Agatha All Along, The Rings of Power, The Crow, Kapitularz, Polcon… Wrzesień przyniósł nam mnóstwo zachwytów i kilka rozczarowań. Co oglądaliśmy, czytaliśmy i w co graliśmy? Jak się bawiliśmy na konwentach? Zapraszamy do lektury podsumowania.
ZACHWYTY
Clever Boy: Jako fan Marvela nie mogłem odpuścić Agatha All Along, spin-offu mojego ukochanego WandaVision. Ale ten serial jest dobry! Naprawdę podoba mi się to, co wymyślili twórcy. Między postaciami jest fantastyczna chemia, co odcinek jest coś zaskakującego i fantastycznego. Lubię, jak bawią się konwencją. Oczywiście nie brakuje tutaj miejsca na fanowskie teorie i różne tajemnice. Mam nadzieję, że serial będzie dobry aż do samego końca. No i oczywiście Down the Witches Road podbiło moje serce i uszy.
We wrześniu niesamowicie wciągnął mnie The Perfect Couple. Ta kryminalna historia ma wiele elementów, przy których można złapać się za głowę i czepiać. Mnie jednak wciągnęła zagadka, podobały mi się różnorodne, często toksyczne postacie, wpychanie widzów na różne tropy. Bawiłem się świetnie, a przecież o to chodzi. Wspaniale bawiłem się też na animacji Kite-Man: Hell Yeah, o której jest bardzo cicho. To naprawdę udany spin-off Harley Quinn. Jest zabawny, brutalny, zaskakuje i wzrusza. Z niecierpliwością czekałem na kolejne odcinki, a finał sezonu nie zawiódł. Obejrzałem też W głowie się nie mieści 2 i chyba bardziej podobał mi się niż pierwsza część. Był to naprawdę piękny, wzruszający film, który skłania do refleksji. Cieszę się, że takie produkcje powstają i mogą oglądać je zarówno dzieci, jak i dorośli.
Agata Jarzębowska (balagankontrolowany.pl): W tym miesiącu zachwyciłam się debiutem Aleksandry Okońskiej Licencja na czarowanie – to osadzone w Polsce humorystyczne urban fantasy o czarownicy Arlecie, którą prześladuje pech. Napisane świetnym stylem (aż dziw, że to debiut!), ma mega sympatyczne postacie, a wiele smaczków tylko dopełnia całości – od słowiańskich wierzeń, przez magię połączoną z technologią (np. miotły z GPSem), po znajomą popkulturę przerobioną tak, by pasowała do wymyślonej wersji Polski.
Ginny N.: Wrzesień nie był dla nas bogaty popkulturowo, ale co nieco udało nam się pochłonąć. Jedną z tych rzeczy było The Adventure Zone OUTRESPACE, czyli czteroodcinkowa minikampania z bohaterami Marvela. Było to cudne, przezabawne i naprawdę dawno się tak nie uśmiałem na TAZ. Może sama końcówka była trochę za bardzo (dosłownie) deus ex machina, widziałbym nawet w dość zamkniętej, a przez to ograniczonej czasowo formie sposoby na lepsze rozegranie jej, tak by główne postaci actual playa miały więcej do zrobienia w finałowych scenach. Ale ogólnie jednak oceniam tę przygodę jako naprawdę fajną.
Poza tym doczytałem w końcu Wieżę jaskółki i przeczytałem spory kawałek Pani jeziora. Patrząc na to, że swój reread sagi zacząłem ponad rok temu, jest to niezłe osiągnięcie. A znów przypomniałem sobie, jak bardzo lubię te książki, jak Sapkowski naprawdę umiał operować słowem i humorem i, no co tu dużo mówić, to wciąż są bardzo dobre powieści, z którymi przyjemnie spędza się czas.
weronika mamuna: Tomik poetycki Fluid Zu Witkowskiej – idealna mieszanka zadziorności, melancholii i queeru.
ET: Wrzesień był dla mnie bardzo pracowity i bardzo konwentowy, stąd trochę nie miałam czasu na popkulturowe nowinki. Po raz kolejny absolutnie zachwycił mnie Kapitularz, który urasta w moich oczach do rangi najlepszego programowo konwentu. To taka impreza, na którą aż nie chce mi się zgłaszać punktów programu, by mieć więcej czasu na to, co przygotowały inne osoby.
Absolutnie uradowało mnie też podwójne docenienie powieści Istvana Vizvarego Lagrange. Listy z Ziemi podczas gali Polconu – Nagrodą Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla oraz Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego. To był mój zdecydowany i jedyny tegoroczny faworyt, i to naprawdę wspaniałe uczucie, gdy wygrywa ktoś, na kogo się głosowało.
Perła: Gdzieś w połowie września zaczęłam powtarzać sobie Buffy: Postrach wampirów. To dla mnie bardzo ważny serial, który oglądałam w latach nastoletnich. Na razie jestem na trzecim sezonie i bawię się świetnie. Jest zabawnie, emocjonująco i strasznie, a niektóre odcinki są naprawdę pomysłowe. Przy tym drugim oglądaniu ukochałam sobie jeszcze mocniej postać Gilesa.
Pryvian: Wrzesień był dla mnie głównie miesiącem powrotu do książek, które bardzo kocham, i które sprawiają, że się uśmiecham. W związku z tym znów połknęłam pięcioksiąg Innych autorstwa Anne Bishop i na zmianę śmiałam się, rozczulałam, płakałam albo rozglądałam za jakimś skutecznym miotaczem ognia na neonazistów, bo niestety zmiennokształtnego wilka nie mam na stanie. Poza tym wróciłam do Dzieci Ziemi i Nieba oraz Dawno Temu, Blask Guya Gavriela Kaya – niesamowicie stęskniłam się za tym renesansowym szafarzem, pięknym językiem, i bohaterami, którzy nawet jeśli pojawią się na dwie strony, żeby umrzeć zaraz pod jasnym niebem, to i tak zostawiają po sobie ślad w pamięci. Naprawdę cudowna proza.
Lady Kristina: Miałam ostatnio okazję, aby odświeżyć sobie Interstellar, tym razem na kinowym, a dokładnie IMAX-owym ekranie. Mimo nieco zauważalnych fabularnych niedociągnięć film w takim formacie zrobił na mnie gigantyczne wrażenie, zarówno pod względem wizualnym, jak i przez to, że ogrom otaczającej kinowej sali pogłębiał wyczuwalną pustkę kosmosu.
Parę dni później, obejrzany z okazji ostatniego Święta Kina, ogromne wrażenie zrobił na mnie Gladiator, którego z kolei widziałam po raz pierwszy. Tutaj sama obecność w kinie również pogłębiała odbiór – momentami wręcz czułam się niemal niekomfortowo, mając wrażenie, że jestem częścią widowni w Koloseum, która przyszła tu, by oglądać zmagania gladiatorów.
Serialowo sięgnęłam ostatnio po nieco starszy klasyk. Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg to szpiegowski miniserial z lat 70. ubiegłego stulecia, opowiadający o starym szpiegu, który powraca z emerytury, by odnaleźć szpiega, któremu udało się przeniknąć do jego organizacji. Zważywszy na czas premiery, jest to produkcja w zupełnie innym stylu niż współczesne, o o wiele bardziej wyważonej i niezbyt szybkiej akcji, ale mimo tego nadal wciągająca.
ZASKOCZENIA
dziewiętnastka: Tego nie było w moim bingo na ten miesiąc, ale Pierścienie władzy naprawdę dają mi dużo radości i emocji, niekoniecznie nawet ironicznych! Odcinek siódmy miał tyle dobrych momentów, że nawet mam ochotę nazwać go dobrym… Na serio, chciałam hejtować ten serial, a obecnie jestem do niego chyba najpozytywniej nastawioną osobą w redakcji.
weronika mamuna: Beetlejuice Beetlejuice. poszłam, spodziewając się najgorszego, a dostałam uroczy i zabawny film ze świetnymi efektami i bohaterkami kobiecymi. kiedy Tim Burton odzyskał duszę?
Agata Jarzębowska (balagankontrolowany.pl): Zagubieni byli fenomenem, który mnie ominął i teraz nadrabiam – i muszę przyznać, że pomimo upływu lat, serial naprawdę dobrze się trzyma i natychmiast mnie wciągnął.
ET: Jak to zwykle u mnie bywa, nie czekałam jakoś szczególnie na Agatha All Along, a dostałam całkiem zgrabny i sympatyczny serial z protagonistką, którą wybitnie trudno polubić, a i tak mi się to udało. Urok spin-offu WandaVision tkwi w moim odczuciu w tym, że ten serial w ogóle nie przypomina innych produkcji spod znaku Marvela. Ot, upadła czarownica pragnie odzyskać moc i w tym celu udaje się z naprędce zebraną ekipą w dość nieoczywistą podróż. Póki co bardzo fajne!
Magdalena: Takie niby zaskoczenie, a tak naprawdę wcale nie: w podróży zaczęłam czytać po raz mniej więcej dwunasty Małe, duże Johna Crowleya, tym razem (po raz pierwszy) w oryginale. I wprawdzie jeszcze nie skończyłam, bo podczytuję sobie powoli i po kawałeczku, ale pozostaję w zachwycie, bo to właśnie idealna książka, by czytać sobie po krótkim rozdzialiku i wchłaniać tę dziwną atmosferę domu złożonego z kilku domów, w którym być może mieszkają ludzie mający kontakt z faerie, a może im się tylko wydaje, a może nam coś wydaje, a może chodzi o coś zupełnie innego. Kocham od wielu, wielu lat ciągle, jak się okazuje, tak samo – i to chyba mnie właśnie zaskoczyło, bo takie powroty są zawsze obarczone sporym ryzykiem.
Lady Kristina: Nie siedzę za bardzo w Transformerowym uniwersum, ale nie przeszkodziło mi to w tym, by na kinowym seansie Transformers: Początek bawić się naprawdę dobrze. Jako że opowiada on o początkach postaci, znanych obecnie jako główni bohaterzy tego uniwersum – przede wszystkim Optimusa Prime’a i Megatrona – jest dobry na pierwszy kontakt. Dodatkowo spodobał mi się styl animacji, nawet jeśli momentami tak wciągałam się w fabułę, że wręcz zapominałam, że jest to animacja.
Pryvian: Pierwsze odcinki Agatha All Along sprawiły coś, czego od lat nie dokonał żaden Marvelowski twór – ubawiły mnie! Aż sama przecierałam oczy ze zdumienia. Nie będę ukrywać, że popkulturowe wiedźmy to to, co wiccanki takie jak ja lubią najbardziej, ale naprawdę nie spodziewałam się po tym serialu, że aż tak mnie kupi; ani tym bardziej że dostarczy mojemu mózgowi kolejną piosenkę, którą ten będzie odtwarzał na zapętleniu przed kolejne stulecie. Poza tym to Noc Zimnego Księżyca Allison Saft okazała się być bardzo ciepłą i miłą lekturą na jesienne wieczory. Właśnie takiej subtelnej fantastyki z wątkiem romantycznym najbardziej potrzebuję w moim życiu. A co najważniejsze – dwójka głównych bohaterów naprawdę da się lubić!
Clever Boy: Nadrobiłem po latach W Lesie Dziś Nie Zaśnie Nikt II. I zaskoczyło mnie ponownie, że polski horror jest taki dobry. Jest niepokojąco, czasem strasznie, bardzo dobre są efekty zmasakrowanych ciał. Twórcy pobawili się tym razem konwencją, czym pewnie odtrącili wiele osób. Sam nie wiem, co o tym myśleć, ale doceniam próbę. Bawiłem się super.
Trochę sceptycznie podchodziłem do kolejnego sezonu Only Murders in the Building. O ile kocham ten świat i jego bohaterów, to trzeci sezon nie podszedł mi tak jak dwa wcześniejsze (nadal był dość dobry) i czułem trochę zmęczenie formułą. Byłem jednak w błędzie i czwarta seria już teraz jest dla mnie lepsza i ciekawsza niż poprzednia. Bawię się wyśmienicie, chemia między aktorami nie zanika, jest ciekawie i zabawnie, a intryga cały czas zaskakuje. Fajnie, że udaje im się robić tak dobry serial.
ROZCZAROWANIA
dziewiętnastka: Poświęciłam na to cały tekst, ale i tak to powtórzę. The Crow (wersja 2024) to strasznie smętny twór. Niby niczego się nie spodziewałam, a i tak w pewnym sensie byłam rozczarowana.
weronika mamuna: The Marigold Andrew F. Sullivana ma wszystko, o czym chciałam przeczytać w powieści grozy: późny kapitalizm, prekaryzację, gentryfikację i smutne lesbijki. niestety ma też monotonne tempo, przez które ledwo tę powieść zmęczyłam.
WARTO WSPOMNIEĆ
dziewiętnastka: Kolega Bocian polecił mi ostatnio film z lat 90. XX wieku, który obecnie chyba jest zupełnie zapomniany… A przynajmniej tak to wygląda, sądząc po komentarzach do posta na Whosome, w którym o nim wspominałam. Mowa o Tank Girl, adaptacji komiksu Jamiego Hewletta (rysunek) i Alana Martina (scenariusz). Nie znam pierwowzoru, ale ekranizacja jest bardzo odjechana. Połączenie ekologicznego postapo z punkowym kampem, filmu drogi i pokazu mody, przerysowany, czasem dziwaczny, czasem genialny, okraszony FENOMENALNĄ MUZYKĄ (Portishead? BJORK???). Bawiłam się świetnie. Nawet jeśli pojawiał się cringe (ludzie-kangury to jednak był… specyficzny motyw), to jakoś nie przekroczył moich granic żenady. Polecam!
weronika mamuna: J. Szpilka to jedna z najciekawszych krytyczek literackich, a we wrześniu ukazała się jej książka Gorset, wstyd i kocie uszka. O transkobiecości. gorąco zachęcam, bo to będzie fascynująca lektura.
Agata Jarzębowska (balagankontrolowany.pl): Właśnie pojawił się 3. sezon From (Stamtąd), dostępny na Maxie. Jak ktoś lubi seriale z zagadkami i lekkim zabarwieniem horroru, to będzie nim zachwycony.
Magdalena: Kontynuując misję rozpoczętą w lecie, oglądałam sobie powoli Bridgertonów, a raczej długo prokrastynowałam drugą połowę trzeciego sezonu, a jak już do niej usiadłam, to jakoś tak mi przemknęła, oh well. W takim dobrym sensie, no nie wyprę się, super mi się to oglądało i pozostaję w zadziwieniu, aż może coś więcej o tym napiszę, więc tu tylko zostawiam ślad.
ET: Namawiana przez naprawdę wiele osób w końcu sięgnęłam po Battlestar Galactica (2004) i im dalej oglądam, tym więcej mam emocji, przemyśleń i chęci na kontynuację. To nie jest łatwy serial, i wydarzenia, i bohaterowie są w sumie w większości dość niesympatyczni i całkiem okropni, niemniej nie żałuję, że dałam się porwać intrydze, polityce i mistyce wśród gwiazd. To rzeczywiście coś, czego, kochając science fiction, nie da się nie znać.
Pryvian: Zaczęłam oglądać Shahmaran na Netflixie i po trzech odcinkach nie jestem może w tym serialu zakochana, ale czuję się całkiem zaciekawiona, co też tam scenarzyści jeszcze przygotowali. Ale nie będę ukrywać, po Rodzie Smoka, który stanie się chyba moim zawodem roku, jak nie dekady, każdy fantastyczny serial z dialogami, które nie brzmią jak wyplute przez uszkodzone AI, ma u mnie dodatkowe punkty już na wstępie. Nawet jeśli opowiada o żyjących w Turcji wężoludziach.
Lady Kristina: Na tegorocznym Coperniconie po raz pierwszy miałam własną samodzielną prelekcję, która przyciągnęła sporą publiczność, a co więcej – spodobała się zgromadzonym! W tym roku już raczej zakończyłam sezon konwentowy, ale już snuję plany na przyszły rok.
Clever Boy: Nowe odcinki Emily in Paris wciągnąłem dość szybko. Ta część sezonu podobała mi się chyba bardziej i cieszę się, że postacie ruszyły trochę dalej, szczególnie Emily. Na tym mógłby się serial zakończyć, ale wiemy już, że powstanie ciąg dalszy. Lubię ten serial, bo idealnie odmóżdża. Rozpoczęła się też nowa edycja Azji Express, którą uwielbiam. Odcinki są naprawdę fajnie zmontowane, wyzwania są ciekawe, a producenci zaprosili też fajne pary. Wiele emocji dostarcza żona Piotra Głowackiego, która w montażu wypada na bardzo toksyczną, okropną osobę.
WYDARZYŁO SIĘ NA WHOSOME
Wrzesień był dla nas bardzo intensywny konwentowo. Matronowaliśmy Kapitularzowi i Coperniconowi i intensywnie na nich prelegowałyśmy, a na łamach Whosome ukazała się relacja z Dni Fantastyki 2024 oraz recenzja Dune. The Musical z tegorocznego Worldconu autorstwa Tomasza Kozłowskiego. Pożegnaliśmy się z The Umbrella Academy, redakcyjnie oglądałyśmy drugi sezon The Rings of Power, a Lady Kristina napisała drugą część polecanki odcinków Inside No. 9. Sporo też czytałyśmy. Odświeżyłyśmy dział Fajna Polska Fantastyka, w którym ukazała się recenzja Lagrange. Listy z Ziemi Istvana Vizvarego, napisana przez Ewę, oraz Szamanki od umarlaków Martyny Raduchowskiej, autorstwa DemonaBibliotecznego. Pryvian przybliżyła Scholomance Naomi Novik, a dziewiętnastka podzieliła się wrażeniami z nowej wersji Kruka oraz Dziennika mojego głodu Claire Kohdy.
Wydarzyło się w świecie Doctor Who
Russell T Davies ostrożnie dawkuje informacje o odcinku świątecznym i nowej serii Piętnastego Doktora, co nie znaczy, że w świecie Doctor Who nic się nie dzieje! Ogłoszone zostały nominacje do nagród BAFTA Cymru, gdzie Doctor Who zostało wyróżnione aż w pięciu kategoriach, a nominacje otrzymali między innymi Ncuti Gatwa (aktor) oraz Russell T Davies (scenarzysta). Zwycięzców poznamy 20 października, wtedy też specjalną nagrodę za wkład w telewizję otrzyma Julie Gardner, producentka Doctor Who oraz współzałożycielka studia Bad Wolf. Pojawiła się też zapowiedź The Icons Series, nowej serii książek, w których poznamy przygody różnych wcieleń Doktor_ ze słynnymi postaciami historycznymi. Na początek Trzynasta spotka Fridę Kahlo, a Dziesiąty Karola Darwina.
A jak wam popkulturowo minął wrzesień? Podzielcie się w komentarzach na Facebooku!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






