Rok 2025 litościwie się skończył. Był on dla wielu osób trudny, pojawiały się jednak jasne punkty – na przykład cudowna muzyka. Dźwięki, które zostaną z nami na długo.
Oto czwarta część naszego tradycyjnego obszernego podsumowania z udziałem gości i gościń; zapraszamy do poczytania o naszych najlepszych muzycznych doświadczeniach.
Część pierwsza: KLIK, część druga: KLIK, część trzecia: KLIK.
Chcecie podzielić się swoimi? Zapraszamy do sekcji komentarzy w mediach społecznościowych, do grupy Polifonia Fantastyczna oraz do Kontaktu, jeśli chcielibyście się z nami zaprzyjaźnić. 😉
A teraz lecimy jeszcze na moment do 2025 roku.
dziewiętnastka: W tej kategorii wpiszę coś tak osobistego, że nie jestem pewna, czy ktokolwiek z tego coś wyniesie… Bo umówmy się, nie zawsze ma się czas, fundusze, a nawet chęci na to, by zaliczać okołometalowe koncerty w Amsterdamie. Jakoś tak mi się wylosowało w tym roku, że zaliczyłam takie trzy: Nine Inch Nails w czerwcu w Ziggo Dome oraz Bad Omens w grudniu w AFAS Live (dwa wieczory z rzędu), i powiem tak: jeśli jechać gdzieś na koncerty za granicę, to Amsterdam serio jest dobrym wyborem. Bilety nie wyprzedają się tak szybko – przynajmniej na metal, z tego co słyszałam pop to inna sprawa – jak na przykład w Berlinie, miasto przyjazne i warte zwiedzenia, a do tego wspaniali ludzie z całej Europy, z którymi można kolejkować sześć godzin, iść po koncercie do Maca, czy też spędzić niedzielę na jarmarku świątecznym <3 Tak właśnie powinno wyglądać życie, a nie jakieś kapitalistyczne dystopie… Pozdrawiam i tęsknię.
Na pewno pomaga też fakt, że zarówno Nine Inch Nails jak i Bad Omens robią wspaniałe koncerty z dopieszczoną warstwą wizualną (scena-sześcian NIN i trójkąty BO to absolutny mistrz designu), znakomitym brzmieniem na żywo i EMOcjami przez duże EMO. Oczywiście to „emo” to trochę ironicznie, ale też nie ukrywam, że dla mnie warstwa uczuć jest w muzyce super ważna, czasem ważniejsza od wartości takich jak „innowacyjność” czy „uznanie sceny” (ale której?). Wiadomo, muzyka rzecz subiektywna i nie każdy musi lubić to samo, ale jeśli komuś niestraszna odrobina ciężaru i mroku – i naprawdę, serio, istnieją dużo bardziej ekstremalne zespoły, nie dawałabym tu czegoś, czego IMO osoby czytające Whosome nie są w stanie unieść – to polecam.
Aleksandra Klęczar: Muzycznie, przyznam, z jednej strony wracałam do ulubionych rzeczy z rozmaitych gatunków i stylistyk (od Radiohead przez Dylana po Wesele Figara), z drugiej – poznawałam muzykę grecką. Uczę się współczesnej greki, a uczenie się języka zawsze oznacza u mnie, że sięgnę po muzykę w nim pisaną. Stąd moje playlisty pełne były z jednej strony autentycznej greckiej muzyki ludowej, z drugiej – klasycznych piosenek z lat 60. i 70.
Tomek Cz.: Zupełnie zaskoczył mnie powrót do Last.fm – a jednak jakoś tak wydarzył się na sam koniec roku, przychodząc z odrobiną nostalgii i dużą dozą ciepła. Choć niestety nie uda mi się raczej odzyskać mojego starego konta (klik) to można do mnie przyjść na konto nowe (klik).
W 2025 roku nieodmiennie towarzyszyło mi Radiohead. To stała muzyczna miłość, może miejscami trochę przygasła, ale wciąż ciepła i dobra i obecna.
Czekałem na nowy album Of Monsters And Men, kolejne single z All Is Love and Pain in the Mouse Parade zapowiadały powrót w wielkim stylu. I tak też jest, to naprawdę świetna muzyka, w której na ten koniec roku coraz mocniej się zakochuję. Szczególnie chwyciły mnie za serce i zapętliło się kilka piosenek, z czego tutaj wymienię trzy. Barefoot in the Snow – jest coś w tej melodii i tekście, w tej prostocie pięknego, zasmutkowanego w najlepszy możliwy sposób. The Block stało się pętelką końca roku, inspirującą do pisania – dzięki niemu ukonkretniło mi się w głowie opowiadanie do jednego z naborów. Fruit Bat jest pięknie liryczne, smutne, z długim outro, w którym z przyjemnością tonę.
Nie jestem koneserem filmów o muzykach, ale Maestro mnie zachwycił. To piękna opowieść o człowieku, konduktorze orkiestry, kompozytorze, który kochał wszystkich, nikogo nie oszczędzał i, po równi, o jego żonie, która kochała go czasami takim, jakim był z jego poliamorią, a niekiedy go nie znosiła, choć i w tym wyraźna była jej miłość. I tylko jestem zaskoczony, że to film ledwie z 2023. Byłem przekonany, że wyszedł z dekadę temu.

Tomasz Kozłowski: Trochę może bardziej filmowo, ale mocno trafił do mnie film biograficzny o Brusie Springsteenie Ocal mnie od nicości – zazwyczaj biografie przynależą do nurtu superhero (jak chociażby Bohemian Rhapsody o Freddiem Mercurym), tutaj jest zupełnie inaczej, bardziej ludzko, przez co wspaniale.
W tym roku z polskich rzeczy trochę dominował Dawid Podsiadło, który wydał dwa rewelacyjne duety – z Kaśką Sochacką (Tylko haj) oraz Arturem Rojkiem (Na żywo w Katowicach). Również nie spodziewałem się, że Arkadiusz Jakubik stworzy rasową rock operę z szekspirowskimi nawiązaniami. Romeo i Julia żyją to jest rzecz na dużą skalę, szkoda, że tak mało doceniana.
Jego Cesarska Wysokość: Przeżyłem we wrześniu mój pierwszy k-popowy koncert i polecam to przeżycie każdemu. Zupełnie inne podejście do tematu niż na koncertach zachodnich wykonawców. Artysta nazywa się Wonho i jeśli nie macie nic wspólnego z koreańską popkulturą, a lubicie pop, który wymaga od siebie trochę więcej, to album Love Synonym jest prawdopodobnie niezłym punktem wejścia do tego świata.
Z radością przyjąłem też nowy album Linkin Park. Wiem, że jest to kontrowersyjna opinia, ale uważam, że jeśli pozostali członkowie kapeli przeszli już przez swoją własną żałobę po Chesterze Benningtonie i mają coś jeszcze do powiedzenia, to powinni grać dalej. Cieszy, że z nową wokalistką nagrywają nowe rzeczy, zamiast iść drogą Queen i stawać się powoli własnym cover bandem. Heavy is the Crown awansowało do ścisłej topki moich ulubionych metalowych kawałków ever.
Cyrus: Fat Dog z jego kawałkiem Running zawładnął moimi emocjami, pięknie się rozwija ta kompozycja. Podobnież BLACK DOG/WHITE HORSE od Big Special, choć oba te utwory są diametralnie różne, to dotykają wspólnych kawałków mojego gustu. Oba mogą zarówno wzburzyć krew, jak i wprawić w zadumę. Honorowe wspomnienie dla Demon Days oraz soundtracku z Disco Elysium, które koiły moje nerwy w najgorszych momentach roku.
Patryk Łubiarz: Jak dużo pięknych, nowych dla mojego ucha brzmień poznałem w tym roku! Bardzo osłuchiwałem sporą część dyskografii Fletwood Mac, szczególnie polecam tu wspaniałe albumy Rumors i Tango in the Night. Rozkochałem się w brzmieniach zespołu Pet Shop Boys, a szczególnie w płycie Introspective. Lubię, gdy albumy to solidne całości, a nie zbitki losowych utworów. Wróciłem również do dyskografii Talking Heads, katując najczęściej płytę Speaking in Tongues.
Smoczyca: Miałam fazę na szanty i irlandzkie rytmy, np. The Dreadnoughts i Dropkick Murphys, doprawione Blackmore’s Night, Stingiem, Renatą Przemyk, Ennio Morricone, jakieś chóralne Ave Generosa pomiędzy tym, no miszmasz.
Grzegorz Czapski: U mnie to raczej jest mały płodozmian muzyczny. Do takiego posłuchania zawsze towarzyszy mi power metal, a ostatnio zwłaszcza Gloryhammer z albumem Return to the Kingdom of Fire oraz singlem He has return. Jednak swoje zasłużone miejsce ma również dark western, a szczególnie Poor Man’s Poison ze swoim Providence i Feed the Machine, Blues Saraceno z Grave Digger czy Barns Courtney z Sinners.
Ewa Tomaszewicz: Muzyka towarzyszy mi przede wszystkim w pracy. W tym roku absolutna topka to ścieżka dźwiękowa z Battlestar Galactica oraz wszystko duetu Trent Reznor i Atticus Rose. Moim nieco spóźnionym (o jakieś kilkanaście lat) odkryciem roku jest grupa One eskimO. Urocze i nieprzeszkadzające zarazem. Kawałka Chocolate potrafię słuchać w zapętleniu przez kilka godzin z rzędu.

weronika mamuna: Nie mogę nie wspomnieć o nowej płycie Seeming zatytułowanej The World, choć porządne wsłuchanie się w nią będzie pewnie rozłożone na lata, tak jak było z poprzednią. Ale jeśli chcecie porządnego, mrocznego synthpopu, to się na pewno nie zawiedziecie. Poza tym raczej dominują u mnie podcasty.
Kira Nadolnik: Udało mi się w końcu w tym roku doświadczyć Sigur Rós na żywo z orkiestrą! Wielokrotnie byłum na ich koncertach, ale nie miałum wcześniej okazji dotrzeć na orkiestrę i muszę przyznać, warto było czekać. Nie każdy utwór da się zaaranżować w ten sposób, więc możliwe, że zabrakło mi kilku osobistych faworytów (ja lubię głośno), ale to, co dostałum w zamian, całkowicie mi to wynagrodziło, zwłaszcza że tegoroczna trasa była połączona z dwudziestoleciem wydania albumu Takk… który do orkiestrowych aranżacji nadaje się doskonale. To było wspaniałe i nastrojowe przeżycie, z pewnością dla wszystkich obecnych, ale starzy fani Sigur Rós mają przy tym dodatkową zabawę, porównując różne wersje znanych sobie utworów. Była to też moja pierwsza wizyta we wrocławskiej Hali Stulecia i muszę przyznać, że akustyka jest tam bardzo przyzwoita. Oczywiście chcę, żeby moi ulubieni muzycy mieli szansę odpocząć po długiej światowej trasie, ale też czy mogliby wrócić do nas szybko?
Jakub Chilimończyk: Muzycznie kręciłem się większość roku dookoła ścieżek dźwiękowych i Woodkida. Absolutnie uwielbiam, co zrobił dla Death Stranding (zwłaszcza w wykonaniu z Elle Fanning) i Arcane. Zaskoczyło mnie też, że Troy Baker (aktor głosowy z Death Stranding) potrafi mega dobrze śpiewać i na koniec roku (do dzisiaj) rządzi w mojej głowie jego głos z The Last Fight Pt. 2 oraz BB’s Theme.
Karolina Małas: Kiedy szykujemy się z rodziną na dłuższą podróż autem, z reguły zabieramy ze sobą kilka płyt – w razie gdyby sygnał radiowy zanikł gdzieś na drodze w lesie. W tym roku szczególną popularnością cieszyły się albumy Fleetwood Mac i Creedence Clearwater Revival oraz System of a Down, które nawet dzieciom przypadły do gustu. Zapoznawałam się też bliżej z dyskografią Chumbawamby, na czele z albumem English Rebel Songs. Polecam, dobrze się do niego czyta. Listę moich letnich przebojów stanowiły natomiast głównie utwory irlandzkiego tria Kneecap. Dziękuję z tego miejsca Sharon Osbourne za to, że spruła się w telewizji z ich powodu, bo to mnie na nich nakierowało.
Bogusia Szewczyk (rozMOVIEone): Stara miłość nie rdzewieje! Melancholijny post-punk, mroczny romantyzm i gotyckie gitary stanowiły przez miniony rok ścieżkę dźwiękową mojej codzienności. Muzycznie jestem monotematyczna, bo na zapętleniu słucham Joy Division, The Cure, Sisters of Mercy, The Smiths, Bauhaus i Editors. Do tego zacnego grona dołączyli niedawno Adrian Borland oraz The Sound. To zbieranina pięknych brzmień i intensywnej wrażliwości, która od zawsze mnie poruszała. Wróciłam też do ulubionych albumów Marilyna Mansona i okazało się to świetną, nieco nostalgiczną podróżą. Mała zbuntowana ja, łaknąca wszystkiego co zakazane i niegrzeczne. Piękne wspomnienia! Za to koniec roku to otwarcie drzwi do komnaty pełnej kobiecego wkurwu i czystej punkowej energii. Lambrini Girls, Bikini Kill i Bratmobile. Z nimi powitałam Nowy Rok pełna energii i chęci do rozpieprzania świata 😀

Pryvian: Nikogo chyba nie zdziwi, że muzyką tego roku był dla mnie soundtrack z Clair Obscur. Poza tym, bardzo się cieszę, że algorytm Instagrama raz się na coś przydał i zapoznał mnie z muzyką SkyDxddy, która zachwyca mnie zarówno głosem, jak i przekazem. Całkiem sporo utworów z Sanremo wciąż się u mnie pojawia na zapętleniu (to był dobry rok!), między innymi Incoscienti Giovani Achillego Lauro, Fuorilegge Rose Villain, czy Amarcord Sarah Toscano… No i Tutta L’Italia Gabry’ego Ponte, ponieważ jest to najbardziej wżerający się w mózg jingiel, jaki kiedykolwiek słyszałam. Ach, no i Che farò senza Euridice? w wykonaniu Jakuba Józefa Orlińskiego przypomniało mi, jak bardzo uwielbiam kontratenorów.
Rad: Na pierwszym miejscu OST z Clair Obscur, bo jest przecudowny i można go słuchać bez końca. Niektóre utwory, jak Une Vie A T’aimer, sprawiały, że nie chciało się walczyć z bossem, a zamiast tego patrzeć w ekran i słuchać muzyki. Za to na drugim miejscu jest moja nowo odkryta miłość do kpopu. Zaczęło się niewinnie od K-Pop Demon Hunters, skończyło na pójściu na koncert Oneus, gdzie w pewnym momencie z wielkim zdumieniem zobaczyłam dwóch z piosenkarzy przechodzących tuż obok mnie. Przyjaciółka, z którą byłam na koncercie, nawet przybiła z jednym piątkę. Nie spotkałam się jeszcze nigdy z taką atrakcją podczas koncertu, żeby wykonawcy schodzili ze sceny i szli w tłum, więc nie byłam na to przygotowana, ale bardzo miło będę wspominać.
Hela: Nowe piosenki zespołu The Cab. Co prawda, tylko cztery, ale przypominają mi czasy gimnazjum/liceum, kiedy zapamiętywałam te piosenki i śpiewałam je prawie cały czas. Pod koniec 2025 roku udało mi się nawet zaśpiewać jedną z ich piosenek na karaoke przed publicznością.
Perła: Przyznam szczerze, że nie znam się dobrze na muzyce, ale chcę podzielić się jednym moim zachwytem. Jedna z moich ulubionych osób twórczych Rebecca Sugar wydała album pod nazwą Lonely Magic. Piosenki w niej zawarte opowiadają o tworzeniu i o miłości. Do niektórych z nich powstały animowane teledyski. Najbardziej zapadł mi w pamięć ten do This Is A Love Song, pełen bólu i rozgoryczenia, opowiadający o wychodzeniu z toksycznej relacji. Rebecca Sugar za pomocą muzyki mówi o byciu twórcą i związanych z tym trudnościach i radościach, a także o uczuciach i relacjach.
Magdalena S.: Jako osoba mało aktywnie muzyczna nie mam jakichś konkretnych odkryć czy doznań wartych wzmianki, mam tylko wielkie rozgoryczenie tym, co wyprawia Spotify i jego CEO. Moim postanowieniem noworocznym jest przeniesienie się na którąś bardziej etyczną platformę – bo niestety taka forma (jakieś losowe wędrowanie po playlistach, listy z nowościami czy polecankami wg jakiegoś klimatu) wyjątkowo mi odpowiada, no ale nie na tyle, by wspierać skrajnych drani.
Już wkrótce część piąta – o grach!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






