Maj przyniósł nam sporo popkulturowych zachwytów, ale też kilka rozczarowań. Świat Dysku, The Pitt, Pamiętniki Mordbota w wydaniu serialowym, a może Pixel Cafe? Co jeszcze oglądaliśmy, czytaliśmy i w co graliśmy? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Ginny N.: Lubię styl Paula Kidby’ego, więc po książki z jego twórczością i o niej sięgam więcej niż chętnie. Oczywistym było więc dla mnie, że muszę położyć łapki na Designing Terry Pratchett’s Discworld Kidby’ego. Tym bardziej, że po Sztuce Świata Dysku Terryego Pratchetta i Paula Kidby’ego brakowało mi jednak szerszego komentarza samego Kidby’ego. I to daje mi Designing Terry Pratchett’s Discworld, pokazując, jak powstała wizualna strona Świata Dysku, jak doszło do współpracy z Pratchettem, prowadząc przez sparodiowane we wspaniały sposób obrazy (historia wilkołaka w tle jest przecudna xD). Ogólnie jest to wizualnie piękne wprowadzenie w świat sztuki i Świat Dysku, do którego będę nieraz wracał.
Kontynuując tematykę Świata Dysku, w maju przeczytałem również poradnik Tiffany Obolała. Jak być czarownicą spisany przez Gabrielle Kent i Rhiannę Pratchett. Ten in universe podręcznik autorstwa panny Obolałej z dopiskami Roba Rozbója, babci Weatherwax, niani Ogg, panny Tyk i pani Skorek przeprowadza nas przez zróżnicowany świat wiedźm. Do tego został bogato zilustrowany przez mistrza Gildii Grawerów, Paula Kidbyego. Miejscami jest to dosłowna powtórka z książek, ale to naprawdę fajna, warta lektury pozycja. A wizja Tiffany wchodzącej na rynek wydawniczy jest interesująca i właściwie bliska temu co mogłoby się wydarzyć w kanonie. Ciekawe tylko, czy pani Skorek przyjmie dołączenie do swojej kolejnej książki uwag Tiffany. Byłoby to ostatecznie uprzejme z jej strony.
O powieści Emily Wilde. Encyklopedia elfów i wróżek autorstwa Heather Fawcett pisała już u nas dziewiętnastka [KLIK], a ja dołączam do jej zachwytów. Do tego zachwycam się, bo Islandia (tutaj nazwana Ljosland, ale wszyscy wiemy, że to jest Islandia), którą kocham od dawien dawna. Cudnie idzie się przez notatki Emily pokazujące ją jako naukowczynię, oczywiście, ale też osobę, może trochę oschłą i skrajnie aspołeczną, ale też jednak w jakimś stopniu tej społeczności pragnącą. I wreszcie przez jej relację z Bambelbym – który oczywiście, że za nią przyjechał – dziwną, nietypową, przyjazną a jednocześnie antagonistyczną. Ale świat wróżek i elfów absolutnie w tym nie ginie, poznajemy go bardzo dobrze, tak dobrze jak zna go i poznaje sama Emily. Jakkolwiek, przez to, że sama Emily nie boi się ljoslandzkiego ludku aż tak, jak lokalni mieszkańcy, poprzez nią sam nie odczułem jego grozy aż tak mocno jak myślę, że powinienem. Może w paru momentach miałem też poczucie, że szkoda, że coś nie zostało dopowiedziane albo pokazane w kadrze, ale i tak przez tę historię się po prostu płynie. A potem czeka na kolejne tomy.
Czy mała gra o prowadzeniu kwiaciarni z roślinami o dziwnych magicznych właściwościach i spotkaniach z członkami lokalnej społeczności, w której ktoś zamordował wiedźmę i parę innych osób, może być dobra? Oczywiście. I takie jest Strange Horticulture – proste, miłe i przyjemne, jeśli nadnaturalna murder mystery to wasza rzecz. Wizualnie może nie urywa tyłków, zwłaszcza w projektach postaci, które są takie ot, do zniesienia i nic ponadto (choć mapę ma akurat bardzo ładną), ale idzie na to przymknąć oko. Zaskoczyło mnie tylko, gdy w pewnym momencie gry wyszło, że to wszystko dzieje się w części Wielkiej Brytanii, a nie w osobnym fantasyworldzie.
Bardzo lubię medyczne seriale* więc po fali tumblrowych postów oczywiście musiałem sięgnąć po The Pitt. Borze zielony, jakie to jest dobre! Zdecydowanie najlepszy serial medyczny, jaki oglądałem. I już sobie wyobrażam jak okropny (i okropnie dobry) będzie drugi sezon z akcją podczas czwartego lipca. Oraz: Melissa King <3 Tak się robi dobrą autystyczną reprezentację. W ogóle dużo dobrej reprezentacji w tym serialu, ale Melissa King na zawsze w naszym sercu. I jeszcze, aż trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się jednego dnia, a jednocześnie, to pewnie na prawdziwych ostrych dyżurach bywają nawet bardziej intensywne dni.
* Sprawdzić czy to nie to gówno The Good Doctor.

dziewiętnastka: Grzesznicy spokojnie zasłużyli na miano filmu roku. Tak, wiem, że jest dopiero maj, nie obchodzi mnie to. Wspaniały film o sile bluesa i bólu dyskryminacji… A równocześnie pełnokrwisty (hehe) horror! Na którym płakałam dwa razy, tak się wzruszyłam. Wszystkie aspekty realizacyjne też stoją na wysokim poziomie: praca kamery, scenografia, gra aktorska – Michael B. Jordan 10/10! – no i ta muzyka… Naprawdę wierzę, że rozrywa barierę między życiem i śmiercią. Nie chcę tu za wiele pisać, bo doświadczenie tego bez spoilerów to fajne przeżycie (choć na szczęście to nie tak, że film stoi tylko i wyłącznie na efekcie szoku), ale naprawdę gorąco polecam. Wcale się nie dziwię, że call for papers na akademicką książkę poświęconą Grzesznikom poszedł już tydzień po premierze, a miesiąc po niej ogłoszono, że będzie część druga.
Może nie był to stuprocentowy zachwyt od pierwszego odcinka, ale serialowe Pamiętniki Mordbota bardzo fajnie się rozkręcają! Po czwartym odcinku można już spokojnie powiedzieć, że jest dobrze, a miejscami wręcz genialnie (ach te wstawki z Wzlotu i Upadku Księżycowej Przystani… I ten opening Z FAŁSZEM :D). Największą wadą jest tu zdecydowanie system dystrybucji: jeden odcinek co tydzień… O długości około 20 minut? Testujecie nas bardzo, włodarze Apple TV!
Lady Kristina: Drugi (i niestety ostatni) sezon Andora był po prostu wspaniały. Jako że planowane kilka sezonów trzeba było wcisnąć w jeden, otrzymaliśmy sezon złożony z czterech trzyodcinkowych segmentów, z rocznym odstępem pomiędzy każdym z nich. Moim zdaniem przeprowadzono to bardzo sprawnie, bo też dzięki temu można było opowiedzieć kilka mniejszych, mniej bądź bardziej ze sobą połączonych historii skupionych na osobach, które miały pewien wkład w wydarzenia przedstawione w Łotrze 1 i oryginalnej trylogii. I właśnie jedną z rzeczy, którą w tym serialu uwielbiam, to odsunięcie na bok tego, na czym bardziej skupiają się filmy, czyli całej mitologii Jedi i machania (świetlną) szabelką, i skupienie się przede wszystkim na ludziach, których codziennego życia dotknęło (i często też zniszczyło) Imperium. I mimo że mniej więcej wiedziałam, jak całość się zakończy, to sam proces stopniowego dodawania i łączenia wątków, prowadzących do Łotra 1 był szalenie wciągający.
Z drugim sezonem powróciło The Horne Section TV Show, serial opowiadający o programie telewizyjnym o tej samej nazwie, tworzonym przez nieco fikcyjną wersję Alexa Horne’a i jego zespół muzyczny The Horne Section (grających samych siebie). Brzmi to dość absurdalnie i jest bardzo absurdalne i zabawne. I bardzo brytyjskie, więc nieco specyficzne w odbiorze, zwłaszcza że to komedia z (komediowymi) wstawkami muzycznymi, a część bohaterów i gości gra tam fikcyjne wersje samych siebie. No i jest tam Georgia Tennant! (Jeśli są tu osoby lubiące Taskmastera, to polecam tym bardziej!)
Magdalena: Udało mi się przeczytać coś z fabułą! I było to Ministerstwo czasu Kaliane Bradley. Spodziewałam się czegoś timey-wimey, a dostałam… niesamowicie przyjemną obyczajówkę o migracji, odnajdywaniu się w nowym świecie, przyjaźni ponad różnicami światów pochodzenia. Końcówka trochę mnie rozczarowała, wchodząc w inny ton – być może właśnie taki, którego się początkowo spodziewałam – ale i tak całość oceniam bardzo wysoko. Pięknie napisana powieść, ze świetną warstwą emocjonalną i powolną narracją.
Rademede: Absolutnym zachwytem dla mnie było Clair Obscur: Expedition 33. Arcydzieło, zarówno pod względem grafiki, muzyki jak i fabuły.
Bardzo podobają mi się serialowe Pamiętniki Mordbota, dobrze zrobiona adaptacja z fajnymi wstawkami seriali (cudowna ta Księżycowa Ostoja). Tylko uważam, że 20-minutowe odcinki są za krótkie, szkoda że nie trwają 40 minut.
Perła: Skończyłam oglądać anime Monster i jestem tą opowieścią zachwycona, tym, jak satysfakcjonująco się domknęła i zatoczyła pełne koło – wiele zagadek się wyjaśniło, niektóre pozostały nieodkryte. Dostarczyła mi wielu emocji i chwil niepewności. Zapamiętam ją jako historię o człowieczeństwie, wartości życia i tożsamości, a także o więziach międzyludzkich i odnajdywaniu nadziei. Na pochwałę zasługują także postacie, oprócz głównego bohatera i jego przyjaciół, antagonisty i innych ważnych graczy, nawet te epizodyczne zapadają w pamięć, mówiąc coś o różnych aspektach bycia człowiekiem.
Kryś: Widząc wiele pozytywnych opinii o serialu na podstawie Pamiętników Mordbota, stwierdziłam, że przed jego obejrzeniem chciałabym najpierw przeczytać książki i to był świetny pomysł. Prowadzona przez Mordbota narracja, jednocześnie zgryźliwa i rozbrajająca, wciąga błyskawicznie i nawet nie zauważyłam, kiedy przeczytałam wszystkie tomy wydane po polsku.
ET: Nie będę oryginalna. Moje serce w kwietniu skradły Andor i Pamiętniki Mordbota. Ten pierwszy z uwagi na absolutnie fenomenalne postacie i, w końcu!, uczłowieczenie Imperium. Trudno z tym ostatnim sympatyzować, ale też dobrze jest zobaczyć po drugiej stronie nie groteskowe figury uwiedzione przez ciemną stronę mocy, a ludzi z krwi i kości, którzy przy wszystkich potwornościach, których dokonują, mają też emocje, pragnienia, życie. Jakoś to się wszystko dzięki temu staje bardziej prawdziwe i wcale nie mniej porażające. Pamiętniki Mordbota wygrały u mnie dziwacznością i porządnym ładunkiem queeru w queerze. Gdy całkiem niedawno sięgałam po książki Marthy Wells, nie spodziewałam się, że komuś przyjdzie do głowy przenieść je na ekran, ani też, że może to być tak cudownie niezręcznie urocze.
ZASKOCZENIA
dziewiętnastka: W ramach pewnego rodzaju nostalgii, którym darzę niemal wszystkie dawne projekty tłumaczeniowe, odpaliłam sobie pod koniec maja ostatni sezon serialu Ty. Ustalmy na początku: nie jest to rozrywka jakości premium (parafrazując Mordbota), a sezon piąty już naprawdę się nie wstydzi bycia lekko trash tv, wręcz komentuje to na poziomie meta. Fabuła skacze przez rekina, prawdopodobieństwo i logika nieraz idą w kąt… Ale za każdym razem, jak do tego sięgam, jestem zaskoczona, jak dobrze mi się to ogląda mimo, ekhm, wielu naprawdę niekomfortowych momentów. I że gdzieś pod tym całym „hehe kibicujemy mordercy” – w moim odczuciu na tym etapie naprawdę się nie da, btw., ale niektórzy pewnie wciąż Joe kibicują – kryje się trochę prawdy o tym, jak kulturowe presje hetero-romansu niszczą ludziom mózgi i sprawia, że brną dalej w niezdrowe sytuacje, ignorując wszystkie znaki ostrzegawcze. Do tego, choć niby to morderca i stalker jest tu głównym (nie)bohaterem, to serial (zwłaszcza w tym sezonie!) ma bardzo dużo współczucia dla osób, które miały nieszczęście się z nim zetknąć, ładnie przełamując wszelkie odruchy romantyzowania Joe i jego zachowań. Jak na trash tv – naprawdę nieźle!
Maggor: Maj należał do Pixel Cafe, niezbyt długiej i nieskomplikowanej (za to wymagającej refleksu rodem z prawdziwej gastronomii!) gry. Lokalizacja językowa gry była aż za dobra (te patologie branży gastro coś za żywo opisane…) i sprawdziłam: to gra polskiego studia Baltoro Games! Nasza bohaterka Pixel krąży między kawiarniami, food truckami i restauracjami, usiłując odnaleźć się w pracy (a raczej w pracach), do której wcale nie ma smykałki. Perypetiom dziewczyny towarzyszą przerywniki fabularne: niektóre dotyczą babci, której dom odziedziczyła (a talentu do gotowania jak na złość nie), problemów z resztą rodziny, szukaniem swojej drogi lub scenek z danej knajpki, w której aktualnie pracuje).
Lady Kristina: Serialowe Studio to kawał naprawdę dobrej produkcji, jednocześnie dobrze zrobionej, jak i celnie punktującej obecny przemysł filmowy – czasami niemal za celnie, kiedy po odcinku wyśmiewającym robienie filmów o niemal każde marce, jaka może nam wpaść do głowy, natrafiłam na newsa z listą franczyz, które mają otrzymać swoje filmy 🙂 Jednocześnie jest tu mnóstwo smaczków, nie tylko pod względem gościnnych występów (Scorsese w pierwszym odcinku fenomenalny), ale też tematycznych odcinków, na przykład kręconych w jednym ujęciu, czy w stylu noir, kiedy jest to też istotnym elementem fabuły odcinka. Dodatkowy plusik dla Apple TV za projektowanie wygranego Złotego Globu dla Adama Scotta przez wrzucenie tego wątku do jednego z odcinków 😉
Rademede: Dużym zaskoczeniem dla mnie było Błogosławieństwo Niebios, o którym usłyszałam przy okazji dramy fandomu o okładkę i tłumaczenie. Temat jest zupełnie spoza mojej bańki i pewnie, gdyby nie zamieszanie wokół premiery, to nigdy bym jej nie przeczytała i straciłabym na tym. Nie mam pojęcia, o co były te żale, książkę czyta się bardzo dobrze, okładka jest miła dla oka. Bardzo polubiłam głównych bohaterów i historię, już czekam na kolejny tom.
ROZCZAROWANIA
Ginny N.: Zakończenie Bear & Breakfast jest cóż, dość nijakie. Musiałem w ogóle wyszukać w internecie, że to był koniec. Bo to, co ma tym końcem być, totalnie brzmiało jak spotkanie przed ostatnim najważniejszym questem, a tu nie, robisz ostatnie drobne wyzwania z listy i tyle. I żadnego zamknięcia, napisów końcowych ani nic. Potencjalne DLC swoją drogą, fajnie jak coś tu będzie, ale… To nie powinna być jeszcze zakończona gra, jeśli nie ma w niej zakończenia fabularnego. Oraz rozczarowuje nas to gdzie prowadzi wątek Barbary. Naprawdę tak to urwała? Jako Hank czułem się oszukany, jako Ginny także czułem się oszukany. A szkoda bo to jest naprawdę fajna gra tak poza tym.
Po Wścieku Magdaleny Salik spodziewałem się zwyczajnie więcej. Nawet nie to, że koniecznie czegoś genialnego, ale po prostu dobrze napisanej i o wiele mniej wtórnej (a w obecnej erze ai slopu tym bardziej trącącej myszką) historii o sztucznej inteligencji i katastrofie klimatycznej. Której to katastrofie tylko genialne pomysły rzeczonej si są w stanie zapobiec, a nawet ją odwrócić. Ludzkość w końcu już się na tym polu poddała… Przynajmniej w świecie powieści. I w świecie powieści nie ma żadnych sukcesów… Co ma jednak zerowy związek z naszą rzeczywistością, nawet jeśli do końca tej walki o lepsze klimatycznie jutro daleka, żmudna droga.
No i jeszcze te nieszczęsne mamuty. Jako niezbyt sensowny pomysł miliardera – jasne. To właśnie robią dziś ci od dire wilka, który ani trochę nie jest prawdziwym dire wilkiem, tak jak ich włochate myszy w ogóle nie mają nic wspólnego z prawdziwym odtworzeniem mamutów. Jako coś co legitna naukowczyni, która nie jest po prostu kimś z przerostem ego z kogo śmieje się trzy czwarte akademii, robi – i to robi naprawdę, w rzeczywistości… l o l. A jeszcze jako coś co wymyśliła sobie si, która w ogóle chce ostatecznie odtworzyć neandertalczyka, żeby poznać jakiś skondensowany ludzki pierwiastek… Śmiałem się z tego w duchu okropnie i wciąż mnie to jako koncept bawi do łez.
Była to przede wszystkim lektura irytująca i to irytująca chyba na każdym poziomie. Nie da się Wściekowi odmówić wprawnego napisania i skondensowanej akcji. To pierwsze jednak miejscami i tę wprawność traci, to drugie jest w dużej mierze męczące. My nie gnamy z wydarzeniami, my się topimy w ich melasie, przez którą idziemy do mało zaskakującego końca. A wszystko to w pesymistycznym świecie, w którym człowiek może tyle co nic, a jeśli już może coś to skupia się na zupełnie nieodpowiednich rzeczach. Zresztą si też się na tych niewłaściwych skupia, ale cóż, po niej akurat spodziewałem się najmniej.
Ach i jeśli generatywne ai jest dla Jane-Amy-Malcolma tym czym dla ludzkości był tiktaalik, to pragniemy przypomnieć, że generatywne ai jest dla ludzkości (i dla klimatu) niczym najgorszy możliwy pasożyt.
dziewiętnastka: Reality War. O tym, dlaczego, palnęłam już rozprawkę we wrażeniach redakcyjnych odcinka, ale tak w wersji TL;DR: dawno nie spadłam z tak wysokiego hajpu tak nisko.
Maggor: W przypływie nostalgii i czasu wolnego w któryś weekend, wybrałam się na aktorską wersję Lilo & Stitch. Jeśli macie tak samo dobre wspomnienia z animacji jak ja: proszę, nie róbcie sobie krzywdy wersją tegoroczną. Potraktowanie kultury rdzennych mieszkańców po macoszemu w stosunku do pierwowzoru, zmiany (poważne!) scenariusza takie jak usuwanie dość kluczowych postaci i podrzucanie ich roli komu innemu, rozpisanie ról sióstr… Nie, tę wersję możecie odpuścić.
Rademede: Zakończenie Doctor Who, ale o tym już pisałam w podsumowaniu odcinka. Powtórzę tylko, bardzo duże rozczarowanie, odechciewa się oglądać.
ET: Chciałabym napisać, że rozczarował mnie jakiś popkulturowy twór, niestety tym razem padło na jego (pseudo?)fandom. Absolutnie obrzydliwe jest to, co dzieje się wokół Belli Ramsey i jej roli w drugiej części The Last of Us. Powtarza się sytuacja z Laurą Bailey, która dała głos i postać Abby z gry, za co musiała mierzyć się z ogromnym hejtem tej części jej fanów, którzy swoją frustrację na decyzje twórców postanowili wyładować na aktorce, która po prostu wykonuje swoją pracę. Napisałabym, że ludzie mogliby się w końcu nauczyć odróżniać fikcję od rzeczywistości, sęk w tym, że prawdopodobnie nie mają z tym problemu. Po prostu są podli.
WARTO WSPOMNIEĆ
dziewiętnastka: Wprawdzie jeszcze nie skończyłam najnowszej książki od wydawnictwa Yumeka, zbioru fantastyczno-weirdowych opowiadań Wszystko, co dobre, tutaj umiera, ale to, co przeczytałam do tej pory, jest co najmniej intrygujące. Pierwsze parę tekstów nazwałabym wręcz genialnymi – moje ulubione jest o wymyślonym filmie, który nagle… okazuje się prawdziwy (mocny vibe Goncharova).
Lady Kristina: The Librarians: The Next Chapter, czyli spin-off Bibliotekarzy, zapowiada się całkiem sympatycznie. Mamy tu nową drużynę, skupioną wokół Bibliotekarza z przeszłości wyciągniętego z bańki czasu, i przenosimy się do Europy, ale ma się wrażenie, że serial niewiele się różni od oryginału – cały czas poszukujemy magicznych artefaktów, które w nieodpowiednich rękach mogą zrobić więcej złego niż dobrego. Na razie całość się jeszcze rozkręca (jako że do tej pory wyszło tylko parę pierwszych odcinków), ale dobrze się to ogląda.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Maj był kolejnym miesiącem poświęconym przez nas Doctor Who, więc po każdym odcinku redakcja dzieliła się wrażeniami. W związku z powrotem w finale Omegi, Władcy Czasu znanego z klasycznych serii, Lady Kristina postanowiła przybliżyć nam nieco jego postać.
Na stronie wylądowało też zestawienie ponad 20 odcinków z ostatnich 20 lat serialu, które z okazji rocznicy nowych serii ukazywały się na naszym Facebooku.
Jako że Whosome objęło matronatem drugą część Ucieczki apsary, na stronie ukazała się jej recenzja autorstwa Maggor. Z kolei Lierre opowiedziała o Neptune Frost, afrykańskim musicalu science fiction.
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
W maju ukazały się kolejne odcinki 15 serii (2 sezonu) Doctor Who – redakcyjne wrażenia poszczególnych odcinków znajdziecie tutaj: Lucky Day, The Story & the Engine, The Interstellar Song Contest, Wish World i The Reality War. Seria zakończyła się sporym zaskoczeniem: pożegnaliśmy Ncutiego Gatwę w roli Piętnastego Doktora, a w roli Szesnastej (?) pojawiła się Billie Piper.
Przed emisją The Story & the Engine ukazało się opowiadanie What I Did On My Holidays By Omo Esosa, będące prequelem tego odcinka, które napisał Inua Ellams, jego scenarzysta. Z opowiadaniem, ilustrowanym grafikami autorstwa Bunmi Agusto, można zapoznać się tutaj.
Zaraz po zakończeniu nowej serii ukazała się pierwsza zapowiedź spin-offu The War Between the Land and the Sea, który już wkrótce (dokładna data premiery nie została jeszcze potwierdzona) zobaczymy na Disney+. W głównych rolach wystąpią Gugu Mbatha-Raw i Russell Tovey. Wiemy również, że za muzykę w serialu odpowiedzialny będzie Lorne Balfe.
A jak wam popkulturowo minął maj? Podzielcie się tym na naszym Facebooku, Bluesky lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






