Diabeł z Hells’s Kitchen powrócił… ponownie! A wraz z nim Karen Page, BB, Jessica Jones (na razie wspomniana) oraz jego odwieczny wróg Fisk. Jak wypadł pierwszy odcinek drugiego sezonu Daredevil: Born Again? Swoimi wrażeniami dzielą się Borys i Ewa.
Borys: Pierwszy odcinek nowego sezonu Born Again miał ponownie wprowadzić nas w świat Daredevila i z tego zadania wywiązał się dobrze. Umiejętnie rozstawił pionki na szachownicy. Matt i Karen wspólnie podejmują działania przeciwko Fiskowi i zawiązują nowe sojusze, a Kingpin coraz bardziej rozszerza swoje wpływy w Nowym Jorku. To, co od razu rzuca się w oczy, to to, że już tutaj czuć spójną wizję, co jest dobrą zmianą w stosunku do tego, jak powstawał pierwszy sezon.
Jeśli chodzi o wątek Matta, to podoba mi się odwrócenie dynamiki, gdzie teraz to jako Daredevil działa publicznie, a po kryjomu walczy też Matt Murdock. Lubię w popkulturze motywy walki z systemem, ruchów oporu, a Daredevil jest dobrą postacią do opowiadania takich historii. Dobrze wyszło też pokazanie, jak dużą władzę ma Fisk, i to jak już na dobre przyzwyczaił się do roli burmistrza. Szczególnie wyróżniają się tutaj wątki z grupą zadaniową, która na dobrą sprawę robi, co chce, sceny z nimi potrafią aż wywołać dyskomfort, zwłaszcza gdy zna się aktualną sytuację w Stanach Zjednoczonych. Najmocniejsza była dla mnie scena w greckiej restauracji – aż się wzdrygnąłem na ten cios Powella. Nie dostaliśmy wiele nowości ani w wątku Matta, ani Fiska, ale przyjmuję, że jest to rola pierwszego odcinka, aby wprowadzić nas w status quo. Wyróżniają się sceny z Matthew Lillardem, który zdecydowanie błyszczy, zwłaszcza w scenie kolacji, gdzie jest kimś przynajmniej na równi z Kingpinem, ale kontrastują zachowaniami.
Dostaliśmy w tym odcinku dwie sceny walki. Szczególnie akcja na frachtowcu mi się podobała. Jest w niej trochę z gry komputerowej, trochę z komiksu, połączenie otwartej nawalanki superbohaterskiej ze skradaniem się w stylu ninja. To, co mi się podobało w pierwszym sezonie i podoba dalej, to jak wyostrzone zmysły Matta odgrywają rolę w walce i to na dobre, i na złe, na przykład jak podczas walki w mieszkaniu mimowolnie skupił się na ataku serca Cherry’ego. Chciałbym jednak większej roli pozostałych zmysłów, Mark Waid w swojej serii komiksowej o Daredevilu fantastycznie tym operował. Jeszcze odnośnie do scen akcji podoba mi się ich komiksowość i to, jak Daredevil wykorzystuje swoją billy club, ale brakuje mi takich sekwencji, z których był znany oryginalny serial – walk w jednym ujęciu. Do tej pory w Born Again nie dostaliśmy nic co choćby podchodziłoby pod kultową potyczkę na korytarzu z pierwszej serii czy sekwencję w więzieniu z trzeciego sezonu. Najbliżej byłaby walka z Bullseyem z pierwszego odcinka poprzedniego sezonu.
Nie jestem zbytnim fanem romantycznej relacji Matta i Karen. Zarówno w komiksach, jak i w serialu preferuję Elektrę. Jednak muszę przyznać, że podobał mi się dialog, w którym Karen pyta Matta, czy ten nie potrzebuje czegoś ze szpitala. Jest to fajne przedstawienie związku zwykłej osoby z ulicznym bohaterem, który, chociaż ma supermoce, to nie jest niezniszczalny.
Co pozytywnie mnie zaskoczyło, to zalążek relacji między Karen a BB. Dziwię się, że wcześniej o tym nie pomyślałem. Karen i Ben mieli bliską i fajną relację w pierwszym sezonie oryginalnego serialu i jak najbardziej ma sens, żeby teraz współpracowały. Mam nadzieję, że ten wątek będzie odpowiednio rozwinięty i ich duet odegra realną rolę w walce z Kingpinem.
Na plus wypada też to, że miasto żyje i Nowy Jork również jest pewnego rodzaju bohaterem. Raporty BB i prześmiewczy filmik z Fiskiem fajnie pokazują, jak zwykli obywatele reagują na to, co się dzieje wokół nich. Wydaje mi się, że jest to potrzebny element przy fabule opartej o walkę o duszę miasta.
Pierwszy odcinek nowego sezonu, mimo że nie wprowadził wiele nowości, ładnie ustawił figury na szachownicy. Czekam na rozwój wydarzeń.

Ewa: Mam specyficzną relację z Daredevilem. Lubię uniwersum, większość postaci, a samego głównego bohatera jakby mniej. I tu paradoksalnie całe Born Again wychodzi u mnie na plus, bo Matt Murdock jest w nim bardziej strawny, głównie ze względu na mniejszy udział dylematów moralnych (no ile można!). Na minus Fisk – jest wspaniałym złolem, niemniej przejadł mi się straszliwie. Ale jak widać trochę się jeszcze z nim muszę pomęczyć. Jako i Nowy Jork, który ma jednak gorzej niż ja, więc nie narzekam. Za bardzo.
Zgadzam się z Borysem, że pierwszy odcinek drugiego sezonu dobrze ustawia opowieść. Widać, że sytuacja jest trudna, żeby nie powiedzieć beznadziejna. Nie dość, że Fisk zdaje się mieć większą władzę niż w chwili, gdy go opuściliśmy, to jeszcze zyskuje kolejnych, ewidentnie równie mocarnych sprzymierzeńców. Dostajemy też iskierkę nadziei w postaci budzącego się i jeszcze dość nieokreślonego liczbowo ruchu oporu. Niestety tonie ona we wszechobecnym mroku, zdającym się brać w posiadanie również naszego Diabła, który sam nie wierzy, że jego spektakularna akcja zatopienia barki z bronią coś zmieni.
Bardzo mnie ucieszyło, że w tym sezonie zobaczymy więcej Karen (choć w roli partnerki Daredevila też wolę Elektrę, szczególnie tę chaotyczną w wydaniu Elodie Young – czy ona mogłaby wrócić?). A jeszcze bardziej, że gdzieś tam w którymś momencie pojawi się też Jessica Jones, która, to już wiemy!, działa już w tle na rzecz zniszczenia (czy mogłoby być w końcu ostatecznie?) Kingpina. Do tego jeszcze BB, kobieta z baru i tajemniczy ktoś, kto ratuje Daredevila w ostatniej scenie odcinka – to było dobre, pozostawiające widzów w oczekiwaniu na ciąg dalszy zakończenie.
Irytuje mnie wątek Heather. Rozumiem, że za jej zachowaniem stoją trauma i strach, niemniej z postaci, która była jednak nakreślona jako pozytywna, zmieniła się w narzędzie Fiska w jego prywatnej vendetcie. Może, podobne jak w przypadku tak przypominających w tym sezonie ICE służb specjalnych, w jej postaci chodzi o pokazanie, jak łatwo pozornie dobrzy ludzie mogą się zaangażować w złą sprawę, niemniej liczę na odkupienie. Oraz, choć zgadzam się, że bohater Matthew Lillarda błyszczy, trochę nie rozumiem, po co nam kolejny boss. Ale i tu mam nadzieję jeszcze się zaskoczyć, bo w sumie nie znamy jego intencji.
Na tę chwilę więc mocne siedem na dziesięć. I proszę mi nie zepsuć Jessiki i dać jej dużo, bo będę gryźć.
A wy jak oceniacie powrót Daredevila? Dajcie znać na naszej stronie na Facebooku lub w grupie Polifonia fantastyczna!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






