The Pitt, Lesbijska księżniczka z kosmosu, 20:32, Fundacja… Nowy rok rozpoczęty został przez nas ze sporą porcją popkultury. Co oglądaliśmy, czytaliśmy i w co graliśmy? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Ginny N.: Mój rok otworzyła powtórka dylogii Mnich i Robot od Becky Chambers. Jak dobrze było wrócić do tego świata z jego spokojem i z niespokojnymi bohaterzami, którym towarzyszymy.
Piąta skóra Nigumy Aleksandry Bednarskiej zaprosiła mnie do zupełnie innego świata. O taką paskudną główną bohaterkę nic nie robiłem <3 <3 To jest świetna powieść, zdecydowanie warta zajdlowej nominacji. Gęsta, mocna, nie patyczkuje się i daje wielce satysfakcjonujące rozwiązanie.
W tym roku w ramach klubu książkowego discorda Podsłuchane.pl robimy sobie wspólną powtórkę Wiedźmina. Styczeń i luty to dwa pierwsze tomy opowiadań. Dobrze było do nich wrócić – choć ostatecznie wychodzimy ze świadomością, że szczególnie drugi tom jest nierówny. Ale nostalgii nam to nie odbiera. Ani nie odbiera chęci na kolejne tomy sagi. Choć będę musiał się powstrzymywać od lektury – powieści bowiem omawiamy po jednej na dwa miesiące.
Ten rok to także, mam nadzieję, rok w którym w końcu opowiem wam o Birdverse R.B.Lemberg. W tym celu wróciłem do je_ książek, z zamiarem wynotowania rzeczy. Obecnie jestem po Geometries of Belonging: zbiorze opowiadań i poematów rozgrywających się w świecie Ptasiej Bogini. Póki co powiem tylko, że warto było wrócić do tego eklektycznego, a zarazem obudowanego wokół wspólnej siatki sensów i znaczeń, tomu. Przede mną: The Unbalancing.
Ale nie tylko książkami człowiek żyje. Obejrzałem świetne Scavengers Reign. To jest piękne, niespieszne sci-fi, pełne oddechu. Obok grania grozą świata, mamy też zachwyt obcym ekosystemem i grupkę rozbitków, któr_ każde na swój sposób uczy się przetrwania/szuka drogi do domu. Być może szkoda, że nie dostaliśmy większej liczby sezonów, ale też ten pierwszy kończy się w naprawdę dobrym miejscu.
W drugim sezonie The Pitt jest nadal mocne. Czekam niecierpliwie na kolejne odcinki i możliwość obejrzenia całości razem.
Magdalena S.: Serialowa Fundacja towarzyszyła mi od końcówki grudnia i udowodniła, że znów jestem w stanie zaangażować się w fikcję i zarywać cenne godziny snu, kiedy nie powinnam, ale taki cliffhanger…! Mam bardzo wiele emocji wokół tej produkcji, nie wszystkie są pozytywne; w wielu miejscach serial wydawał mi się trochę płaski, ta wielka galaktyka – trochę nieprzekonująca. Ale są też rozbłyski: rewelacyjne wątki Cleonów, splątane losy bohaterów, to, że fabuła co chwilę mnie zaskakiwała i trzymała w napięciu. Dlatego przeważa zachwyt: i samym serialem, i tym, jak wyglądało moje oglądanie go, pełne rozkmin, analiz i głupawek z samą sobą.
Spontanicznie wylądowałam też w kinie, i to na przedpremierze, dzięki czemu mogłam szybko dołączyć do grona wiernych fanek Lesbijskiej księżniczki z kosmosu. Napisałam już sporo słów o tym, dlaczego warto (klik), bawiłam się wyśmienicie, niczego nie żałuję.
Ewa Tomaszewicz: Drugi sezon The Pitt dowozi. Trochę nie widzę sensu w ocenianiu, czy bardziej niż pierwszy sezon, ważne, że inaczej. Co nie jest łatwe w zalewie seriali medycznych i powtarzających się tropów i motywów. Szczególnie urzekło mnie większe skupienie na pracy pielęgniarek oraz głęboko humanitarny wymiar tego sezonu, przejawiający się w pokazywaniu, że rolą szpitali jest pomoc, nie ocenianie czyichś wyborów czy sytuacji. Absolutnie świetne są sekwencje z osobą w kryzysie bezdomności czy bardzo otyłym pacjentem. Piękna lekcja o tym, czym jest szacunek i wsparcie.
Starfleet Academy jest bardzo urocze i, mimo ewidentnej młodzieżowości, bardzo startrekowe. I ma Holly Hunter (ktokolwiek wpadł na pomysł, by ją tam ściągnąć, zasługuje na medal i dwa puchary), najfajniejsze osoby z Discovery oraz naprawdę dobrą i przekonującą młodą ekipę wcielającą się w role studentek i studentów akademii. Umiejętnie balansuje między nowością a nostalgią, sięga do Voyagera i Deep Space Nine, ale też jest konsekwentnie młodsze i lżejsze. Nie wiem, czy trafi do widowni, w którą ewidentnie celuje, do mnie trafiło na pewno.
20:32 Marcina Mortki pochłonęłam w dwa wieczory i mimo że od tego czasu minęła już chwila, nadal jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości autora. Już sama idea, by celem inwazji kosmitów uczynić polskie wsie i miasteczka jest fenomenalna, najciekawsi są jednak sami obcy. Nie będę spoilerować, w każdym razie jest to doskonałe, serio sprawdźcie. Mój tegoroczny kandydat do Zajdla.

Kryś: Przypomniałam sobie w tym miesiącu jedną z moich ulubionych powieści wydanych w serii Uczta Wyobraźni – Wieki Światła Iana MacLeoda. Zachwyca ona oryginalnym światem (w którym rewolucja przemysłowa była jednocześnie rewolucją magiczną) stojącym na krawędzi kolejnych przemian społecznych.
DemonBiblioteczny: Korzystając z dobrodziejstw vpn (nie chciałam piracić) nadrobiłam kanadyjski fenomen Heated Rivarly (czy też Geje–hokeje, jak już się utarło). I jak nie jestem fanką erotyków, tak uwielbiam to, ile słodyczy potrafi się wylać z tego utworu. Poza tym trudno nie docenić niektórych zdjęć i talentu aktorów (bo poza scenami wiadomymi mieli co pograć). Zrobiłam sobie też rewatch Nawiedzonego biznesu, który fajnie gra z horrorowymi tekstami kultury, ale też zostawia widza z fajnym ciepełkiem w serduszku.
Zaskakująco dużo czasu w ostatnich miesiącach spędziłam w kinie. Zwierzogród 2 trzyma poziom jedynki, którą szczerze uwielbiam. Oglądanie kontynuacji było samą przyjemnością. Oczywiście nie mogła mnie ominąć Lesbijska księżniczka z kosmosu, która zachwyciła mnie przede wszystkim humorem. Doceniam też mocno za ciekawie i konsekwentnie budowanych bohaterów. Nieanimacyjnie, jest za mną też Hamnet, zachwycający zdjęciami, kreacją bohaterów, grą aktorską, muzyką… Ogólnie wspaniały, chociaż zmiażdżył mnie emocjonalnie.
Książkowo – w ciągu tygodnia wciągnęłam Post Scriptum, Vice Versa i W cieniu dnia od Mileny Wójtowicz (w formie audiobooka, do haftowania siadło idealnie). Bardzo lubię humor w tej serii, strzyga Sabina i jej umiłowanie do BHP mnie kupuje, Żaneta-Dziadówa Borowa i wątki eko też. Poza tym zawsze fajnie poczytać teksty bawiące się schematami fantasy.
A najbardziej poszalałam chyba teatralnie – to już nie na moje lata. Spektakle późno, zazwyczaj w niedzielę, a kolejnego dnia trzeba przyjść na rano do pracy… ale zdecydowanie warto. Pigmalion wystawiany w Teatrze Polskim w Poznaniu zostawia trzon historii z zakładem o nauczenie bohaterki poprawnej wymowy – tu języka polskiego. Całość jednak jest historią o globalnym podejściu do emigrantów, bezpieczeństwie i wartości własnej tożsamości. Spektakl uderzający tym bardziej w kontekście obecnej sytuacji politycznej – nie tylko w Polsce, ale i za oceanem.
Zostając w Teatrze Polskim mogę też szczerze polecić w ich interpretację Kordiana i chama. Na bazie dramatu stworzono historię aktualną, wytykającą nierówności klasowe, krzywdzące stereotypy i pokazującą pewną niemożność wyrwania się z błędnych schematów.
Lady Kristina: Z rocznym opóźnieniem sięgnęłam w końcu po The Pitt – i było naprawdę warto. Całość jest boleśnie rzeczywista i jednocześnie mocno wciągająca. Fabuła, dziejąca się niemal w czasie rzeczywistym, mimo obaw nie nudzi, bo cały czas coś się dzieje (chociaż godziny poranne mogą wydawać się nieco spokojniejsze) – czy to losy pacjentów, relacje między pracownikami, czy też oswajanie się studentów na nowym gruncie SOR-u, w nienajlepszych warunkach jak na pierwszy dzień. Serial zapewnia też przekrój amerykańskiego społeczeństwa, nie pomijając trudnych tematów, zwłaszcza tych związanych z funkcjonowaniem systemu medycznego w Stanach.
Zupełnie inne emocje wywołał we mnie serial Small Prophets, opowiadający o samotnym, trochę dziwacznym mężczyźnie, który tworzy w swojej szopie homunkulusy, aby poznać dzięki nim prawdę o swojej zaginionej przed laty partnerce. Fabuła toczy tu się naprawdę powoli, ale jest to takie naprawdę sympatyczne i jednocześnie poruszające zagłębianie się w życie samotnego człowieka, do którego od czasu do czasu trafiają przebłyski otoczenia, z niekoniecznie spodziewaną porcją humoru.
Fantastycznie bawiłam się za to na kinowym seansie Lesbijskiej księżniczki z kosmosu – rzadko sięgam po animacje, ta przedstawiona w filmie nie należy do moich ulubionych, ale ogromna porcja humoru i fabuła, która trochę uderzyła w moje czułe struny, w pełni to zrekompensowały.
ZASKOCZENIA
Ginny N.: Nie jestem wielkim fanem kryminału, a już tym bardziej tego najwcześniejszego. Proza Christie niespecjalnie do mnie przemawia. A jednak Agatha Christie’s Seven Dials bardzo mi się spodobało. Jestem tym bardziej zaskoczony, że to miniserial Chrisa Chibnalla, wobec którego jako głównego showrunnera/scenarzysty po jego czasie w Doctor Who jestem mocno rozczarowany. A tu niespodzianka. Wyszła naprawdę fajna, bawiąca się konwencją historia. I tylko mam nadzieję, że nie będzie ciągu dalszego, bo jednak finał ustawia główną bohaterkę (nie, nie jest nią Agatha Christie) w bardzo silnej pozycji – w której łatwo popaść w przesadę. I to co zagrało w jedynce, w dwójce może stać się swoją własną karykaturą.
Kryś: 20:32 Marcina Mortki – kategoria „zaskoczenie” wydaje mi się bardzo odpowiednia dla tej powieści. Pierwszym zaskoczeniem był dla mnie jej gatunek, ponieważ Marcina Mortkę kojarzę przede wszystkim z fantasy (przygody Kociołka, trylogia maltańska), a tymczasem 20:32 to bardzo klasyczne s-f. Kolejne zaskoczenie było niestety negatywne – nie spodziewałam się po tym autorze klasistowskich stereotypów przy kreacji postaci… Za to zakończenie książki i ostatni plot twist są naprawdę świetne.
Ewa Tomaszewicz: Do serialowej Fundacji podchodziłam w ciągu ostatnich lat kilkakrotnie i ani razu nie udało mi się wyjść poza pierwszy odcinek, mimo że miałam poczucie, że powinna mi się spodobać. W końcu się zaparłam, przekroczyłam jakiś punkt krytyczny i wsiąkłam. To jest zupełnie coś innego, niż się spodziewałam – stąd ląduje w kategorii zaskoczenie – ale też jest na tyle dziwaczne, oryginalne i inne, że mimo wszystko (zakończenie trzeciego sezonu, no jak tak można!) czekam na ciąg dalszy.

Magdalena S.: Zupełnie niczego się nie spodziewałam po Stacji Jedenaście Emily St. John Mandel, więc mogłam się zaskoczyć w wielu kierunkach. A zaskoczyłam się pozytywnie: trafiłam na spokojną powieść, przedstawiającą świat po katastrofie zupełnie inaczej niż wiele znanych mi tekstów – z nostalgią, nutką nadziei, mocną myślą, by trzymać się rzeczy, które czynią nas ludźmi. Pokazującą, że ludzie w anarchii nie zmieniają się z automatu w potwory, ale szukają swoich dróg – a jedną (a może nawet pierwszą) z nich może być wspólnota.
DemonBiblioteczny: O tym, że ktoś wziął się za kręcenie nowej Anakondy dowiedziałam się bezpośrednio z rozpiski tego, co grają akurat w kinie. Pamiętam (a bardziej moja mama mnie uświadomiła), że na punkcie jedynki za dzieciaka miałam obsesję i jeśli leciała w telewizji, to nic innego nie mogło być grane. To co dostałam, to nie był klasyczny remake, a raczej komedia z elementami akcji. Ciekawie zrobiona, fajnie zagrana i nieprzekombinowana.
Z przypadku dowiedziałam się też o filmie Dwaj prokuratorzy, który grany był chyba tylko w kinach studyjnych. Jest ekranizacją opowiadania o tym samym tytule i opowiada o epoce stalinowskiego terroru. Ma kilka ciekawych rozwiązań (jak iście kafkowska sekwencja w urzędzie) oraz porządnych aktorów. Niestety żyjemy też w czasach, w których Dwaj prokuratorzy jest utworem ponownie aktualnym.
ROZCZAROWANIA
Ewa Tomaszewicz: Bardzo chciałam, by Witajcie w Funlandii Katarzyny Okelo mi się spodobało, nie lubię krytykować książek, które dostaję do recenzji, niestety – nie siadło. Po części to wina redakcji (na pewno czytałoby mi się ją lepiej, gdyby ktoś poświęcił jej więcej czasu), po części specyficznej, zębatkowej konstrukcji i włożonej w nią mnogości postaci i wątków, w których łatwo było się zgubić, a trudno w nie zainwestować, skoro co chwila trafiałam gdzie indziej i spotykałam kogoś innego. Na plus ciekawy świat i pomysł. Mam przeświadczenie, że to mogła być dobra książka, gdyby dać jej więcej uwagi i uczucia. W obecnym kształcie niestety nie była dla mnie.
Magdalena S.: Wprawdzie jeszcze nie skończyłam, ale już widzę, że Życie marionetek TJ Klune’a to nie jest książka dla mnie. Dużo w tym czynnika wewnętrznego, tj. rzygam tematem AI i mam dokładnie zero zabawy z czytania o przekomarzających się robotach w świecie bez ludzi. No w ogóle mnie to nie ekscytuje. I choć przekomarzanie jest urocze, a koncept interesujący, to wiem, że wymęczę tę powieść i nie będę jej dobrze wspominać. Choć widzę, że nie jest zła. Ot, nie ten czas, nie ta wersja dystopii, mamy dystopię w domu.
WARTO WSPOMNIEĆ / CHWALIKĄCIK
Ewa Tomaszewicz: Bridgertonowie to moje guilty pleasure i w tej kategorii sezon czwarty zdecydowanie dowiózł. Szczególnie że tym razem poznaliśmy nie tylko perspektywę klasy próżniaczej, ale też pracującej, która we wcześniejszych sezonach pojawiała się zdecydowanie za rzadko. Choć oczywiście największym plusem serialu jest to, że pozostają baśnią i śledząc perypetie postaci, wiem, że cokolwiek się nie wydarzy, będzie dobrze. I było.
Magdalena S.: Doszło wreszcie do finału (mam nadzieję, że finału pierwszego sezonu) mojego researchu dla zabawy w temacie dżinnów w fantastyce. Fajnie mieć taki mały projekcik na boku, przeprowadzać go bez presji i na kolejnych falach zaciekawienia. Owocem paru miesięcy podczytywania dziwnych książek był artykuł w magazynie „Biały Kruk” (za darmo tutaj: KLIK) oraz towarzyszący mu wpis na Whosome, który na pewno będę rozbudowywać (tutaj: KLIK). Miałam też wielką przyjemność poprowadzić swoje pierwsze warsztaty – o światotworzeniu, w duecie z Olgą Niziołek. Eksperyment uznaję za udany i wart powtórzenia, od razu więc zapraszam, choć jeszcze nie wiem gdzie i kiedy!
W temacie warsztatów – w dużej mierze opierały się one na zbiorze esejów Ursuli K. Le Guin Language of the Night, które są moim dyżurnym źródłem inspiracji od wielu lat. Jakież więc było moje zaskoczenie, gdy odkryłam, że dosłownie parę dni po warsztatach zbiór ukazuje się wreszcie po polsku. I już jest! Gorąco więc polecam Język nocy, każdy esej dostarcza niesamowitej pożywki dla rozkmin o fantastyce i tworzeniu.
Ginny N.: Obejrzałem dopiero pierwsze dwa odcinki How to Get to Heaven from Belfast od twórczyni Derry Girls, ale bardzo mi się spodobały. Nie jest to jeszcze pełny zachwyt, bo zwyczajnie nie widziałem całości, więc i nie ocenię jak serial się rozwija. Ale mogę powiedzieć, że jest to rzecz dziwna, irlandzka i intrygująca. I choćby dlatego warto dać jej szansę.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Styczeń rozpoczął się od wielkiego podsumowania zeszłego roku (KLIK). Redakcyjna reprezentacja klasycznie pojawiła się na Zjavie, świetnie się tam bawiąc i dostarczając również kilka punktów programu (nasza relacja: KLIK).
Magdalena podzieliła się wiedzą o dżinach, prezentując przykłady ich przedstawień w fantastyce (KLIK), a także zrecenzowała obejrzaną Lesbijską księżniczkę z kosmosu. Ginny N. podzielili się wrażeniami po lekturze Czterech zaginionych miast Annalee Newitz, natomiast Patryk zabrał nas w podróż do przeszłości, do czasów pierwszego Tomb Raidera.
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
Wciąż wyczekujemy informacji o tegorocznym odcinku świątecznym, a także przyszłości serialu. W internecie chodzą plotki, że wraz z końcem lutego zaczęła się preprodukcja nowego odcinka.
W sferze plotek: Russell T Davies ma odejść z roli showrunnera po produkcji odcinka świątecznego, a wśród wymienianych kandydatów na jego następcę jest Pete McTighe (związany już z Whoniversum) oraz Jack Thorne (His Dark Materials). Leakerzy donoszą również, że odcinek świąteczny będzie nosił tytuł World War Dalek – ale to warto brać z przymrużeniem oka.
Luty przyniósł wspaniałe wieści dla osób lubiących słuchowiska. Big Finish przedłużył umowę z BBC i nowe audio przygody ze świata Doctor Who będziemy dostawać co najmniej do 2035 roku!
Odrestaurowano także film Doctor Who z Paulem McGannem jako Ósmym Doktorem w rozdzielczości 4K i pełnym zestawem dodatków. Wydanie można już kupować – niestety bez polskich napisów. Pisząc o wydaniach – nadal czekamy na premierę na Disney+ nowego spin-offu serialu, czyli The War Between the Land and the Sea, ale jeśli nam się śpieszy, możemy kupić już serial z dodatkami na DVD i Blu-Ray.
A jak wam popkulturowo minął początek roku? Podzielcie się tym na naszym Facebooku, Bluesky lub w grupie Polifonia Fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






