała relację z Rozalią. Wygląda więc na to, że to rozstanie musiało sprawić jej naprawdę mnóstwo cierpienia, jeśli była w stanie nawet zaakceptować związek córki z chłopem, byle jej oszczędzić podobnych uczuć.
Kompletnie się nie spodziewałam, że serial postanowi pójść w tym kierunku, zwłaszcza że Zofia i Aniela chyba nigdy wcześniej nie miały takich szczerych i pełnych empatii relacji.
Ginny N. · Tomek Cz.: Prawda? Ale też Zofia sama w tym sezonie nie wraca do wersji siebie z początku serialu. Zwykle nie nosi już czepca i nie leży krzyżem w przejściu. Widać tu, że wiele się w niej kotłuje. To, że dowiadujemy się, że Rozalia po ostatniej kłótni, którą widzieliśmy na ekranie, wybaczyła Zofii i potrafiła ją zrozumieć, też na pewno jest tu nie bez znaczenia.
Andromeda Mirtle: Właśnie, to jest w gruncie rzeczy bardzo ciekawe – bo często wadą seriali komediowych jest to, że postacie są statyczne, mają ciągle te same cechy i niczego się nie uczą, co na dłuższą metę robi się nudne. I trochę spodziewałam się, że w drugim sezonie dostaniemy takich samych bohaterów jak w pierwszym. A tu niespodzianka – jednak pojawiają się konsekwencje wydarzeń, postacie (przynajmniej niektóre) zmieniają swoje postawy i wyciągają wnioski, i nagle się okazuje, że mogą między nimi zaistnieć relacje, jakich wcześniej byśmy się nie spodziewali. A na dodatek serialowy świat się powiększa i coraz bardziej wychodzi poza ciasną Adamczychę. Jestem bardzo ciekawa, czy ten proces będzie postępował również w trzecim sezonie.
Ginny N. · Tomek Cz.: Na taką statyczność pozornie wskazywał finał pierwszego sezonu, gdy rodzina Jana Pawła zebrała się w razem w salonie, by pozować do wspólnego portretu. Na obrazie poważni, pozamykani, zupełnie jak na początku sezonu. A jednocześnie ci pozujący nie aż tak uporządkowani. Szczególnie Zofia bez czepca, lekko rozczochrana. Próbują wrócić do ustalonych ról, ale to, jak pokazuje dobitnie drugi sezon, było skazane na niepowodzenie. Może Jan Paweł i Jakub zostaną mniej więcej tacy sami, ale reszta jednak całkiem mocno się zmieni (a szczególnie Stanisław, który, jak śpiewa w piosence otwarcia, dodatkowo jakoś inaczej wygląda).
Andromeda Mirtle: Cóż, Jakub może nie przeszedł specjalnej przemiany, ale jednak mieliśmy okazję zobaczyć go z nowej strony – bo chyba w pierwszym sezonie nie zdarzyło się, żeby miał po prostu takie zwykłe relacje z rodzeństwem np. musiał wspólnie z bratem rozwiązać jakiś problem albo tak po prostu posprzeczał z siostrą (jestem wielką fanką tej sceny, w której Jakub i Aniela zaczęli się niegroźnie bić, bo to jest po prostu perfekcyjnie oddane zachowanie rodzeństwa).
Ginny N. · Tomek Cz.: Wcześniej Jakub był głównie księdzem i knuł na potęgę. Tu jest bardziej bratem. Jego przygody ze Stanisławem (i piromańskie wypadki xD) są przecudne, a sprzeczka z Anielą faktycznie bardzo z życia wzięta. Ciekawie wypada też wątek Stakub vs. Aniela z wąsem – o to, które z nich będzie zarządzać folwarkiem. Nie dziwi to, że Stakub radzi sobie z tym zarządzaniem tak sobie. W końcu Stanisław niezbyt się od ojca miał czego nauczyć, a Jakub jako ksiądz działał w innej sferze życia. To, że Aniela radzi sobie świetnie, także nie dziwi, ale tu zaskoczyło mnie (znów pozytywnie) to, że po podjęciu decyzji w lesie, Jan Paweł jej nie zmienił. Nieważne jak bardzo Jakub próbował go przekabacić na swoją stronę.
Andromeda Mirtle: W sumie jestem ciekawa, skąd właściwie Jan Paweł wziął pomysł na Stakuba – bo jednak zmuszenie braci do współpracy znacząco zmieniło relacje między rodzeństwem, w którym do tej pory każdy działał osobno i zgodnie ze swoim widzimisię.
Ginny N. · Tomek Cz.: To zdecydowanie jest niezła zagadka. A dokąd ten wątek prowadzi, z jednej strony sprawiając, że Stanisław przechodzi moment autorefleksji, a z drugiej Jakub staje się prawdziwym złolem, jest intrygujące.
Andromeda Mirtle: I bardzo ciekawe jest to, że Jakub staje się bardziej śmiały w swoich intrygach, bo postanawia posłuchać pełnej dobrych intencji rady starszego brata.
Ginny N. · Tomek Cz.: Ładnie tym pokazując jak można się rozmijać w komunikacji. Zresztą nie pierwszy raz w tym i poprzednim sezonie. Ale skoro o braciach mowa, nie możemy pominąć wątku Bogdana. Który jest teraz bogaty i się umył. I szuka żony.
Andromeda Mirtle: I nie idzie mu z tym za dobrze. Co swoją drogą pokazuje, że pieniądze szczęścia nie dają – zwłaszcza jeśli człowiek nie ma pomysłu, co zrobić z tym, co mu zostanie, kiedy już zaspokoi swoje podstawowe potrzeby. Czyli – w przypadku Bogdana – umyje się i założy nowy strój. I właściwie trochę go żal, bo niby powinien być szczęśliwy, ale jednak wciąż nie może znaleźć swojego miejsca i bratniej duszy. Z drugiej strony, kiedy wydaje się, że może wreszcie znalazł kogoś odpowiedniego, on przy pierwszej przeszkodzie bez żalu rezygnuje z tej osoby – więc może przydałoby mu się więcej czasu w samotności, żeby uświadomił sobie, z czego zrezygnował.
Chociaż w sumie losy Bogdana skręciły w tym sezonie w tak zaskakującym kierunku, że trudno przewidzieć, jaka może być kontynuacja tego wątku.

Ginny N. · Tomek Cz.: Zwłaszcza, kiedy w Adamczysze zostali tylko Jan Paweł z Zofią (no i Andrzej). Demoniczna siła, która opętała Bogdana w pierwszym sezonie, musiała powrócić i powróciła w wielkim stylu – okazując Bogdanowi więcej współczucia niż jego własna rodzina. To musiało skończyć się tragedią. Ale też cieszy mnie, że Bogdan jeszcze wróci i namiesza. A może wyruszy za Stanisławem i Tereską, skoro oni wyjechali, prowadzić szczęśliwe życie z dala od Adamczychy…
Zastanawiam się też, czy gdyby Maciej okazał mu trochę więcej sympatii (choć i zrozumiałe, że tego nie zrobił) na początku sezonu i spędzał trochę czasu z Bogdanem, ten wpadłby na pomysł żeniaczki? Można dać się złapać, myśląc, że chodziło tu o jakieś patriarchalne zapędy Bogdana, w końcu u niego to by w ogóle nie dziwiło, ale jednak tu wyraźnie chodzi właśnie o pozbycie się samotności.
Andromeda Mirtle: Poza tym nie wiemy, czy Bogdan wciąż będzie sobą, czy jednak władzę nad nim przejmie na dobre ta demoniczna siła. Może czeka go spotkanie z Gerardem z Rumii? A jeśli Bogdan jednak będzie sobą, to jak wpłynie na niego doświadczenie śmierci? Tu jest przecież tyle ciekawych możliwości!
Ginny N. · Tomek Cz.: Choćby dla tego wątku warto czekać na trzeci sezon. Zanim jednak przejdziemy do podsumowań, czas na kluczowy punkt programu, czyli dożynki królewskie. Spinające cały sezon, mają popchnąć Jana Pawła dalej ku jego ścieżce przeznaczenia i zostania królem Polski – w jego wyobrażeniu wspaniałej, dostojnej postaci.
Choć póki co mierzy tylko w zostanie sołtysem, urządzenie wspaniałych dożynek jest istotnym krokiem w jego karierze. Po drodze oczywiście nie obędzie się bez przeszkód (główną przeszkodą jest sam Jan Paweł).
Nie powiem, czekałem mocno na odcinek dożynkowy, jako człowiek pochodzący ze wsi. Dożynki zakodowały mi się w głowie jako święto chłopskie, celebrujące osoby pracujące w polu. W Adamczysze mamy za to zjazd szlachty z całej okolicy (no i króla, skoro już musiał się pojawić), a chłopstwo jest sobie w tle, zajęte sobą podczas gdy szlachta przejada pracę ich rąk i na wyścigi napycha się pętami kiełbasy.
Andromeda Mirtle: To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo jako osoba z miasta zupełnie nie zwróciłam uwagi na ten aspekt dożynek – a rzeczywiście świętują tu ci, którzy najmniej się napracowali, co sprawia, że idea tych celebracji zupełnie się wypacza. To oczywiście pasuje do koncepcji tego serialu i charakteru Jana Pawła, ale dobrze, że zwróciłeś na to uwagę.
W ogóle dożynki są tutaj po prostu pretekstem, żeby urządzić przyjęcie i popisać się zamożnością (nawet jeśli się stoi na progu bankructwa), co już w ogóle odrywa je od ich chłopskiego kontekstu.
I przyznam, że zaskoczyło mnie, że wątek dożynek pojawia się już od początku tego sezonu – bo chyba pierwszy sezon nie miał takiego wyraźnego elementu łączącego wszystko fabularnie. Mignęły mi w internecie opinie, że drugi sezon jest mniej spójny niż pierwszy i bardzo mnie to zaskoczyło – bo w moim odczuciu było zupełnie odwrotnie.
Ginny N. · Tomek Cz.: Jest na pewno rozłożony na więcej większych wątków, ale w moim odczuciu one się ładnie przeplatają i tworzą całkiem spójną opowieść. Pierwszy sezon, rozgrywający się głównie w Adamczysze, może dlatego zdaje się spójniejszy, że ma mniej więcej niż jedno miejsce akcji, ale to, że serial się rozwija i nie zostaje w jednym punkcie, uznaję za jego atut.
Ale, no właśnie, dożynki, które są zjazdem politycznym kumpli, by wybrać sołtysa… To strasznie życiowe. I tylko Polski, jak się okazuje, nie ma. Ogranie tego motywu znikającą scenografią było świetne. Nie ma Polski, literówka na akcie chrztu, co poradzisz. Nic, tylko zwijać interes. No chyba, że umówimy się panowie, że dziadzio Adamczewski wcale nie sfałszował swojego aktu nadania tytułu szlacheckiego, a Polska została poprawnie ochrzczona. A sołtysów będzie dwóch.
Andromeda Mirtle: Też bardzo mi się podobał wątek ze znikającą Polską – bo z jednej strony to jest absurdalne, zaskakujące i zabawne, ale z drugiej – jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to przecież wszystko: państwa, ich oficjalna historia i mitologia, są pewnym konstruktem i jeśli trochę uważniej się im przyjrzeć, może się okazać, że pełno jest w tym wszystkim nieścisłości i przekłamań. I nawet jeśli Polska nie zniknie fizycznie, to jednak okaże się innym krajem, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
I to jest szalenie ciekawe.
Ginny N. · Tomek Cz.: Zgadzam się z tobą. Polska okazuje się tu kostiumem, zresztą przez szlachtę tego okresu raczej dość specyficznie widzianym. Jest w tym, szczególnie z tą kulminacyjną sceną, coś teatralnego, z jednej strony przerysowanego, a z drugiej prawdziwego w ten trudny do nazwania sposób, w jaki prawdziwy potrafi być teatr właśnie. Możemy się z tego wszystkiego uśmiać, a jednak ta scena uderza też w głębiej schowane nuty, wyciągając je na wierzch – i to nam zostaje ich nazwanie.
Andromeda Mirtle: Tak, zresztą to też bardzo podoba mi się w tym serialu – że możemy sami znajdować w nim sensy i twórcy nie narzucają nam łopatologicznie interpretacji.
Ginny N. · Tomek Cz.: Gdyby tak robili, szybko stałoby się to męczące.
Andromeda Mirtle: A tak możemy przy każdym oglądaniu dostrzec coś nowego, jakąś nową warstwę czy przeoczony szczegół. I w ogóle myślę, że to o czymś świadczy, że jesteśmy w stanie tak długo dyskutować o tym serialu, który z pozoru jest tylko lekką komedią w historycznym kostiumie
Ginny N. · Tomek Cz.: Pozory jednak, jak to mówią, potrafią mylić, a 1670 staje im w tym drugim sezonie w szranki. Na koniec zaś zostajemy z Zofią i Janem Pawłem pierwszy raz bliższymi sobie. Dzieci ruszyły w świat, każde za swoim szczęściem, więc to najlepsza pora na docenienie odrobiny bliskości. Została im tylko wieś (chwilowo) spokojna.
Andromeda Mirtle: Już nie mogę się doczekać trzeciego sezonu, żeby się przekonać, jak długo potrwa ten spokój.
Ginny N. · Tomek Cz.: Ja także.
A jak wam podobał się drugi sezon 1670? Co was wzruszyło, a co rozbawiło? Dajcie znać w naszych social mediach na Facebooku, Bluesky lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






