Podróż Manousosa, czterdzieści dni Carol w odosobnieniu, ujawnione plany hive mindu i miłość jako jedno z obliczy przemocy. Finałowe odcinki Pluribus pozostawiły nas z poczuciem satysfakcji i smutku zarazem. Co nam najmocniej zapadło w serca i z czym wchodzimy w długie oczekiwanie na kolejny sezon? Zapraszamy do lektury wrażeń.
Uwaga na spoilery!
CO ZROBIŁO NA NAS NAJWIĘKSZE WRAŻENIE
1. Wielka podróż Manousosa
Oglądałam siódmy odcinek i sekwencję podróży Manousosa z szeroko otwartymi oczami. Nie dość, że to świetnie nakręcone sceny, to sama postać Manousosa mnie zadziwia i zachwyca – to jego niesamowite samozaparcie, skrajna indywidualność, robienie wszystkiego po swojemu i ośli upór. Uczy się angielskiego z kaset i zostawia pieniądze za odebrane paliwo, choć wie, że nikomu się już nie przydadzą. I ucieka ze szpitala jak Doktor! Gdy dociera na miejsce, robi się nieprzyjemnie, ale to pozostaje spójne – to nie jest rycerz na białym koniu, to facet, który nie ma ani jednego fucka i jest zdeterminowany osiągnąć swój cel bez względu na wszystko. Nie chciałabym spotkać kogoś takiego w życiu, ale jako bohater jest fascynujący. (Magdalena S.)
Pozostaję pod nieustającym wrażeniem niespiesznego tempa serialu – i tu zarówno podróż Manousosa, jak i czterdzieści dni Carol w odosobnieniu są najdoskonalszym przykładem. Można je było opowiedzieć, można też było pokazać i pozwolić oglądającym poczuć na własnej skórze. Wybór drugiej opcji, choć budzi emocje, dla mnie stanowi o niezwykłości Pluribus. Ogromnie przypadła mi do gustu sekwencja w Darién i wpisanie jej w opowieść tematu migracji do Stanów i historii tego miejsca. (ET)
Z mojej perspektywy serial ciekawie wygląda na tle produkcji, które zwykłem oglądać w ostatnim czasie. Nie ma tu pośpiechu, a jest za to wiele przestrzeni do zatrzymania się i rozmyślania o tym, co sami byśmy uczynili w rzeczywistości wykreowanej przez twórców Pluribus. Jednocześnie ciężko się oderwać od tego, co widać na ekranie, i przerwać odcinek w połowie. (Patryk Łubiarz)
Po malowniczej i epickiej podróży nastąpiło bardziej… przyziemne dotarcie do celu. W trakcie drogi Manousos chyba nieco idealizował sobie Carol i trochę denerwował się przed jej spotkaniem (patrz poprawianie fryzury i koszuli w lusterku <3), a tymczasem już na miejscu zastał osobę bardzo zrezygnowaną i niezbyt chętną do ratowania świata. Kocham zetknięcie tych postaci i ich interakcje. Właściwie każda scena z nimi jest prześmieszna (choć pierwsze miejsce bezkonkurencyjnie zajmuje u mnie bagażnik), a jednocześnie wiarygodna charakterologicznie. (Kryś)
To jak bardzo Manousos jest zacięty wobec nich miejscami aż drażni. Choć znów jest bardzo prawdziwe, bardzo ludzkie. Bo dlaczego miałby chcieć ich słuchać, miałby im uwierzyć, zaufać? Nawet jeśli ja jako widz widzę sporo dobrego w ich istnieniu i działaniu (podobnie jak Carol), to pokazanie nam postaci, która jest jeszcze bardziej nieufna niż Carol, ma sens. A jednocześnie wielka podróż, w tym przez niebezpieczny, niezbadany las, byle nie przyjąć od nich pomocy, oczywiście musiała skończyć się porażką. I tym, że pomoc została Manousosowi udzielona wbrew jego woli. Oni w końcu nie mogli zostawić go na śmierć, nawet jeśli on taki koniec dla siebie by wolał. W tym wszystkim spotkanie z Carol, która przez półtora miesiąca mocno zmieniła podejście do nich, jest tym lepsze i tym bardziej pogmatwane. (Tomek Cz.)
2. Lovebombing i inne oblicza przemocy
Damy ci wszystko, ale jeśli wyrazisz ludzkie emocje, to ktoś inny poniesie tragiczne konsekwencje i to będzie twoja wina. Nie umiesz się zachować? Zostawimy cię samą, póki się nie opamiętasz i nie poprosisz ładnie, żebyśmy wrócili (nawet jeśli wcześniej w rozpaczy otrzesz się o autodestrukcyjne tendencje). A potem znów zasypiemy cię miłością w nagrodę, wcale ale to wcale nie korzystając ze wspomnień twojej zmarłej żony. Jestem ciągle zafascynowana Nimi, ale ich przesłodzone traktowanie Carol ma dla mnie coraz więcej śliskich elementów. W finale zaś bańka pęka – Carol musiała w którymś momencie otrzeźwieć i tak jasne i niemożliwe do wygładzenia złamanie consentu przeważyło szalę, i całe szczęście. Raj skrojony na miarę zawsze ukrywa pod powierzchnią coś strasznego – jest więc jedną wielką manipulacją. Trochę mi szkoda, że sytuacja stała się o wiele bardziej czarno-biała, ale chyba musiało do tego dojść. (Magdalena S.)
Ostatni odcinek nie pozostawił chyba złudzeń, niemniej nadal nie mogę przestać myśleć o scenie, w której hive mind oczami Zosi czyta początek kolejnej książki Carol i mam nadzieję, że wrócimy jeszcze do tematów, które zostały w niej zasygnalizowane. Z jednej strony Carol w końcu czuje się na tyle bezpiecznie i komfortowo, by uczynić Rabana kobietą, którą zawsze miał być. Jest coś niesamowitego w tym, że w swoim poprzednim życiu, mimo sławy i sukcesów, nigdy nie czuła, że może to zrobić, a teraz tak. Oczywiście można to tłumaczyć tym, że zdecydowała się wziąć z sytuacji, w której się znalazła, maksymalnie dużo dla siebie, niemniej te dni z Zosią to czas, w którym wydaje się szczęśliwa i otwarta jak nigdy wcześniej. Poniekąd więc ta Zosia z ostatniego odcinka ma rację, mówiąc, że dali jej przedsmak tego, co może ją czekać. Jeszcze bardziej jednak zastanawia mnie, czy Oni są rzeczywiście ciekawi tego, co Carol pisze i myśli, czy są zainteresowani nią jako czymś nowym w ich życiu, w którym zobaczyli i przeczytali już wszystko, co powstało, czy też zależy im jedynie na odwróceniu jej uwagi od prób przywrócenia dawnego porządku. Mimo wszystko widzę tu jakiś potencjał do zmiany układu sił w przyszłym sezonie i w sumie byłoby mi szkoda, gdyby opowieść poszła twardo w kierunku nienaruszalnego biologicznego imperatywu. (ET)
Może i Carol dostaje od Nich wiele miłości i wsparcia, ale w końcu dowiadujemy się, za jaką cenę. Na szczęście nasza bohaterka nie jest osobą, której można zrobić coś wbrew jej woli. Obudowana w lukier i miłe słówka groźba utraty niezależności odpala strzelbę Czechowa w postaci dostarczenia bomby atomowej. Muszę powiedzieć, że zakończenie pozostawiło mnie z uśmieszkiem satysfakcji na twarzy. (Patryk Łubiarz)
Oni nie potrafią kłamać, ale jakże pięknie potrafią manipulować. I to tak skutecznie, że nawet kiedy Carol orientuje się, co robią, i jest z tego powodu słusznie wściekła, to i tak wpada w ich sidła. Z jej strony mamy zauroczenie Zosią, potrzebę bliskości, z ich strony jednak nieprawdę. Carol chce wierzyć, że to z Zosią romansuje. Zosia wie, że to oni dają siebie Carol poprzez Zosię. I pewnie jest w tym miłość z ich strony, ale to nie tej miłości szuka w Zosi Carol. Tylko że Zosia, jako osoba, która potrzebowałaby w swoim życiu relacji romantycznej, już nie istnieje. Oni w końcu jasno jej to mówią. Dla nich jednostkowy romans nie jest potrzebą. Tak jak dla Kusimayu po dołączeniu potrzebą przestała być rodzina i wspólnota wioski. Potrzebą za to jest zmiana osoby, której wciąż mówią, jak to ją kochają. Nic dziwnego, że ten słodki okres nie może trwać dłużej. (Tomek Cz.)
3. Zaniesiemy kaganek dalej
Zastanawiałyśmy się, jaki jest Ich cel – i już wiemy: zbudowanie wielkiego nadajnika i wysłanie sygnału dalej. Całkiem logiczne. Naczelnym celem każdej żywej istoty jest reprodukcja. W jaką stronę to jednak pójdzie? Czy to oznacza, że ludzkość zostanie jednak podtrzymana – bo ktoś musi się tą anteną zajmować, ktoś musi wysyłać sygnał i może odebrać następny? Ma to sens, jednak mam wrażenie, że to jest za proste, że kryje się za tym coś więcej. (Magdalena S.)
Muszę przyznać, że to jest bardzo fajny pomysł, pozostawiający pole dla wyobraźni, ale też pozwalający nie zagłębiać się w historię powstania i rozpowszechnienia się wirusa. Bo nie ma ona ani znaczenia dla Nich, ani dla Carol czy Manousosa. Takie połączenie ogromu z intymnością. Świetne! (ET)
Z ludzkiego punktu widzenia wysyłając wirusa w kosmos, skazują zapewne niezliczone cywilizacje na śmierć głodową. Oczywiście pojawia się tu wiele pytań o funkcjonowanie tych innych cywilizacji, które w odległej przyszłości odkryją wysłanego im wirusa, ale oni musieli zadać sobie także to pytanie. Co, jeśli wysyłając w kosmos ich wielką jedność i szczęście, wysyłają im też śmierć? Na poziomie wirusa-pasożyta takie działanie ma sens, oczywiście, ale na poziomie ludzkim, jest to, cóż, bardzo… humanitarne – ponieść w kosmos śmierć cywilizacji. (Tomek Cz.)
4. Medytacyjna estetyka
Mimo że podczas oglądania Pluribus zawsze towarzyszy mi dreszczyk niepewności, samo oglądanie sprawia mi niesamowitą przyjemność za sprawą estetyki i tempa. Chciałabym więcej seriali, przy których równocześnie mój mózg odpoczywa i jest w tak intrygujący sposób stymulowany. I coś, co dotarło do mnie po chwili: ileż w tym serialu jest kodów kolorystycznych! Żółty dla indywidualności, niebieski dla wspólności, czerwony dla niebezpieczeństwa. (Magdalena S.)
Też niejednokrotnie łapałem się na tym, że serial wrzuca mnie w dziwny stan, gdzie całe moje ciało się odpręża, a umysł niespiesznie błąka się po wydarzeniach przedstawionych przez twórców. Może to ta harmonia i spokój, który bije z ekranu? (Patryk Łubiarz)
I te ciągłe powtórzenia! „Hello, Carol. This is a recording. At the tone, you can leave a message to request anything you might need. We’ll do our best to provide it. Our feelings for you haven’t changed, Carol. But after everything that happened, we just need a little space” i „My name is Manousos Oviedo. I am not one of them. I wish to save the world”. Jaki inny serial pozwoliłby sobie na testowanie cierpliwości oglądających, ani razu ich nie skracając? A jednak ta mantra działa i pozwala nam poczuć się tak blisko Carol i Manousosa, jak tylko się da. (ET)
Tak. Jest w tym serialu przestrzeń. Dzieje się w nim w końcu Coś Wielkiego, co trudno objąć umysłem. Więc to, że cała otoczka, w której to Coś Wielkiego się dzieje, go nie zagłusza, nie tłumi, nie dodaje kolejnych warstw wielkości, a oddaje mu przestrzeń właśnie, działa – sprawia, że człowiek przykleja się do tej opowieści, daje przyciągnąć jej polu grawitacyjnemu, od którego nie ma ucieczki hałas i chaos wszystkiego, co naokoło. (Tomek Cz.)
5. Inspiracje i nawiązania
Wyłapałam wizualne nawiązania do Mullholand Drive i istotne niewątpliwie jest to, że Carol spędza w odosobnieniu (na pustyni) 40 dni. Co jeszcze? (Magdalena S.)
Carol czytająca Lewą rękę ciemności nad basenem 🙂 (Kryś)
„My name is Manousos Oviedo. I am not one of them. I wish to save the world” rymuje się z „My name is Inigo Montoya. You killed my father. Prepare to die”. (Tomek Cz.)
I jeszcze skarpetki Carol w finale, na które jest takie zbliżenie – mają kolory tego słynnego wykresu wzrostu globalnej temperatury. (Magdalena S.)
6. Scena z kózką
Sekwencja w peruwiańskiej wiosce, otwierająca ostatni odcinek, mocno mnie poruszyła (i chyba nie tylko mnie). Podczas zarażania Kusimayu wirusem cała wioska śpiewa tradycyjną pieśń, lecz przerywa ją w pół słowa, gdy tylko dziewczyna dołącza do wspólnego umysłu. Przedstawienie przestaje być potrzebne, by ją przekonać, więc jest natychmiast porzucone. To niesamowicie smutna scena – Kusimayu zależało na tych tradycjach i na jej rodzinie, to właśnie dla nich chciała dołączyć do roju, a tymczasem, gdy tylko to nastąpiło, tradycja i więzi rodzinne właściwie umarły. Istnieją już tylko we wspomnieniach hive mindu, lecz tam nie są już istotne, są tylko jednymi z milionów pozostałości po ludzkiej kulturze.
Scena kończy się wypuszczeniem zwierząt gospodarskich i porzuceniem kózki, wcześniej z wielką troską głaskanej przez Kusimayu. Trochę kłóci się to z deklaracjami Innych odnośnie zwierząt i nieszkodzenia innym organizmom – twierdzą oni, że doją krowy i zajmują się psami, które są przywiązane do właścicieli… Ale małe kózki już nie zasłużyły na dobre traktowanie? Odkładając żarty na bok, deklarowane przez Innych nieszkodzenie pozostałym bytom wydaje mi się z naszego ludzkiego punktu widzenia tylko obojętnością z dodatkiem hipokryzji. Bo cóż z tego, że nie zerwą jabłka z drzewa (zrywanie dojrzałych jabłek jest właściwie robieniem drzewu przysługi), gdy jednocześnie zostawiają samotnie stado udomowionych zwierząt? Za kilka dni te wszystkie kury zostaną pewnie zjedzone przez drapieżniki… Bardzo podoba mi się, jak tymi scenami twórcy serialu pokazują obcość Obcych. (Kryś)
Wcześniej wiedzieliśmy, że inni wypuścili zwierzęta z zoo, teraz widzimy jak to samo robią z udomowionymi zwierzętami, gdy wioska Kusimayu przestaje być potrzebna. A jak pisze Kryś, przecież te zwierzęta nie poradzą sobie na wolności. Z jednej strony z tym niezrywaniem jabłek chodzi pewnie raczej o to, że na potrzeby ludzkości oni musieliby utrzymywać niezliczone sady, farmy itd. itp., co wiązałoby się z ciężką, nieraz zapewne wyniszczającą pracą. Jedna Zosia może zerwać sobie kilka jabłek z pojedynczej jabłoni, jedna Kusimayu może głaskać kózkę i słuchać tradycyjnych pieśni. Wszyscy oni mają inną etykę w tych kwestiach. Właściwie dość darwinistyczną w tym, jak starają się nie ingerować w naturę. (Tomek Cz.)
Uwielbiam te wstawki z życia hive mindu! Przez długi czas brakowało mi wglądu w to, jak właściwie funkcjonuje, ostatnie odcinki były (nie tylko) pod tym względem świetne. Najpierw wielka noclegownia na stadionie i pies, który nie chciał opuścić swojego opiekuna, a potem cold open dziewiątego odcinka, w którym zobaczyliśmy, jak bardzo obcy jest to byt i jak z ludzkiego punktu widzenia wybiórcza jest jego empatia. Wszak owa porzucona kózka to też miliardy zwierząt domowych, które nie poradzą sobie bez człowieka. Dostajemy więc świat bez wojen i konfliktów, który funduje wojenną rzeczywistość całej masie żyjących istot. Bardzo to wszystko mocne i niejednoznaczne. (ET)
Dla mnie ta deklaracja o niezrywaniu jabłek była jednak bardzo dosłowna – więc Zosia też sobie nie zerwie, bo nie ma kogoś takiego jak Zosia, a Oni zrywać nie mogą. Scena z kózką miała nas skierować do zajęcia jednak jakiejś pozycji i z tego co widzę w internecie, zdecydowanie się to udało. Choć echo tego było już przy psie – niby był przywiązany do swojego byłego człowieka, ale gdy tylko pojawia się Carol, kieruje się ku niej. Mojej antropologicznej self scena z Kusimayu zrobiła krzywdę – spadł na mnie ciężar tej straty, niby wszyscy teraz wiedzą wszystko o każdej kulturze; każdy wymierający język ma teraz miliardy użytkowników; ale tak naprawdę wszystkie kultury właśnie zginęły – bo Ich celem nie jest ich podtrzymywanie ani rozwijanie. Jedyne, co zostało, to kiepska nowa powieść Carol… Z drugiej strony zaś myślę sobie: i co z tego? Czy naprawdę wszystkie te ludzkie twory mają aż taką wartość, skoro łatwo je wymazać i o nich zapomnieć? Skoro świat bez nich rzeczywiście wydaje się lepszym, bardziej harmonijnym, spokojniejszym i pokojowym miejscem? Może tu gra mi w głowie tylko przywiązanie do rzeczy znajomych i dyskomfort związany z wyobrażaniem sobie tej zmiany, z uwolnieniem się od tego balastu, który cywilizacyjnie sobie zbudowaliśmy nie wiadomo właściwie po co. (Magdalena S.)

JAKIE PYTANIA SIĘ NAM NASUNĘŁY
Co takiego odkrył Manusos? Przed finałowym odcinkiem myślałem, że po prostu szukał częstotliwości, na których ktoś by nadawał z Ziemi, szukał kogoś, kto, jak on, chroniłby się przed nimi. Teraz wiemy, że widzi w tych częstotliwościach sposób na pozbycie się wirusa. Ale w jaki sposób ma to działać? Jeśli w ogóle działa? Choć z tego, co Zosia powiedziała Carol o funkcjonowaniu hive mindu za pomocą fal elektromagnetycznych, mogłoby jak najbardziej. Tylko skoro odcięta lekami Zosia prawie umarła na zawał, a eksperyment Manusosa zdawał się prowadzić do tego samego efektu dla Raula, to proste wykorzystanie radia nie może być wystarczającym rozwiązaniem.
Jak będzie wyglądał wielki nadajnik? Z odcinka wyniosłem wrażenie, że to ma być zwykły, ale ogromny radioteleskop. Ale czy do tego nie wystarczą już radioteleskopy, które mamy na Ziemi obecnie, tylko przestawione na nadawanie, a nie odbiór? Co właściwie oni budują i jak daleko chcą wysłać swoją wiadomość? (Tomek Cz.)
Pierwsze i zasadnicze: dlaczego tak długo (najprawdopodobniej co najmniej dwa lata) musimy czekać na kolejny sezon? A tak serio, to bardzo chciałabym wiedzieć, jaki zamysł mają twórcy na przyszłość. Dotychczas, co widać w naszych wcześniejszych wrażeniach, słabo nam szło odgadywanie, co wydarzy się dalej, tak że i tu bardzo chciałabym być zaskoczona. Na pewno ciekawi mnie reakcja pozostałej dziesiątki na włączenie Kusimayu (a potem zapewne kolejnych osób) do hive mindu – czy spojrzą przychylniej na starania Carol, czy też nadal będą wierzyć, że niewiele się zmieniło? Chętnie się też dowiem, czy rzeczywiście w pudle jest bomba atomowa, czy też był to po prostu sarkazm, a jeśli bomba, to co Carol chce z nią zrobić. Oraz jak się zmieni dynamika relacji hive mindu i Carol, czy to już koniec jej złudzeń, czy i jak będzie współdziałać z Manousosem. Bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby to poszło w kierunku my kontra oni, ale też nie sądzę, że tak będzie. A jak będzie? Przekonamy się za jakiś czas. (ET)
Oczywiście, do jakich wniosków doszedł Manusos i jaką rolę w jego pomyśle odegra bomba. A raczej: jak bardzo się to nie uda, bo raczej jest jasne, że to tylko pierwszy z pomysłów, mają jeszcze przed sobą trzy sezony rozkminy. Ciekawią mnie zmiany, jakie zajdą na Ziemi w dłuższej perspektywie – czy na przykład Oni skoncentrują się na jakichś obszarach, a resztę planety pozostawią samą sobie? Co będą budować? Czy dowiemy się o jakichś innych ich celach niż budowa nadajnika? Co z innymi osamotnionymi – czy poznamy ich losy, tak jak zobaczyliśmy Kusimayu? Dziewięć długich odcinków, a ja w sumie dalej nic nie wiem. Ale nawet mi to specjalnie nie przeszkadza. To bardzo fajny stan zaintrygowania. (Magdalena S.)
A co wam zostało w głowach po finale odcinkach Pluribus? Zapraszamy do dzielenia się w komentarzach na Facebooku oraz w grupie Polifonia fantastyczna.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






