Marzec i kwiecień przyniosły nam sporo popkulturowych zachwytów, ale też kilka rozczarowań. The Pitt, Brigertonowie, Święty od papuzich drzwi a może Star Trek: Starfleet Academy? Co oglądaliśmy, czytaliśmy i w co graliśmy u progu wiosny? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Darek K: Ostatnimi czasy żyję treścią dwóch cegłówek (oczywiście chwil których, jak to w życiu, brakuje). Pierwsze z tych tomiszczy powoduje u mnie masę myśli pokroju „dlaczego dopiero teraz?”. Oczywiście chodzi o Sześć światów Hain, czyli serię powieści z cyklu o Ekumenie autorstwa królowej fantastyki, Ursuli K. Le Guin. Zachwycam się wizją ludzi i społeczeństw rzuconych w odległe od naszych realia kulturowe i środowiskowe, aby opowiedzieć prawdę o nas samych. Zachwycam się genialnym połączeniem poetyk fantasy i science fiction. Zachwycam się poetyckością i humanistyczną wymową zawartych w trzech dotychczas przeczytanych powieściach (tj. Świecie Rocannona, Lewej ręce ciemności i Planecie wygnania). Dlaczego dopiero teraz po to sięgnąłem…
Drugą książką, której można użyć do samoobrony, jest Zachowuj się. Jak biologia wydobywa z nas to, co najgorsze, i to, co najlepsze autorstwa uznanego profesora biologii, Roberta M. Sapolsky’ego. To przykład dzieła, które pomimo posiadania około stu stron przypisów nie nudzi i z pasją wprowadza w biologiczny kod zachowań człowieka. To tekst okraszony wspaniałymi humorystycznymi wstawkami, uczciwym zaznaczaniem, z jakiej perspektywy wychodzi autor, i zaangażowaniem w dziedzinę, które szybko udziela się czytelnikowi (trzeba jednak uważać na nagromadzenie trudnych do zapamiętania skrótów i nazw procesów, za co profesor wielokrotnie przeprasza, ale nie dało się inaczej).
Skoro o biologii mowa… Gra Mewgenics co prawda miała premierę 10 lutego, ale zagrywałem się w nią cały marzec. Oczywiście za sprawą niesamowicie wciągających mechanik, a nie przez fakt, że w rozrywce w pewnym momencie wręcz trzeba oddawać kotki różnym podejrzanym typom i dziwnej korporacji… Gra świetnie i bardzo świeżo podchodzi do tematyki gry z gatunku rouge light połączonego z zarządzaniem domem i kilkoma innymi mechanikami. Do tego dochodzi świetna muzyka, która pozornie nie powinna pasować do gry pełnej brudu, obrazoburczości i wulgarności, a jednak to robi. Jest świetna, choć jej estetyka i humor mogą odstraszać niektórych graczy. Ale czego się spodziewać po pozycji od twórcy The Binding of Isaac?
Kryś: Udało mi się nadrobić The Pitt tuż przed końcem drugiego sezonu. I o rety, ależ było warto. Serial zachwycił mnie świetnie skonstruowanymi postaciami (bohaterki są tam cudowne, kocham je wszystkie) i bardzo poważnym podejściem do problemów społecznych USA. I choć ostatni odcinek nie do końca mnie przekonał, to miał najlepszą scenę po napisach w historii takich scen.
Książkowo w tych miesiącach nieco u mnie słabiej. Na plus wyróżnił się Zakon Pauliny Hendel. Powieść ta kontynuuje wątki rozpoczęte w pierwszym tomie (którego recenzję, autorstwa DemonaBibliotecznego, możecie przeczytać na naszej stronie: KLIK). Kapitan Sztorm i jego ekipa wartowników ponownie muszą zmierzyć się z krwawymi zbrodniami i intrygami. Dość wyraźnie widać, że autorka inspirowała się cyklem o Straży Terry’ego Pratchetta przy tworzeniu swoich postaci, ale mimo to fabuła jest jak najbardziej oryginalna. Powieść czyta się bardzo dobrze, zagadka kryminalna wciąga, a bohaterów łatwo polubić.

Tomek Cz.: Początek wiosny był u mnie całkiem popkulturowy. Skończyłem powtórkę Birdverse R.B. Lemberg. The Unbalancing opowiada o lokalnym końcu świata, który przychodzi stopniowo i którego większość społeczności nie zauważa. W końcu to tylko kolejne trzęsienie, cały świat nie może się od tego zawalić, prawda? To opowieść o ratowaniu świata oraz o bliskości i odchodzeniu, gdy zostaje ono jedyną możliwą opcją. Yoke of Stars jest spotkaniem i rozmową dwójki postaci pochodzących z bardzo odmiennych kultur. Stone Orphan i Ulín spotykają się w szkole asasynów. On_ czeka na swoje pierwsze zlecenie. Ona nie jest pewna, czyją śmierć chce zlecić. Rozmawiają, w oczekiwaniu na wyklarowanie się wyboru, w języku, który dla żadnego z nich nie jest tym pierwszym.
W ramach klubu książkowego discorda Podsłuchane.pl przeczytałem Krew elfów Andrzeja Sapkowskiego. Jak zawsze dobrze jest wracać do tych książek. Tym razem szczególnie doceniłem rozdział z Yen i Ciri – jest taki ciepły i dobry, i od razu czuć ich relację. Fajnie było też rozmawiać o powieści w miarę lektury – na razie na czacie pisemnym. Spotkanie głosowe już niedługo.
Powtarzam sobie Pawilon małych ssaków Patryka Pufelskiego. To wciąż dobra lektura, wgląd w queerowe, żydowskie życie (zwyczajne, dobre, miejscami trudne, zawsze pełne zwierząt) i w te kilka minionych lat – przed- i w-trakcie-pandemicznych.
Podczytuję sobie Eddę Młodszą. Pomalutku, bez pośpiechu, z zamysłem, żeby tym razem przeczytać całą. Póki co jesteśmy w halli trzech bogów i sobie z nimi rozmawiamy o tym, jak powstał świat i co gdzie w nim ustawiono.
Nowa piosenka Fisza Emadego, Duchy, to opowieść o tym, co zostaje nam po śmierci z drugiej osoby (w piosence: mamy), o tym, jak opowiadać o żałobie, gdy mówić chciałoby się do osoby, która odeszła.
Czwarta kampania Critical Role jest nadal wspaniała. Czasami łapię lagi i muszę nadganiać, ale zawsze wychodzę zachwycony. Wspaniałe jest również Unend, które powróciło z trzecim sezonem. Oj, warto było czekać. Nie będę spoilerować, ale po prostu moje mroczne serce kocha każdą sekundę tego sezonu.
W ramach odejścia od Netflixa postawiłem sobie Dropout TV. To platforma, na której powstają programy tworzone przez grono aktor_ improwizacyjnych. Pełna queeru i naprawdę dobrego humoru (jest naprawdę z czego wybierać). Zaczynając od kultowego już Game Changera, w którym, jak wskazuje nazwa, (prawie*) każdy odcinek to inna gra, a częścią wyzwania dla gracz_ jest rozkminienie, na czym polega gra, w której biorą udział. Kiedy zaś nie leci Game Changer, ukazuje się Make Some Noise, gdzie troje uczestni_ improwizuje dźwięki na zadane tematy. Ja bardzo polubiłem też chociażby Smartypants – panel miniprezentacji (takich na 10-15 minut) na absurdalne tematy czy Parlor Room, gdzie w każdym odcinku gości_ grają w inną grę planszową/karcianą. Poza tym mamy oczywiście Dimension 20, z licznymi seriami actual playów, czy Um, Actually, Gastronauts i wiele, wiele innych.
* Mamy kilka Game Samerów, w których powtarzają się gry z poprzednich odcinków.
Magdalena S.: Moim największym zachwytem tych dwóch miesięcy był Święty od papuzich drzwi autorstwa Vajry Chandrasekery. Chcę o tej powieści mówić, ale tak bardzo trudno się o niej mówi! Było w narracji coś takiego, że czytałam bardzo uważnie, delektując się każdym zdaniem. Pod koniec coraz wolniej, bo bardzo nie chciałam kończyć. To trochę odjechane urban fantasy, a trochę jedna z tych opowieści, które wydają się ponad i poza czasem i przestrzenią. Pod różnymi względami przypominała mi Pamięć zwaną imperium, choć reprezentuje inny gatunek. Ujął mnie bohater, Wrzeciądz; zachwyciło światotworzenie, pewna oniryczność, a równocześnie twardy konkret, wątki religijne i społeczne, a nade wszystko ten język, wspaniale oddany przez Wojciecha Szypułę, powolna narracja śledząca bohatera, który ma misję, ale postanowił jej nie realizować. Coś przewspaniałego, gorąco polecam.
Kończę kwiecień również moją drugą książką Emily St John Mandel – Morze spokoju okazało się piękną powieścią o podróżach w czasie, rozważaniach, czy nasza rzeczywistość nie jest symulacją, i postaciach, które w swoich maleńkich kawałkach czasu i przestrzeni próbują wieść życie, choć nie zawsze wiedzą jak ani czego od niego chcą. W strukturze książka jest podobna do Stacji Jedenaście; również skacze w przeszłość i przyszłość (ale dalej), również ma motyw pandemii i również przedstawia bohaterów, którzy są nadzwyczajni w swojej zwyczajności. Sporo się dzieje, ale jak sugeruje tytuł – lektura działała na mnie kojąco, była jak podglądanie epizodów z cudzych żyć, które interesująco się splatały, ale z pełną świadomością, że widzi się tylko urywki historii. Ciekawe doświadczenie po Świętym od papuzich drzwi, który trzymał moją uwagę na krótkiej smyczy i którego lektura była dla mnie wspaniała, ale też pełna swoistego napięcia.
Ewa: Pierwszy odcinek Starfleet Academy mnie nie zachwycił, za to dalej było tylko lepiej. Gdzieś w połowie sezonu serial awansował w moim sercu na najbardziej uroczego Treka. Zagrało wszystko! Młodzi bohaterowie i bohaterki (wiem, że SAM, ale Darem i Jay-Den są po prostu najcudowniejsi, a Tarima ma w sobie absolutną magię), kadra Akademii z Nahlą Ake na czele, powrotem Doktora i najwspanialszą Jett Reno, a także gościnnym występem Tilly (nawet nie wiedziałam, jak mi jej brakowało, dopóki jej nie zobaczyłam!), złol sezonu i cały drugi plan (choć było trochę za mało Tatiany Maslany, ale jej zawsze jest za mało). Balans między filmem młodzieżowym – z rywalizacją, robieniem sobie dowcipów, dorastaniem i pierwszymi miłościami – a typowym Trekiem z rosnącą z odcinka na odcinek stawką i niemal cudownym ocaleniem w finale. Stroje, scenografia, nowe statki i kosmos. Bardzo mi się podoba, że Star Trek nie stoi w miejscu i wciąż poszukuje sposobów na opowiadanie o przyszłości, która nie jest piękna i idealna, ale nadal dobro, przyjaźń i bezinteresowność są w niej nagradzane. Na pewno wrócę do tej serii.
O The Pitt napisano i powiedziano chyba już wszystko, tak że nie będę oryginalna, dołączając do zachwytów. Niemniej ten serial jest po prostu doskonały. Nie jest sztuką zrobić serial medyczny, mamy ich mnóstwo, niektóre całkiem przyzwoite. Zrobić serial, który jest inny niż wszystkie, a jednocześnie jest niesamowicie bliski, aktualny i dostarcza naprawdę mocnych emocji – to jest naprawdę coś. Drugi sezon, poza tym, że ma naprawdę cudowne postacie, którym bez wyjątku kibicuję, i bardzo realistycznie pokazuje pracę w szpitalu (nie tylko lekarzy, i to jest wspaniałe), skupia się już nie na dramatycznych przypadkach (choć ich nie brakuje), ale na wypaleniu, załamaniach i depresji osób pracujących w szpitalu. I robi to naprawdę przejmująco. Chyba po każdym odcinku powtarzałam, że był doskonały. I taki był cały ten sezon.
Z okazji zapowiedzianej wizyty Mary Robinette Kowal na festiwalu Bazyliszek sięgnęłam po Rachunek gwiazd i muszę powiedzieć, że dawno żadna książka mnie tak nie wkurzyła. Nie dlatego, że jest zła – jest świetna i zasługuje na wszystkie nagrody, które dostała. Dzieje się jednak w całkiem niedawnych czasach (lata 50. ubiegłego wieku), w których otwarta mizoginia i rasizm były na porządku dziennym. Rachunek gwiazd opowiada o alternatywnej rzeczywistości, w której po uderzenie meteoru w Ziemię ludzkość musi poszukać sobie nowego domu, bo w ciągu kilkudziesięciu lat planeta się ugotuje. Główna bohaterka, dr Elma York, pracuje w prężnie rozwijającym się programie kosmicznym jako matematyczka, ale jej marzeniem jest zostanie astronautką. Tymczasem ta profesja zdaje się przynależeć wyłącznie do białych mężczyzn, a kobiety, nawet jeśli były pilotkami w czasie II wojny światowej, uznawane są za zbyt emocjonalne i kruche, by lecieć w kosmos. Nie będę spoilerować, niemniej wiele wydarzeń i postaci z książki inspirowanych jest historią rozwoju programu kosmicznego, więc możecie się domyślić, co się wydarzy. Świetna, wciągająca retrofuturystyczna powieść. A właściwie pierwsza część cyklu. Z niecierpliwością czekam na tłumaczenia kolejnych!
Frej: Critical Role, 4 kampania, 3 stolik z rotacji. Jestem pod dużym wrażeniem stolika intrygantów, który po stoliku poszukiwaczy jest jak haust świeżego powietrza. Dobre tempo akcji, wciągający roleplay i szybko rosnące ryzyko. Jestem zachwycona postacią Bolaire’a (Taliesin Jaffe) – tym, jak można stworzyć tak intrygująco przerażający koncept postaci. Chcę poznać więcej jego historii i wszystko wskazuje na to, że z czasem ją dostanę. Scena pomiędzy Halem (Liam O’Brien) i Azune (Luis Carazo) z 19 odcinka nadal rozrywa mi serce, kiedy o niej myślę. Obaj są pełni wrażliwości, która objawia się w zupełnie innej formie, co tylko czyni ich interakcję piękniejszą. Murray (Marisha Ray) jest dla mnie czystą siłą prącą przez życie. I szczerze ją za to podziwiam!
Drugi sezon anime Frieren. U kresu drogi. Uwielbiam tę serię, jej spokojny rytm i historię o cyklach życia, niepozornych zmianach, które mają wielkie znaczenie. W miarę oglądania moje oczarowanie rośnie, bo czasem po prostu dobrze się zatrzymać i popatrzeć na bardzo piękne widoki.
Pryvian: Moc Critical Role i DropoutTV widzę w tym miesiącu jest u nas silna. Czwarta kampania CR nie przestaje mnie zachwycać, a stolik intrygantów udowadnia, że czasem jednak da się nagiąć dedeki do prowadzenia rozgrywki społecznej. Luis Carazo jako Azune przechodzi samego siebie i jak dla mnie jest takim ideałem gracza, o jakim marzę jako Mistrzyni Gry (i jestem szczęśliwym człowiekiem, bo moi gracze stoją na bardzo podobnym mu poziomie rozumienia swoich postaci). Tymczasem postanowiłam też zainwestować w Dropout, ponieważ Brennan Lee Mulligan wreszcie wziął się za prowadzenie Świata Mroku. I jakkolwiek nie jestem wielką fanką piątej edycji Wampira: Maskarady, tak dawno nic nie przyniosło mi takiej radości z oglądania jak City Council of Darkness. Jest to kampania dużo bardziej lekka i komediowa niż standardowe kampanie Wampira, ale może to dlatego też tak wspaniale działa (plus, proszę was, kto nie chce posłuchać o tym, jak lokalnym Samem Altmanem zajmują się wampiry?). A skoro już o wampirach mowa, to na wyróżnienie zasługuje też kampania Private Nightmares prowadzona przez Alexa Warda (Occtisa z CR4) na kanale Project Ghostlight na YT. Jeśli ktoś potrzebuje więcej personalnych dramatów i niepokojącej atmosfery w Świecie Mroku, jest to doskonała rzecz, żeby obczaić i wkręcić się do reszty.
Jednak chyba największym zachwytem ostatnich dwóch miesięcy, jeśli nie całego tego kwartału, jest książka Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko autorstwa Omara El Akkada w przekładzie Agaty Ostrowskiej. Jest to lektura, która fizycznie boli, to prawda. Ale też taka, która jest bardzo potrzebna. Autor rozprawia się z kłamstwem czasów pokoju opowiadanym przez Zachód i stara się znaleźć jakiś sens w świecie, który wydaje się zaprzedawać resztki człowieczeństwa w imię postępu czy źle rozumianego obiektywizmu. Mało jest książek, które uważam za wpadające w kategorię „każdy powinien to przeczytać”, ale ta zdecydowanie właśnie do takiej kategorii należy.
ZASKOCZENIA
Tomek Cz.: Po dość nierównym (choć ciekawym) sezonie trzecim nie spodziewałem się wiele po Bridgertonach. Tymczasem sezon czwarty bardzo miło mnie zaskoczył. Oczywiście to dość proste przełożenie opowieści o Kopciuszku, ale zostało wykonane bardzo ładnie. I cieszy, że jest to wersja, w której jedna z sióstr Kopciuszka jest dobra. Mamy też większy wgląd w życie służby – wątek poprowadzony sprawnie i tak, że chciało się go więcej. Mam nadzieję, że w sezonie piątym też dostaniemy trochę więcej tych wątków. Przede wszystkim działa jednak chemia Sophie i Benedicta, wszystkie ich rozterki i zmagania, choć wiemy, że to przecież musi się skończyć dobrze. Cieszy też niezamiatanie pod dywan tego, że Benedict jest bi. I cieszy nas wreszcie zapowiedź piątego sezonu o Francesce i Michaelli – choć mocno uderzyła mnie śmierć Johna (mimo że wiedziałem, że zapewne do niej dojdzie, bo ten książkowy spoiler gdzieś mi już mignął), to taki rozwój tej przyjaźni i relacji zdecydowanie ma sens.
Frej: Star Trek: Starfleet Academy – do serialu podeszłam z lekką ostrożnością po całej wrzawie, jaką widziałam w różnych zakątkach internetu. Byłam BARDZO pozytywnie zaskoczona tym, jak dobrze się bawiłam, oglądając tę serię! Myślę, że spotkało ją bardzo dużo niesprawiedliwości ze strony fandomu… Szkoda. Z czasem serial mógłby rozpędzić się do bardzo ciekawej historii. Z bohaterami, którzy mają przestrzeń na rozwój i dorośnięcie do roli i swojego miejsca w Gwiezdnej Flocie. Odcinki 4, 5 i 8 są chyba moimi ulubionymi z całego sezonu. Kocham postać SAM (Kerrice Brook)! Jett Reno (Tig Notaro) i Lura Thok (Gina Yashere) są wspaniałe! Chciałabym cały osobny odcinek na poznanie historii Lury i tego, jak doszło do połączenia kuchni francuskiej z klingońską (brzmi to bardzo egzotycznie). Czekam na drugi sezon, szkoda, że będzie ostatni.
Pryvian: Ostatnim ślizgiem przed tym podsumowaniem wybrałam się na Diabeł ubiera się u Prady 2 i jestem absolutnie zszokowana tym, jak bardzo ten film mi się podobał. Jedynka zawsze była czymś, co mogło sobie lecieć w tle, bo Meryl Streep i Stanleya Tucciego nigdy za dużo, ale sama fabuła nigdy mnie nie interesowała. W dwójce jest zupełnie inaczej. Fabuła zbudowana jest wokół żalu i absolutnego wkurwu na to, co dzieje się z dziennikarstwem oraz sztuką w dobie firm consultingowych, które znają się tylko na zwalnianiu ludzi, oraz ejajów wszelkiej maści, która angażuje właśnie przez głośny, wewnętrzny sprzeciw wobec tego, co się dzieje na ekranie. Jasne, Miranda wciąż jest nieprzyjemna, miejscami wręcz okrutna, ale z drugiej strony trudno mi nie sympatyzować z inteligentną bohaterką, nawet taką pozbawioną skrupułów, jeśli przeciwko niej stają ludzie, moim skromnym zdaniem, pozbawieni duszy.
ROZCZAROWANIA
Magdalena S.: Bardzo próbowałam się zakochać w Księdze łabędzi Alexis Wright. Pierwsze wrażenie było fenomenalne – przekład Agi Zano czyta się jak poezję, zatrzymywałam się z zachwytem przy kolejnych frazach, jednak od połowy wiłam się z nudów, bo miałam poczucie, że cała treść gdzieś wyparowała. Mam niedosyt, bo zapowiadało się świetnie, tematyka i symbolika bardzo mnie intrygowały, no wszystko tam było na miejscu, tylko zabrakło sensu i celu.
Drugie rozczarowanie to Życie marionetek TJ Klune’a. Bardzo lubię tego autora, ale przez Marionetki brnęłam i nie mogłam skończyć. Może parę lat temu odebrałabym je inaczej, ale w roku 2026 opowieść o romansie ostatniego człowieka z androidem w świecie opanowanym przez roboty i sztuczne inteligencje jest po prostu dramatycznie dla mnie nieatrakcyjna.
Pryvian: Tomek przed chwilą chwalił, a ja będę narzekać. Czwarty sezon Bridgertonów kompletnie do mnie nie trafił – i to pomimo faktu, że serialowy Benedict od początku był moim ulubionym z rodzeństwa. Jasne, bardzo cieszy, że twórcy nie wycofali się rakiem z jego biseksualności i że następny sezon będzie należeć do Franceski i Michaelli. Ale w tym zabrakło mi serca, pomysłu, co tak właściwie zrobić z naszą parą głównych bohaterów, żeby nie wyszło tak źle, jak jest w książce (naprawdę uważam, że twórcy przesuwają w czasie sezon Eloise, ponieważ nie mają pomysłu, jak naprawić fabułę tej części cyklu, która jest jej poświęcona), ani tym bardziej, co zrobić z resztą obsady. Luke Thompson i Yerin Ha są bardzo dobrymi aktorami, ale przez całe te osiem odcinków w jakąkolwiek chemię między Benem i Sophie uwierzyłam raz: gdy przekomarzali się ze sobą w altanie na balu maskowym. Cała reszta wydawała mi się sztuczna i zwyczajnie nieprzemyślana.
Jeszcze bardziej sztuczna i nieprzemyślana kompletnie jest też fabuła Pragmaty. Matko Noc, z ręką na sercu przyrzekam, dawno nie widziałam gry, która tak bardzo by nie próbowała wymusić na osobie grającej wiarę w to, że oto widzi na ekranie Ważne i Podniosłe tematy, jednocześnie pozostając zwykłą wydmuszką. I to nawet niezbyt ładną. Nie przekonuje mnie ani fragmentaryczny worldbuilding, ani wróg bez sensownej motywacji, ani tym bardziej relacja między Hugh, naszym głównym bohaterem, który jest odważny i nosi skafander, i jest to jego cała osobowość, oraz androidką Dianą. Nie, nie wzruszyła mnie ona. Jeśli już to raczej frustrowała swoją powierzchownością. Naprawdę nie każda historia o dorosłym facecie w rozpadającym się świecie, który musi zająć się małą dziewczynką (czy zbudowanym na jej kształt robotem), jest od razu wspaniałą opowieścią o ojcostwie.
WARTO WSPOMNIEĆ
Ewa: Daredevil: Born Again oglądam – i co jakiś czas wspólnie z Borysem recenzuję – głównie z sentymentu. O ile wielkoekranowe kino spod znaku Marvela mocno mi się przejadło, o tyle mam sentyment do niegdyś netfliksowskich opowieści o Diable z Hell’s Kitchen, Jessice Jones, Luke’u Cage’u czy nawet Iron Fiście. Disneyowska kontynuacja serii w moim odczuciu nie dorasta do oryginału, niemniej serwuje całkiem przyjemną rozrywkę (o ile można tak określić coś tak mrocznego) i naprawdę dobre momenty. Oraz sprawia, że chcę wrócić do wcześniejszych serii, by przekonać się, czy naprawdę były takie dobre, czy też trafiłam na nie w odpowiednim momencie życia.
For All Mankind wróciło z piątym sezonem i… szczerze mówiąc, nie wiem, co o tym myśleć. Pierwsze trzy odcinki wyglądały bardziej na domknięcie poprzedniego sezonu – i historii Eda Baldwina – i dopiero w kolejnych akcja ruszyła do przodu. Mamy problemy na Marsie (i to jest ta najmocniejsza część), podziały i knowania na Ziemi oraz wyścig, kto pierwszy rozpocznie eksplorację Tytana. Mamy też kolejne pokolenie (akcja znowu przeskoczyła do przodu, tym razem o kilkanaście lat), i ono póki co radzi sobie świetnie. Lubię ten serial, ale mam poczucie, że w tym sezonie czegoś póki co brakuje – albo budżetu, albo pomysłu. Bo jak na serial o eksploracji kosmosu pokazuje go na razie po prostu bardzo mało, skupiając się na scenach we wnętrzach i niekończących się rozmowach. Oglądam z przyjemnością, niemniej liczę, że jeszcze się rozkręci.
Magdalena S.: Od wielu miesięcy podczytuję najróżniejsze książki o spektrum autyzmu i zazwyczaj czymś mnie irytują – np. znaczną przewagą treści ADHD-owych, które mnie nie interesują – ale My ludzie w spektrum autyzmu. Różnorodni. Autentyczni. Niezwykli Oli Pflumio zaskoczyło mnie pozytywnie. To seria wywiadów z osobami na spektrum autyzmu o najróżniejszych modelach życia i trudnościach, dostarczająca z jednej strony przeciekawe obrazy tego, jak bardzo wiele obliczy ma „spektralność”, a z drugiej mnóstwo praktycznych informacji. A przy tym każda z wywiadowanych osób jest po prostu niesamowicie ciekawym wszechświatem sama w sobie.
Tomek Cz.: Grałem w grę. Broken Lens to gra w „znajdź 10 różnic” z dodaną fabułką. Jesteśmy w niej robotem, którego wizjer pękł, i porównujemy widziane obrazy różnych dziwnych światów, przez które przechodzimy, aż do rozwiązania tajemnicy świata, w którym jesteśmy. Tajemnica sama w sobie jest taka okej, ale nic, co wbiłoby w fotel. No i ten ostatni rozdział jest w sumie najbrzydszy, taki trochę byle jaki, i do tego utrzymany w kolorystyce błota. Fajne było za to rozkminianie szyfru gry, ale na minus stawiamy to, że zaszyfrowany tekst, w języku francuskim, nie był przez grę tłumaczony na język wybrany przez gracz_. Dopiero poszukanie odpowiedzi w dyskusjach na Steamie dało nam tekst w języku, który znamy. Pomimo wszystko jednak to była naprawdę przyjemna gra, warta swojej (przecenionej) ceny i poświęconego jej czasu.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Szykujemy się do sezonu konwentowego – matronujemy Bazyliszkowi i wrocławskim Dniom Fantastyki, i już niedługo będziemy się chwalić swoim programem na tych imprezach. A kto wie, gdzie nas jeszcze wywieje? Na razie gorąco zachęcamy przede wszystkim do uwzględnienia w swoich wakacyjnych planach Bazyliszka, na którym będzie można spotkać mnóstwo wspaniałych osób, w tym pisarkę Mary Robinette Kowal, autorkę fenomenalnego Rachunku gwiazd!
Polecamy też waszej uwadze naszych dwóch nowych redakcyjnych kolegów. Patryk – który zadebiutował jeszcze w grudniu – postanowił wzbogacić Whosome o teksty poświęcone grom, czego bardzo nam brakowało. Borys natomiast – czasami sam, a czasami w towarzystwie Ewy – omawia na bieżąco kolejne odcinki serialu Daredevil: Born Again. Jeśli chodzi wam po głowie dołączenie do nas, to doskonały moment, serdecznie zapraszamy!
Mieliśmy też wielką przyjemność udostępnić przestrzeń Michałowi Szymańskiemu zwanemu (zasłużenie) Cesarzem Fandomu i opublikować jego omówienie badania dotyczącego osób w spektrum autyzmu w fandomie fantastyki. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to gorąco polecamy: KLIK.
WYDARZYŁO SIĘ W ŚWIECIE DOCTOR WHO
Twórcy Doctor Who nas nie rozpieszczają, tzn. milczą jak zaklęci, co jest naprawdę irytujące, bo po pierwsze, mieliśmy nadzieję, że odejście Chrisa Chibnalla będzie oznaczać powrót sensownej komunikacji, a po drugie, nie wiadomo, czy ten serial się skończył, został zawieszony czy szykuje nam jakieś epickie niespodzianki… Wydarzyło się jednak coś wspaniałego dla osób zainteresowanych jego starszą odsłoną: zostały odnalezione dwa z zaginionych odcinków. To takie niesamowite, że to się ciągle wydarza! Możecie o tym poczytać w newsie opracowanym przez Lady Kristinę, o tu: KLIK.
A jak wam minęły te dwa miesiące? Podzielcie się tym, co zapadło wam w pamięć, na Facebooku, Bluesky lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






