Sybil Ramkin jest wspaniała. Na tym mógłby się skończyć ten esej, ale spróbujmy powiedzieć trochę więcej.
Sybil Ramkin to postać drugo-, jeśli nawet nie trzecioplanowa. Nie ma jej wiele w Świecie Dysku i nawet gdyby Terry Pratchett nadal żył i tworzył, nie spodziewałbym się, że otrzymamy powieść, w której lady Sybil odegra większą niż dotychczas rolę[1]. Taki los postaci tła, że to tło wypełniają barwą, nadają mu kształtu i serca. Dobrze napisane, są pełne same w sobie, pomimo tego, że nie widzimy ich wiele.
Pratchett zwykle pisze kobiety o silnym charakterze – nawet jego zmokłe kury mają w sobie rdzeń ze stali. Pisze je jednak także prawdziwe, takie jakie spotkałebyśmy i w realnym świecie. Mniej i bardziej „kobiece”, żywe, pełne pasji, lęków i marzeń. Matczyne i antyspołeczne, lękliwe, pełne obaw i takie, których pewności siebie nie ruszyłby z posad nawet święty granat ręczny z Antiochii. Cierpkie, podejrzliwe, otwarte i serdeczne, małostkowe i o sercach wielkich jak miasta, a może i całe światy.
W tym wszystkim można się zgubić, uznać kobiecość niektórych z nich (jak lady Sybil) za coś co należy wytknąć jako w jakiś sposób gorsze, mniej warte docenienia. Lecz gdy wpisuje się ona w szerszy obraz dyskowej kobiecości, stanowi po prostu jeden z zestawów jej barw. Przyjrzyjmy się mu bliżej.
Lady Sybil wpisuje się w role społeczne, których wypełniania oczekuje się po wielkich damach. I jednocześnie je przełamuje, w sposób, który oburza ankhmorporską socjetę. Czasami te role są niewygodne, uciskają, przeszkadzają. Socjeta postrzega Sybil Ramkin jako wielką, łagodną kobietę, może wciąż jako młodą dziewczynę, której opinii nie trzeba brać pod uwagę. I to mimo tego że kiedy ją poznajemy, jest już po czterdziestce. Socjeta próbuje ją upupiać – jak to robi z osobami, które są dla niej niewygodne. Sybil to upupianie boli, ale też ten ból sprawia, że mu się nie daje. Miękkość i łagodność żyją w niej razem z ogromną siłą charakteru. Ta ostatnia zaś z tych pierwszych potrafi uczynić niezwykle użyteczne narzędzia.
Co warte podkreślenia, lady Sybil wchodzi w sporą część swych ról społecznych świadomie. Gdy poznajemy ją w Straż! Straż!, jej dom jest zaniedbany, Sybil utrzymuje minimalną służbę, a większość swego czasu poświęca hodowli smoków bagiennych[2]. Nie chadza na bale, nie przyjmuje gości w swoim domu, nie planuje przedłużać rodu Ramkinów. Dopiero pod koniec powieści zaczyna swój większy powrót do socjety. Zastanawiać mogłoby, dlaczego? Sam Vimes troszczyłby się o nią taką, jaka była, gdy ją poznał. Socjeta dopiero co chciała dać ją pożreć smoczycy władającej chwilowo miastem. Znaczące jest, że ten powrót zbiega się w czasie z zaproszeniem przez nią Vimesa na ich pierwszą randkę. Można by rzec, że niemożliwy do ruszenia obiekt spotyka niepowstrzymaną siłę i razem obracają się ku śmietance na wrzącym bagnie miasta.
Lady Sybil mogłaby zostać na obrzeżach socjety, robiąc to, co lubi, a co wciąż, wedle dyskowych norm społecznych, wypada wielkiej damie – nawet jeśli hodowla smoków bagiennych nie ma w sobie nic dystyngowanego. Przerzucanie smoczego gnoju i zeskrobywanie wybuchniętych smoków ze stodoły, spalone włosy… Łagodna dama, która wybiera taką codzienność, kryje w sobie o wiele więcej niż to, czego spodziewać można by się po niej na pierwszy rzut oka. A gdy wróci do ról, które porzuciła, można mieć pewność, że ma w tym swój cel.
Sybil Ramkin przywdziewa swą kobiecość, ale nieraz podąża w niej nieoczywistymi ścieżkami. Jak już wspomniałem, jako dama robi to, co damie wypada – przepisuje swój majątek na męża (pochodzącego z nizin społecznych strażnika miejskiego, który nie lubi elit), organizuje przyjęcia, zostaje matką, pisze długie listy do dawnych przyjaciółek i nieprzyjaciółek. Utrzymuje kontakty, staje się widoczna, by móc zmienić socjetę, by siłą grawitacji pociągnąć ją za sobą, mimo że jest to ogrom męczącej pracy. A że jednocześnie wpuszcza też do swego świata Sama Vimesa, doskonale wiedząc, jaki będzie efekt… Nie nazwać jej wielką strateginią byłoby niedopatrzeniem.
Lady Sybil wybiera też jednak „żonine powinności”, których spełniania nikt od niej nie oczekuje. Stać ją na służbę, która będzie gotować, zajmie się jej synem i smokami, zaceruje, albo kupi nowe skarpety dla Sama, zrobi wokół niej wszystko, co tylko wymaga zrobienia. Nie oczekuje też od niej żadnej z tych rzeczy Sam Vimes. To on nakłania ją do zatrudnienia niańki dla młodego Sama i pomocy przy smokach, by miała także czas dla siebie samej. Sybil jest matką, ale Sam jest ojcem, który robi wszystko, by każdego dnia spędzać czas z ich synem.
Lady Sybil gotuje dla Sama i ceruje jego skarpety tylko i wyłącznie dlatego, że chce to robić. Nie jest w żadnej z tych rzeczy dobra, ale Sam nie narzeka. Bo Sybil zwyczajnie lubi robić te stereotypowo kobiece rzeczy. Lubi to, że robi coś, czego nikt nie spodziewa się po najbogatszej kobiecie (i w ogóle osobie) w mieście, mimo że spodziewałby się po większości innych kobiet żyjących w Ankh-Morpork. Sybil wchodząc w ten stereotyp, przełamuje go samą swoją w nim obecnością. I ma frajdę ze swoich drobnych kreatywnych działań. Nie musi być w nich dobra, by czerpać z nich przyjemność. I by jej najbliżsi dostrzegali i cenili radość jaką jej one sprawiają.
Jest ekspertką hodowli smoków. Większej od niej damy nie znajdziecie być może na całym Dysku. Mieć coś swojego, czego nikt od niej nie oczekuje, coś w czym nie jest ani trochę dobra, a co jednocześnie przynosi jej radość, musi być wielką ulgą. Pozwala odetchnąć od tych wszystkich spraw, w których wszyscy, włącznie z nią samą, spodziewają się, że będzie doskonała.
Sybil Ramkin nie musi odrzucać ról społecznych, które dało jej życie, by być wspaniałą postacią. Nie musi wychodzić na pierwszy plan, byśmy ją doceniali. Nie musi też przestawać być żoną i matką, by stać się feministyczna. Wybrała to wszystko, mogąc wybrać zupełnie inaczej – ba, lubiła przecież swoje wcześniejsze życie. Ale by zmienić miasto, zmieniła też siebie.
[1] Jakkolwiek, gdyby w jakimś lepszym świecie, taka powieść spod pióra sir Terry’ego wyszła, czytałbym ją jak dziki.
[2] Tak jak damy z socjety w Zachodnich społeczeństwach Świata Kuli hodują psy czy konie. Te drugie niosą też podobieństwo do smoków bagiennych w liczbie i różnorodności możliwych chorób.
Człowiek wychowany przez książki. Redaktor, korektor, autor (niekoniecznie w tej kolejności). W ramach Grupy Wydawniczej Alpaka tworzą absurdystyczny zin Mlem! z lekką fantastyką. Wydał także antologię Cały człowiek – zbiór fantastycznych opowiadań i prac graficznych o niepełnosprawności i neuroróżnorodności. Czytają fantastykę, piszą fantastykę i piszą o fantastyce. Kochają Świat Dysku, który bardzo mocno ukształtował ich jako człowieka i wciąż jest dla nich drogowskazem do bycia lepszą osobą.
Zaimki: my/oni, on/jego






