Pluribus, Heweliusz, The War Between the Land and the Sea, Zatruty kielich… Listopad i grudzień były naprawdę dobre i bogate popkulturowo. Co oglądaliśmy i czytaliśmy, czego słuchaliśmy i w co graliśmy? Co nas urzekło, a co rozczarowało? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Magdalena S.: O każdej z tych rzeczy chcę napisać osobno, więc tu tylko wymienię: doskonale się bawiłam przy powtórce Władcy dżinnów P. Djeli Clarka – magiczny, punkowy Kair początku XX wieku, wspaniałe bohaterki, skomplikowane śledztwo. No i dżinny. Bardzo też do mnie trafił Zatruty kielich Roberta Jacksona Bennetta (trochę o tym piszę w wyliczance fantastycznych kryminałów) oraz Rachunek gwiazd Mary Robinette Kowal, mimo polskiego wydania, przy którym zgrzytałam zębami po trzy razy na stronę (czy słyszeliście o zasadach typografii książki? A moglibyście usłyszeć?). Sylwestra zaś zupełnie przypadkowo zrobił mi przezabawny, barwny i ujmujący film Nidy Manzoor Polite Society. Spoiler: wcale nikt tam nie jest polite! No i o Pluribus trzeba wspomnieć, ale to wiadomo, hit roku, myślę.
Ginny N.: Pomału doczytałem książki pożyczone od Kiry. Opowiadania Patricii McKillip ze zbioru Harrowing the Dragon są przeciekawe i przeróżne. Szczególnie zachwyciło mnie przepiękne Matter of Music, Lady of Skulls, przezabawne Baba Yaga and the Sorcerer’s Son oraz wciągające Witches of Junket. Później zaś przyszła pora na powieść. Alphabet of Thorn to przepiękna tkanina opowieści, która zostanie ze mną na długo.
Bardzo ciekawe okazały się Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych Keitha Houstona. Autor serwuje nam opowieść o historii znaków interpunkcyjnych/typograficznych – nie wszystkich, czego mi szkoda (chętnie dowiedziałbym się np. o tym, skąd wziął się i jaką drogę przeszedł znak nawiasu), ale zdecydowanie przeciekawie przedstawioną.
Serial Heweliusz to naprawdę dobry kawałek telewizji, przypominając o katastrofie, o której ja właściwie nie miałem pojęcia. To wciąż fikcja, z dodanymi wątkami sensacyjnymi i szarym filtrem, ale fikcja poruszająca. Warto jednak do serialu posłuchać sobie także podcastu Trójki 12 000 dni. Katastrofa promu Jan Heweliusz oparty o rozmowy z osobami, które przeżyły katastrofę i z rodzinami tych, którzy umarli – o katastrofie i o życiu po.
Wracając do fikcji, obejrzałem całkiem sporo dobrych rzeczy. O Frankensteinie rozmawiamy redakcyjnie (KLIK), podobnie jak o Pluribus. Tutaj dość powiedzieć, że obie te pozycje bardzo mi się spodobały. Serialowe The Mighty Nein jest przewspaniałe. Choć zdecydowanie przydałoby się temu sezonowi parę odcinków więcej, bo póki co dostaliśmy wstęp do tej opowieści zostawiający tym większy niedosyt, że kolejny sezon znów będziemy czekać 2–3 lata.
Pozostając w temacie dziewiątek: pochłonąłem pierwsze dwa sezony Star Trek: Deep Space Nine i pokochałem te postaci. Po małej przerwie zdecydowanie wrócę oglądać dalej. Póki co to zdecydowanie mój ulubiony ze starszych Treków.
Wake Up Dead Man jest wyśmienite. Będę do niego wracał, to na pewno, a póki co dostarczyło mi mnóstwa frajdy i jednej budzącej pewne podejrzenia zagwozdki (skąd i po co doktorek wytrzasnął tę wannę z kwasem?).
Czasami nachodzi nas taka ochota, żeby powtórzyć sobie filmowy LotR i jest jest to ochota dobra i słuszna. A te filmy są przepiękne. Wciąż najbardziej podoba mi się pierwszy, ale to głównie dlatego, że jest w nim najmniej bitew. Bo nie lubię bitew, scen akcji itp. – nudzę się na nich jak mops.
Na samo zamknięcie roku zakochałem się w All is Love and Pain in the Mouse Parade od Of Monsters And Men. Piękny, liryczny powrót w wielkim stylu.
Clever Boy: Świetnie mi się oglądało Heweliusza. Ciekawa, tragiczna i smutna historia oparta o prawdziwej katastrofie. Scenograficznie był bardzo dobry, aktorsko świetny, ciekawie oddawał świat lat 90. ubiegłego wieku w Polsce. Wciągnąłem w dwa dni. Dla mnie rewelacja. Wybrałem się do kina na Wicked: For Good. Bawiłem się rewelacyjnie i bardzo podobał mi się drugi akt tej historii. Nawet się wzruszyłem. Ten świat jest naprawdę ciekawy i pięknie wyglądał na ekranie. Ariana Grande i Cynthia Erivo w swoich rolach były fantastyczne. Nie oglądałem musicalu, ale widziałem opinie, że drugi akt jest ogólnie słabszy i ma „gorsze” piosenki – jednak uważam, że filmowo trzymało się to całkiem nieźle i seans szybko mi zleciał. Dodatkowy plus, że był to mój pierwszy raz na sali Dream, więc mogłem się wygodnie rozłożyć.
Zachwyciłem się nowym albumem Mery Spolsky Kocham Polskę. Podoba mi się tekstowo i muzycznie. Jakoś ciągnie mnie do tego albumu, do tego stopnia, że jak zacząłem go słuchać na koniec grudnia, to w sumie leci codziennie. Muzycznie polecę jeszcze pierwszą płytkę Kapitan Pirx. To zespół z „moich” stron. Jest ciekawie lirycznie i muzycznie, można się nieźle pobujać. Serio, obczajcie zespół. W topce na koniec roku jest u mnie oczywiście Pluribus. Tutaj gra naprawdę wszystko: aktorstwo, intrygująca fabuła, niesamowite pomysłowe kadry. To naprawdę kawałek zarąbistego serialu. Bardzo spodobał mi się także A Man on the Inside. Co prawda widziałem tylko pierwszy sezon, ale twórca The Good Place znów stworzył przepiękną historię. Ona tak działa mocno na moje serducho. Jest tam zabawnie, ale także wzruszająco. Robi się ciepło w środku, a potem bardzo smutno. Oj, dawno tak nie ryczałem przy oglądaniu serialu.
Na mikołajkowy prezent otrzymałem grę Cosmic Invasion. To klasyczny beat em up game w retro stylu. Fantastyczna zabawa, szczególnie jak się jest fanem Marvela. Mam nadzieję, że wydane zostaną jakieś dodatki, by jeszcze bardziej rozbudować i urozmaicić grę. Nadgoniłem nowy sezon polskiego The Office i jestem zachwycony. To chyba był najlepszy sezon. Tak jak Ginny bardzo podobał się mi się Wake Up Dead Man. Zdecydowanie był lepszy niż druga część i bardzo mocno liczę, że powstaną kolejne filmy z serii. Moim ostatnim zachwytem w ostatnim czasie jest drugi sezon Percy Jackson and the Olympians. Nowe przygody półbogów są fantastyczne i bawię się na nich o wiele lepiej niż w pierwszym sezonie. Postacie dostały więcej głębi, a przedstawiony świat cały czas jest kreatywny i zachwyca. Cały czas czekam na nowe odcinki.
Ewa Tomaszewicz: Oczywiście Pluribus! Uwielbiam zupełnie na coś nie czekać (to pierwszy serial Gilligana, który oglądam), zaskoczyć się właściwie od pierwszych scen i potem trwać w tym do samego końca. Ileż tam jest warstw, możliwości, interpretacji, jakież to jest oryginalne, a przede wszystkim jak doskonale się to ogląda! Szerzej rozpisuję się w podsumowaniach odcinków, tak że tu napiszę tylko, że jest to serial z tych, które koniecznie trzeba obejrzeć i zdecydowanie lepiej nie wiedzieć za dużo, nim się to zrobi.
W końcówkę roku weszłam też mocno musicalowo. Bardzo dobre wrażenie zrobiło na mnie Wicked w teatrze Roma. Świetne wykonanie, realizacja i absolutnie doskonałe tłumaczenie. Nieco mniej emocji wzbudziło we mnie Hair w wykonaniu amatorskiej ekipy sceny Relax, niemniej mam do nich ogromny szacunek za przypomnienie oryginalnej wersji tego pierwszego rockowego musicalu, mocno ugrzecznionej w późniejszej adaptacji filmowej Miloša Formana.
Patryk Łubiarz: Choć podchodziłem do tego tytułu jak pies do jeża to wydany w 2023 roku Dead Space zachwycił mnie na tyle mocno, że nie mogłem się od niego oderwać nawet na moment. Mimo tego, że wielokrotnie rozmyślam nad sensem tworzenia coraz to kolejnych remaków klasycznych gier, jest to jeden z tych przykładów, który pokazuje, że ma to sens i poprzez zwinną rozbudowę pierwowzoru idealnie bawi się ze wspomnieniami gracza dobrze znającego pierwowzór. Prezentuje się to pięknie i gra się w to wyśmienicie.
Lady Kristina: W końcu obejrzałam K-popowe łowczynie demonów i mimo że k-pop jako gatunek raczej mnie nie interesuje, to tutaj wciągnęłam się w całość. Film jest naprawdę świetny, zarówno fabularnie, jak i pod względem animacji – oglądając go bawiłam się fantastycznie – ale przede wszystkim w głowie utknęły mi piosenki, których słuchałam w zapętleniu przez parę dni po obejrzeniu filmu, i do których regularnie wracam.
W grudniu sięgnęłam też po The War Between the Land and the Sea, czyli najnowszy spin-off Doctor Who. Teoretycznie mamy tu historię, która w Doctor Who przedstawiana była już kilka razy: kontakt z ludźmi nawiązują istoty, które mieszkały na Ziemi wiele lat przed nami – tym razem jednak dzieje się to nieco inaczej, też w bardziej globalnej skali. Przede wszystkim, co bardzo mi się tu spodobało, podejście do tematu było tu bardziej polityczne, zarówno w kontekście całego serialu, jak i samego UNITu – swoją drogą mamy tu o wiele lepsze przedstawienie tej organizacji, przywodzące na myśl bardziej czasy Dwunastego niż ostatnie sezony. Rozwiązanie tytułowej wojny było dość zaskakujące, ale po dłuższym zastanowieniu (i przypomnieniu sobie poprzednich historii z Silurianami/Diabłami Morskimi) nie zaskakuje wcale.
Zupełnie nie miałam w planach sięgać po Pluribus, ale ostatecznie obejrzenie tego serialu było naprawdę dobrą decyzją, bo jest to zdecydowanie jedna z lepszych pozycji, które wyszły w tym roku.
ZASKOCZENIA
Ginny N.: Aktywnie nie czekałem na czwarty sezon netflixowego Wiedźmina. Nie zamierzałem go oglądać po sezonie trzecim, który (mimo bliższego powrotu do książek) w dużej mierze mnie rozczarował. Ale po bardzo pozytywnych reakcjach osób koleżeńskich naszego kolektywu postanowiłem dać mu szansę. I zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Wciąż pewne decyzje scenariuszowe są tu dla mnie nieporozumieniem (czy my naprawdę musimy wszędzie wpychać odcinki musicalowe, mimo że wcale nie pasują do całości?), a quest z rusałkami był tak zupełnie zbędny? Jednak całościowo to jest całkiem solidny kawałek telewizji i cóż mogę powiedzieć, obejrzałem ten sezon z przyjemnością i czekam, jak zamkną się wszystkie wątki. Choć zrobienie w jednym sezonie Wieży jaskółki i Pani Jeziora… Nie wiem, jak oni pocięli ten materiał, żeby się sklejał i to budzi moje obawy. Chyba że ten finałowy sezon będzie mieć więcej odcinków.
Clever Boy: Zaprosiłem na znajomych w piątek na podwójny seans Zakręconego Piątku. Freaky Friday nieźle się trzyma, dobrze się bawiliśmy, ale darzę go także dużą nostalgią (a piosenki znam na pamięć). Było kilka głupotek czy dziwnych zachowań postaci, które komentowaliśmy. Później przyszła na Freakier Friday i uważam, że to udany film. Bawiłem się dobrze. Miło było widzieć znajome twarze, bo do filmu udało się prawie wszystkich zaprosić ponownie. Aktorsko świetnie i zabawnie, na pewno na planie był spory ubaw. Nowe postacie także fajnie sobie radziły. Nie brakowało wielu nawiązań do pierwszej części. Historia była bardziej skomplikowana, ale sprawnie została zamknięta. Film nawet sam śmiał się z niektórych rzeczy z pierwszej części. Fajny seans. Pozytywnie zaskoczył mnie IT: Welcome to Derry. Chociaż zupełnie nie byłem zainteresowany serialem, już pierwsze odcinki sprawiły, że wyczekiwałem na to, co nowego się wydarzy. Były fragmenty, które przynudzały czy odcinki, które były słabsze – ale ostatnie odcinki to odbiły. Dla mnie to była jazda bez trzymanki, pełna emocji i zaskoczeń.
Patryk Łubiarz: Mam taką tradycję, że co roku lubię sobie odpalić na ekranie Zmierzch. Tym razem jednak postanowiłem powtórzyć po wielu latach książkowy pierwowzór. No i muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony. Czyta się to bardzo przyjemnie i samą książkę połknąłem w jakieś trzy dni. Co najśmieszniejsze, najmniej interesujący są tu główni bohaterowie czyli Bella i Edward. Ich charaktery czy sama toksyczna relacja to najgorsze momenty książki, ale już sam wykreowany świat, poboczni bohaterowie czy ich historie to rzeczy, które trzymały mnie tak mocno przy tej lekturze. Ciężko to określić, ale jest w tym coś takiego, od czego trudno się oderwać.
Magdalena S.: Nie wiem, czemu mnie to zaskoczyło, ale jadę z serialową Fundacją i mam szereg emocji: od znudzenia, przez frustrację (decyzje bohaterów, WTF), po rozbawienie (Lee Pace, wiadomo). Świetnie się bawię – chyba to mnie najbardziej zaskakuje, bo dawno mi się niczego tak dobrze nie oglądało, choć nie mogę powiedzieć tak szczerze, że mi się podoba?
ROZCZAROWANIA
Clever Boy: Obejrzałem drugi sezon Nobody Wants This. I czułem się trochę, jakbym otrzymał powtórkę z rozrywki. Oglądało mi się dobrze, ale mam wrażenie, że postacie nie przeszły aż takiej drogi jak powinny. Sezon zakończył się w podobnym miejscu co poprzedni. Na plus, że zobaczyliśmy inną stronę Noah, przez co nie był już aż taki idealny jak w pierwszej serii. Podobnie mam z Emily in Paris. Chociaż główna bohaterka nie była aż tak irytująca, to czułem się jakbym oglądał powtórkę. Nie ukyrwam, że przyjemnie ogląda się ten przesłodzony świat, ale chciałbym jakiegoś większego rozwoju postaci. Liczę, że kolejny sezon będzie ostatnim.
Patryk Łubiarz: Zachęcony pochlebnymi opiniami, obejrzałem film Heretic. Niestety nie przypadł mi do gustu. Fabuła wydała mi się naciągana i po krótkim czasie męcząca. Rzucanie oczywistościami na temat religii i płytkimi przemyśleniami o kondycji ludzkości diabelnie mnie wynudziły. Hugh Grant, tak zachwalany w recenzjach, też wydał się tu mało interesujący i pisany na jedno kopyto. Pochwalić muszę za to dwie postaci odgrywane przez Sophie Thatcher i Chloe East. Były to dwa jasne punkty na tle dość mętnego filmu.
Ewa Tomaszewicz: Może nie jakoś bardzo, ale jednak czekałam na The Abandons, serialowy western od Netfliksa z Leną Headey i Gillian Anderson. Nie wiem, co jest w nim najgorsze: idiotyczna fabuła, sprowadzająca się do zbioru scen mających na celu wyłącznie wypełnienie kolejnych odcinków i odhaczenie kolejnych punktów tokenowej reprezentacji, papierowe, kompletnie nieodróżnialne od siebie postacie, kłócące się z jakąkolwiek logiką decyzje scenariuszowe czy zmarnowanie potencjału dwóch fenomenalnych aktorek. Szkoda czasu.
WARTO WSPOMNIEĆ
Clever Boy: Oglądam All’s Fair, które zostało okrzyknięte jednym z gorszych seriali, jaki powstał w tym roku. Jest głupiutki, przerysowany, campowy i padają tam cały czas głupie teksty oderwane od rzeczywistości. Ale ma też mocne strony i późniejsze odcinki były o wiele lepsze od początkowych. Gwiazdą jest Sarah Paulson, która po prostu kradnie show swoją postacią, która jest dość tragiczna. Nadrobiłem także The Rookie: Feds i bawiłem się dobrze, chociaż część rzeczy mnie irytowała, a w tym główna bohaterka, to czasem nie mogłem przestać na jednym odcinku. Niestety serial został skasowany, a szkoda… Obejrzałem też drugi sezon animowanego Tomb Raider: The Legend of Lara Croft i bardzo dobrze się bawiłem. Dostaliśmy fajną fabułę i postacie. Jedynie zirytowało mnie zakończenie – Netflix skasował serial już długi czas temu, a jednak postanowili zachować ostatnią scenkę sugerującą nam, że powinien być ciąg dalszy. Po co? W tej kategroii ląduje u mnie także The War Between the Land and the Sea. Spin-off Doctor Who dobrze mi się oglądało, chociaż mam wrażenie, że im bliżej końca tym było gorzej. Nie jestem rozczarowany, ale czegoś mi brakowało. Świetna Kate Stewart, ciekawa opowieść i zgadzam się z Lady Kristiną, że UNIT przypominał czasy Dwunastego Doktora i był po prostu lepszy.
Magdalena S.: Bardzo ważne były dla mnie nagrody SerialConu – miałam okazję wziąć udział w rozdmuchanej gali (i dowiedzieć się, jakie polskie seriale są na topie, równocześnie niczego się o tych serialach nie dowiadując), ale co najważniejsze, jedna z kategorii nosi imię Katarzyny „Katli” Bajki i jest nową formą doceniania fanowskiego zaangażowania. Bardzo słusznie otrzymała ją Katarzyna Czajka.
Lady Kristina: W niezbyt odległej przyszłości (w 1999 roku) na powierzchni Księżyca doszło do wybuchu, wskutek którego Księżyc opuścił ziemską orbitę i zaczął dryfować przez kosmos, a wraz z nim załoga bazy księżycowej Alpha, która przeżywa w kosmosie przeróżne przygody. Tak w skrócie prezentuje się fabuła serialu Kosmos 1999, przy którym spędziłam ostatnie miesiące. Jako że jest to produkcja z lat 70. ubiegłego wieku, to miejscami widać, że zestarzało się to mniej bądź bardziej, ale całość oglądało się naprawdę sympatycznie, a ja bawiłam się przy tym całkiem dobrze. Nieco konfundująca podczas oglądania była jedynie świadomość, że pomiędzy odcinkami nie ma ciągłości fabuły (założenie w obu sezonach było takie, że poza pierwszym odcinkiem wszystkie mogą być emitowane w dowolnej kolejności), zauważalny był też spadek jakości w drugim sezonie.
Rok zakończyłam z dokumentalnym miniseralem Queer for Fear: The History of Queer Horror, gdzie (zgodnie z tytułem) omawiane są mniej bądź bardziej widoczne wątki queerowe pojawiające się w horrorowych produkcjach na przestrzeni lat. O niektórych pozycjach i niewidocznych na pierwszych rzut oka motywach wiedziałam już wcześniej, ale o sporej części z nich nie wiedziałam.
Ginny N.: Zbiór opowiadań inspirowanych arturianą Stone Sword Table. Old Legends, New Voices pod redakcją Swapny Krishny i Jenn Northington to pozycja zdecydowanie godna uwagi. Są tu perełki i sporo naprawdę porządnych opowiadań, nawet jeśli jedno czy dwa były dla nas trochę naciąganą arturianą. Szkoda też trochę, że jest to arturiana dość mocno ograniczona – w większości opowiadań możemy poczytać o Elaine, Lancelocie, Arturze, Merlinie i Ginewrze i tyle, a przecież arturiana to jest mnóstwo postaci i mnóstwo przeróżnych opowieści.
Ewa Tomaszewicz: Finał przypadł wprawdzie na pierwsze godziny 2026 roku, niemniej zaliczyłabym go na poczet 2025. Mowa oczywiście o ostatnim sezonie Stranger Things, które, zasłużenie, dorobiło się statusu kultowej serii, przyciągającej przed ekrany kilka pokoleń oglądających. To nie był najlepszy sezon, niemniej dostaliśmy godne domknięcie serii i świetny epilog, który pozwolił nam poznać dalsze losy postaci, z którymi spędziliśmy ostatnie dziewięć lat. Warto.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
W listopadzie świętowaliśmy piąte urodziny Whosome. Z tej okazji Ewa przygotowała podsumowanie liczbowe kolejnego roku naszej działalności, stworzyliśmy również redakcyjne zestawienie ważnych dla nas książek. Spotkaliśmy się też na żywo na kameralnej redakcyjnej imprezie z tortem i snuciem planów na przyszłość.
Z popkultury zdecydowanie najwięcej uwagi poświęciliśmy w ostatnich miesiącach 2025 roku serialowi Pluribus, na bieżąco dzieląc się z wami naszymi wrażeniami z odcinków. Dodatkowo Magdalena zrecenzowała Wśród płonących kwiatów Samanthy Shannon, dyskutowaliśmy o nowym Frankensteinie, na koniec grudnia stworzyliśmy wyliczankę najlepszych fantastycznych kryminałów, a Patryk przygotował zestawienie najlepszych gier na święta.
Objęliśmy też matronat nad Zjavą – widzimy się w Warszawie już 23-25 stycznia!
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
Listopad to nie tylko miesiąc urodzin Whosome, ale też Doctor Who. W tym roku celebrowaliśmy je przez cały tydzień, przypominając nasze ulubione odcinki kolejnych er New Who, a także nasze ulubione towarzyszki, momenty i w końcu najlepszych naszym zdaniem Doktorów. Clever Boy przygotował też podsumowanie disneyowskiej ery DW, a konkretnie tego, co poszło z nią nie tak.
W grudniu, póki co tylko na BBC, miała miejsce premiera spin-offu DW The War Between the Land and the Sea. Na tę chwilę nie wiemy jeszcze, kiedy serial trafi na Disney+, w każdym razie na pewno w tym roku.
A jak wam popkulturowo minęła końcówka roku? Podzielcie się tym na naszym Facebooku, Bluesky lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






