Lipiec i sierpień przyniosły nam sporo popkulturowych zachwytów, ale też kilka rozczarowań. Bazyliszek, Dni Fantastyki Star Trek, Witch Hat Atelier, Pocałunek bazyliszka… Trzeba przyznać, że ten czas był dla nas naprawdę różnorodny! Co oglądaliśmy, czytaliśmy i w co graliśmy? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Tomek Cz.: W tym roku po raz drugi wziąłem udział w ArtFight – rysunkowej wymianie postaci. Po raz pierwszy poważyłem się rysować nie tylko zwierzątka innych uczestnik_ (co jest jedną z opcji), ale i ich postaci (co jest główną częścią wydarzenia). Otrzymałem też kilka przepięknych ilustracji dwóch z moich postaci oraz sam narysowałem nowe ilustracje referencyjne moich Siene i Brzozy. To był bardzo miły twórczy lipiec, w trakcie którego czułem wyraźny skok jakościowy w moich umiejętnościach. A wszystko to było tym wspanialsze, że powstawało w radosnej atmosferze artfightowego wątku na serwerze Podsłuchane.
O Bazyliszku pisaliśmy redakcyjnie tutaj: KLIK. Powiem więc tylko, że jak zawsze bawiłem się świetnie. Miło też spędziłem sobotę na SkierConie – a gdyby nie moja niepełnosprawność ruchowa, być może pozwoliłbym sobie na to by wpaść na więcej dni tego podwarszawskiego konwentu.
Czytałem tego lata niewiele, więcej uwagi poświęcając rysowaniu, ale wpadło mi parę lektur. W ramach klubu książkowego i powtórki Wiedźmina na serwerze discordowym Podsłuchane przeczytałem Chrzest ognia – zdaniem klubu najlepszego tomu cyklu, choć ja pozostaję przy opinii, że najlepsza jest Wieża Jaskółki. Wciąż jednak Chrzest ognia czytało mi się świetnie, a wspólne omówienie na początku września było miłą okazją do zderzenia opinii.
Pochłonąłem też Skrzydła Karoliny Fedyk. Była to lektura pod kątem szerszego eseju – ten musi jeszcze powstać, ale każdy pretekst, by wrócić do Skrzydeł to dobry pretekst.
The Vampire Lestat był równie wspaniały co poprzednie dwa sezony Wywiadu z wampirem. Inny, pełny wspaniałej muzyki i och jakże wielu cudnych monstr. To była uczta dla oka i ucha.
Z ciekawości sięgnąłem także po serialowe Witch Hat Atelier i tu mogę powiedzieć, że jest pięknie i bardzo łatwo jest kibicować postaciom – jakkolwiek te kilkanaście odcinków to zaledwie przystawka pozostawiająca ogromny niedosyt.
Zrobiłem sobie małe lato ze Star Trekiem. O SNW piszę w kolejnej kategorii. Nadrabiałem też nadal Deep Space 9. Wciągnąłem sezony 4 i 5 i sporą część sezonu 6. Było w nich mnóstwo wartych uwagi odcinków i rozpiętej między nimi historii – jakkolwiek wojna jest dla mnie nieraz męcząca i także tutaj daje się to we znaki. Tym bardziej jednak pokochałem odcinek Far Beyond the Stars z sezonu 6. To zabawa formą dająca wytchnienie od głównego wątku serialu. Odcinek zabiera nas w świat początków amerykańskiej fantastyki. DS9 lubi sięgać po podróże w czasie, tu jednak mamy do czynienia z czymś trochę innym, odświeżającym utartą formułę. Cieszy tak, że nie jest to po prostu laurka dla fantastyki pulpowej, choć i tak odcinek byłby ciekawy. W FBtS główny wątek mocno koresponduje z rozterkami Sisko, jednocześnie sięgając do społecznych i politycznych zmagań z czasów, które pokazuje. Śledzimy losy czarnego autora fantastyki, który nie może publikować opowiadań o czarnych postaciach. W głęboko rasistowskich Stanach Zjednoczonych takie opowiadania są nie do przyjęcia przez białych wydawców i właścicieli czasopism. Podobnie jak on, jego redakcyjna koleżanka nie może publikować pod pełnym imieniem – wyjawiając światu, że jest kobietą, a w piśmie panuje różny poziom akceptacji obu tych stanów rzeczy.
To wszystko zaś ujęto w fascynującą otoczkę znanych postaci odgrywających nowe role, przesuwając ich relacje, zachowując dość bliskości oryginałom, ale i niekiedy mocno od niej odchodząc. Czasami łatwiej, czasami trudniej rozpoznać aktor, szczególnie tych, któr_ na co dzień pojawiają się w ciężkiej protetyce. (Sam długo nie rozpoznałem Michaela Dorna, który też brzmiał w odcinku dużo łagodniej niż grany przez niego na co dzień komandor porucznik Worf).

Ewa: Wakacje rozpoczęłam i zakończyłam konwentem. Bazyliszek tradycyjnie okazał się doskonałym doświadczeniem z przebogatym programem i świetną atmosferą. Oraz z Mary Robinette Kowal, wspaniałą gościnią specjalną, która swoją erudycją i charyzmą mogłaby wypełnić co najmniej dwa razy więcej punktów programu niż miała. Poznanie jej, bycie jej współpanelistką i poprowadzenie jej spotkania autorskiego to doświadczenia, które zostaną ze mną na długo. Pod koniec sierpnia odwiedziłam Dni Fantastyki, które jak zawsze urzekły mnie doskonałą organizacją i autentyczną troską o uczestniczące osoby. To wydarzenie, które nieodmiennie pozostawia mnie z poczuciem wewnętrznego ciepła. Co jest sztuką samą w sobie, a przy takiej skali konwentu wręcz arcymistrzostwem.
Na fali zauroczenia Mary Robinette Kowal sięgnęłam po The Relentless Moon, trzeci, niewydany jeszcze w Polsce tom cyklu Pani Astronautka. I to w wersji dla mnie dość niecodziennej, bo audiobooka czytanego przez samą autorkę. Na tę chwilę to dla mnie najlepsza część cyklu (choć i wcześniejsze są doskonałe), skupiona tyleż na programie relokacji ludzkości w kosmos, co na politycznych i społecznych implikacjach tejże. Świetny, trzymający w napięciu od pierwszego do ostatniego słowa thriller science fiction.
Serialowo wciągnęłam się w trzeci sezon Silo i czwarty Strange New Worlds. I choć oba z nich daję w kategorii zachwyt z pewnym wahaniem, bo nie są idealne, to jednak w zalewie streamingowej nijakości błyszczą wystarczająco mocno, by je tu zostawić. Silo kłopoty z tempem akcji i dość nijakim wątkiem usytuowanym w przeszłości z powodzeniem nadrabia naprawdę doskonałymi odcinkami finałowymi. Strange New Worlds naprawdę szanuję w tym sezonie za niepowstrzymane, czasem dość szalone eksperymenty formą. Na całościową ocenę przyjdzie jeszcze czas, bo póki co trochę się to nie spina w całość, niemniej bawię się naprawdę nieźle.
Magdalena: Książkowo zrobiłam sobie powtórkę Trylogii pękniętej Ziemi N.K. Jemisin i mam wrażenie, że to zupełnie inne książki niż kilka lat temu, kiedy czytałam je po raz pierwszy. To był zachwyt i groza posplatane gęsto od pierwszej strony. Te książki są wstrząsające i każdy powinien je przeczytać – absolutna czołówka w kategorii fantastyki zaangażowanej w realny świat. A przy tym po prostu świetna historia ze wspaniałymi bohaterkami.
Serialowo lato upłynęło mi z Silosem, którego trzeci sezon wraz z Ewą omawiałam po kawałku, oraz fenomenalnym For All Mankind (na razie widziałam dwie serie). Drugi z seriali wciągnął mnie jak za starych dobrych (i niemal już zapomnianych) czasów; zaskoczył mnie tym, jak wciągającą historię opowiada, w jaki sposób ją opowiada, jak porywające konstruuje postacie, jaki jest po prostu piękny, równy i wspaniały. Wiem, że dalej czeka mnie spadek poziomu, ale i tak mam spore oczekiwania.
Rad: Odkąd pamiętam uznawałam, że anime i mangi, to nie moja działka i jakoś nigdy się nimi nie interesowałam. A na pewno nie na tyle, żeby je oglądać czy czytać. Bardziej znane postaci siłą rzeczy znałam z memów. Za dzieciaka też pamiętam, że oglądałam Naruto, Pokemony czy Yu-Gi-Oh!, ale to by było na tyle. No i oczywiście wyjątkiem było wspomniane kiedyś przeze mnie To Be Hero X. A całkiem niedawno zachęcona rolkami z przygotowania do cosplayu Qifreya od Reaver Cosplay uznałam, że w sumie to obejrzę i sprawdzę, skąd zachwyt. No i całkowicie przepadłam w Witch Hat Atelier. Przecudowna animacja, świetne aktorki i aktorzy głosowi. Magia jako sztuka rysunku to też super pomysł jak i to, że w tym świecie jest to wiedza tajemna bardzo pilnowana przez wiedźmy. Qifrey jest świetnym nauczycielem, Coco jest bardzo ciekawa magii i nią zauroczona, ale chyba serca wszystkich najbardziej skradł stworek Brushbuddy. A na pewno moje. Po ukończeniu 1 sezonu kupiłam też dostępne tomy mangi i jest to równie zachwycająca lektura. Swoją drogą, to pierwsza ze znanych mi mang, która wymagała instrukcji obrazkowej przez kilkanaście pierwszych stron.
Drugim anime, które obejrzałam (ponownie) dzięki cosplayom Reaver, było Jujutsu Kaisen. Jestem tylko sześć lat spóźniona na hype nad Satoru Gojo, Suguru Geto i Yurim Itadori. Chociaż tu serce mi mocniej bije, kiedy na scenę wchodzi Sukuna. Cóż poradzę, głos Króla Klątw jest bardzo przyjemny. Na liście z wakacji mam też trzecie anime również przez cosplaye tej samej osoby, a z kolei w następnej będzie czwarte. Widzę tu pewien wzór…
Lady Kristina: Serialowo wciągnęła mnie Wdowia zatoka, opowiadająca o burmistrzu małego miasteczka położonego na wyspie w Nowej Anglii, który chce zachęcić turystów do odwiedzenia miasta, nie zważając na opowieści o ciążącej nad wyspą klątwie. Z czasem okazuje się, że w legendach znajdzie się miejsce na ziarno prawdy, a na wyspę łatwiej przybyć, niż ją opuścić. Serial świetnie łączy ze sobą elementy komedii i horroru, i mimo z pozoru spokojnego początku później znacznie bardziej się rozkręca i niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.
Wakacje za to zakończyłam na kinowym seansie Asterixa i Obelixa: Misji Kleopatry – znając film niemalże na pamięć, bawiłam się fantastycznie, tak jak na każdym poprzednim seansie, ale przy pełnej sali ludzi film śmieszył jeszcze bardziej niż zwykle.
ZASKOCZENIA
Magdalena: Pod wpływem genialnych nagrań RuBryki Popkulturalnej i będąc w potrzebie odmóżdżenia się sięgnęłam po niesamowicie frapujące romantasy – Pocałunek bazyliszka Straube Lindsay. Nie chcę zabrzmieć, jakbym tę książkę polecała, bo kompletnie nie; jest to totalnie nonsensowna fantastyczna pornografia bez polotu, z bazyliszkami (które w ludzkiej formie są oczywiście wysokie, seksowne i szczodrze obdarzone) i bohaterką, która owija sobie wszystkich wokół małego palca, choć jest przecież taka nieśmiała i niedoświadczona. Jest nawet polityczna intryga, ale również nie ma za dużego sensu! Wpisuję to w kategorii Zaskoczenie, bo jednak nie spodziewałam się, że to będzie aż tak kiepskie; zdziwiło mnie też to, jak bardzo nudne mogą być sceny erotyczne (metoda pomnażania nie zwiększa seksowności). Równocześnie cieszę się, że to przeczytałam, może zrodzi się z tego prelka o bazyliszkach? Nie powinno się cierpieć w samotności.
Rad: Apothecary Diaries, czyli kolejne anime obejrzane dzięki cosplayom, nie uwierzycie, Reaver Cosplay. Zaskoczyło mnie jak przyjemnie mi się oglądało tę historię, bo nie sądziłam, że wciągną mnie przygody zielarki na cesarskim dworze. W przeciwieństwie do poprzednich wspomnianych anime w tym fantastyki właściwie nie ma, ale za to są kryminalne zagadki, zafascynowana truciznami Maomao i tajemniczy drugi bohater Jinshi, który ukrywa się przed prawdą w roli eunucha w wewnętrznym pałacu.
Tomek Cz.: Wróciło Strange New Worlds i po trzecim słabym sezonie dało nam serię bardzo dobrych odcinków. Pierwszy jeszcze mnie nie do końca kupił. Nie czuję w ogóle tego „miałem przeczucie” Pike’a na końcu, kiedy odnosi się ono do czegoś, co było tak bardzo oczywiste. Jako pisarz sam zakończyłbym ten odcinek dużo odważniej i moralnie niejednoznacznie. Ale kolejne odcinki, wbrew moim obawom, były już przesmaczne. No, może ten muppetowy jest takim średniakiem wśród nich, wciąż jednak wolę go od odcinka pierwszego. Widać tu, że twórcy nie tylko bawią się formułą, ale też pozwalają jej w pełni wybrzmieć. Ciekawe i zaskakujące jest też, że nie ma w tym sezonie spajającego całość wątku fabularnego. Choć zobaczymy co jeszcze przyniosą nam dwa ostatnie epizody. Póki co spójności warto szukać raczej w motywach poruszanych przez kolejne odcinki: osobowości, emocji, odpuszczania narzucanych sobie ram tego kim jesteśmy by zmierzyć się z tym, czego się w sobie boimy.
ROZCZAROWANIA
Ewa: Nadrobiłam dwa ostatnie filmy z uniwersum Star Wars i DC i… cóż, nie jest dobrze. Mandalorian i Grogu oraz Supergirl, mimo fajnej obsady, mają już typowy dla blockbusterów problem: są o niczym. Ratowanie pieska czy niespodziewanie sympatycznego hutta to fajne wątki, tyle że całościowo było to tak miałkie i wyprane z emocji, że wyleciało mi z głowy dziesięć minut po obejrzeniu. Strata czasu niestety.
Rad: Rozczarował mnie Peak, czy też może moja wybitna nieumiejętność grania. Kiedy trzeci raz z rzędu ginę, bo postać po skoku nie chce się chwycić skały, to mi się odechciewa.
WARTO WSPOMNIEĆ
Magdalena: Księga zniknięcia to powieść palestyńskiej pisarki Ibitisam Azem, która równocześnie mnie rozczarowała i bardzo mi się ją dobrze czytało – dlatego umieszczam ją w tej kategorii. To mocno metaforyczna opowieść o współczesnym Izraelu, w którym nagle, z dnia na dzień, znikają wszyscy Palestyńczycy. Co mnie rozczarowało? Miałam nadzieję, że dorzucę tę książkę do mojego zestawu bohaterek końców świata; niestety bohaterki to nie jest mocna strona tej książki. Jednocześnie jest to piękna i wstrząsająca minimalistyczna opowieść, obejmująca króciutki wycinek czasu, a zarazem sięgająca do początków okupacji Palestyny przez Izrael we wplecionej w narrację opowieści o babci jednego z bohaterów. Najbardziej wstrząsające w Księdze zniknięcia było dla mnie to, co dzieje się w tle, w doniesieniach politycznych, które śledzi Ariel, izraelski dziennikarz, zbierając materiały do kolejnych artykułów: obraz tego, jak władze Izraela gładko przechodzą nad tym zniknięciem do porządku dziennego i od razu skupiają się na tym, jak zabezpieczyć się przed ewentualnym powrotem Palestyńczyków. Nie wiadomo, co się z nimi stało, ale nie ma ich, cóż za dar od Boga! Naprawdę obrzydliwe. Jestem przekonana, że to by dokładnie tak wyglądało. Szybko, szybko, zmieniajmy zamki w drzwiach.
Rad: O Bazyliszku zawsze warto wspomnieć. Jak zwykle miał bogaty program, w którym znalazły się i planszówki, i sesje RPG, i koncert Heroes Orchestra, i nawet pokaz cosplay. Z roku na rok skrzydła Bazyliszka obejmują coraz więcej fanowskich zainteresowań. Deszczowa pogoda niestety też nie sprzyjała, ale mimo przeszkód udało się zrobić bardzo fajny i miły konwent. A w tym roku dla mnie ponownie był w randze organizatorskiej.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Jak co roku nasze redakcyjne lato było wypełnione konwentami. Pojechałeśmy na Bazyliszek, SkierCon, Fantasmagorię i Dni Fantastyki. Udało nam się także napisać kilka tekstów na stronę. Borys wypełnił kącik komiksowy recenzjami drugiego sezonu X-Men ’97: KLIK, KLIK, KLIK. Patryk Łubiarz opowiedział o grze Hellblade: Senua’s Sacrifice, Magdalena i Ewa porozmawiały o kolejnych odcinkach Silo. Z kolei dziewiętnastka zrecenzowała drugi tom powieści o driadolożce Emily Wilde, Pryvian pochyliła się nad nolanowską Odyseją, a Agnieszka Zygmun-Bisek opowiedziała o tym dlaczego potrzebujemy Heartstoppera.
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
Na razie mamy brak nowych informacji o dalszych losach serialu. W sierpniu za to ogłoszono, że oficjalnie rozpoczęła się produkcja animowanego spin-offu Doctor Who, kierowanego dla dzieci w wieku przedszkolnym, którego dwa pierwsze sezony ukażą się na CBeebies odpowiednio w 2027 i 2028 roku. Za reżyserię serialu będzie odpowiadał Dominic Minns.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






