Silo, Arcane, Wicked, Dragon Age: The Veilguard, Wściek, Zbrodnia i magia… Listopad rozpieszczał nas popkulturowo, ale czy wszystko się udało? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Pryvian: Czekałam 12 lat na filmowe Wicked i muszę przyznać, że po trailerach wypełnionych autotunem byłam bardzo podejrzliwa. Kocham ten musical całym sercem i naprawdę nie chciałam, by spotkał go los adaptacji Les Miserables (nadal próbuję sobie wmówić, że ten koszmar tylko mi się przyśnił). Ostatecznie poszłam do kina… i zakochałam się w tej historii na nowo. Ariana Grande nie gra Glindy, ona jest Glindą. Cynthia Erivo to bardzo dobra Elphaba. Natomiast Jonathan Bailey udowadnia, że nikt w Shizie nie jest hetero i wszyscy pragną być książkami pod jego stopami. Kostiumy są piękne, lokacje cudowne i zdecydowana większość obsady naprawdę potrafi śpiewać! Aczkolwiek – żeby nie było tak różowo – pozwolę sobie na bycie tą jedną osobą, której nie podobało się Defying Gravity – a raczej wybory reżyserskie przy aranżacji tej przewspaniałej piosenki. Moim zdaniem zabiły pacing, a temu filmowi naprawdę by nie zaszkodziło, gdyby był o te pięć minut krótszy.
Ginny N.: Yoke of Stars R.B. Lemberg to piękna opowieść o spotkaniu zleceniodawczyni niepewnej swego zlecenia i asasyn_ czekając_ na swoje pierwsze zlecenie. To jednak nie opowieść po prostu o zemście, a historia o krzywdzie, międzykulturowym spotkaniu i niedoskonałości tłumaczenia, które jednak pozwala się porozumieć i wybrać nową drogę.
DemonBiblioteczny: Listopad upłynął mi w towarzystwie wampirycznych zachwytów. Najpierw w szpony wpadła mi powieść Mileny Wójtowicz W świetle nocy. Pokochałam zabawę konwencją, cały motyw potwornego BHP i bohaterów z serduchem. Niedługo potem swoim kryminałem fantasy zauroczyła mnie Katarzyna Wierzbicka – o Zbrodni i Magii opowiadam szerzej tu.
Na koniec listopada w poznańskim Zamku Cesarskim odbywał się Przegląd Stokerowski organizowany przez Fundację Kultury Irlandzkiej. Miałam okazję uczestniczyć w pierwszych dwóch dniach wydarzenia i obejrzeć na wielkim ekranie niecodzienne perełki – wciąż zachwycające Nosferatu – symfonia grozy (1922) i czasem zabawny, ale cudowny Horror Draculi (1958).
ET: Silo. To będzie zachwyt trochę na kredyt, bo bardzo lubię ten serial za światotworzenie, scenografię, grę aktorską, postacie, intrygę, nastrój, muzykę, właściwie za wszystko. Jednocześnie mam poczucie, że trochę mi zaszkodziła lektura książek Hugh Howeya, po które sięgnęłam po pierwszym sezonie, bo oglądając, nie mogę wyrzucić z głowy pierwotnej historii (serial ją mocno zmienia) oraz wiedzy, o co w tym wszystkim chodzi. Przede mną jeszcze ponad połowa drugiego sezonu i mocno liczę, że na nowo dam się uwieść serialowej opowieści.

Wściek Magdaleny Salik dostaje dla odmiany mój zachwyt bezwarunkowy. Ten dziejący się w niedalekiej przyszłości ekothriller złapał mnie na pierwszej stronie i nie chciał wypuścić do końca, choć musiałam zrobić sobie kilka przerw w czytaniu, bo momentami czułam, że od tempa akcji zaczyna brakować mi tchu. To świetnie napisana układanka z mocnym twistem na zakończenie i dobry portret postępującej katastrofy klimatycznej i strategii, które przyjmują ludzie w godzeniu się z nią lub jej zaprzeczaniu. Zaczyna się od przywrócenia mamutów, a kończy… Nie powiem, bez obaw, wszak tu cała frajda z czytania tkwi w rozplątywaniu, co się właściwie dzieje i co połączy bohaterów, których historie śledzimy. Zdradzę tylko, że podczas gdy jedni świadkują wielkiemu wymieraniu (lub przywracają to, co umarło), inni znajdują całkiem dobry sposób, by wszystko odwrócić… i w tym momencie może się nam zrobić bardzo wesoło albo bardzo ponuro, w zależności od tego, jak postrzegamy samych siebie. Na tę chwilę to mój kandydat do Zajdla 2025.
dziewiętnastka: Wielbiciel_om mrocznych brzmień polecam zainteresować się warszawską kapelą Augen X. Byłam na ich koncercie i całkowicie mnie kupili swoją charyzmą i brzmieniem, choć mówimy tutaj tak naprawdę o undergroundzie. Podobno pracują nad płytą, za którą mocno trzymam kciuki, a poza tym będzie ich można zobaczyć 3 stycznia w warszawskim klubie Mechanik. Będę w pierwszym rzędzie.
Nie można też podsumować listopada bez wzmianki o Songs of a Lost World od The Cure. Boże, nowe The Cure. Nie sądziłam, że to się jeszcze stanie *łezka wzruszenia*. O samej płycie chciałabym się rozpisać szerzej u siebie na blogu, ale na razie chcę chociaż o niej wspomnieć. Jest serio wielka, zero odcinania kuponów. I bardzo, bardzo smutna. W sam raz na listopad.
Clever Boy: Odnalazłem nowy serial kryminalny, który bardzo mi się spodobał. High Potential opowiada o losie kobiety, która pracuje jako sprzątaczka na komisariacie. Morgan ma bardzo wysokie IQ i przypadkowo pomaga w rozwiązaniu śledztwa. Ostatecznie ląduje jako doradczyni i rozwiązuje różne sprawy, jednocześnie wychowując trójkę dzieci. Serial jest bardzo wciągający, ma ciekawe postacie z bardzo dobrą chemią między sobą. Podobają mi się sprawy, które śledzimy w każdym z odcinków. Morgan mieszka sama z dziećmi, jej pierwszy mąż zaginął w tajemniczych okolicznościach, a z drugim jest po rozwodzie, ale utrzymują dobre relacje i jest on obecny w życiu rodziny – to dla mnie serialowa nowość i fajne pokazanie, że taka rodzina też może dobrze działać.
ZASKOCZENIA
DemonBiblioteczny: Cisza nocna to polski horror, który wyszedł jakoś na początku miesiąca. Nie obiecywałam sobie po nim zbyt wiele, ale zostałam miło zaskoczona. Obsada była świetna, film straszył przede wszystkim bolączkami starości i samotności, a mroczne elementy fantastyczne uzupełniały całość.
Bardzo przyjemny okazał się również szwedzki slasher Diabelski młyn. Czasem jest to produkcja przerysowana, nawet infantylna, ale dostarczyła mi naprawdę kawałka frajdy. Aktorzy się spisali, postaci (czasem) dało się lubić, a lokalizacja w parku rozrywki została fajnie wykorzystana.
Pryvian: Proszę, idźcie i oglądajcie Spellbound na Netflixie! Jest to urocza animacja, która spodobała mi się dużo bardziej niżbym się tego spodziewała po trailerze. Rachel Zagler jest stworzona do bycia animowaną księżniczką – wieczną optymistką, a na samym końcu czeka bardzo mądra i wcale nie taka oczywista lekcja. Dzięki temu filmowi też kamień spadł mi z serca – są jeszcze ludzie, którzy potrafią pisać piosenki do animowanych musicali! Cud!
Clever Boy: Z dozą podejrzliwości sięgnąłem po animację Tomb Raider: The Legend of Lara Croft, która kontynuowała wydarzenia z najnowszej trylogii. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem i szybko wciągnąłem w ten szalony świat przygód i zagadek. Fabuła jest ciekawa, postacie bardzo fajne, Hayley Atwell w roli Lary wyborna. Aż zachciało mi się od nowa zagrać w gry. To naprawdę fajna animacja.
ROZCZAROWANIA
Pryvian: Dragon Age: The Veilguard – Matko Nocy, na ognie piekielne, niech Ciemność będzie łaskawa! Czy którakolwiek z osób odpowiedzialnych za dialogi do tej gry kiedykolwiek słyszała jakiekolwiek żywe istoty prowadzące rozmowę? Tak tragicznie i bezmyślnie napisanego scenariusza dawno nie widziałam, a przynajmniej nie pamiętam. Dialog trwa więcej niż cztery linijki? Pora walnąć ekspozycję, od której łzawią oczy, albo przypomnieć po raz miliard tysięczny coś, co osoba grająca doskonale wie. Po co rozwijać lore (albo przynajmniej trzymać się tego ustalonego we wcześniejszych odsłonach serii)? Po co dawać ciekawe wątki towarzyszom? Po co dbać o prawdopodobieństwo psychologiczne postaci? Toż to wszystko dla lamerów! Liczy się, żeby drzewko umiejętności dobrze wyglądało! (Nie żartuję, gdybym miała mówić o mocnych stronach tej gry, to drzewko umiejętności jest jedynym, który przychodzi mi do głowy… ewentualnie część krajobrazów w tle i fragmenty wątku Emmricha).

Tymczasem Disney gonna Disney i po absolutnie tragicznym Wish przyszła pora na kolejny zawód, jakim jest Moana 2. To mógł być niezły serial, naprawdę. Zamiast tego, jako że trzeba było na szybko wypuścić do kin coś, co dla odmiany zarobi, dostaliśmy twór filmopodobny, sklejony z trzech odcinków serialu, z postaciami, które w najlepszych momentach mają półtorej cechy charakteru, i rytmicznymi koszmarkami w ścieżce dźwiękowej.
DemonBiblioteczny: Na fali Przeglądu Stokerowskiego postanowiłam sobie odświeżyć Draculę z 1992 i niestety nie podobało mi się tak bardzo, jak za czasów egdy nastolęctwa. Van Helsing wydał mi się raczej szurnięty, a nie genialny, postaci żeńskie miały w sobie nawet mniej charakteru niż te książkowe, a trójka adoratorów Lucy kojarzyła mi się z XIX-wiecznymi byczkami.
dziewiętnastka: To nie tak, że drugi sezon Arcane jest zły. Ale akurat we mnie nie wywołał prawie żadnych emocji. Przy pierwszym sezonie tak chyba nie było, więc cóż, poczułam pewnego rodzaju rozczarowanie.
Przeczytałam też książkę The Working Brightflame i… Ech, liczyłam, że będę mieć w niej dużo do analizy i przyda mi się do doktoratu albo chociaż do wystąpienia naukowego. Autorka (zaimki she/they) wiedźma! Bohaterki wiedźmy! Queer! Solarpunk! To wszystko było gdzieś tam obiecane w materiałach promocyjnych. Niestety, książka jest zwyczajnie kiepsko napisana i czasem wpada wręcz w karykaturę – kapitalizm, który przybrał dosłowną formę potwora w świecie astralnym naprawdę mnie rozwalił, ale nie w tym dobrym znaczeniu. A jeśli chodzi o queer i solarpunk… Queer faktycznie się przewija dość konsekwentnie, choć chciałabym, by odkrywanie niebinarności jednej z bohaterek było czymś więcej niż zdaniem na końcu. Solarpunk, o ironio, też jest tylko wspomniany na końcu. Okej, wcześniej mamy ekologiczny aktywizm, ale Brightflame bardzo się udziela w solarpunkowych kręgach, i jakoś tak nie wiem, myślałam, że bardziej uwzględni tę perspektywę. Jeden namedrop na końcu nie załatwia sprawy.
WARTO WSPOMNIEĆ
ET: Listopad sprzyja oglądaniu opowieści z mrokiem w tle. Poszukując czegoś klimatycznego, trafiłam na Shining Girls z Elisabeth Moss. To stosunkowo nowy serial od Apple TV+, umiejętnie łączący dramat kryminalny z elementami science fiction. Można go pochwalić za wiele rzeczy – przyjemnie budowaną intrygę, dzięki czemu zawsze jesteśmy o krok przed bohater_ami, ale i tak dajemy się zaskoczyć, świetne kreacje aktorskie – oprócz zawsze fantastycznej Moss dostajemy też wspaniale okropnego i skrajnie antypatycznego Jamiego Bella (pamiętacie film Billy Elliot? Tak, to ten cudny młodzieniec!) – mroczny klimat, tempo akcji i umiejętne angażowanie oglądających. Mnie najbardziej urzekło to, jak serial (i zapewne też jego książkowy pierwowzór) podchodzi do motywu podróży w czasie. Jeśli frapuje was, jak jedna rozmowa, spotkanie czy wracanie do tego samego dnia mogą wpłynąć na rzeczywistość, to ta opowieść powinna się wam spodobać.
Nadrobiłam też w końcu kryminalny klasyk – duńską i amerykańską wersję The Killing. I choć pierwowzór jest mniej udramatyzowany i spójniejszy, to remake z Mireille Enos i Joelem Kinnamanem kupił mnie bardziej. Bardzo lubię tę dwójkę i ich ekranową relację, i choćby ze względu na nią jestem w stanie wybaczyć chwiejny czwarty sezon i zdecydowanie nadmiarową porcję nieszczęść, która na nich – i żeby tylko na nich! – spada.
Ginny N.: Byłem przekonany, że drugi sezon Arcane trafi do zachwytów, ale jednak tak się nie stało. Gdzieś zgubiła się w tym wszystkim kwestia starcia klasowego oparta na postaciach, zrobiła się wielka wojna i ratowanie świata, które między wierszami zgubiło ducha pierwszego sezonu. Ostatecznie nie nazwiemy tego drugiego sezonu rozczarowaniem (choć trochę nim jest) i było w nim sporo rzeczy, które nam się nawet bardzo podobały (jak odcinek z Ekko w alternatywnej wersji wydarzeń), a wizualnie wciąż jest to rzecz przepiękna – i choćby dla tej warstwy jeszcze do tego sezonu na pewno wrócimy. Ale ot, nie jest to nasz listopadowy zachwyt.

Pryvian: Zaczęłam oglądać Dune: Prophecy… i pewnie skończę, bo po tej tragedii scenariuszowej, jaką jest wspomniane wyżej Veilguard, najwyraźniej mocno się uodporniłam na dialog ekspozycyjny. Tutejszy przynajmniej nie irytuje mnie każdą pojedynczą linijką. Ujęcia i kostiumy natomiast są piękne, na księżniczkę i jej przyrodniego brata miło się patrzy, i nawet jeśli absolutnie mnie te postacie nie porywają, to jako hałas w tle sprawdza się nieźle.
dziewiętnastka: Gdy przeczytałam opowiadanie Vondy N. McIntyre Of Mist and Grass and Sand na potrzeby konferencji SFRA, byłam zachwycona. Pamiętam nawet taką myśl: „jaka szkoda, że to tylko opowiadanie, a nie powieść, chciałabym poznać ciąg dalszy”. I cóż, los okazał się łaskawy, ponieważ… ciąg dalszy istnieje! Powieść Dreamsnake (nie pamiętam tytułu polskiego przekładu, ale zaznaczam, że istnieje) została po premierze obsypana nagrodami: Nebula w 1978 roku, Hugo i Locus w 1979 roku. Wszystkie te nagrody są jak najbardziej zasłużone. Naprawdę świeże spojrzenie na świat postapo, który serio różni się czymś od naszego, a nie jest tylko brutalnym porno darwinizmu, ciekawa główna bohaterka i kosmiczne węże – jeśli to was nie zachęca, to sama już nie wiem. Pierwszy rozdział, czyli to oryginalne opowiadanie, jest zdecydowanie najmocniejszy, ale ciąg dalszy zaspokoił mój głód i nie rozczarował.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Listopad to przede wszystkim czas, w którym obchodzimy urodziny – w tym roku już czwarte! I podobnie jak rok wcześniej udało nam się poświętować zarówno online, jak i offline, na urodzinowym minikonwencie w krakowskiej Spółdzielni Ogniwo. Były prelekcje, panel improwizowany, zabawy integracyjne, quizy i konkursy, o których, mamy nadzieję, za chwilę w końcu wam opowiemy, bo jest o czym. Było też tradycyjne podsumowanie liczbowe kolejnego roku naszej działalności i to możecie przeczytać już teraz.
Matronowaliśmy też Pasji Miniconowi i Imladrisowi – do obu tych wydarzeń udało nam się również dołożyć swoje cegiełki w postaci prelekcji.
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
W ramach obchodzonego w Wielkiej Brytanii wydarzenia Children in Need udostępniony został kolejny fragment odcinka świątecznego Joy to the World. W tym miesiącu obchodzone były również 61 urodziny Doctor Who i z tej okazji otrzymaliśmy kilka prezentów: na stronie BBC Writers pojawiły się scenariusze zeszłorocznych odcinków specjalnych, a także całego 1 sezonu (dostępne do przeczytania tutaj), światło dzienne ujrzała również część usuniętych scen.
Co więcej, kolejna klasyczna historia Doctor Who otrzyma swoją kolorową wersję! 23 grudnia ukaże się kolorowa wersja The War Games, ostatniej przygody Drugiego Doktora. Nowa wersja odcinka została skrócona do 90 minut (warto wspomnieć, że oryginalna ma nieco ponad 4 godziny), i poza dodanymi kolorami znajdą się tam również odświeżone efekty specjalne i nowa ścieżka muzyczna.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






