Nadszedł ten czas w roku, gdy ruszają nominacje do Nagrody Zajdla. A że (o radości!) w 2024 roku ukazała się naprawdę cała masa tekstów literackich z szeroko rozumianej fantastyki, to nasza redakcja postanowiła podzielić się z wami tytułami, które najbardziej zapadły nam w pamięć.
Opowiadania
Dlaczego nie ma klanu kruka, Aleksandra Janusz (Harde Bestie, SQN)
Rzadko płaczę na opowiadaniach, ale gdy dotarłam do ostatniego zdania Dlaczego nie ma klanu kruka, łzy popłynęły ze mnie ciurkiem. Aleksandra Janusz stworzyła piękny świat i skupiając się na jego maleńkim wycinku i bardzo prostej z pozoru historii, pozwoliła czytelnikom go posmakować i poczuć związek z nakreślonymi przez siebie kulturami. I, jakkolwiek podniośle by to nie brzmiało, to jest przede wszystkim historia o człowieczeństwie i o społeczności. Dokładnie taka, jakich bardzo teraz potrzebujemy. (Pryvian)
Truskawki, Jagoda Kościelniak („Mlem!”, numer Smaki lata, wrzesień 2024, Grupa Wydawnicza Alpaka)
W „Mlemie!” nie mamy faworytów i tak ogólnie możemy powiedzieć: głosujcie na wszystkie opowiadania, ale tymczasem pozwólcie, że opowiemy wam o dwóch z nich. Truskawki Jagody Kościelniak to historia o świecie po końcu świata. O życiu spokojnym, gdzie wielkim marzeniem są sadzonki truskawek i własna krowa. No i jeszcze, żeby można było pograć w gry komputerowe – choć to ostatnie marzenie jest trudne, o ile nie ma się generatora prądu. W Truskawkach mamy dozę nostalgii za tym, co było, ale przede wszystkim mamy też spokojne, pełne nadziei spojrzenie w nową przyszłość. (Ginny N.)
Czarowieństwo z Wildy, Weronika „DemonBiblioteczny” Klepacz („Mlem!”, numer Smaki lata, wrzesień 2024, Grupa Wydawnicza Alpaka)
Opowiadanie naszego redakcyjnego DemonaBibliotecznego zabiera w świat magicznych wypieków – gdzie smak lata nie zawsze będzie przyjemnym, ciepłym wspomnieniem. Choć i tym może być. Wszystko jednak zależy od tego, czym lato jest dla osoby smakującej. (Ginny N.)
Ziarno, Istvan Vizvary („Nowa Fantastyka” 5/2024)
Wszystko, co najlepsze w twórczości autora w pigułce. Nieokreślona, dziwna przyszłość, Ziemia, na której nie ma już ludzi, przedziwne istoty w misji poszukiwania nowych królów stworzenia – i swoich poprzedników, którzy nagle przestali się odzywać. Ekologicznie, pesymistycznie, filozoficznie, erudycyjnie, ponuro, prawdziwie, z obowiązkowym twistem na końcu, który wszystko wyjaśnia i daje przekorne i jak dla mnie całkiem szczęśliwe zakończenie. Zdanie Z ludzi nie wyrosło nic. Ich ziarno zgniło w radioaktywnej glebie aż sobie zescreenowałam, a bynajmniej nie jest tym najlepszym, choć odpowiednio wali po głowie. Bardzo lubię styl Istvana Vizvary’ego, niełatwy, ale nie na tyle, by nie wystarczyło po prostu czytać uważniej, dający obraz jego zamiłowaniu do słowotwórstwa, oszczędnie dawkujący technobełkot, który koniec końców znajduje wytłumaczenie lub przynajmniej daje się wyobrazić, umiejętnie balansujący między nauką, dziwacznością i dobrą opowieścią. Doskonałe to jest. (ET)
Weird fiction, Istvan Vizvary (Sny umarłych 2024. Polski rocznik weird fiction, Wydawnictwo IX)
W niedalekiej przyszłości na dalekiej Syberii dwóch start-uperów próbuje, zapewne po raz ostatni, zbić fortunę na wydobywaniu i sprzedaży kłów mamutów, które za sprawą globalnego ocieplenia i zmiany śnieżnych pustkowi w błotniste bezludzia nagle stały się względnie łatwo dostępne. Towarzyszą im nadzorowani przez automatycznych strażników czukoccy niewolnicy, wychudzeni i toczeni przez choroby, technologiczne nowinki do wyszukiwania i wydobywania skrywanych w błotach skarbów oraz klasyczna literatura weird fiction, namiętnie pochłaniana przez jednego z bohaterów, która, jak można się domyślić po tytule, odegra ważną rolę w tym, co się wydarzy. Wieńczące Sny umarłych opowiadanie Vizvary’ego jest bardzo ponure i bardzo meta, weird staje się w nim już nie przyglądaniem się temu, co dziwne, niesamowite, niepokojące, uchylaniem kurtyny, za którą czai się mrok, a ucieczką od prawdy o tym, że owo zło, ciemność wcale nie są nieokreślone i schowane, przeciwnie – to immanentna część człowieka, której boimy się dostrzec. Mocny, gęsty kawałek o braniu na klatę, które nie nastąpi nawet w najbardziej wyzutych z nadziei okolicznościach. (ET)
Diabła za rogi, Joanna W. Gajzler (Wszyscy razem, SQN)
Trochę autoreklama, bo pracowałam przy tym opowiadaniu, no ale po to wlazłam w fantastyczny rynek wydawniczy, by czytać dobre rzeczy, a to właśnie jedna z nich. Autorka zarzeka się, że opowiadań pisać nie umie, ale jakoś dziwnym trafem świetnie jej wychodzą, a to jest moim ulubionym. Jest prequelem serii Necrovet, który jednakże doskonale broni się sam. Poznajemy w nim nieco młodszego Bastiana, który ze świeżym dyplomem technika weterynarii sprowadza się na wieś i znajduje pracę w lecznicy w Cnotnicach. To nie jest jednak przytulna historia o ucieczce z korporacji i pracy ze słodkimi zwierzątkami, lecz ponura opowieść o mobbingu, ksenofobii i zmaganiu się z własną głową. Rewelacyjne przedstawienie choroby afektywnej dwubiegunowej i życia, które zdaje się być równią pochyłą, oraz tego, jak różne życiowe trudności splatają się w przerażający węzeł. Zdecydowanie dostanie mój głos. (Magdalena S.)
Białe miraże (Katarzyna Rutowska, Katarzyna Podstawek (Wszyscy razem, SQN)
Tekst z tej samej antologii i wstęp jak wyżej. Autorki Ucieczki apsary pokazały tu kawałek swojego świata, wrzucając osoby czytające może nie na głęboką wodę, ale spokojnie taką po kolana; podobnie jak główny bohater, nie bardzo umiemy się poruszać po tej kulturze, ale udaje nam się w końcu poczuć w niej jak w domu. Podobnie jak w Apsarze widać tu inspiracje indyjskie i renesansowe, jest mocny motyw ksenofobii i migracji, a do tego… wszystko kręci się wokół niezwykłego kotka. Cytat na zachętę: Danvir po prostu musiał mieć tego zwierzaka. Żadne bóstwo ani elf nie byli go w stanie za ten czyn potępić. Tylko ten ucisk w podbrzuszu i męcząca go bezsenność nie dawały mu zaznać spokoju. Świętej pamięci mama często powtarzała, że nie był najostrzejszym dłutem wśród narzędzi boskiego rzeźbiarza. Najwyższe obdarzyło go za to niezawodną intuicją, ta zaś od pewnego czasu biła na alarm. Kocham styl tych autorek. (Magdalena S.)

Powieści
Mgła, Anna Brzezińska (Wydawnictwo Literackie)
Tak jak Woda na sicie tej samej autorki jest dla mnie personalnie jedną z najwspanialszych polskich powieści, jakie czytałam kiedykolwiek, tak Mgła jest powieścią roku 2024 bez najmniejszych wątpliwości. Czekałam na nią potwornie i się nie przeliczyłam. Erudycyjna i urzekająca, odchodząca jak najdalej od czarno-białego obrazu świata. Tutaj nie ma dobra, zła ani tym bardziej nieskalanego bohaterstwa; są tylko ludzie, ich wybory i historie, jakie dla siebie przędą, mniej lub bardziej prawdziwe. Jestem gotowa oddać kawałek duszy, byle tylko ta książka została doceniona. (Pryvian)
Arcana, Anna Szumacher (Mięta)
Już wcześniej bardzo lubiłam styl autorki, ale dopiero Arcana sprawiła, że zakochałam się w nim do reszty. Przepiękna, fantastyczna polszczyzna i granie na znanych i lubianych motywach to coś, co będę doceniać zawsze i wszędzie. A w tej powieści poza tym znajdziecie również trupa (i to takiego bardzo problematycznego), całą galerię kolorowych bohaterek i bohaterów, obok których nie sposób przejść obojętnie, sporo groteski oraz protagonistkę, której nie brak ikry i jakoś musi sobie z tym całym bałaganem poradzić. Cudowna, zasługująca na docenienie lektura nie tylko dla osób rozmiłowanych w literaturze YA. (Pryvian)
Plus jeden do Arcany! Napisałam już o niej peanik, więc przy okazji go tu przypomnę: KLIK. (Magdalena S.)
Ucieczka apsary, Katarzyna Rutowska, Katarzyna Podstawek (SQN)
Pierwszy tom dylogii osadzonej w świecie elfów zabiera nas w opowieść o spotkaniu Elaman i Czadaramy – znanych już z licznych opowiadań autorek. Elaman to złota elfka, arystokratka, która uciekła z domu, by nie iść na studia, a zamiast tego badać sąsiedni kraj, Paharam. Czadarama to zaś elf nefrytowy, pielgrzym, Święte Ostrze dwupłciowego bóstwa Sinthinii. To płomienny młodzieżowy romans opowiadający o zwalczaniu stereotypów i ksenofobii oraz świętej misji, która musi skończyć się tragedią/sukcesem. (Ginny N.)
I tu również plus jeden dla mnie. Ucieczka apsary to dla mnie bez wątpliwości książka zeszłego roku. Czytajcie i czekajcie na drugi tom! (Magdalena S.)
Wściek, Magdalena Salik (Powergraph)
To jest pierwsza z moich przeczytanych w 2024 książek, o której pomyślałam, że zasługuje na Zajdla, i dotąd nie zmieniłam zdania. Nietypowo, momentami wręcz eksperymentalnie napisana, niesamowicie szybka opowieść o całkiem niedalekiej i dość realnej przyszłości, w której nic się nie zmieniło o tyle, że aktywiści nadal krzyczą po próżnicy i są coraz bardziej sfrustrowani, 1 procent nadal lokuje swoje środki nie tam, gdzie trzeba, katastrofa ekologiczna ma się coraz lepiej i wygląda na to, że naprawdę nic się nie da zrobić do momentu, gdy na horyzoncie pojawiają się dwie siostry z, jak się okazuje, całkiem sensownym planem odwrócenia tego wszystkiego… tyle że wcale nie są tym, kim myślicie, że są. Bardzo zgrabne, mega wciągające, dające sporo żarcia do przemyśleń, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by uratować resztki tego, co nam pozostało. Dotąd nie wiem, co bym zdecydowała. (ET)
Sądny dzień, Jaga Moder (Fabryka Słów)
Szerzej o tej książce pisałam nie tak dawno w temu w recenzji (KLIK). Co mnie w Sądnym dniu cieszyło? Wodzenie czytelnika za nos co do tożsamości jednego z bohaterów, sięganie do mniej znanych podań i mitów z naszego kręgu kulturowego, alchemiczne odniesienia, Łódź, dużo Łodzi! (Maggor)
I znowu plus jeden ode mnie! Sądny dzień jest ponury, przejmujący, ze znakomicie skonstruowaną główną bohaterką. Autorka zaś ma olbrzymią wiedzę o folklorze – nie inspiruje się oczywistościami, ale sięga głęboko i działa z tym bardzo twórczo. Niesamowita książka. (Magdalena S.)
Dżin, Marcin Mortka (SQN)
Ponownie trochę autoreklama (ale naprawdę trafiają mi się najlepsze zlecenia!). Dżin to drugi tom trylogii maltańskiej, którą otwiera Maleficjum. Na pierwszy rzut oka brzmi jak po prostu fikcja historyczna – główny bohater, Bruno, należy do zakonu joannitów, a akcja rozgrywa się na Malcie w XVI wieku. Jednak im dalej w las, tym fantastyczniej i piękniej, aby w drugim tomie uwikłać bohaterów w sprawę dżina, który… przyczepił się do nich i nie chce im dać spokoju. A nie jest to trikster z lampy, tylko potężna, agresywna istota z innego świata, z którą nie sposób się skomunikować, ale też nie sposób zaprzestać prób, bo może w przypływie złego humoru na przykład zniszczyć całą Maltę. Byłoby szkoda. Mamy więc dżina w piwnicy, Turków knujących inwazję, byłą mniszkę Soave odnajdującą się w roli opiekunki sierot, skrzynię magicznych przedmiotów o nie zawsze jasnych funkcjach, Brunona i jego przybocznego Erhana, którzy próbują zdobyć wiedzę, jak, u licha, dogadać się z bestią, i sporo innych postaci, które po prostu kocham. Marcin Mortka jest świetny w ich konstruowaniu i ożywianiu, pokazywaniu rodzin z wyboru i skomplikowanych, ale często pełnych ciepła i humoru relacji. Ogromnie polecam tę serię i wszystko inne, co wpadnie wam w ręce z tym nazwiskiem na okładce. (Magdalena S.)
Dzieci jednej pajęczycy, Olga Niziołek (Powergraph)
Rewelacyjna literacko pierwsza powieść pisarki, o której jeszcze nieraz będzie głośno. Wszystko, co wychodzi spod jej pióra, jest dziwne, przyciągające, zmuszające do zastanowienia się co kilka akapitów, kim się jest i dokąd się zmierza. W powieści wzięła na tapet motyw sieci, katastrofy i szukania życia po niej, a także wsparcia, przyjaźni, odnajdywania się i szukania możliwości mimo braku perspektyw. Są też pająki, ale spróbujmy to wybaczyć. Ponura dystopia, która daje trochę nadziei i jak najlepsza science fiction – próbuje nas przestrzec. (Magdalena S.)
A jakie są wasze typy? Podzielcie się swoimi faworytami na naszym facebooku, bluesky, lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






