Rok 2025 litościwie się skończył. Był on dla wielu osób trudny – często aż tak trudny, że nawet dobre książki, seriale czy gry nie przynosiły ulgi. Pojawiały się jednak jasne punkty: fikcja, która trzymała nas na powierzchni, tytuły, które u progu nowego roku wspominamy z entuzjazmem i które chcemy zapamiętać. Oto pierwsza część naszego tradycyjnego obszernego podsumowania z udziałem gości i gościń; zaczynamy właśnie od tych najlepszych i dających najwięcej radości punktów minionego roku.
Chcecie podzielić się swoimi? Zapraszamy do sekcji komentarzy w mediach społecznościowych, do grupy Polifonia Fantastyczna oraz do Kontaktu, jeśli chcielibyście się z nami zaprzyjaźnić. 😉
A teraz lecimy jeszcze na moment do 2025 roku.
Ginny N.: Przełom października i listopada składał się z serii weekendowych spotkań z osobami z redakcji Whosome, zakończony moją imprezą urodzinową. Wyszła z tego bardzo miła jesień z Whosome, podczas której pojawiło się sporo fajnych pomysłów i energii do robienia ciekawych rzeczy na naszej stronie. Zdecydowanie musimy się tak spotykać częściej i spędzać razem czas.
Z zupełnie innej strony sięgnął po mnie dokument Titan: The OceanGate Submersible Disaster. O takich sprawach dziś raczej nie mówi się otwartym tekstem w przestrzeni publicznej. Raczej zamiata się je pod dywan, umniejsza wszystko, co problematyczne. Dlatego klikając przycisk „play”, obawiałem się, czy i tu tak nie będzie. Na szczęście dostałem dokładnie to, na co miałem nadzieję: kawałek solidnego reportażu, który nie boi się zadawać trudnych pytań i który dostaje prawdziwe, nieupiększone odpowiedzi.
Moją książką roku zostanie Designing Terry Pratchett’s Discworld, bogato ilustrowany album, w którym Paul Kidby opowiada o swojej karierze i tworzeniu ilustracji do Świata Dysku. Czekałem na tę książkę, od kiedy pierwszy raz przeczytałem Sztukę Świata Dysku, gdzie za słowa opowiadał głównie sam Pratchett. Z kolei przy okazji wyzwania rysunkowego (o nim na końcu whosomowych podsumowań) sięgnąłem po serię Midst, Moonward i Unend od Third Person. Te trzy historie – dwie podcastowe, środkowa actual playowa – rozgrywające się w narracyjnym świecie Midst tworzą piękny, trudny, dziwaczny świat, postacie i opowieści. A ja tak bardzo czekam na finałowy sezon Unend…
Nie może tu także zabraknąć The Pitt. Tak jak lubię medyczne dramy i sporą część łykam jak młody pelikan śledzie (no chyba że są okropnie złe, tak, na ciebie patrzę, The Good Doctor), tak The Pitt bije je wszystkie na głowę. Jest mocne od pierwszej do ostatniej minuty w najlepszy możliwy sposób.

Magdalena S.: Rok 2025 był dla mnie powolnym odkrywaniem na nowo radości z popkultury po kilku latach uporczywej anhedonii – odczuwam dużą ulgę, naprawdę nie polecam takiego stanu. Miałam czytelniczą fazę na dżinny; w zasadzie wymyśliłam ją sobie dwa lata wcześniej, ale teraz nadszedł jej czas. Jadę więc listą powieści fantastycznych, w których pojawia się motyw dżinnów, i rzeźbię o tym artykuł, który wkrótce się ukaże, ale tu wspomnę o trylogii dewabadzkiej S.A. Chakraborty, o której napisałam esej dla magazynu „Biały Kruk” (ale jeszcze się nie ukazał), fenomenalnym Władcy dżinnów P. Djeli Clarka czy przedziwnym Djinn City Saada Z. Hossaina. Dużo jeszcze przede mną! I pewnie wyjdzie też z tego prelekcja. Bardzo polecam takie wymyślenie sobie dziwnego projektu!
Serialowo i filmowo nie działo się u mnie zbyt wiele, szczęśliwie końcówkę roku uświetnił Pluribus, który dał okazję czekać w napięciu na kolejne odcinki, spekulować, snuć teorie i dyskutować – po to właśnie oglądam seriale! Ze zdziwieniem odkryłam też właśnie, że w tamtym roku były nowe odcinki Doctor Who, ale pozostawiły mnie one z bardzo mieszanymi uczuciami… oraz przeczuciem, że tak naprawdę to swego rodzaju koniec.
Był to też rok ogarniania zaległych i zupełnie nieplanowanych inicjatyw Grupy Wydawniczej Alpaka, o czym szerzej napiszę w autopromocyjnej, ostatniej części podsumowania. Z przyjemnością wzięłam też udział w kilku konwentach (Zjavie, Bazyliszku-Polconie, Dniach Fantastyki we Wrocławiu, Kapitularzu), Bazyliszkiem oficjalnie kończąc swoją karierę organizatorki konwentów, bo niesamowicie mnie to wypaliło – i niestety próba powrotu tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie wchodzi się po raz kolejny do tej samej rzeki, jeśli nie chce się utonąć.
Był to, last but not least, rok mojej zmiany miejsca zamieszkania, dzięki czemu o wiele częściej miałam okazję spotykać się z whosomowymi osobami, które wszystkie uwielbiam!

Jego Cesarska Wysokość: Absolutnym numerem jeden tegorocznej ramówki telewizyjnej pozostaje dla mnie finał Squid Game. Przypowieść o walce o przetrwanie w igrzyskach udających uczciwą szansę na wydobycie się w nędzy (czyli po prostu o kapitalizmie) bez problemu udźwignęła ciężar oczekiwań, a ostatni odcinek jeszcze te oczekiwania przeskoczył. Czekam z niecierpliwością, jaki dalszy ciąg zafunduje nam David Fincher, który w tego typu zabawach ma przecież całkiem spore doświadczenie.
A zaraz po finale był bardzo udany Bazyliszek-Polcon, na którym bawiłem się doskonale przez cały czas jego trwania, spotkałem trochę konwentowych znajomych, trochę się pomądrzyłem w panelach, i zobaczyłem rewelacyjnie poprowadzoną galę Zajdla. Ciekawe, co w przyszłym roku pokaże Zielona Góra.
Pryvian: Zazwyczaj podobne pytania sprawiają mi problem, ale w tym roku nie muszę zastanawiać się choćby sekundę – moim bezkonkurencyjnym numerem jeden 2025 jest Clair Obscur: Expedition 33. Mało jest dzieł kultury, które zachwyciły równie mocno, jak ta gra. Jest to dzieło kompletne: przewspaniała oprawa muzyczna, piękna grafika i genialnie zaprojektowana narracja przestrzenna (przy drugim przejściu widać doskonale, że już prologowa lokacja daje do zrozumienia, gdzie tak naprawdę się znajdujemy), nieprzekombinowana mechanika rozgrywki oraz, co dla mnie jest najważniejsze, doskonale napisana fabuła i postaci, którym chcę pomóc, których decyzje i punkty widzenia rozumiem, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Postaci, z którymi śmieję się równie naturalnie, co z nimi płaczę. I bez wstydu przyznaję, że przepłakałam ze wzruszenia całe godziny rozgrywki i nie żałuję ani jednej z tych łez.
A jak przy grach i płakaniu mowa, to w październiku wystartowała czwarta kampania Critical Role, prowadzona przez Brennana Lee Mulligana. Muszę przyznać, że nigdy nie dokończyłam oglądać trzeciej kampanii, mimo że uważam się za fankę Critical Role. Czwarta natomiast wciągnęła mnie od pierwszej sceny, wzruszyła niezliczoną ilość razy, i gotowam bronić jej własną piersią.

Aleksandra Klęczar: Rok 2025 był to dziwny rok, kiedy to namiętnie grałam w Hadesa 2, z dużą przyjemnością oglądałam adaptację Mordbota Marthy Wells i na sam koniec roku zakochałam się w indyjskiej animowanej adaptacji klasycznej epiki. Rok, w którym spotkałam swoją literacką niemal-idolkę, Adę Palmer, i przekonałam się, ku wielkiej swej radości, że jest fajną osobą (a serio, omal nie umarłam z nerwów, analizując w jej obecności jej powieść!). W którym poszłam na kolejną wystawę Joanny Karpowicz i wsparłam na Kickstarterze wydanie jej kolejnego albumu. W którym ogromnie, ogromnie ucieszyła mnie Nagroda Żuławskiego dla Anny Brzezińskiej i jej Mgły. Rok, w którym – to już bardziej prywatne niż kulturowe, ale jednak trochę – trzy lata po tym, jak zaczęłam wykładać Iliadę i Odyseję, dotarłam na Itakę. 🙂
Olga Niziołek: To jest taki rok, że bardziej niż „co” wybija się „jak”. Czytam mnóstwo książek wokół jednego tematu i zachwyca mnie, jak łączą się ze sobą („Hej, osobo XY, w innej monografii wystąpiłaś w innej rol, fajnie cię widzieć”). Jednocześnie żeby nie utonąć w researchu, muszę świadomie rezygnować z chęci przeczytania ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO. I na przykład wolę wrócić drugi raz do ciekawego odcinka podcastu niż sięgnąć po książkę rozmówcy – pozwolić sobie domyśleć rzeczy. No a poza tym ADA PALMER!

Smoczyca: Najbardziej wciągnął mnie labirynt korytarzy w firmie Lumon, czyli serial Severance, profesjonalna fantastyczna hodowla korposzczurów. A Gwendoline Christie zawsze w głębi serduszka jest Brienne z Tarthu. 😉 Drugi nurt to opowieści o korsarzach, bitwach (morskich i kosmicznych), szalonych pilotach – prawdziwe i wymyślone. Po trzecie: Andor – objawienie, że Gwiezdne Wojny nie muszą być głupawe i jaka piękna rewolucja.
Grzegorz Czapski: Faza na robienie rzeczy i przemęczanie się (niestety, ale u mnie to naczynia połączone). Jednak już pisząc poważnie, to z działalności moje typowe coroczne fazy, czyli: robienie „Białego Kruka”, robienie bitewniaków, robienie programu i moderacji na konwentach. Zaś z literackich faz to weird western, mechy i Sienkiewicz. A tak, po drodze były też kraby i ośmiornice…
Ewa Tomaszewicz: Najwięcej czasu, bo ponad połowę 2025 roku, skradł mi Bazyliszek w randze Polconu, który wyszedł fenomenalnie. Nie jestem obiektywna, za to jestem bardzo dumna, że mogłam współtworzyć to wydarzenie. Popkulturowo chciałabym go zapamiętać jako rok, w którym pożegnałam zdecydowanie przedwcześnie skasowane The Wheel of Time, najlepszy serial fantasy ostatnich lat. Pokręcony, odważny scenariuszowo, campowy w wyrazie, zjawiskowy scenograficznie i na wskroś kobiecy. Szkoda, że budżetu wystarczyło tylko na trzy sezony, ale i świetnie, że w zalewie miałkich produkcji pojawiła się taka perła. To był też rok powtórek. Amazon Prime wrzuciło dwa pierwsze sezony Warehouse 13, dzięki czemu przypomniałam sobie, jak bardzo kocham ten serial (moja recenzja tu: KLIK), a w ramach chorowania zrobiłam sobie rewatch Battlestar Galactica, które urasta do rangi mojego drugiego ukochanego esef. Literacko pierwszy raz skusiłam się na udział w Zewie Zajdla, odebrałam pamiątkowy znaczek, a przy okazji sięgnęłam po parę rzeczy zdecydowanie spoza mojej gatunkowej półki, by przekonać się, że współczesna polska fantastyka naprawdę jest fajna.
Kryś: Przebojem tego roku były dla mnie bezkonkurencyjnie przygody Mordbota. Gdy wiele znajomych zaczęło emocjonować się mającym ukazać się serialem, postanowiłam przeczytać książki i natychmiast w nie wsiąkłam. Wciągnęłam się tak, że przeczytałam nawet ostatni, nieprzetłumaczony tom po angielsku, a to naprawdę rzadko mi się zdarza. Serial również wypadł świetnie. Teraz pozostaje czekać na kolejne tomy i kolejne sezony.

weronika mamuna: Ten rok był dla mnie zdecydowanie rokiem odkrywania radości płynącej z czytania filozofii. O ile wcześniej wydawała mi się zbyt abstrakcyjna, żebym była w stanie do czegokolwiek ją odnieść, o tyle teraz okazała się wspaniałym pomostem łączącym krainy literatury, psychologii i duchowości.
Kira Nadolnik: Gdy myślę o popkulturze w 2025, to pierwsze, co na mnie wyskakuje, to czwarta kampania Critical Role. Nie ukrywam, że trzecia kampania bardzo mnie zmęczyła i rozczarowała, więc zapowiedź zmian bardzo mnie ucieszyła, i choć póki co jesteśmy dopiero dziesięć odcinków in, już widać, jak jest o niebo lepiej. Zaproszenie Brennana do roli mistrza gry było genialnym posunięciem (bardzo lubię Matta i jego styl, ale widać było w trzeciej kampanii, że jest zmęczony i zbliża się do wypalenia, i cieszę się, że teraz może wreszcie po prostu grać), nowy setting pozwala na zupełnie nowe idee, nowa forma z kilkoma stołami brzmi fantastycznie, niezmiernie mi się wszystko podoba i chcę więcej.
Jakub Chilimończyk: Rok 2025 był dobrym rokiem popkulturowo, w prawie każdym aspekcie: rpgowym, gierkowym, planszogierkowym i serialowym. Będę się rozpisywał, więc z góry przepraszam za długość. Clair Obscur: Expedition 33 jest dla mnie arcydziełem i kolejną cegiełką do narracji, że gry też potrafią być Sztuką. Podziwiałem jej estetykę, pomysł na świat, narrację, naturalność dialogów, złożoność postaci, kochaność Esquie i dałem się w to wciągnąć na kilkadziesiąt godzin. Niemniej prawie tak samo mocno przeżywałem Death Stranding 2 (zwłaszcza pod kątem muzycznym). Serialowo nic mi nie przebiło drugiego sezonu Severance, który pozostaje dla mnie w topce seriali i łechta umysł w podobny sposób, co nadrobione w tym roku Devs. Oba te seriale są dla mnie bardzo aktualne i stanowią dobry komentarz na temat otaczającej nas rzeczywistości i więzienności systemu – lub kto nad systemem realnie sprawuje władzę. Nie mogę pominąć ukochanego The Mighty Nein (od Critical Role), na który czekałem z wypiekami. Nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowany, ale jest to kawał przyjemnej rozrywki, do której będę często wracał myślami (na dodatek bardzo inspirujący dla mej GM-owej części osobowości). W grach planszowych serce skradło mi SETI: Poszukiwania pozaziemskich cywilizacji, które było strzałem znikąd. Lepszej gry planszowej w zeszłym roku dla mnie nie było (ale było wiele bardzo dobrych). Uwielbiam budować silniczek, badać kosmos w poszukiwaniu obcych i na koniec nawiązywać z nimi kontakt. Przy okazji zgarniając pierdylion punktów. I na koniec najlepsze, nowy system RPG: Daggerheart. Oh Daggerheart, my Daggerheart. Czuć przychylenie się do bardziej kooperacyjnego tworzenia świata i fabuły. Czuć, że nie wszystko w końcu spoczywa na barkach GM-a, ale odpowiedzialność za grę rozdzielono pomiędzy graczy. Wygryzł mi DnD 5e ze stołów, sprawił, że GM-owanie jest bardziej fun, zwłaszcza że udało mi się skonwertować wszystkie kampanie na DH. Wbrew pozorom jednak nie jest to system bezpośrednio uderzający w DnD. Jest po prostu inny – w najlepszy możliwy dla mnie sposób.

Karolina Małas: Rok 2025 rozpoczęłam od powtórki Koloru magii, pierwszego tomu ze Świata Dysku. Cykl ten towarzyszy mi w czytelniczej podróży od wielu lat, część tomów czytałam wielokrotnie – inne omijałam, porzucałam w trakcie lub czytałam tylko raz. Najwyraźniej potrzebowałam wyzwania czytelniczego, bo przez następne 12 miesięcy sięgałam po wszystkie tomy cyklu, kończąc Pasterską koronę w sylwestra. Chciałam nie tylko wrócić do tamtego świata, ale też uczcić pamięć sir Terry’ego. To była świetna przygoda, nie tylko rozbudzająca na nowo moją uśpioną od miesięcy chęć do czytania, ale też przypominająca to, co najlepsze w serii; pozwalająca mi odkryć nowe ulubione cykle oraz postacie. Niezmiennie uwielbiam nie tylko dowcip i postacie stworzone przez Pratchetta, ale też jego talent do tworzenia pastiszu wypełnionego prawdami i lekcjami, które nawet po wielu latach wydają się aktualne. Żółw płynie dla wszystkich!
Bogusia Szewczyk (rozMOVIEone): 2025 dał mi mocno w kość. Pewne niesprzyjające osobiste wiatry próbowałam łagodzić notorycznym konsumowaniem popkultury w zatrważających ilościach. Dlatego spośród wszystkich sekcji podsumowania roku to właśnie ta jest dla mnie najtrudniejszą. Bo działo się wiele, ale też nie wszystko wypaliło się mocno w mojej pamięci. Większość to rozmyte smugi, ale… Gdy myślę o minionym roku, to widzę go jako czarnego kota prężącego się do skoku, aby uratować świat i swoich przyjaciół. W oparach codziennych trosk chyba każdy z nas przez moment zamarzył o takim pomocniku, jak bohater Flow. Obraz tego zwykłego/niezwykłego sierściucha towarzyszył mi cały czas. W kinowych przestrzeniach, domowej ciszy, a nawet w zawodowych wyzwaniach. Bo gdy przygotowywałam specjalny pokaz tego filmu z audiodeskrypcją dla niewidomych i niedowidzących dzieciaków, to czułam nie tylko ogrom satysfakcji, ale też niesamowite wzruszenie, że taka piękna historia może łączyć wszystkich. I to właśnie to połączenie jest dla mnie najlepszym elementem 2025 roku. Uczucie, które wracało na konwentach, festiwalach, seansach, klubach dyskusyjnych. Pojawiało się przy nagrywaniu podcastów, w prywatnych rozmowach, godzinach rozmyślań o popkulturze, przy pisaniu komentarzy w social mediach. Będąc częścią tej niesamowitej przestrzeni wymiany myśli w minionym roku, po raz pierwszy poczułam, jak te doświadczenia są ważne. Być może najważniejsze!

DemonBiblioteczny: 2025 był dla mnie rokiem przepełnionym zajęciami (tym bardziej cieszę się z dłuższego wolnego na końcówkę roku, które poświęciłam na kompletne nicnierobienie). Mam ten przywilej, że w moim zawodzie płacą za promocję czytelnictwa, więc zajmowałam się organizacją tego typu wydarzeń w Poznaniu (grudzień zamykałam obchodami 250. urodzin Jane Austen). Przy imprezach będąc, po raz pierwszy miałam okazję działać konwentowo od środka. Bardzo się cieszę, że mogłam zajmować się blokiem literackim przy okazji Bazyliszka x Polconu. Dało mi to okazję do sprawdzenia się na nowym gruncie, wyjścia ze strefy komfortu w kontrolowanych warunkach i rozwinąć pewne posiadane już umiejętności. Poza tym była to okazja do pracy z naprawdę świetnymi ludźmi.
Przy konwentowaniu i przygotowywaniu prelekcji o tłumaczeniach Alicji w Krainie Czarów wpadłam w istną króliczą norę – i przy okazji stałam się koszmarem znajomych, bo przez jakiś czas nawijałam jedynie o niuansach związanych z odnalezieniem pierwszego tłumaczenia, o domniemanej tożsamości tłumaczki Adeli S. oraz bucerii i dramach związanych z „tłumaczeniem na poważnie” w wykonaniu Stillera. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, jak wielką część roku zajmie mi Alicja, która do tej pory mnie nijak nie interesowała!
Tak się wesoło składa, że na rok 2025 przypadała 20 rocznica wydania Zmierzchu, który zresztą od kilku lat przeżywa swoiste odrodzenie. W związku z tym miałam okazję prowadzić na Pyrkonie i Bazyliszku czytania Zmierzchu, pobawić się i pośmieszkować z polską częścią fandomu i w ogóle o fandomie pogadać. Bardzo podoba mi się to, jak samoświadomy jest to fandom (przynajmniej w miejscach, w których ja jestem) i że głośno mówi i wytyka autorce książek wszystko, co jest nie tak (a jest tego sporo: rasizm, przywłaszczenie kulturowe), starają się nagłaśniać akcje Quileute’ów mające na celu walkę z dezinformacją, która wytworzyła się na temat ich społeczności (Meyer sobie sporo zmyśliła na ich temat w książkach) oraz nawołują do przekazania części zysków z franczyzy na pomoc w relokacji społeczności na bezpieczniejsze tereny (zainteresowanych odsyłam do poczytania o Quileute Move to Higher Ground). Cieszy to tym bardziej, gdy pamięta się, jak toksycznym środowiskiem byli fani Zmierzchu (serio, cieszę się, że seria miała czas popularności, gdy mieszkałam w małej mieścinie, bez powszechnego dostępu do internetu, więc nie oberwałam rykoszetem).
Poza tym odkryłam, że haftowanie mnie niesamowicie relaksuje, więc drugą połowę roku spędziłam głównie na tym. Mam już za sobą pierwszą scustomizowaną kurtkę (prezent dla przyjaciółki), więc chyba zaraz nie będę musiała się przejmować, że nie ma ubrań z wzorem, który akurat mi się umyślił.
Anndycja: To był dla mnie rok podróżowania pomiędzy Londynem a Warszawą i nigdy wcześniej nie widziałam tak wielu aktorów brytyjskich na deskach teatru, co w 2025. Byli Tom Hiddleston i Hayley Atwell w przeróżowym Wiele hałasu o nic, Jonathan Bailey w Ryszardzie III z koroną noszoną w reklamówce, Martin Freeman i Jack Lowden w trzymającym w napięciu Kroku piątym (teraz można zobaczyć go w kinach, polecam!) i FENOMENALNY Ncuti Gatwa podbijający moje serce w Born With Teeth jako Christopher Marlowe. Wieczór, w którym Piętnasty Doktor schwytał mnie za rękę, zostawię w pamięci jako jeden z najważniejszych w życiu.

Yuka: Mój najwspanialszy popkulturowy moment w 2025 roku to zdecydowanie zobaczenie na żywo w Lyric Theatre w Londynie musicalu Hadestown z oryginalną broadwayową obsadą! Wypadło to akurat 8 marca, więc wyszedł nadzwyczajny dzień kobiet w rytmie mitów greckich. Niestety zabrakło genialnego Patricka Page’a w roli Hadesa ze względu na kontuzję (zastąpił go Phillip Boykin, który dodał postaci coś wyjątkowego od siebie), ale i bez tego było to niesamowite przeżycie i przepłakałam z 80% czasu produkcji, bo czułam tak wiele. Teraz czekam tylko na wypuszczenie oficjalnego nagrania z występów z lutego 2025, gdzie będzie można zobaczyć Patricka. A w przyszłym roku pewnie wybiorę się na polską wersję do Teatru Syrena (premiera według zapowiedzi we wrześniu 2027).
Kasia Goworek: Od co najmniej dwóch lat oglądam i czytam skandalicznie mało. Zdecydowanie celem na 2026 jest czytanie i oglądanie więcej, żeby móc o tym opowiadać, sama lub wspólnie z redakcją Whosome. Wśród tego, co jednak udało mi się obejrzeć, są dwie niesamowite perełki: znakomity drugi sezon Severance oraz Shrinking (dwa pierwsze sezony już dostępne, a trzeci startuje już 28 stycznia, zdążycie nadgonić!). Produkcje zupełnie różne, choć łączy je wspólna platforma streamingowa – oba dostępne na AppleTV+ – oraz bardzo dobrze ujęty, poruszający wątek żałoby.
Na żaden serial nie czekałam tak bardzo, jak na drugi sezon Severance. Oczekiwanie się przedłużało z różnych powodów, jednak jedno jest pewne: warto było czekać. Drugi sezon część rzeczy wyjaśnił, ale postawił nowe pytania i nie rozwiał aury tajemniczości, która gęsto unosiła się w pierwszym sezonie. Absolutnie fantastyczny serial, z genialnym konceptem, poddający refleksji rolę pracy w kapitalizmie oraz to, czy możliwe jest całkowite odseparowanie życia od pracy i pracy od życia. Świetnie napisany i zagrany. Jeżeli nie mieliście okazji jeszcze go obejrzeć, to apeluję o jak najszybsze nadrobienie. Nie pożałujecie!
Shrinking natomiast to serial komediowy o psychoterapeutach. Zanim pokręcicie głową i stwierdzicie, że to nie mogło się udać i albo jest infantylny i obraźliwy, albo w ogóle nie jest zabawny, muszę was uspokoić: udało się! Wiem, wiem, mnie też to zdziwiło. Jednak Terapia bez trzymanki (bo tak właśnie brzmi polski tytuł) uroczo balansuje między humorem a trudnymi tematami. Jest pełen ciepła i empatii. I tak, ma swoje wady; musicie przetrwać pierwszy odcinek, bo zanim wsiąkniecie w konwencję i zacznie wam zależeć na bohaterach, to mogą zdążyć was zirytować. No właśnie – mój główny zarzut do Shrinking jest taki, że bohaterowie bywają, a nawet są stereotypowi. Mamy zrzędliwego mentora o złotym sercu; silną, czarnoskórą bohaterkę, która nie daje sobie podciąć skrzydeł; przyjaciela głównego bohatera, który prawdopodobnie nie mógłby być bardziej stereotypowym gejem; złośliwą sąsiadkę, która mówi, co myśli, i udaje, że jej nie zależy, a tak naprawdę zależy jej tak bardzo, jak to tylko możliwe, a jej mąż jest chodzącą zieloną flagą. To wszystko jest jednak do wybaczenia, ponieważ w serialach komediowych postacie zwykle są rysowane nieco (zbyt) grubą kreską. Całość jest jednak cudownym obciążeniowym kocem. Tak o żałobie i postępującej chorobie, o PTSD i o zmaganiach z życiem. Przede wszystkim jest jednak o tym, że nie musimy być w tych zmaganiach sami. I zwykle nie jesteśmy.

Zielona Małpa: U mnie rok 2025 zapisze się jako rok, w którym poznałam twórczość Brandona Sandersona. Jako osoba, która po fantastykę do tej pory nie sięgała, zdziwiłam się, że trylogia Ostatnie imperium okazała się chyba najlepszą lekturą roku. Książki te pochłonęły mnie do tego stopnia, że poświęciłam latem dwa dni bez dziecka, pracy i męża na czytanie właśnie ich. A te książki całkowicie zmieniły moje podejście do fantastyki, bo teraz mam ochotę właśnie na ten gatunek (i na horror, co wynika z czegoś innego, ale pokrywa się w czasie).
Lady Kristina: Sporą część 2025 roku spędziłam serialowo. Wśród tytułów, o których muszę wspomnieć, są na pewno Bibliotekarze – zarówno oryginalna seria, jak i całkiem sympatyczna kontynuacja – a także fantastyczne Leverage i jeszcze lepsze Leverage: Redemption, w których absolutnie się zakochałam i mam nadzieję, że mimo anulowania ekipa Leverage jeszcze powróci. Z nowości nie mogę nie wspomnieć o drugich sezonach Severance i Andora, a także o zamykającym rok Pluribus. Po raz pierwszy miałam też okazję pomagać przy organizacji konwentu, w dziale promocji Bazyliszka x Polconu. Nie wiem, czy kiedyś to powtórzę, ale było to naprawdę ciekawe doświadczenie.
DG: Rok 2025 miał u mnie mocny emocjonalny start za sprawą niesamowicie realistycznego i wciągającego The Pitt, a jako że dosłownie zaraz po nim wyszedł trzeci sezon mojego ulubionego Leverage: Redemption, to przez jakieś pięć miesięcy cotygodniowo gościł na moim ekranie Noah Wyle w dwóch bardzo różnych gatunkowo rolach, słusznie zresztą nagrodzony Emmy w tym roku. Niezmiernie boli mnie anulowanie Redemption, bo uwielbiam całą tą ekipę, ale na szczęście drugi sezon The Pitt już za moment… W tym roku również pożegnaliśmy się z serią Mission: Impossible (a przynajmniej na jakiś czas). The Final Reckoning nadal bardzo dowozi pomimo wolniejszego początku, a sekwencje z pościgiem dwupłatowców i nurkowaniem do wraku okrętu podwodnego na dnie oceanu (prawdopodobnie najbliższa horrorowi scena w serii) są kapitalnie zrealizowane. Miałam też możliwość obejrzeć sporo kultowej klasyki filmowej na dużym ekranie, niektórych po raz pierwszy, jak Amadeusz czy Lawrence z Arabii, a innych doświadczyć na nowo w kinowym formacie, jak np. oba Blade Runnery, Lśnienie, Mulholland Drive, Donnie Darko czy pierwszy Terminator (liczę, że może w przyszłości dadzą do kin też część 2).
Już wkrótce część druga – o literaturze!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






