Mniej Zosi, więcej Carol, nowy odłączony i zwroty akcji, które nas zaskoczyły. Kolejne trzy odcinki Pluribus zdecydowanie nie zawiodły! Których momentów nie możemy wyrzucić z głów i co chcemy zobaczyć w kolejnych tygodniach? Zapraszamy do lektury wrażeń.
Uwaga na spoilery!
CO ZROBIŁO NA NAS NAJWIĘKSZE WRAŻENIE
1. Oni nie potrafią kłamać
Carol w końcu zaczyna pytać i dostaje odpowiedzi. Pyta oczywiście w swoim stylu, właściwie bardziej domagając się odpowiedzi niż prowadząc rozmowę. Nic dziwnego, że nie dostaje aż tak wielu odpowiedzi, ale to, czego się dowiaduje, jest zdecydowanie ciekawe. Z jednej strony oni nie potrafią kłamać, z drugiej potrafią mocno owijać w bawełnę, gdy nie chcą udzielić odpowiedzi. A sztuka? Z jednej strony szczery zachwyt twórczością Carol, z drugiej – wciąż pozostaje w nas pytanie, czy oni sami tworzą. Jeśli wszystko zachwyca ich tak samo, to jaki jest sens w tworzeniu więcej? (Tomek Cz.)
W ogóle ta rozmowa o literaturze przy okazji badania szczerości hive mindu była tak bardzo w punkt! Tak, powieści Carol były dla wielu osób co najmniej na równi z twórczością Szekspira, ba, nawet uratowały komuś życie! Mam takie mocne wrażenie, że hive mindowi bynajmniej nie chodziło o to, by nie sprawić jej przykrości szczerą opinią o jej twórczości. Gdy ma się dostęp do umysłów czytelników z całego świata, eksperckie opinie przestają mieć znaczenie, liczy się indywidualny odbiór tych, którym się zwyczajnie podobało. Ta scena właściwie odpowiada wszelkie pytania o znaczenie sztuki w tym nowym świecie. I na tę chwilę nie wiem, czy jest mi z tego powodu smutno. (ET)
Ja tu mam trochę wątpliwości – bo miesza się każdy zachwyt z każdym hejtem i hive mind wybiera zachwyt, żeby podbudować Carol, pozostało we mnie jednak poczucie, że tych opinii już nie ma; zmieszały się w bardzo różnorodną, ale jednak masę, z której wyciąga się to, co jest w danym momencie korzystne. Wiemy wszystko i zarazem nie wiemy nic, każda rzecz jest przez kogoś kochana i przez kogoś znienawidzona, wszystko to jest podporządkowane jakiejś nadrzędnej użyteczności. No i po co, jak zauważa wyżej Tomek, miałoby być tworzone cokolwiek nowego? Nie wiem, czy to całkiem zła rzecz, ale na pewno dziwna i budząca we mnie pewien niepokój. To ten moment, kiedy ten świat wydaje mi się na pewnym poziomie martwy. (Magdalena S.)
2. (Queerowa) trauma usprawiedliwia każde działanie
Dowiadujemy się trochę więcej o Carol: o tym, dlaczego wizja wejścia w hive mind tak dogłębnie ją oburza i przeraża. I jest to całkowicie zrozumiałe – obozy tortur dla queerowych osób to coś, na co brak słów. A jednocześnie to, co Carol przeszła, nie usprawiedliwia każdego jej działania. Choć ma sens, że jej złość, żałoba i trauma prowadzą ją do takiego, a nie innego działania, wciąż odurzenie Zosi, gdy Carol nie ma pojęcia, jak zadziała to na cały hive mind, jest zwyczajnie złe. To, jak Carol brnie w to nawet wtedy, gdy doskonale widzi, jakie cierpienie sprawia Zosi – doprowadzając ją na skraj śmierci. Tortura za torturę, można by powiedzieć, pokazuje jasno, jak okrutna potrafi być Carol wobec osoby, o którą jeszcze chwilę wcześniej zdawała się jednak dość mocno troszczyć. W niejednoznaczny i skomplikowany sposób, ale cóż, to nie tak, że Carol chce, by oni, a przynajmniej osoby, które ich tworzą, umarli. W Carol jednak wygrywają emocje – i w tak krótkim czasie to nie dziwi, ale też tym dobitniej pokazuje nam niejednoznaczność jej postaci. (Tomek Cz.)
Carol zbudowała sobie życie na niepoddawaniu się oczekiwaniom innych i nagle w jednej chwili zalicza powrót do lat nastoletnich, kiedy to inni decydowali za nią, kim ma być. Siłowo. Podobieństwo między jej matką zmuszającą ją do terapii konwersyjnej a mocno matczynie kodowanym hive mindem, który przecież niezależnie od wszystkiego ją kocha i pragnie tylko jej dobra, jest niezaprzeczalne. Co gorsza, tym razem nie znajdzie swojej Helen – jedynej osoby, która znała ją naprawdę oraz kochała i akceptowała ją taką, jaka jest, za to ma całą ludzkość, która w tej chwili wie o niej literalnie wszystko, co kiedykolwiek komuś pokazała. Z jej perspektywy ten nowy świat to koszmar. Wydaje mi się, że jej działania nie wymagają usprawiedliwienia. Carol jest w trybie walki i póki co z jej perspektywy nie wydarzyło się nic, co mogłoby sprawić, by zaczęła mieć wątpliwości. (ET)
Ledwo sześć odcinków, niecałe dwa tygodnie, Carol zdecydowanie ma prawo być wkurwiona, bezradna i w żałobie za żoną, światem, swoją wyobrażoną przyszłością, wszystkimi relacjami… Sporo tego. Każde kolejne odkrycie (tego, czym nowi ludzie się żywią; tego, że inni odłączeni jeszcze dodatkowo ją odłączyli) tylko mocniej ją spycha na krawędź. To jest najbardziej samotna osoba na świecie i może nawet w całej fikcji, jaką mam na koncie (nawet w Ścianie Haushofer bohaterka ma chociaż zwierzęcych towarzyszy). Zagranie terapią konwersyjną było mocne – może za mocne, no ale takie rzeczy się zdarzają, zwłaszcza w USA – i bardzo konkretnie doprecyzowało, jaki jest zestaw skojarzeń w głowie Carol. To gra, ale czy coś może ją z tego wyciągnąć? Seksowna piratka to chyba jednak nie to… (Magdalena S.)
3. Potrzebujemy przestrzeni dla siebie
Ten zwrot akcji wywołał u mnie mocne skojarzenie z matką/rodzicem karzącym dziecko milczeniem. Do tego jeszcze Pan mówiący Carol w szóstym odcinku, że wszyscy, szczególnie Zosia, za nią tęsknią, i czekają tylko na gest z jej strony. Przyznam, że trudno mi się złościć na Carol, bo ona jest nadal spójna, prawdziwa, bardzo ludzka oraz samotna i głęboko nieszczęśliwa. Trochę się powtórzę: jakkolwiek dobry wydawałby mi się ten świat, to nadal nie wydarza się absolutnie nic, co mogłoby sprawić, by reagowała czy działała inaczej. (ET)
Z jednej strony to odejście od osoby, która jest dla nich niebezpieczna – co pokazała niejednokrotnie – ma sens. Jako człowiek wywodzący się z przemocowej rodziny całkowicie rozumiem takie odejście po cichu, ale odejście zdecydowane, bez miejsca na błagania i groźby osoby przemocowej. Bo to, co zrobiła Carol, to była przemoc. I tak, ta nagrana wiadomość to całkiem sporo z ich strony – wytłumaczenie Carol, dlaczego odeszli. Mówią jej, że wciąż się o nią troszczą i zrobią dla niej wszystko, ale potrzebują przestrzeni dla siebie, i choć to już pozostaje niewypowiedziane, dają jej także przestrzeń dla niej, miejsce na złapanie oddechu, może jakąś autorefleksję. Z drugiej strony zaś mamy Carol, która chce wszystko zrobić sama, która „na złość mamie odmrozi sobie uszy”, a jednocześnie tak bardzo potrzebuje innych, wciąż prosi o pomoc pozostałą dwunastkę, do której jednak jej sposób komunikacji nie przemawia. I nic dziwnego, gdy w tych prośbach nie zastanawia się w ogóle nad spójnością przekazu, szukając nie balansu między indywidualizmem a wspólnotą (z pozostałą dwunastką), a uderzając nimi o siebie z wielką siłą, niczym niecierpliwe dziecko bawiące się niedopasowanymi klockami. Ale też, z trzeciej strony, trudno, żeby Carol działała inaczej, skoro nie został (prawie?) nikt, komu mogłaby w pełni zaufać, kto przepracował_by z nią jej emocje, stratę w sposób, który pokazałby jej inną drogę działania. A pomoc, która się zbliża, może mieć bardziej wybuchowy niż kojący efekt. Choć kto wie? Ja na pewno czekam na to spotkanie i jego skutki. (Tomek Cz.)
Ja trochę nie rozumiem tego silent treatment. Widzę perspektywę Tomka wyżej i to jest jedna strona, równocześnie takie porzucenie i odcięcie to też przemoc – to hive mind ma tu zasoby, to hive mind dominuje, Carol jest od niego całkowicie zależna, jest w tej relacji dzieckiem, które nie rozumie, co się dzieje, i zostaje odstawione do kąta, by się nad sobą zastanowiło i odpowiednio wyraziło skruchę. Jasne, Carol uszkodziła jedną mackę i hive mind jest tym wstrząśnięty, ale dopiero byli gotowi dać jej bombę atomową. Znają ją, wiedzą, że jest jak małe zwierzątko zapędzone w róg. Na poziomie ich relacji to jest zagranie toksyczne i dziwne. Na poziomie fabularnym jednak było potrzebne – dzięki temu Carol może przeprowadzić śledztwo. Z wszechobecnymi oczami hive mindu byłoby to pewnie dalej wykonalne, ale przebiegłoby zupełnie inaczej i pewnie wyglądałoby na coś, co jest przez hive mind w pewnym sensie kontrolowane (albo odbywa się w pewnych dopuszczalnych zdaniem hive mindu ramach). A teraz możemy zobaczyć więcej sprawczości Carol, jej kreatywności i parcia ku zrozumieniu, co się wokół niej dzieje, choć jest bardziej w tym może blogerką true crime niż detektywką… (Magdalena S.)
4. Kanibalizm w moim sajfaj?
Jestem głęboko poruszona tym, że Apple TV postanowiło w tak spektakularny sposób wesprzeć mój nabór do antologii o kapitalizmie, konsumpcjonizmie i kanibalizmie. Powiedziałabym, że nie trzeba było, ale co mi tam – po prostu doceniam, dziękuję, czekam na więcej! (Magdalena S.)
Włączając piąty odcinek, zupełnie nie spodziewałem się jego zakończenia, ale gdy Carol zobaczyła przykryte folią „produkty”, już wiedziałem i byłem bardzo na tak. Bo właściwie jest to pragmatyczne podejście, jakkolwiek by na to patrzeć od etycznej strony. A wyjaśnienie w odcinku szóstym nadaje temu pragmatyzmowi, na który oni godzą się z niechęcią, ale z konieczności, większej mocy. Jasne, chcieliby być weganami, ale nie mogą. Nie mogą nawet uprawiać roli, zerwać jabłka, co dopiero zabić zwierzęcia, czy, najwyraźniej, przetworzyć go na żywność. Dlaczego? Co w ich nowym kodzie genetycznym/etycznym ich od tego powstrzymuje, gdy np. nic nie powstrzymuje ich od latania w pojedynkę wielkimi samolotami, co przecież także ma ogromny wpływ na dobrostan ludzkości, który zdaje się im przyświecać? (Tomek Cz.)
Zielona pożywka zawsze na propsie! Choć widzę tu też pewną niespójność, wszak nie tylko ludzie umierają. Chyba że zwierzęta zostawiają padlinożercom, co w sumie ma sens. (ET)
No już myślałem, że będziemy mieć „haka” na przedstawiony w serialu hive mind, ale kolejny raz to się nie wydarzyło. Ich podejście do sposobów żywienia i radzenia sobie z ciałami zmarłych nie brzmi tak przerażająco, jak zapowiadało się z początku. (Patryk Łubiarz)
5. Dobrowolne wymarcie gatunku
Zastanawiałem się, jaki jest plan nas na przyszłość, nie powiem, że zostałem całkowicie zaskoczony, ale też jest to intrygujące rozwiązanie. Cóż, plan niekoniecznie „zaplanowany”, raczej wynikający z poddania się temu, dokąd ich prowadzi ich sposób życia. Wiemy, że jedenastka oddzielonych szuka sposobów, by im pomóc, oni jednak, nawet jeśli sami szukają rozwiązań, zdają się być mocno pogodzeni z faktem, że za dziesięć lat wszyscy umrą z głodu. Choć to okropna śmierć. (Tomek Cz.)
Na tę chwilę nie klei mi się, by miał to być świadomy plan. Chyba że hive mind nie zdaje sobie z niego sprawy, co w sumie nie byłoby jakoś dziwne. Na pewno odkrycie, że wyznawane przez nich wartości koniec końców doprowadzą do ich śmierci, zmienia sytuację. To hive mind potrzebuje pomocy, nie ci, którzy nie zdecydują się dołączyć. I tu jest droga Carol i jej potencjalnego nowego sojusznika, który pewnie w kolejnym odcinku pojawi się na progu jej domu, oraz droga pozostałych. Albo odwrócenie sytuacji, albo sprawienie, by hive mind zwyczajnie miał co jeść. To jest też trochę test dla Carol, bo czy tego chce, czy nie, właśnie znalazła się w bardzo nielicznym gronie, w którego rękach jest przetrwanie ludzkości. Bardzo bym chciała się dowiedzieć, co z tym zrobi. (ET)
Jest to właściwie pierwszy moment w serialu, kiedy poczułem do „obcych” prawdziwe współczucie. Ich konsekwencja w nieczynieniu zła innym istotom mnie po prostu rozczula. Ciekawe, czy scenariusz da mi jeszcze powód, by znielubić nasz hive mind. (Patryk Łubiarz)
6. Oczywiście, że cię nie zaprosiliśmy
Zupełnie nie zdziwiło mnie to, że jedenastka poza Carol i jej wkrótce sojusznikiem spotyka się online i rozmawia. I że nie zaprosili Carol do tej dyskusji – ich podsumowanie Carol trafia w punkt. Carol jest zbyt osobna w swoim doświadczeniu (i charakterze), by do tych rozmów pasować. Pan stanowi tu niezły kontrapunkt – hedonistyczny król życia zarazem rozumie ją najlepiej i zdaje się mieć dla niej najwięcej sympatii z pozostałej jedenastki. On też jest samotny w tym wszystkim, a zarazem zwyczajnie ciekawy ich i chętny współpracować z jedenastką innych oddzielonych, by im pomóc. A zarazem tak jak Carol nie chce być przyłączony i gdy dostaje taką możliwość, nie wyraża zgody. (Tomek Cz.)
Tak bardzo nie lubię tych innych osób!!! I tak bardzo chciałabym zobaczyć ich więcej. Jak żyją ci, którzy pozostali ze swoimi przemienionymi rodzinami? Jaką narrację sobie snują? Pewnie się tego nie dowiemy, a to by było takie ciekawe! Mamy oczywiście wgląd w dwójkę poza Carol, ale oni tak naprawdę też są odłączeni i mocno to odczuwają. Jak swoją rzeczywistość widzi Lakszmi? To jest coś, co jest dla mnie zupełnie niemożliwe do dopowiedzenia sobie, tak bardzo w mojej głowie nie gra to, że bliska osoba może być hive mindem i dalej bliską osobą – strasznie dużo by w tym było maskowania. Albo negacji, z drugiej strony. Bardzo ciekawe. (Magdalena S.)
Dołączam się do nielubienia! Hive mind jako opresyjna matka, odłączeni jako nękający rówieśnicy, biedna Carol 🙁 (ET)

JAKIE PYTANIA SIĘ NAM NASUNĘŁY
Czy te trzynaście osób to na pewno wszysc_ odłączeni? Może gdzieś ktoś jeszcze im umknął? Z drugiej strony jednak trzynaście osób, z czego pierwszy sezon pokazuje nam trochę więcej o trójce z nich, to całkiem sporo materiału do pracy. Zastanawiam się także, ile faktycznie może zdziałać Carol, która jako pisarka ma może i sporą wyobraźnię, a na wkurwie potrafi zrobić całkiem sporo, ale bez współpracy ich raczej by nie przetrwała nawet tych ostatnich paru tygodni, a co dopiero pozostawiona sama sobie.
Wciąż też mnie zastanawia, jak wygląda codzienne życie ich? Co robią, gdy nie zajmują się trzynastką oddzielonych? Jakie są ich cele, marzenia, pomysły na teraz i na przyszłość? Dokąd doprowadziły ich badania nad tym, skąd się wzięli, poza tymi okruchami dotyczącymi prób dołączenia Carol i reszty?
Czy jeśli ktoś_ z nich zostanie zaatakowan_ przez dzikie zwierzę (nie licząc Carol) bronią się, czy też poddają atakowi? Czy interesuje ich badanie kosmosu, czy też ich zainteresowanie jest skierowane do wewnątrz, na wszystko to, co dzieje się na Ziemi? Czy poza szukaniem odpowiedzi na to, jak dołączyć odłączonych, uprawiają naukę? Czy są, krótko mówiąc, ciekawi świata, czy też wystarcza im już ta wiedza, którą posiadają obecnie? (Tomek Cz.)
Coraz bardziej brakuje mi perspektywy połączonych. Mam poczucie, że Carol, Manousos czy Pan są stosunkowo łatwi do napisania, bo są tacy jak my. Hive mind obserwujemy głównie, jak wspólnie dokądś maszeruje, coś sobie podaje, sprząta, układa… Zosia była tu niemal indywidualnością, ale jak funkcjonują jako zbiorowość? Czy zasypiają i budzą się w tym samym momencie? Czy współdzielą sny? Co czują, jak jedno z nich choruje czy odchodzi? Czy marzą, pragną? Czy w tym całym niekrzywdzeniu nikogo zachowali jakąś formę wolnej woli? Jak wygląda ich dzień, jak się organizują, podejmują decyzje? Ich koncepcja jest fascynująca, natomiast na tym etapie brakuje mi szczegółów. (ET)
Jak już pisałam wyżej, nurtuje mnie funkcjonowanie tych z odłączonych osób, które pozostały ze swoimi przemienionymi rodzinami. Trudno mi to sobie jakoś dopowiedzieć. Podtrzymuję moje pytanie sprzed trzech tygodni – jak działa hive mind, gdzie i czy w ogóle przebiega granica między zbiorowością a jednostką? Jak postrzegają siebie nawzajem – czym jest troska o Zosię, bardziej przejęciem się cierpieniem „jednej z nas” czy „odnóża”? Co robią, kiedy nie pracują na rzecz podtrzymywania własnego istnienia? Czy mają jakieś cele, plany, wizję? Ciekawi mnie kwestia ich etyki: no dobrze, przyjmijmy, że nie można zerwać owocu z drzewa (w sumie dlaczego?), dlaczego więc nie zamiatają ziemi przed sobą jak dżiniści ze swoją radykalną ahinsą? Dlaczego jeżdżą samochodami, latają samolotami? Czekam również na spotkanie Carol i Manousosa. To brzmi jak przepis na totalny chaos. Zwłaszcza że posługują się różnymi językami. (Magdalena S.)
A co wam zostało w głowach po kolejnych trzech odcinkach Pluribus? Zapraszamy do dzielenia się w komentarzach na Facebooku oraz w grupie Polifonia fantastyczna.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






