Śmierć autora to bardzo proste narzędzie krytycznoliterackie o wąskim zastosowaniu. Osoby w fandomie lubią zasłaniać się tym terminem, ale to o czym mówią, gdy mówią o śmierci autora (tudzież autorki), jest czymś innym.
Za Wikipedią:
Śmierć autora to esej teoretycznoliteracki Rolanda Barthes’a opublikowany w 1967 roku, a zarazem postulat nawołujący do nieodczytywania tekstu literackiego przez pryzmat tzw. intencji autorskiej.
Tyle. I tylko tyle.
Gdy mówię o śmierci autora, mówię o tym, że czytam książkę i interpretuję ją, odbieram tak jak chcę, czuję. Nie tak, jak mówi mi autor_. Gdy czytam Władcę pierścieni, widzę alegorię wojny, nieważne jak bardzo Jolkien Rolkien Rolkien Tolkien chciałby mnie przekonać, że tej alegorii w jego najsłynniejszym dziele nie ma. Nie mówię: „Śmierć autora, [Tolkien] dla mnie nie istnieje, to nie on, a [Elijah Wood] napisał te książki”[1]. Nie mówię: „Będę czytać [Władcę pierścieni], bo mam sentyment. Ale jednocześnie nie popieram tego, że [Tolkien] miał paskudny światopogląd, i działał aktywnie na krzywdę osób transpłciowych. W tym otwarcie mówił, że wszelkie przychody z jego twórczości wykorzysta na polityczne działania przeciwko osobom transpłciowym”. Nie mówię: „To, że czytam i kupuję, czytam, oglądam, komentuję wszystko związane z twórczością [Tolkiena], nie równa się temu, że wspieram jego transfobiczną, eugeniczną, faszystowską propagandę”. Mówię za to, że: „1. [Tolkien] istnieje i ma swoje poglądy o tym, że w świecie jego powieści [Gandalf] srał na podłogę [w domu Bilbo]. 2. Ale mnie jako czytelnika nie interesuje to co autor_ mówi o tekście poza tekstem. 3. I gdy czytam tenże tekst widzę, że o kwestiach kloacznych w kontekście [Gandalfa] nie ma mowy. 4. I co najwyżej, dla własnego dobrego samopoczucia, dopowiadam sobie, że [Gandalf] jako dbający o higienę [majar], wypróżniał się do klozetu i mył po tym ręce”.
Śmierć autora nie jest kompasem moralnym, który oczyści ze wspierania twórc_ o paskudnym światopoglądzie i polityce.
Nawet gdy ograniczyć ją do jej faktycznego zakresu krytyki literackiej, nie jest też narzędziem ostatecznym i jedynym słusznym. Mogę czytać Władcę pierścieni i spytać: „Jeśli nie ma tu alegorii wojny, to co takiego znajdę?”, „Dlaczego więc czytelni_ uważają, że ta alegoria tam jest?”, „Co to mówi o świecie czytelni_?” itd. itp. Mogę także odnieść się do zupełnie innych aspektów opowieści – tych, o których autor_ nie miał_ nic do powiedzenia. Albo tych, gdzie je_ opinie zbiegają się z opiniami czytelni_. Wszystko zależy od tego, na czym chcę się w moim odczytaniu skupić.
Śmierć autora, wyzuta z prawdziwego znaczenia, bywa chwytliwym określeniem. Zasłoną, za którą próbuje się ukryć całą osobę i mówić, że ona nie istnieje; metaforycznie, lecz nie w rzeczywistości, ją zabić. Ileż osób stwierdza: „To nie X napisał_ książkę Y. To [aktor z adaptacji/sztuczna inteligencja]”… „Samo się…” Prawda jest jednak taka, że autor_ zawsze istnieje i to on_ napisał_ swoją (o)powieść. Nawet wtedy, gdy nie mamy pojęcia kim był_. Czasami istnieje tam i wtedy. Nie może nikomu aktywnie zaszkodzić ani pomóc. Czasami jednak istnieje tu i teraz; szkodzi lub pomaga tu i teraz. Bo zawsze jest częścią społeczności, w niej żyje i działa. W niej stanowi swój autorytet. Wpływa na świat, w którym jest czytan_.
Niełatwo jest mieć odwagę przyznać przed sam_ sobą, że kupując, grając, pisząc fiki, rozmawiając, czytając sobie i dzieciom, nawet „tylko” piracąc – wspieramy złą osobę i jej działania wymierzone w osoby, na których, jak twierdzimy, nam zależy. O których dobrostan chcemy walczyć. Łatwiej jest próbować ukryć istnienie autor_, by tak naprawdę nie odcinać się od nie_. By nie podjąć dyskusji z własnym dyskomfortem ani nie zmienić niczego w swoim życiu.
Łatwiej jest powiedzieć: „Te książki były bardzo ważną częścią mojego dzieciństwa” niż zrozumieć. Te książki w dzieciństwie były dla mnie wszystkim. Uratowały moje życie, pomogły przejść przez żałobę po tacie, przetrwać w przemocowej rodzinie. Kochałem je całym sobą. Ale gdy okazało się to, co się okazało, umiałem powiedzieć sobie dość. Bo nie chcę wspierać swojej własnej krzywdy. I nie chcę być przyczyną cierpienia innych, takich jak ja.
Nie chcę „śmierci autorki”. Śmierć autorki mówi mi tylko, komu z osób, które znam, nie mogę w pełni zaufać. Chcę: śmierci książki. Nie stosów, lecz jej zapomnienia. I chcę odrobiny odwagi od moich przyjaciół_.
[1] Wszelkie przykłady nawiązują do prawdziwych osób i książek, lecz (poza tymi miejscami, w których jest to Tolkien i jego twórczość), nie jest to Tolkien i jego twórczość.
Człowiek wychowany przez książki. Redaktor, korektor, autor (niekoniecznie w tej kolejności). W ramach Grupy Wydawniczej Alpaka tworzą absurdystyczny zin Mlem! z lekką fantastyką. Wydał także antologię Cały człowiek – zbiór fantastycznych opowiadań i prac graficznych o niepełnosprawności i neuroróżnorodności. Czytają fantastykę, piszą fantastykę i piszą o fantastyce. Kochają Świat Dysku, który bardzo mocno ukształtował ich jako człowieka i wciąż jest dla nich drogowskazem do bycia lepszą osobą.
Zaimki: my/oni, on/jego






