Szukamy reprezentacji różnych tożsamości – w tym także autystycznych – w popkulturze, ale warto rozejrzeć się też wokół. Niniejszy artykuł powstał w oparciu o badania jakościowe przeprowadzone wśród neuroatypowych członkiń i członków polskiego fandomu fantastyki.
Zaczniemy od liczb, dobrze? Liczba pierwsza: liczbę osób na spektrum autyzmu w różnych fandomach szacuje się na 4–15%, w zależności od przyjętej metodologii. W populacji ogólnej jest to 1%. Strona archiveofourown.org, najpopularniejszy portal do wymiany fanfików, zawiera 4842 teksty z tagiem „autism” (wzrost o ponad 220% w ciągu pięciu lat). Obecność neuroatypowych osób w fandomach jest oczywista dla każdego, kto zwróci na to uwagę. Pytanie brzmi: co ich tutaj przyciąga i czy korzyści z uczestnictwa w kulturze fanowskiej przewyższają ponoszone przez nich koszta?
Spróbujmy może najpierw zdefiniować, o czym w ogóle będzie ten artykuł.
Spektrum autyzmu (ang. Autism Spectrum Disorder – ASD) to nazwa szerokiej grupy nietypowych wzorców rozwojowych, będących konsekwencją równie nietypowego rozwoju mózgu i układu nerwowego. Klasyfikacja ICD-11 podaje dwie główne grupy objawów pozwalające stwierdzić, że diagnozowana osoba zmaga się z ASD:
- Trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu interakcji społecznych i komunikacji społecznej.
- Skłonności do ograniczonych, nieelastycznych, powtarzalnych wzorców zachowań, czynności i zainteresowań, które są wyraźnie nietypowe lub nadmierne dla danej osoby.
Słowo „spektrum” w nazwie tego zjawiska słusznie sugeruje, że objawy mogą mieć różne nasilenie oraz występować w zmiennych konfiguracjach. Przekłada się to zarówno na funkcjonowanie i perspektywy poszczególnych jednostek, jak i na praktykę diagnostyczną. Najwcześniej diagnozę otrzymują z reguły dzieci, których rozwój przebiega na tyle nienormatywnie, że uniemożliwia im to samodzielne funkcjonowanie czy choćby normalną komunikację z otoczeniem. Słabsze objawy często wiążą się z latami odbijania się od jednej niepoprawnej diagnozy do kolejnej, historią przyjmowania źle dobranych leków i przechodzenia przez formy terapii nieprzynoszące żadnych efektów albo ledwie łagodzące współwystępujące problemy, takie jak powszechny przy ASD lęk społeczny. Problem dotyczy zwłaszcza kobiet, które w naszej kulturze notorycznie wychowuje się na ciche i opanowane za wszelką cenę, co w praktyce prowadzi je do doskonałego maskowania objawów, najczęściej kosztem własnego zdrowia. Jeszcze kilka lat temu powszechnie uważano, że autyzm trzykrotnie częściej występuje u chłopców. Trwająca obecnie fala późnych diagnoz u kobiet wydaje się mocno zaprzeczać takiemu poglądowi.
Różnice są też zauważalne pomiędzy różnymi populacjami – w zależności od tego, w jakim kraju przeprowadzono badania, procent dzieci z diagnozą ASD i równocześnie niepełnosprawnością umysłową waha się od 11 do 65 procent. 10–33% to tzw. ASD niewerbalne, czyli ludzie, których trudności komunikacyjne i sensoryczne dochodzą do poziomu uniemożliwiającego im naukę języka.
Istnieje też cała lista zaburzeń i trudności, które nie są integralną częścią autyzmu, ale bardzo często z nim współwystępują. Około 28% osób na spektrum ma również diagnozę ADHD. Normą są również zaburzenia lękowe i różne formy depresji – badacze teoretyzują, że mogą one być bezpośrednim skutkiem tego, jak autystycy funkcjonują w społeczeństwie (czy też jak są przez społeczeństwo traktowani). W badaniach Rynkiewicz i Łuckiej znacząco większe ryzyko depresji stwierdzono u dziewczynek.
Zaczynając pracę nad tym tekstem, bardzo szybko doszedłem do wniosku, że będzie on niekompletny, jeśli oprę go wyłącznie na suchych danych badawczych czy wcześniejszych doniesieniach medialnych. Aby lepiej pokazać perspektywę samych zainteresowanych, przeprowadziłem krótkie wywiady z dziewięcioma osobami zmagającymi się z ASD. Wszystkie one należą raczej do grupy „wysokofunkcjonującej”, czyli są w stanie na co dzień prowadzić względnie normalne życie, pracować, uczestniczyć w życiu społecznym. Jednocześnie każde z moich rozmówców zmaga się z określonymi trudnościami, które finalnie doprowadziły do rozpoznania u nich spektrum autyzmu. O jakich trudnościach dokładnie mówimy? Zacznijmy od przykładów.
Aleksander
Odkąd byłem dzieckiem, byłem przekonany, że mam fobię społeczną, bo nie rozumiałem, jak mam się „prawidłowo” komunikować z innymi i przez to się tego bałem. Podczas każdej rozmowy czułem się dziwny i nie na miejscu. Przed każdą interakcją odgrywałem w głowie setki scenariuszy, jak rozmowa powinna się potoczyć, jak może się potoczyć, jeśli stanie się coś niespodziewanego, jak chciałbym, żeby się potoczyła, a jak mogłaby się potoczyć, gdyby w trakcie rozmowy przylecieli po nas kosmici. (…) No i hiperfiksacje. Przy wkręcaniu się w nową książkę, serial, grę, bardzo łatwo mi złapać hiperfiksację na jej temat i wtedy nie mogę skupić się na niczym innym.
Asia
Irytują mnie niektóre dźwięki, zwłaszcza bardzo wysokie albo nagła zmiana intonacji. Niektóre specyficzne dźwięki wywołują u mnie fizyczną, gwałtowną reakcję. To samo ze światłem i zapachami. Mogę się fizycznie pochorować, jak będzie dla mnie za dużo czynników lub będą za mocne. (…) Nie znoszę, gdy mi się przerywa. Specyficzne czynności wykonuję specyficznym narzędziem, jeśli mam wybór, np. piszę tym samym rodzajem długopisu od lat, tym samym piórem, piję z tego samego kubka, mam jedną konkretną łyżeczkę do kawy. Przywiązuję się do określonych rzeczy i w ekstremalnych sytuacjach mogę mieć atak paniki, jeśli ich przy mnie nie będzie, nawet jeśli ich nie używam lub jest to specyficzny scenariusz. Mam problem, gdy ktoś narusza moją przestrzeń osobistą, równocześnie też uwielbiam okazywać ludziom moją sympatię uściskiem, gdy ich spotykam. Mówię, co myślę, i czasem nie rozumiem, dlaczego ludzie są urażeni, że zamiast milczeć – powiedziałam, że coś jest nie tak.
Co jeszcze? Bardzo wiele różnych potencjalnych trudności czy schorzeń współistniejących, które u osób na spektrum występują częściej, ale występować nie muszą. Tiki, problemy ze snem, alergie pokarmowe, otyłość, problemy żołądkowe, epilepsja… Ale tak naprawdę chyba najpowszechniejszym ich problemem pozostaje wyobcowanie.
*
W POSZUKIWANIU GRUPY
Marek
Zawsze miałem duży problem z utrzymywaniem przyjaźni, bo brakuje mi takich prostych odruchów jak odzywanie się do kogoś, żeby się dowiedzieć, co u niego, moje funkcjonowanie bardzo mocno opiera się na nawykach i im trudniej jest coś wpisać w kalendarz albo przywyknąć do robienia tego codziennie, tym większa szansa, że to po prostu popierdolę. Niechcący.
Trudności w relacjach są, jak już ustaliliśmy, osiowym objawem ASD, co znaczy, że mają je dosłownie wszystkie osoby z tą diagnozą. W ich przełamywaniu nie pomagają typowe dla większości ludzi reakcje na inność – nieufność, unikanie, strach, czasem agresja, lekceważenie. Wielu autystyków bardzo wcześnie uczy się maskować objawy, głównie właśnie po to, by nie być na wstępie odbieranym jak dziwadło i odrobinę zwiększyć swoje szanse na nawiązanie satysfakcjonujących relacji. Jednocześnie dla wielu z nich ta strategia okazuje się drogą z deszczu pod rynnę – ciągłe udawanie kogoś, kim się nie jest, nie może na dłuższą metę nie odbijać się na zdrowiu psychicznym i satysfakcji z życia. Idealnym rozwiązaniem byłoby więc znalezienie społeczności, która maskowania nie wymusza. I tu dochodzimy do drugiej składowej niniejszego artykułu.
Mianem fandomu zwykło się określać grupę wyjątkowo zaangażowanych odbiorców danego obszaru kultury. Może to być konkretny tytuł czy seria książek (fandom Zmierzchu), gatunek filmowy (fandom anime) czy artysta (fandomy poszczególnych zespołów k-popowych). Fandomy prowadzą ożywione dyskusje w sieci, spotykają się na zlotach na żywo, organizują w klubach, piszą, rysują, wydają czasopisma, szyją stroje i robią jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy, a wszystko to, aby podzielić się z resztą społeczności (i świata) swoją fascynacją.
I tu w pewnym sensie dochodzimy do drugiej grupy osiowych objawów ASD, a w grupie tej znajdziemy m.in. tak zwane „specjalne zainteresowania”.
O co konkretnie chodzi? Z powodów wymykających się póki co pełnemu zrozumieniu bardzo wiele osób na spektrum ma tendencję do bardzo mocnego i głębokiego „wkręcania się” w tematy, które je wystarczająco zaciekawią. Często prowadzi to do spędzania dosłownie całych godzin na eksplorowaniu wszelkich dostępnych materiałów związanych z aktualnym obiektem zainteresowania. A kiedy już zostanie się ekspertem w dziedzinie Star Treka albo czeskiego komiksu awangardowego, naturalną koleją rzeczy jest chęć podzielenia się nabytą wiedzą czy choćby ekscytacją powiązaną z tematem. To bardzo prosta droga do znalezienia się w samym środku fanowskiej społeczności. Użytkownik Reddita ukrywający się pod nickiem Spectrumofadown pisze cytując klasyfikację ICD: Skłonności do ograniczonych, powtarzalnych zainteresowań, które są wyraźnie nietypowe lub nadmierne – fandom jest dokładnie tu, w kryteriach diagnostycznych.
*
W GRUPIE
Julianna
Moja mama też chyba jest trochę na spekrtrum i czasem żałuję, że nie trafiła na fandom, kiedy była w moim wieku, bo mam wrażenie, że dobrze by jej to zrobiło.
Magda
W czasie pandemii natknęłam się na wydarzenie lokalnej organizacji fandomowej i jakoś już dalej poszło. Więc pewnie gdyby nie fandom, to bym jeszcze długo funkcjonowała bez znajomych i z mniejszą lub większą fobią społeczną.
Magdalena
Mam poczucie, że w fandomie mogę być trochę bardziej sobą niż gdzie indziej. Nie całkiem sobą, ale trochę bardziej. To, co robię w fandomie, bywa doceniane w inny sposób niż poza fandomem. Jest więcej możliwości wybicia się, pokazania, zrobienia czegoś fajnego, spotkania się z entuzjastyczną reakcją.
Skąd się bierze taka dynamika? W 2024 roku grupa psychologów z Tajwanu przebadała tamtejszą społeczność twórców doujinshi (fanowskich rysunków i komiksów) testami używanymi normalnie do diagnozy przesiewowej w kierunku autyzmu. Bardzo wielu badanych – nawet ci, którzy poza tym nie wykazywali innych cech pozwalających ich skierować na pełną diagnozę – uzyskiwało wysokie wyniki w skali mierzącej zachowania maskujące. Autorzy badania sugerują, że może to wynikać z nietypowej natury ich hobby, które przez większość społeczeństwa jest postrzegane jako dziwne lub niepoważne. Wniosek uogólniony: wiele osób zaangażowanych w różnego rodzaju fandomy ma doświadczenie bycia na marginesie społeczeństwa. Podobnie jak osoby na spektrum.
Domysł ten wydają się potwierdzać również moi rozmówcy.
Ania
Fandom, w rozumieniu bywalców konwentów, jest zwykle niesamowicie tolerancyjnym miejscem. Jak mógłby nie być? W końcu obok dziewczyny z kocimi uszami, chłopaka z kolorowymi soczewkami, idzie fan postapo… Tak że to, że ktoś jest trochę inny? Moja inność w obszarze zachowania nie jest wcale bardziej „inna” niż „inność” fanów mangi od fanów postapo militarnego. Więc nikogo to nie rusza.
Osoby w moim wieku (30+) i starsze mają też najczęściej za sobą to doświadczenie, że są inne niż wszyscy (w szkole, na studiach), a wtedy inny prawie zawsze znaczyło gorszy czy wykluczony. Tak że wykazują dużo większe zrozumienie, akceptację i po prostu „mam-to-w-dupizm” dla zachowań, które nie są krzywdzące.
Ta zwiększona akceptacja inności wydaje się działać również na inne grupy marginalizowane, np. reprezentacja wyoutowanych osób z mniejszości seksualnych w fandomach jest zdecydowanie wyższa niż „na zewnątrz”, zwłaszcza w młodszych metrykalnie klubach i społecznościach. Stoiska na konwentach sprzedające tęczowe przypinki albo mangi z wątkami gejowskimi nikogo już specjalnie nie poruszają, może poza najbardziej zatwardziałymi konserwatystami, ale przecież oni też mają podobne historie do opowiedzenia – w latach 80. fantastyka należała do tych nurtów kultury, które najbardziej zjadliwie krytykowały zastany porządek społeczny, więc jej fani często rekrutowali się spośród ludzi, którym z socjalizmem było wyjątkowo nie po drodze.
Magdalena
Gdzieś obok tego tematu jest splatanie się różnych płaszczyzn wykluczenia. Nie wiem, co u mnie jest „autyzmem”, a co „queerem” czy „lewicowością” czy byciem „nieatrakcyjną i bezczelną kobietą” (no, mówienie rzeczy wprost i niekoniecznie zawsze przyjazny wyraz twarzy to też autyzm…). Nie wiem, czy to w ogóle jest do rozplątania.
Dla pełnego obrazu trzeba jednak powiedzieć, że nie jest fandom utopią ani ziemią obiecaną dla atypowych – jest lepiej, ale wciąż daleko od ideału, i nie muszę specjalnie ciągnąć moich bohaterów za język, by się o tym przekonać. Od anonimowej rozmówczyni słyszę na przykład:
Kiedy nie miałam jeszcze diagnoz, więc tak naprawdę nie wiedziałam, czemu różnię się od reszty, byłam na przykład wyśmiana po prelekcji, która sprawiała mi trudność i którą czytałam (lepiej piszę, niż mówię, i mam paniczny lęk przed wystąpieniami, ale ze względu na doktorat i chęć wzięcia udziału choć raz na rok w jakimś wydarzeniu fantastycznym starałam się im sprostać), najwyraźniej mocno zakompleksiona osoba podważała na tej podstawie potem w internecie moje kompetencje uczelniane. Co ciekawe, na konferencjach nikt nie miał najmniejszego problemu z moimi odczytami, ani na festiwalach mainstreamowych, a na zajęciach studenci cieszą się, że mam dokładny konspekt i każda minuta jest zaplanowana i pełna materiału. Problemy pojawiły się jedynie na konwentach.
Magda
Kiedyś ktoś mi powiedział, że fandom fantastyki działa dlatego, że połowa ludzi ma ADHD, a połowa jest w spektrum. Generalnie jest to mocno nieprawdziwe stwierdzenie i mam wrażenie, że często służy robieniu nas, nieneurotypowych, w trąbę i koniki pociągowe przy iluzji pogłaskania nas i rzucenia nam kawałka pozornej akceptacji niczym chleba kaczkom. Oczywiście, że możesz być w spektrum autyzmu, pod warunkiem, że funkcjonujesz, jak byś nie była i niczego nie chciała. Neuroróżnorodność brzmi fajnie i cool, udogodnienia brzmią chamsko i roszczeniowo.
Asia o „starym” fandomie
Nie szkodzi i jest okej, ale też nie czuję się specjalnie wspierana i uważam, że takie osoby jak ja lub bardziej wrażliwe bardzo szybko się tu spalają, są też nadmiernie eksploatowane i kompletnie niezrozumiane. I potrzeby „innych” są kompletnie pomijane, bo ten fandom zatrzymał się na pewnym etapie rozwoju i sam się zjada.
Nie jest też trudno natknąć się na przykłady nękania i słownej agresji w sieci – są fandomowe społeczności, w których słowo „autystyczny” jest po prostu obelgą, są też takie, które z uwagi na dużą liczbę uczestników z ASD są regularnie traktowane przez internetowych trolli jak świetne miejsce do wyżycia się. Serwer Minecrafta Autcraft boryka się z podobnymi problemami bardzo regularnie.
*
POŻYTKI Z GRUPY
Dobrze, ale co właściwie mają do zyskania ci, którzy w fandom wsiąkną?
Aleksander
Fandom to przestrzeń, w której tak naprawdę spędziłem większość swojego dojrzewania i ona nauczyła mnie funkcjonować między ludźmi – począwszy od internetowych przestrzeni, po te na żywo, konwentowe i między znajomymi. To taka przestrzeń, w której potrafiłem wyjść do ludzi i coś zrobić. (…) Większość zdolności, jakie zyskiwałem, dorastając, zyskiwałem w fandomie.
Marek
Idąc na pierwsze spotkanie klubu, musiałem się naprawdę prawie fizycznie zmusić do wyjścia z domu. Na drugie i trzecie tak samo. Potem okazało się, że nawet takie dziwadło jak ja spotyka się tam z całkiem miłym przyjęciem i to chyba jakoś pomogło mi przewalczyć ten lęk. Dziś trochę trudno mi uwierzyć, że w ogóle miałem to kiedyś z taką siłą. Przetrenowanie pewnych rzeczy w akceptującym środowisku jest naprawdę cenną możliwością.
Magdalena
Na pewno nie miałabym tak wielu znajomych i przyjaciół, gdyby nie fandomy. To moja główna przestrzeń zawierania znajomości. Nauczyłam się wielu rzeczy na przykład dzięki prelegowaniu na konwentach. Nabyłam wiele praktycznych umiejętności i kompetencji dzięki zaangażowaniu w różne fandomowe inicjatywy. Ale też wiele miękkich zdolności, komunikacyjnych, związanych z pewnością siebie.
Te trzy wypowiedzi dość dobrze podsumowują dwa dominujące wątki – spróbujmy się im (wątkom) przyjrzeć trochę bliżej.
Większość specjalistów pracujących z osobami na spektrum zgadza się, że trudno w ich wypadku mówić o terapii jako takiej – interwencje psychologiczne idą raczej w kierunku uczenia ich, jak mogą sobie radzić ze swoimi specyficznymi trudnościami. Jednym z popularnych podejść jest na przykład terapia grupowa i zajęciowa, która z jednej strony ma na celu poprawić funkcjonowanie społeczne, z drugiej zaś daje pacjentom szansę na nabycie praktycznych umiejętności, które mogą im się potem przydać w codziennym życiu czy na rynku pracy. Psychologowie prowadzący grupy terapeutyczne dla pacjentów z ASD zwracają też czasem uwagę na dobroczynny wpływ samej możliwości przekonania się, że nie jest się jedyną osobą doświadczającą tego rodzaju trudności.
Czy możemy więc mówić o fandomie jako o formie terapii? Oczywiście nie – specjaliści w ogóle przestrzegają przed nadużywaniem słowa „terapia” w odniesieniu do aktywności, które terapią nie są. To, że da się zauważyć dobroczynny wpływ jakiejś czynności na podejmujące ją osoby, nie znaczy jeszcze, że można ową czynnością zastąpić wizytę w realnym gabinecie. Faktem jest jednak, że większość moich rozmówców (i spora populacja anonimowych użytkowników sieci) wskazuje na fandom jako czynnik, który w jakimś stopniu poprawił ich umiejętności miękkie, pomógł poradzić sobie z lękiem społecznym czy dostarczył okazji do znacznego poszerzenia grona znajomych. O nabywaniu i trenowaniu umiejętności praktycznych mówią dosłownie wszyscy, którzy odważyli się aktywniej zaangażować w fanowską działalność, niezależnie od tego, czy dotykały ich wcześniej jakieś problemy rozwojowe, czy nie.
Przy tym wszystkim warto pamiętać, że praktycznie cały ten tekst mówi o doświadczeniach osób, które funkcjonują na tyle dobrze, by w ogóle być w stanie wyjść do ludzi i się z nimi komunikować. Ogromna część osób z diagnozą autyzmu nie ma tyle szczęścia.
*
LEKCJE DLA GRUPY
Skoro jednak ustaliliśmy już, że populacja osób na spektrum jest w fandomach dość duża i że jest tu potencjał do pozytywnego wpływu na ich dobrostan, zasadnym wydaje się pytanie, co społeczność mogłaby zrobić, by ten potencjał aktywnie podnosić.
Asia
W tym fandomie, w którym jestem, bo jestem, bardzo sporadycznie pojawiają się słowa „dziękuję” czy „dobra robota”. Jak nikt nie wsiada na ciebie, to znaczy, że jest dobrze. Jak feedback, to zawsze, co nie poszło, co mogło pójść lepiej. Krytyka jest ważna, żebyśmy się zrozumieli, ale chwalenie też i wypala mnie brak pozytywnych emocji, bo natychmiast przekładam to na „a czemu nic nie powiedzieli, czy to znaczy, że zrobiłam to poprawnie, ale nie dobrze, i mają jakieś pretensje?”. Podcina mi to skrzydła i sprawia, że nie chcę pracować z takimi ludźmi, uciekam w swoją skorupkę.
Magda
Na pewno ogromną robotę robią co młodsze organizacje i wydarzenia, które zwracają uwagę na potrzeby osób w spektrum przez organizowanie m.in. Stref Ciszy na konwentach.
Magdalena
Mam podejrzenie, że w fandomie jest naprawdę sporo osób na spektrum – więc po pierwsze, potrzebna jest edukacja o tym, czym jest spektrum, jak różnorodnie się przejawia i że jest częścią fandomowej kultury. (…) Marzą mi się pokonwentowe integracje, które nie odbywają się w głośnych pubach. Brakuje mi w fandomie życzliwości, ale to temat o wiele szerszy niż neuroróżnorodność. Może jakimś pierwszym krokiem byłoby jakieś zrzeszenie autystycznych osób w fandomie?
Anna
W sumie jak o tym pomyślę, nie wiem, czy nie dałoby się takich tour guides na Pyrkonie zrobić dla takich ludzi. Jasne, że nie wszyscy potrzebują, niektórzy sami sobie ogarną towarzystwo, ale jak ktoś jest introwertykiem, ma ASD albo jest młodą i niedoświadczoną jeszcze osobą, to może przychodzić ze zwiększoną trudnością. Ja nie mam z tym akurat aż takiego problemu, ale przebodźcowanie to jest problem każdego autysty i niektórym naprawdę odbiera radość życia. Przebodźcujesz się i od tego momentu wszystko cię irytuje, jak papier ścierny, tylko nie tylko palpatywnie, ale w mózgu też. Naturalnie przy tak dużym miejscu to może być problem, ale, hear me out, może dałoby się skołować słuchawki wyciszające? To chyba łatwiej niż zorganizować rzeczywiście cichy pokój w miejscu takim jak MTP, wypełnionym 50k narodu.
Czy powyższe postulaty brzmią realnie? Strefy ciszy już się wydarzają na coraz większej liczbie imprez w roku, więc zdecydowanie nie można powiedzieć, że temat jest zupełnie ignorowany. Co więcej – w zeszłym roku w Dublinie odbyła się już druga edycja imprezy pod nazwą Fandom Con, kierowanej bezpośrednio do fanów gier i cosplayerów z ASD. Uczestniczyło w niej ponad 1200 osób, organizatorem była grupa NOW, która na co dzień zajmuje się wspieraniem osób z autyzmem i innymi trudnościami rozwojowymi.
Z łącznie zebranych danych oraz opowieści, na których oparty jest ten artykuł, wyłania się obraz złożony, trudny, ale pozwalający na pewną dozę optymizmu. Czy poszczególne fandomy będzie stać na lepsze zrozumienie i zaopiekowanie się należącymi do nich atypowymi osobami? Byłoby świetnie, gdyby spróbowały. W końcu lekcję o tym, jak wartościowa potrafi być różnorodność i jak smakuje pozostawanie na marginesie, powinny mieć już nieźle przerobioną. Czy w tym momencie warto angażować się w fanowskie społeczności zmagając się z ASD? Na pewno warto przemyśleć wszystkie za i przeciw, a potem rozejrzeć się i, jeśli wystarczy sił, spróbować. Mimo wszystko w zebranym przeze mnie materiale wydają się przeważać historie z happy endem.
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami lub doświadczeniami? Zapraszamy do sekcji komentarzy w mediach społecznościowych! Zachęcamy też do szerowania tego materiału – uważamy, że jest bardzo ważny.

Psycholog, publicysta, działacz oddolnych ruchów kulturotwórczych. Przez 3 lata był prezesem Związku Stowarzyszeń „Fandom Polski”, przez 6 – wiceprezesem Stowarzyszenia Krakowska Sieć Fantastyki. Organizował wydarzenia, redagował prozę i eseistykę, publikował m.in. w „Nowej Fantastyce” oraz licznych fanzinach i fanowskich portalach o popkulturze. Uważa, że idea wolontariatu i pracy społecznej zasługuje na dużo więcej uwagi niż obecnie otrzymuje.






