Rok 2025 litościwie się skończył. Był on dla wielu osób trudny, pojawiały się jednak jasne punkty – na przykład wspaniałe książki i komiksy. Tytuły, które chcemy zapamiętać.
Oto druga część naszego tradycyjnego obszernego podsumowania z udziałem gości i gościń; zapraszamy do poczytania o naszych najlepszych literackich wspomnieniach.
Część pierwsza: KLIK.
Chcecie podzielić się swoimi? Zapraszamy do sekcji komentarzy w mediach społecznościowych, do grupy Polifonia Fantastyczna oraz do Kontaktu, jeśli chcielibyście się z nami zaprzyjaźnić. 😉
A teraz lecimy jeszcze na moment do 2025 roku.
Tomek Cz.: To był rok dobrych lektur. Udało mi się przeczytać więcej książek, niż zakładałem. O tych wszystkich przeczytanych książkach chcę jeszcze napisać osobne podsumowanie, tu więc wymienię tylko kilka. Latem poznałem swoją pierwszą T. Kingfisher. Zagłada puka do drzwi pochłonęła moje serce, a Co porusza martwych zapuściło w nim korzenie. I choć słyszałem już, że Kingfisher bywa pisarsko nierówna (co nie zaskakuje przy jej tempie wydawniczym), to zdecydowanie chcę więcej. Moje pierwsze podejście do Becky Chambers było rozczarowaniem – bogate światotwórstwo stworzyło zlepek pomysłów, a nie opowieść. Ale dylogia Mnich i robot to już zdecydowanie opowieść. Jest tu bogaty świat, ale też sporo prostoty. Jest oddech i świat, w którym chciałoby się pozostać jeszcze chwilę dłużej. Alphabet of Thorn Patricii A. McKillip to przepięknie utkany gobelin z ciernistych słów, przez które przedzierają się bohater_ powieści. I zarazem historia, która długo zostanie w moim sercu. Pięknie napisana, zupełnie nienowoczesna, a jednocześnie wymykająca się utartym schematom gatunku.
Magdalena S.: Miałam w tym roku sporo literackich poruszeń jak na jednak niewiele przeczytanych książek – ma się nosa i wie się, po co sięgać! Tutaj napiszę o tym, co czytałam dla przyjemności, a w części autopromocyjnej dorzucę trochę polecanek spośród książek, przy których pracowałam. Idąc tematycznie… Z fantastyki na podium (sporym) lądują Dzieci jednej pajęczycy Olgi Niziołek, które powinny były dostać Zajdla. Warto sięgnąć, nawet jeśli nie lubicie pająków. Ministerstwo czasu Kaliane Bradley ogromnie zaskoczyło mnie minimalizmem i spokojem (końcówka nieco zepsuła ten efekt) – to piękna historia o ratowaniu ludzi za pomocą podróży w czasie. W dość podobnym tonie jest Rachunek gwiazd Mary Robinette Kowal, którym zakończyłam rok – to z kolei alternatywna historia, w której rozwój astronautyki przebiega szybciej, a na pierwszym planie mamy matematyczki, które dostarczają obliczeń dla kolejnych projektów kosmicznych. A chciałyby sięgnąć gwiazd. Ja zaś chciałabym jak najwięcej takich książek. Urzekło mnie króciutkie To be Taught, If Fortunate Becky Chambers, minimalistyczna, przepiękna historia o odkrywaniu nowych światów. Trylogia S.A. Chakraborty – Miasto mosiądzu, Królestwo miedzi i Imperium złota – dostarczyła mi zachwytów, kiedy odkryłam, jak niesamowity research zrobiła autorka i jak udało jej się różne zupełnie sprzeczne i odległe wierzenia na temat dżinnów pozszywać w sensowne światotwórstwo i wspaniałą fabułę pełną politycznych intryg. Pod koniec roku wpadł mi w ręce Zatruty kielich Roberta Jacksona Bennetta i zupełnie niespodziewanie mnie zachwycił – to wspaniały kryminał w klimacie weirdowego fantasy w świecie pełnym dziwnych roślin i istot (zaliczam do tego również dwójkę głównych bohaterów). Z non-fiction absolutnie urzekł mnie Carl Safina i Poza słowami. Co myślą i czują zwierzęta. Bardzo chcę napisać więcej o tej książce, ale onieśmiela mnie nieco – jest niesamowicie gęsta i przebogata zarówno w treść i wiedzę, jak i emocje. Jako fanka mindfulness z błogością czytałam też Jona Kabata-Zinna i Thich Nhat Hanha – ten drugi zwłaszcza to niesamowity filozof i poeta. Chciałabym, żeby zamieszkał w mojej głowie. Cud uważności jest fenomenalną lekturą, zwięzłą, na niedługą podróż, ogromnie polecam.
Joanna W. Gajzler: W tym roku jakoś kompletnie nie byłam w stanie wczuć się w żadną fabułę. Ratunkiem na czytelnicze wyrzuty sumienia okazały się książki non-fiction. Z wielu tytułów, które przewertowałam w ramach researchu do powieści z akcją dziejącą się w miejscu inspirowanym Hawajami, najbardziej polecam uwadze From a Native Daughter: Colonialism and Sovereignty in Hawaii Haunani Kay-Trask. To poruszający, przygnębiający, ale bardzo ważny obraz tego, jak NAPRAWDĘ wyglądała kolonizacja archipelagu Hawajów i jak zgubne miało to skutki dla jego rdzennych mieszkańców, ich kultury oraz przyrody. Inną ciekawą lekturą był Dramat zwierząt domowych. Weterynarz patolog o cichych cierpieniach naszych domowych pupili autorstwa Achima Grubera. Autor przytacza wiele opowieści o przypadkach, z którymi miał do czynienia, i okrasza to stanowczym komentarzem, który bardzo doceniam – szczególnie ten odnoszący się do selektywnej hodowli skutkującej zwierzętami „chorymi z natury”. A tytuł, z którym zakończyłam rok, to Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak. Autorka biografii Anna Kamińska pokazuje Simonę taką, jaka była, bez upiększania i gloryfikacji. Nie mam tu na myśli tego, że Kossak była złym człowiekiem, wręcz przeciwnie, ale była przede wszystkim fascynującym człowiekiem, z wszelkimi wadami i zaletami. Choć zabrakło mi tu więcej opowieści o jej relacjach i przygodach ze zwierzętami, nie mogę nie polecić tej książki po prostu jako świetnej biografii, która przybliża nam nie tylko postać Simony, ale też rodzinę, w której się wychowała, i czasy, w których żyła.
Rad: Błogosławieństwo Niebios. Trafiłam na tę serię zupełnym przypadkiem przez burzę w sieci o okładkę pierwszego tomu, ale nie żałuję. Otrzymałam piękną romantyczną historię, która się nie narzuca czytelnikowi, a sprawia, że kibicuje się głównym bohaterom. No i mnóstwo zupełnie dla mnie nowych elementów kultury chińskiej; bardzo lubię czytać posłowie od tłumaczy, w którym wyjaśniają obce dla mnie rzeczy.
Rambert: Ten rok zaskoczył mnie tym, jak bardzo wciągnęłam się nie w jedną, a dwie serie science-fiction, szczególnie przy swojej zwyczajowej ostatnimi czasy preferencji do fantasy i horroru. Pierwszą z nich było Murderbot Diaries Marthy Wells. Autorka pisała w przeszłości książki w uniwersum Stargate, na serialach z którego się wychowałam, więc może sympatia była do przewidzenia. Nie wiedziałam o tym, zaczynając je czytać, ale nawet z tą informacją nie spodziewałabym się tego, jak uzależniające się okażą. Będzie to zapewne zasługa na ogół szybkiej akcji i cudownie gorzkiego humoru głównej postaci prowadzącej narrację, jak i faktu, że pięć z siedmiu książek w serii to nowele. Skończywszy jedną, z automatu sięga się po kolejną, przez co serię połyka się w tydzień. Od zaufanych źródeł słyszałam też, że polskie tłumaczenie jest bardzo dobre i zostały zachowane zaimki neutralne używane przez główną osobę bohaterską w oryginale (it/its). A jeżeli ktoś znajduje się też obecnie w palącej potrzebie reprezentacji aroace, te książki także powinny pomóc. Po ich skończeniu na pocieszenie pozostaje nam na szczęście jeszcze kilka opowiadań. I teoretycznie serial na platformie Apple, który nie był zły, ale mam pod jego adresem kilka zarzutów. Książki są o niebo lepsze.
Drugą z tych serii było Dungeon Crawler Carl Matta Dinnimana, zyskujące od jakiegoś czasu na popularności w związku z genialnie nagranymi audiobookami czytanymi przez Jeffa Haysa oraz adaptacją w formie webtoona, która pojawiła się w roku 2025. To książki, które polecałabym najmocniej osobom grającym w RPG, szczególnie Dungeons & Dragons, i osobom kochającym koty, ale nie tylko. Na pewno przypadną też do gustu tym, którym podobało się Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa. To, że DCC jest bezpośrednim potomkiem tej serii, widać już od pierwszych paru stron. Czarny humor, obecny w Murderbot Diaries, występuje i tutaj, ale dużo bardziej intensywnie, czyniąc serię otwarcie komediową, ale nie ujmując przy tym poważniejszym tematom, które są poruszane. Na koniec dodam jeszcze, że na moje własne, jak i wielu osób szczęście, kolejne, w obu przypadkach ósme części tych serii są zapowiedziane na maj 2026.
Tomasz Kozłowski: Z pozycji, które wyszły niedawno lub całkiem niedawno, moją uwagę zwróciły następujące tytuły: Wróg Łukasza Orbitowskiego – to jest autor, który od dłuższego czasu trzyma bardzo wysoki poziom i mimo przywiązania do podobnej formy, potrafi sięgać po bardzo różne tematy, zatem te jego powieści są cały czas świeże i wciągające; świetny był zbiór opowiadań Wojciecha Guni Kiedy będziesz gotowy, idź, pokazujący ludzi zderzających się z rzeczywistością, która jest zbyt przerażająca dla zwykłego czytelnika. Ta książka pokazuje też, że proste, minimalne środki potrafią zaangażować więcej emocji niż niejeden horror. Mocne było też Rybie oko Dominiki Słowik, pokazujące, że to coraz bardziej jedno z najmocniejszych piór polskiej literatury. Zaś starszą książką, która na mnie najmocniej wpłynęła w tym roku, był Japoński kochanek Isabel Allende – było dla mnie ogromnym odkryciem, jak prosto i z jakim pięknym efektem można pisać historie dziejące się przez dziesięciolecia i jak silny jest motyw dzielenia się przeszłością.
Jego Cesarska Wysokość: Tegoroczne nowości jakoś tak głównie przelatywały mi nad głową. Za to zeszłoroczny Wściek Magdaleny Salik siedzi w tej głowie do dziś, choć skończyłem go jakoś na początku czerwca. To jest technothriller, na który nie zasłużyliśmy, ale bardzo potrzebujemy go jeszcze więcej. Ciekawym doświadczeniem był też bliższy kontakt z japońską literaturą fantastyczną – tą bardziej klasyczną (Czwarta epoka Kobo Abe) i tą nieco nowszą (Podziemie pamięci Yoko Ogawy). Polecam spróbować się zanurzyć w tej zupełnie innej tradycji budowania opowieści, prowadzenia intrygi, kreowania bohaterów. Zwłaszcza że oba te tytuły są dziś aktualne jak nigdy wcześniej – Abe w kontekście tzw. sztucznej inteligencji i reakcji społeczeństwa na jej postępy, Ogawa – jako kolejne podejście do definicji i metafory postprawdy.
Pryvian: Chyba na żadną inną książkę nie czekałam w tym roku tak bardzo jak na Turns of Fate Anne Bishop – i nie zawiodłam się! Jest to niezwykle wciągający fantastyczny kryminał z domieszką przyjemnego stylu autorki i z jej wspaniałym poczuciem sprawiedliwości, które niekoniecznie zawsze zgadza się z literą prawa (śmierć z powodu zestarzenia się organów wewnętrznych dla mordercy kobiet to naprawdę

satysfakcjonująca kara – a to tylko ten trup, od którego się zaczyna!). I jasne, wolałabym może nie mieć amerykańskich policjantów jako głównych bohaterów mojej fantastyki, ale rozumiem konwencję. Poza tym 2025 był dla mnie rokiem pełnego powrotu do prozy pisarek z Ameryki Południowej i tu nie sposób nie polecić Naszej części nocy Mariany Enriquez czy Space Invaders Nony Fernández. Z całego serca polecam również przyjrzeć się bliżej książkom palestyńskim, szczególnie Drobnemu szczegółowi Adanii Shibli, pozycji bardzo krótkiej, ale wymownej i bolesnej, czy Palestyńskim wędrówkom Rajiego Shehadeha.
Cyrus: Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców Jula Łyskawy wciągnęła mnie jak dawno nic. Historia pokawałkowana, opowiedziana z perspektywy wielu osób, z absurdalnym twistem potraktowanym niesamowicie poważnie. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem tak wciągnąłem się w losy bohaterów – tak pojedynczych, jak i zbiorowych. Polecam serdecznie każdemu, kto lubi epickie sagi rodów; nie waham się stawiać tej historii obok Stu lat samotności. Oprócz tego nieco starsze, ale nie mniej aktualne i potrzebne Całkiem zwyczajny kraj. Jeżeli potrzebujecie, żeby wam ktoś Polskę wytłumaczył, to nikt mi tak Polski nie wytłumaczył jak Brian Porter-Szűcs – Amerykanin węgierskiego pochodzenia. Świetnie kontekstualizuje historię naszego kraju. Jestem zdania, że powinien tę książkę przeczytać każdy wychodzący z liceum.
Aleksandra Klęczar: No, powiem tak: znaczącą (i ciekawą, szalenie, nie tylko i nie tyle stricte literacko, co, hmm, społecznie) częścią mojego czytania w 2025 było 1200+ opowiadań przysłanych na konkurs „Nowej Fantastyki”. To one w dużym stopniu – dobre, złe, słabe, mocne, wszystkie – naznaczyły mój czytelniczy rok. Wśród osób w konkursie wyróżnionych jest Żaneta Siemsia-Pindur – a tak się składa, że jej powieść z 2024 roku Imperium kolibra była pierwszym tekstem, który mnie w 2025 zaintrygował. Ta powieść może nie jest doskonała – pod względem historii alternatywnej pewnie bym się nieco czepiała – ale ma szalenie fajnie pomyślane i napisane postacie i relacje między nimi, i tym mnie kupiła. Ostatnim z kolei tekstem, jaki zapewne skończę w 2025, jest Diaspora Grega Egana, dzisiaj już szacowny klasyk SF i powieść, którą chciałam przeczytać od dawna.
Patryk Łubiarz: W 2025 roku po raz pierwszy przeczytałem trylogię Igrzyska śmierci. Serię tę kojarzyłem raczej z dość tandetnymi filmami (które również z czasem polubiłem). Jednak po odpowiednich zachętach wgryzłem się w przygody bohaterów zmuszonych do walki z przygniatającym ich do ziemi systemem i prezydentem Snowem. Bardzo dobra lektura, która zapewniła mi wiele przyjemnych godzin.
Kajman: W tym roku zdecydowanie większy nacisk postawiłem na audiobooki – książki papierowe za bardzo kojarzą mi się z pracą. Przesłuchałem wszystkie dostępne tomy Czasu żniw Samanthy Shannon, wobec którego z jakiegoś powodu miałem trochę uprzedzeń; okazały się one jednak zupełnie bezpodstawne. To świetna historia sensacyjna z zapadającymi w pamięć bohaterami i konfliktami i chyba wolę ją od nieco przegadanego i mocno przewidywalnego Zakonu drzewa pomarańczy. Zachwyciły mnie również Opowieści z meekhańskiego pogranicza Roberta M. Wegnera, szczególnie tom 3, czyli Niebo ze stali – mam nieodparte wrażenie, że autorowi najlepiej wychodzą dwie pozornie skrajne rodzaje opowieści: te o wielkich operacjach logistycznych oraz te o losach zwykłych ludzi, którzy w wirze historii muszą sobie jakoś radzić. Oprócz tego miło wspominam Króliczka Mony Awad, wbijającego się wspaniałym klinem w nieco utarte schematy gatunkowe powieści z kręgu dark academia. Nie wiem, jak to wypadło w przekładzie Natalii Wiśniewskiej, ale w oryginale warstwa narracyjna jest wspaniale skomplikowana i całkowicie niewiarygodna. Warto jeszcze wymienić cykl Psy Pana Marcina Świątkowskiego, o którym napisałem tekst. Na koniec, jako osoba na doktoracie, muszę przyznać, że Katabaza wspaniałej Rebeki F. Kuang jest czasami boleśnie prawdziwa. I, na wszystkich bogów, nie jest napisana jak rozprawa naukowa czy podręcznik akademicki – co jest zarzutem często przewijającym się szczególnie u amerykańskich osób czytających. Czytajcie Katabazę!
Olga Niziołek: Ada Palmer (przekład Michała Jakuszewskiego wymiata). I tu mogłabym skończyć. Ale bardzo ciekawie – a w kontekście obecnej sytuacji na świecie dość niesamowicie, tylko że w ten zły sposób – czytało mi się Przypowieść o siewcy i Przypowieść o talentach Octavii E. Butler; ze starszych rzeczy zachwyciłam się Wzgórzem przyśnień Arthura Machena w przekładzie Macieja Płazy, z nowszych i trochę dalszych kulturowo przyjemnie mi się czytało Brokułowy cios Yuri Lee w przekładzie Zuzanny Olszewskiej i Przeklętego królika Bory Chung przełożonego przez Martę Niewiadomską.
Smoczyca: Wściek Magdaleny Salik, Psalm dla zbudowanych w dziczy Becky Chambers, Trylogia Agla Radka Raka, Przylądek Trafalgar Arturo Perez-Reverte, Dzieci jednej pajęczycy Olgi Niziołek plus dużo marynistyki i psychologii. W trakcie: cykl Hugh Howeya Silos.
Grzegorz Czapski: Nie będę ukrywał, że w tym roku trochę tego było. Na pewno to był rok z Andrzejem Miszczakiem, bo skończyłem zarówno jego Impneurium. Sygnały z kosmosu, jak i Bajki pilotów. Andrzej jest w bardzo dobrej formie, a drugi ze wspomnianych tytułów jest świetną zabawą z prozą Lema, której mi brakowało (jakby autorzy bali się naruszać pewną świętość). Wróciłem w tym roku również do serii Orzeł Biały Marcina Przybyłka. Głównie ze względu na to, że jest to nowe wydanie (i postać Czapskiego jest w drugim i trzecim tomie). Jednak jeśli chodzi o Marcina, to warto wskazać palcem jego Starą kobietę i smoka, która jest powrotem autora do pisania pełnokrwistego SF, choć ukrytego pod płaszczykiem science fantasy. Urzekła mnie w tym roku również Piąta skóra Nigumy Aleksandry Bednarskiej. Warto również wspomnieć o bardzo, ale to bardzo fajnym powrocie Pawła Majki z Aż zobaczycie ogień. Niechcący Paweł zagrał na strunach moich zainteresowań z czasów studiów, zwłaszcza jeśli mowa o zaborze rosyjskim. Ze staroci, choć nie wiem, jak zareagujecie… wróciłem do Trylogii Sienkiewicza. Tak i mi się go naprawdę, ale to naprawdę przyjemnie czyta. Nawet lepiej niż za czasów liceum. Może to kwestia wieku? Sięgnąłem również po klasykę Niziurskiego, czyli Sposób na Alcybiadesa oraz Niewiarygodne przygody Marka Piegusa.
Ewa Tomaszewicz: Przyznam, że to był dla mnie średni czytelniczo rok, dlatego jestem wdzięczna sama sobie, że postanowiłam przeczytać wszystkie pozycje nominowane do Zajdla, bo przynajmniej zmobilizowało mnie to do czytania w pierwszej połowie 2025 roku. Absolutnie zachwycił mnie powieściowy debiut Olgi Niziołek Dzieci jednej pajęczycy, bardzo dziwna, piękna i nieoczywista opowieść o katastrofie klimatycznej i końcu świata, oraz cudno-okropna i poplątana Mgła Anny Brzezińskiej, która zasłużyła na wszystkie najważniejsze nagrody, by skończyć z jedną. W ramach sentymentalnych wykopalisk sięgnęłam też po jedną z moich ukochanych książek z lat nastoletnich – zbiór opowiadań Shirley Jackson Loteria, i jakie to nadal jest dobre! Jeśli macie ochotę poobcować z ukrytą w zwyczajności grozą, a przy okazji poznać jedno z najbardziej szokujących zakończeń w historii literatury, to koniecznie poszukajcie tego zbiorku autorki Nawiedzonego domu na wzgórzu. No i na koniec dałam się skusić nowym tłumaczeniom serii o Anne Lucy Maud Montgomery, by po raz kolejny się przekonać, że Anne z Zielonych Szczytów jest po prostu przecudowna. Również gdy nie mieszka na Zielonym Wzgórzu.
weronika mamuna: Niech tutaj będzie Słodko-gorzki Eros Anne Carson w przekładzie Renaty Lis, który akurat został w tym roku wznowiony przez Ossolineum. To z jednej strony opowieść o miłości romantycznej, z drugiej o literaturze, z trzeciej w ogóle o pragnieniu, początkach, odkrywaniu własnych granic w zetknięciu ze światem – i przekraczaniu ich. A z prozy: Droga serca M. Johna Harrisona – historia o radzeniu sobie ze światem po tym, kiedy się jeden jedyny raz dotknęło magii. Przyziemna, trudna, męcząca, raz na jakiś czas jakby od niechcenia podrywająca czytelniczkę w poetyckie rejony.
dziewiętnastka: O Katabazie R.F. Kuang już pisałam na łamach Whosome, więc wspomnę tylko pokrótce, że moim zdaniem warto, zwłaszcza jeśli ma się w swoim życiorysie doświadczenie doktoratu. Z klasyków na pewno zostanie ze mną Umiłowana Toni Morrison (gotycki horror niewolniczy). A jeśli chodzi o fantastykę… Moje top trzy to chyba: The Melancholy of Mechagirl Catherynne M. Valente (Japonia nieco z zewnątrz, ale bardzo trafnie i osobiście), A Half-Built Garden Ruthanny Emrys (solarpunk kontra post cyberpunk w obliczu Pierwszego Kontaktu) i Światło odległych gwiazd Ryki Aoki (transpłciowość, konszachty z diabłem, kosmici i azjatycka diaspora w USA). Przepraszam, że tak skrótowo, ale jak zacznę pisać o tych książkach, to każda dostanie własny esej… Hm, plan na 2026?
Kira Nadolnik: Czytelniczo ten rok był dla mnie rokiem powtórek i nadrabiania wielu tytułów. W końcu zapoznałum się z twórczością R.B. Lemberg i muszę powiedzieć, że jestem oczarowanu, zarówno bliską mi tematyką, jak i cudownie liryczną formą. Na mojej mentalnej półeczce ustawiłum Yoke of Stars zaraz obok Wydziedziczonych Ursuli K. Le Guin. A mówiąc o Le Guin, jesienią zrobiłum sobie powtórkę Sześciu światów Hain, no i to jest coś, co nigdy nie przestaje być najlepsze. Zaczęłum zapoznawać się też z twórczością Alexandry David-Neel, podróżniczki, feministki i anarchistki urodzonej w 1868 roku. Podeszłum do jej książek opisujących Tybet i buddyzm ze świadomością, kiedy powstawały, ale przyjemnie zaskoczyła mnie niejaka… współczesność? i szacunek, jakim są wypełnione. O wiele mniej przestarzałych sentymentów, niż się spodziewałum. Bardzo interesująca i wartościowa lektura dla wszystkich, jak ja, zainteresowanych tematyką buddyjską i kobietami przecierajacymi szlaki. Pozostając przy tematyce buddyjskiej, Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie autorstwa Pemy Bhum to fascynujący zbiór bardzo osobistych doświadczeń. Wiele osób wspomina o Mordbocie, serialowym i książkowym, a ja w tym roku wreszcie nadrobiłum cykl Books of the Raksura Marthy Wells (well, nadrabiam; gdy to piszę, ostatni tom z zakładką w połowie leży na moim biurku). Fanuję Marthę Wells od wczesnych lat dwutysięcznych, gdy ukazała się u nas Śmierć nekromanty, i Raksura nie rozczarowują. Wszystkie cykle Wells mają swój unikalny klimat, ale tutaj oprócz wspaniałych i wyrazistych postaci urzekł mnie bogaty i oryginalny świat, zdecydowanie fantastyczny, ale całkiem odmienny od tego, co przychodzi nam na myśl na hasło „fantasy”. Nie ukrywam, że zaczynam zwalniać w moim czytaniu ostatniego tomu, żeby starczyło mi na dłużej. Zapuściłum się też w tym roku w nieznane mi rejony z książką Tusk Love Thei Guanzon, która to pozycja zaczęła swoje istnienie jako fikcyjny pikantny romans w drugiej kampani Critical Role i szybko stała się powracającym żartem, aż w końcu opuściła świat przedstawiony i została napisana naprawdę. Nie mam za bardzo porównania, bo zwykle wybieram pozycje mniej skupiające się na wątkach romansowych, a to jest zdecydowanie dorosłe romantasy z naciskiem na romans. Nie mogę więc ocenić, jak wypada na tle swojego gatunku, ale dobrze się bawiłum przy lekturze, co chyba dobrze świadczy o tej powieści. Myślę, że broni się jako samodzielna pozycja, a fan critrole znajdzie w niej dodatkową warstwę w postaci fikcyjnej wersji świata istniejącej kanonicznie w fikcyjnym świecie dedeczkowym. Romansowy wątek ma sensowną fabułę, bohaterowie mają własne osobowości, oprócz tak zwanych scen znajdziemy też sporą dawkę humoru, i choć moją ulubioną rzeczą o tej książce jest histerycznie śmieszny fakt, że w ogóle powstała, to spokojnie polecę ją fanom gatunku (i przystojnych półorków). Z kolei moją potrzebę dobrze zrobionych historycznych nordyckich settingów zaspokoiła Mam na imię Folkví Marii Hesselager. To doskonale poprowadzona, nielinearnie opowiedziana historia, bardzo treściwa, a jednocześnie dość surowa w treści i pozbawiona wszelkich ozdobników. Zwykle podchodzę do nordyckich i szeroko pojętych wikińskich rzeczy z trzymetrowym kijem, bo to z wielu względów temat dla mnie bardzo bliski i osobisty i źle reaguję na marnie sklecone historie, a to był strzał w dziesiątkę. Seidr bez zbędnych fajerwerków, aluzje do historycznych dokumentów, nawiązanie do fimbulvinter jako kryzysu klimatycznego… Kocham, gdy autorzy wiedzą, co robią.
Jakub Chilimończyk: W ostatnim roku stwierdziłem, że chcę bardziej poznać (i wspierać) twórców z naszego polskiego podwórka. Nie zdążyłem jeszcze przeczytać wszystkich autorów, ale za mną jest udana podróż z Istvanem Vizvarym i jego Lagrange. Listy z Ziemi. Kawał dobrego science-fiction. Z satysfakcją przedzierałem się też gąszcze rozwoju pajęczej cywilizacji w Dzieciach czasu Adriana Tchaikovsky’ego, a także zapoznawałem się z ludźmi idącymi donikąd w Kiedy będziesz gotowy, idź od Wojtka Guni. Z czystym sumieniem mogę polecić każdą z tych książek. Po drodze czytałem również opowiadania w Snach Umarłych 2024 i „Nowej Fantastyce” – z czego przy tej ostatniej należy wymienić świetne Dzieci wszechdżungli Rafała Łobody, które wygrało konkurs „Nowej Fantastyki”. W 2026 roku kontynuuję czytanie literatury z naszego podwórka!
Karolina Małas: Niezaprzeczalnie był to dla mnie rok Terry’ego Pratchetta. Udało mi się jednak między kolejnymi tomami podczytywać Oślizłe macki, wiadome siły Piotra Tarczyńskiego. To cegła, ale godna polecenia. A przez Brandona Sandersona sięgnęłam też po Władcę pierścieni czytanego przez Andy’ego Serkisa. W jego wykonaniu rozdział o Tomie Bombadilu w końcu stał się interesujący!
DemonBiblioteczny: Czytelniczo to dla mnie słabszy rok, jeśli chodzi o liczbę książek, natomiast bardzo fajny, jeśli chodzi o jakość. Miałam okazję do kilku rereadów tym roku, wróciłam więc do Dziewczyny z konbini Sayaki Muraty (lektura przy okazji spotkania klubu książki) i za drugim razem zachwyciła mnie nawet bardziej (aż sobie kupiłam własny egzemplarz); był też czas na powrót do Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa oraz Wichrowych Wzgórz Emily Bronte. Obie powieści wysłuchałam w formie audiobooka na Audiotece i było to doświadczenie absolutnie wyśmienite. Oprawa muzyczna, podział na głosy… Nawet nie wiem, kiedy opowieść przemknęła.
Pod wpływem koleżanki z pracy sięgnęłam też po klasykę norweską (a że koleżanka ukończyła skandynawistykę, to doświadczenie zostało okraszone garścią literacko-językowych ciekawostek). Przeczytałam Wiosenną noc oraz Zamek z lodu Tarjeia Vesaasa – dwie nowele, jednocześnie bardzo rzeczywiste i oniryczne – oraz Dom lalki (Nora) Henrika Ibsena – kilkuaktowy dramat pokazujący drogę Nory do porzucenia roli ozdoby, lalki i podjęcia próby zdobycia samodzielności.
Bardzo do gustu też przypadła mi powieść Pauliny Hendel Wzgarda (tu link do recenzji: KLIK), która łączy to, co lubię najbardziej: fantastykę, kryminał i baśnie. Była to też jedna z pierwszych książek w roku, które przeczytałam tak dla siebie, dla relaksu, a nie ze względu na wydarzenie organizowane w pracy.
Anndycja: Miałam w tym roku olbrzymi kłopot ze skupieniem się na książkach i jedyną rzeczą, która wchodziła mi gładko, była literatura dziecięco-młodzieżowa. Ale w pamięci szczególnie został mi Zapadły pałac Marty Kisiel. Dawno nie czytałam tak dobrze poprowadzonej i niepokojącej młodzieżówki inspirowanej baśniami! Wiem, że zapowiada się, że tomów w tej serii będzie więcej i nie mogę się doczekać.
Bogusia Szewczyk/rozMOVIEone: Często przytrafia się wam czytelniczy zastój? Jak sobie z nim radzicie? Sposobów jest wiele, nie każdy działa, ale być może zapędzenie się w te najlepiej znane literackie zakątki stanowi jakiś punkt zaczepienia na wyboistej czytelniczej drodze. Miniony rok to czas zastoju, lecz także powrotów do tego, co lubię i z czym czuję się najlepiej. Dużo kobiecych głosów wybijało się z ogromnej ilości słów i znaczeń. Autorek, które potrafią podnieść na duchu, ale również zgnębić. Czasami warto wcisnąć PAUZĘ i przekonać się, jakie perełki wyszukuje dla nas szefowa wydawnictwa Anita Musiał. Therese Bohman, Lauren Groff, Ariana Harwicz i Ottessa Moshfegh odsłoniły przede mną całe konstelacje nowoczesnego i bezkompromisowego opisywania kobiecości oraz trudnych życiowych doświadczeń. I choć te lektury nie należą do najbardziej rozrywkowych, to były potrzebne, aby się zatrzymać i jednocześnie poczuć wyjątkowy rodzaj wspólnoty. Podobnie z prozą Rebekki Makkai, którą nareszcie udało mi się przeczytać w całości. Oprócz tego trochę pulpowej grozy, nieco klasyki i my safe place, czyli kryminały.
Za to literackim, a w zasadzie komiksowym odkryciem roku jest dla mnie twórczość Eda Brubakera. Jakoś tak się pięknie złożyło, że poza dokonaniami superhero przeczytałam większość jego prac. Początkowe zaintrygowanie stopniowo przerodziło się w prawdziwą miłość. I choć czasami podpada mi kreacją kobiecych bohaterek, to jednak ma w swoim dorobku wiele elementów, które bardzo cenię. Kryminalne wątki, dekonstrukcję gatunków, lekkie kontrowersje, znakomity research i gawędziarski ton. Ponad wszystko uwielbiam sposób, w jaki ten wyjątkowy scenarzysta łączy historię USA z często pulpowymi elementami, prezentując nie tylko ogólny obraz jakiegoś zagadnienia, ale także ciekawą, skupioną na człowieku fabułę. Z czasem zauważyłam, że jego bohaterowie stają mi się bardzo bliscy. Prawdziwymi perełkami okazały się cykle Reckless oraz Friday. Zachwyciły mnie także pojedyncze albumy – Pulp, Zaćmienie oraz Houses of the Unholy. Do tych emocji dodajmy jeszcze horrorowe twarze Batmana, śledztwa Johna Constantine`a Garetha Ennisa oraz powrót do znienawidzonego Baśniowa w cukierkowym szaleństwie Skottiego Younga, a otrzymamy całkiem udany zamknięty w kadrach i słowach rok.
Zielona Małpa: Oprócz wspomnianego już przeze mnie Ostatniego imperium Sandersona było jeszcze kilka książek, które mocno złapały moją uwagę. Na początku roku sięgnęłam po Ministerstwo czasu Kaliane Bradley i w mojej głowie pojawiło się pytanie „dlaczego nie sięgam po więcej sci-fi?”. Czytałam tę powieść z uczuciem, że do tej pory straciłam kawał literatury, jaką jest fantastyka naukowa. No więc po jakimś czasie sięgnęłam po Solaris Stanisława Lema i tam z kolei zachwyciło mnie połączenie science fiction oraz horroru. Do dzisiaj myślę o tym, jak niesamowity klimat zbudował autor i jak czułam się podczas lektury. Jedną z książek, które zaplanowałam sobie na 2025 rok, był to Dom z liści Marka Z. Danielewskiego. Ta dziwna w formie powieść grozy sprawiła, że bałam się ją czytać, gdy byłam sama w domu. Chyba już nie trafię na tak nietuzinkową książkę…
DG: Nie od dziś lubię czytać lub słuchać o teoriach spiskowych (nie żebym w nie wierzyła czy coś), więc musiałam koniecznie nadrobić audio serię Foliarze od GF Darwin i bawiłam się przednio. A kiedy dostałam ich świeżutką książkę Nauka? Nie rozumiem! we współpracy z Naukowym Bełkotem, który prezentuje naukowe fakty i dowody w odpowiedzi na rozmaite teorie spiskowe głoszone przez naczelnego darwinowego naukowca Richarda Pelikana, to pochłonęłam ją w jeden wieczór.
Hela: Moje książkowe odkrycie zeszłego roku to album Edwarda S. Curtisa The North American Indian. Jestem co prawda w połowie jego podziwiania, jednak każde zdjęcie ma w sobie coś świeżego i surowego. Wszystkie sprawiają wrażenie, jakby autor chciał przełamać stereotypy związane z rdzennymi Amerykanami. Cóż, po części tak było, jednak za tymi zdjęciami i podróżą fotografa kryje się o wiele więcej. Jest to jak wciągający serial: miłość, zdrada, pieniądze itd.
Agnieszka: Książka roku to dla mnie non fiction, czyli Życie i pamięć w trudnych czasach Barbary Szackiej, polskiej socjolożki. To gigantyczna podróż przez polską historię widzianą oczami dziecka, dziewczyny, kobiety, studentki, pracowniczki naukowej – erudycja, lekkie pióro i ogrom wiedzy czynią z tego fascynującą lekturę, kronikę dziejów Polski i, co dla mnie szczególnie ważne, kronikę polskiej, a zwłaszcza warszawskiej socjologii, której jestem absolwentką i której zawdzięczam to, kim jestem. Z fikcji największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Marty Kisiel Kukuk z tomu Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie. Bardzo bolesny tekst o miłości, prawdzie i macierzyństwie.
Już wkrótce część trzecia – o filmach i serialach!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






