Za nami już trzy odcinki trzeciej serii Silo – i najnowszy czeka na obejrzenie. Oglądamy – my, Ewa i Magdalena – z nieco odmiennych perspektyw (jedna zna książki, które są pierwowzorem tej historii, druga nie) i dzielimy się swoimi wrażeniami na gorąco, mamy też trochę pytań…
Tylko nie utrata pamięci!
Muszę przyznać, że na mojej liście najbardziej znienawidzonych motywów ten znajduje się na podium. Nienawidzę grania z utratą pamięci! To taki prostacki reset! I tylko podkręca problemy komunikacyjne, które są też u mnie wysoko w rankingu! A do tego tutaj dostajemy je dwa razy. Wolałabym cokolwiek innego. Ale to czysto subiektywna niechęć – niestety pasuje do Silo i głównych motywów serialu, konsekwentnie budowanych od pierwszego odcinka. Pamięć i niepamięć są tu w samym sercu i tylko logiczne jest pokazanie tego – i możliwości manipulowania nimi – w mikroskali pojedynczej postaci. Czy też dwóch postaci. O ile jednak utrata pamięci Juliette jest rzeczywiście tragiczna i poruszająca (wszyscy wiedzą, kim i jaka jest – ona nie; natomiast to, czego wszyscy nie wiedzą i chcieliby się dowiedzieć, jest tylko w jej głowie… we wspomnieniach, do których nie ma dostępu!), tak analogiczny motyw Charlotte (nawet imiona są podobne…) jest bardziej bezosobowy i ma jaśniejszą ekspozycyjną funkcję, więc na razie niespecjalnie mnie porusza. (Magdalena)
Czy bez wspomnień możesz pozostać sobą?
Zgadzam się, że motyw utraty pamięci dobrze współgra z całą historią, nie zgadzam, że w przypadku Charlotte niczego nie wnosi. To właśnie w jej przypadku pada mocna teza, której zdaje się hołdować i Wielki Brat, i cała logika silosów, że niczym w Incepcji da się zaszczepić w ludziach fałszywe wspomnienia. Tymczasem Juliette (i nie ona pierwsza, sądząc po całym spisku z witaminą D+ i nieokreślonym jeszcze ostatecznym rozwiązaniem, które nastąpi, gdy ona nie podziała), pokazuje, że to, kim jesteś, to jednak więcej niż suma twoich wspomnień czy opowieści o nich, którymi nakarmią cię inni. Bardzo mi się podoba, jak powoli odzyskuje nie pamięć, a siebie, swoją dociekliwość, spryt, odwagę i bezkompromisowość. (Ewa)
Wszędzie manipulacja
To również konieczny element dystopii i Silo w szczególności, ale po trzech odcinkach odczuwam już pewne znużenie – choć nie mam wątpliwości, że będzie to tylko narastać i narastać. Obawiałam się sięgnąć po ten serial, bo nie lubię klaustrofobiczności. No i może nie ma jej tak dosłownie, silos jest śliczny i przytulny i ogromny, ale atmosfera zdecydowanie jest klaustrofobiczna. Naprawdę nie ma dokąd uciekać, a wielki brat ma wszędzie oczy, i każdy ruch do przodu jest natychmiast blokowany brutalnym, mechanicznym rozwiązaniem (deratyzacja, poważnie?). Mam nadzieję, że to jakoś zostanie przełamane, zanim mnie wykończy. Ile można eskalować z brutalnością? (Wiem, wiem. To ledwie początek…) (Magdalena)
Zmiany w silosie
Ciekawy wątek, którego, zdaje się, też nie było w pierwowzorze. Pojawia się winda (bardzo liczę na kreatywne jej wykorzystanie w kolejnych odcinkach!), ale też coś na pozór demokracji. Oraz zmiany w dotąd nienaruszalnym Pakcie! Oczywiście my już wiemy, że to tylko fasada i za sznurki pociąga ktoś inny niż nawet nie marionetkowa burmistrzyni Nichols, ale też Camille Sims, niemniej widać pozwolenie na pewne unowocześnienie i samej konstrukcji, i jej polityki. I to jest dość niebywałe, jeśli przypomnimy sobie, że za posiadanie drobiazgu z przeszłości czy zadawanie pytań jeszcze przed chwilą można było trafić do aresztu, kopalni czy na czyszczenie. Intryguje mnie, dokąd to prowadzi – i czy w ogóle dokądś. (Ewa)
Symetria czy jednak łopatologia?
Na tym etapie nieco mnie rozczarowuje wątek prequelowy; od perfectly punchable face Daniela Keene’a (obśmiałam się, gdy Charlotte powiedziała do niego per Donald) po ten spiskowo-sensacyjny ton, który mnie z zasady nudzi. Jestem oczywiście bardzo ciekawa, jak dojdziemy z tego punktu do silosów, co tam się tak naprawdę dzieje politycznie, bo ewidentnie nawet kongresmen nic nie wie (tak jak mieszkańcy silosu nic nie wiedzą), ale na razie zupełnie mnie nie obchodzą tajemnice wojskowe, a motyw „leczenia” Charlotte tak mocno się dubluje z wątkiem Juliette, że wydaje mi się na razie kompletnie zbędny. (Magdalena)
Please, somebody help Juliette Nichols
Po dwóch sezonach (no dobra, bądźmy szczerzy – po dwóch pierwszych minutach na ekranie) naprawdę zależy mi na przetrwaniu i dobrostanie Juliette, więc z ciężkim sercem oglądam kolejne dotykające ją krzywdy, choć oczywiście mam pełną nadzieję, że na koniec ona im wszystkim pokaże. Przewspaniała była jej charakterystyka, która padła z ust Walker – że Juliette zawsze szła w przeciwną stronę, niż wszyscy wskazywali, a na końcu okazywało się, że ma rację. Świetnie wymyślona bohaterka z siedmioma życiami jak kot, ale i tak się o nią martwię. (Magdalena)
Please, somebody help Lukas Kyle
Ten to ma przerąbane! Gość ma zero kontroli nad sytuacją, ale kombinuje i zdaje się nie poddawać. No cóż, on wie. I mam nadzieję, że zdąży zrobić z tej wiedzy użytek. Zupełnie nie był materiałem na bohatera, ale bohaterem się nikt nie rodzi, a tego okoliczności kształtują bardzo mocno. O niego też się martwię. Bardzo się cieszę, że się jednak znalazł; drugi raz mamy do czynienia z postacią, co do której wiara w jej przeżycie jest tak silna, że rzeczywiście pokonuje najgorsze z przeciwności. (Magdalena)
Co się stało z oryginalną historią?
Troszkę kłamię, bo wiem. Ale też czytałam książki dość dawno, a serial mam bardziej na świeżo, to nie jestem pewna, ile tak naprawdę wiem (jakże to pasuje do tego całego wątku z pamięcią, swoją drogą). Otóż w drugim tomie nie ma Juliette Nichols, nie ma silosów, jest tylko przeszłość. Serial nie chciał iść w tym kierunku, i trochę to rozumiem, twórcy postanowili więc dopisać cały wątek z utratą pamięci przez Juliette i to, co się wokół niego toczy, żeby czymś wypełnić silosy, zanim dojdziemy do tego, skąd się w ogóle wzięły – bo to jest akurat kluczowe do tego, by akcja ruszyła do przodu. Czy im to wyszło? W moim odczuciu na tę chwilę znacznie bardziej niż prequel, póki co dopiero skubnięty. Troszkę nie wiem, jak chcą z tego wybrnąć, ale liczę, że mają plan. W końcu do tej pory, a już szczególnie w pierwszym sezonie, zmiany naprawdę wyszły na dobre. (Ewa)
Ogólnie na plus
Po obłędnie dobrym pierwszym sezonie w drugim Silos złapał zadyszkę. Nie było źle, ale nie było też świetnie. W trzecim, mam wrażenie, serial wraca do korzeni. Jest intensywnie, powietrze jest tak gęste od spisków i manipulacji, że da się je kroić nożem, jest akcja, niebezpieczeństwo i ratunek w ostatniej chwili. Prequel nieco kuleje, jest w nim za to Jessica Henwick jako Helen i po niej spodziewam się dużo dobrego. No i przed nami jeszcze siedem odcinków, a to całkiem sporo, by się rozkręcić. (Ewa)
Dobrze, że wspominasz o Helen – ja ją pominęłam, a rzeczywiście w prequelu to ona daje nadzieję, że wydarzy się coś, co sprawi, że będzie równie dobry jak wątek silosa! Wspaniała, chaotyczna postać. Jeśli chodzi o mój ogólny odbiór początku sezonu, jak na razie czuję lekkie znużenie; może jednak takie wchodzenie i wychodzenie z napięcia tego serialu jednak mniej mi pasuje niż binge’owanie całości z napiętymi nerwami! Nie będę jednak czekać, aż pojawi się całość, za dużo jest zabawy z rozkminianiem. (Magdalena)
A skoro już o rozkminianiu mowa…
PYTANIA, KTÓRE SIĘ NAM NASUWAJĄ
Jak sceny z przeszłości połączą się z silosem?
To wcale nie chodzi o Iran. A więc o co? I co się stało w Nowym Orleanie?
Kim jest Wielki Brat? Czy da się go jakkolwiek oszukać?
Jaki jest cel grupy ukrywającej się w tunelach kopalni i opuszczonych korytarzach?
Jaką decyzję podejmie Camille? Ile tak naprawdę wie? Czy ktoś jej przeszkodzi?
Co się dzieje w drugim silosie po odejściu Juliette? Czy to zobaczymy?
Czy przetrwał jeszcze któryś z pozostałych silosów? I czy tylko tyle ludzkości przetrwało?

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






