Czterotomowy cykl powieściowy Psy Pana Marcina Świątkowskiego to przedsięwzięcie większe i bardziej śmiałe, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
O dwóch pułapkach
Na osoby piszące chcące opublikować na współczesnym polskim rynku książki powieść fantasy w realiach historycznych czają się dwa widma przeszłości, których nie da się uniknąć. Pierwsze z nich to rzecz jasna Trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego (2001–2006) i ciągnąca się za nią legenda. I o ile sam jestem raczej większym fanem cyklu wiedźmińskiego (szczególnie powieści, mniej opowiadań), o tyle nie potrafię nie docenić rozgłosu, jaki wciąż towarzyszy przygodom Reynevana, uznawanym często za najlepsze, co wyszło spod pióra Sapkowskiego. Fantasy historyczne łódzkiego pisarza odbiło się w literaturze polskiej dużym echem, o czym w swoim monumentalnym studium Rozbieżne emancypacje. Przewodnik po prozie 1976–2020 (serdecznie polecam!) wspomina poznański krytyk literacki Przemysław Czapliński:
[Trylogia husycka – dopisek mój] zamazała limes między fantasy i historią alternatywną […] jednocześnie osiągnęła sukces u masowego odbiorcy i weszła do kultury głównego nurtu (pierwszy tom trafił w roku 2003 na listę nominacji do nagrody literackiej Nike). (s. 530)
Z tego też względu, chcąc czy nie, każda osoba autorska nowej powieści utrzymanej w podobnym gatunku musi mierzyć się z dziedzictwem wąsatego łodzianina. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że sam Świątkowski mógł Sapkowskiego nie znać. Myślę jednak, że Trylogia husycka na tyle zarezonowała w polskim poletku fantastyczno-historycznym, że trudno jest pomijać ją w dyskusjach nawet o tych najnowszych pozycjach.
Drugie zagrożenie to ciągnący się za post-Sapkowską historyczną fantasy swąd trącącego sarmatyzmem hurrapatriotyzmu. Mam tu przede wszystkim na myśli historie alternatywne „drugiej fali”, wydawane hurtem w latach dziesiątych obecnego wieku w serii Zwrotnice czasu Narodowego Centrum Kultury, a potem w wydawnictwie Fabryka Słów przez autorów takich jak Adam Przechrzta, Jacek Inglot, Andrzej Pilipiuk czy Jacek Komuda. Oddajmy ponownie głos Czaplińskiemu:
W serii [Zwrotnice czasu, ale można to rozciągnąć też na późniejsze powieści wskazanych autorów – dopisek mój] […] niemal wszystkie teksty okazały się utworami z tezą, spełniającymi zadanie kompensacyjne. Jedynie Twardoch wyraził niewiarę w sens dziejów, przedstawiając historię jako kolisko wiecznego mordowania. Prawie wszyscy pozostali zwracali odbiorcom wizerunek heroicznej lub zwycięskiej ojczyzny. (s. 542)
Komuda, Pilipiuk et consortes podporządkowali zatem swoje powieści snuciu wizji Polski jako narodu zwycięskiego, wybijającego się ponad inne – co naturalnie miało swój wymiar polityczny i przemówiło do konkretnej części publiczności literackiej. Gest NCK-u mógł zatem ustanowić myślenie o historiach alternatywnych – a co za tym idzie, też fantasy historycznego – jako gatunkom podporządkowanym spełnianiu konkretnych funkcji.
Gambit Świątkowskiego
Czy autorowi Psów Pana udało się uniknąć wspomnianych wyżej pułapek? I tak, i nie. Podobnie jak Sapkowski, Świątkowski osadził akcję swoich powieści w różnorodnym narodowościowo i ogarniętym zawieruchą wojenną rejonie i okresie historycznym: na terenie Pierwszej Rzeszy Niemieckiej w okresie wojny trzydziestoletniej. Główną bohaterką cyklu jest Katarzyna von Besserer, szlachcianka z niezwykłym darem nadprzyrodzonych zdolności, zmuszona do ucieczki przed dominikanami, którzy u Świątkowskiego funkcjonują jako bojowy zakon posługujący się czarami oraz badający istotę magii. Na drugim planie obserwujemy przygody jednego z zakonników, Dominika Erquicia, który zostaje wyprawiony z misją poszukiwania pewnych tajemniczych manuskryptów. Jak można się domyślić, w pewnym momencie ścieżki Katarzyny i Dominika się krzyżują, a postaci wpadają w historyczną zawieruchę, która poprowadzi je w różne rejony ogarniętej wojną Europy.
W przeciwieństwie do Sapkowskiego, Świątkowski rezygnuje z daleko posuniętej stylizacji językowej i barokowych, przeplatanych makaronizmami zdań. Bohaterowie i bohaterki mówią do siebie językiem, w którym znakomicie odnajdzie się współczesny czytelnik, co znacząco uprzystępnia całą opowieść. Nie znajdziemy tu również fantastycznych towarzyszy wspomagających bohaterkę w jej podróży. Mamy za to mnogość postaci historycznych, przekształconych przez Świątkowskiego na potrzeby fabuły. Należy tu na pewno docenić autorskie posłowia, gdzie wyjaśnione zostaje, kto został zmyślony, kto istniał w rzeczywistości i jakim modyfikacjom został poddany. Podobne objaśnienia są zresztą również umieszczone w kolejnych tomach cieszącej się niezwykłą popularnością serii kryminałów Sławka Gortycha, których akcja rozgrywa się w Karkonoszach. Odautorskie komentarze Gortycha i Świątkowskiego to kolejny element znacząco uprzystępniający lekturę ich książek, bardzo potrzebny w przypadku fikcji igrającej z historią i naszymi wyobrażeniami o niej.
Droga bohaterki
O Psach Pana można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że stawką serii jest ukazanie wielkiej i prężącej muskuły Polski (a raczej Rzeczpospolitej Obojga Narodów) – choćby z tego powodu, że o nadwiślańskim kraju nie ma tu mowy prawie wcale, a akcja w całości dzieje się poza jego granicami. Odpada więc nam tutaj – na całe szczęście – cały bagaż ideowy związany z sarmackością i snami o potędze. A co mamy w zamian? Bardzo interesującą drogę bohaterki, która z nieświadomej wielkiej polityki szlachcianki zmienia się w sprawczą, potężną heroinę: z jednej strony efektywną i inteligentną akademiczkę, zgłębiającą tajniki magii (na czym skupia się początkowo druga część serii, Księstwo Różanego Krzyża, a także pośrednio ostatnia część – Śpiewcy zła), z drugiej przywódczynię dosłownie rozsadzającą bramy wielkich fortec (co staje się motywem przewodnim tomu trzeciego, Burzycielki twierdz).
Brzmi trochę jak Mary Sue, prawda? Otóż nie, ponieważ Katarzynie wiele razy dane jest zapłacić srogą cenę za swoje moce oraz małe doświadczenie w międzynarodowej polityce. Bohaterka nieraz musi liczyć się z silniejszymi od niej mężczyznami, którzy kwestionują jej działania i chcą zmusić ją do porzucenia ambicji i do ożenku. Mierzenie się z zestawem zachowań i norm przypisanych społecznie płci żeńskiej staje się zresztą jednym z głównych motywów całego cyklu, wybrzmiewającym bardzo mocno w pierwszej połowie ostatniego tomu – Śpiewców zła – gdy rozgrywają się najbardziej doniosłe wydarzenia. Wszystkie trudności, jakie napotyka Katarzyna, stanowią jednocześnie argument przeciwko rzekomej ahistoryczności podyktowanej lewicową wrażliwością społeczną, którą ktoś nieżyczliwy mógłby Świątkowskiemu zarzucić. Autorowi udało się stworzyć wiarygodną, niejednowymiarową bohaterkę, której poczynania obserwuje się z zapartym tchem.
Psy Pana Marcina Świątkowskiego to seria zdecydowanie warta polecenia. Odnajdą się tutaj nie tylko osoby, które nie mogą przestać myśleć o Trylogii husyckiej, ale też te zafascynowane siedemnastowiecznymi Niemcami, historią, ciekawymi systemami magicznymi czy niezłomnymi bohaterkami. Bardzo chciałbym, żeby ten cykl zapoczątkował pewne nowe otwarcie, jeśli chodzi o lekką polską fantasy historyczną.
Marcin Świątkowski, seria Psy Pana, wydawnictwo SQN, 2023–2025.
Doktorant i krytyk literacki. Są w nim dwa wilki – jeden uwielbia mroczne opowiadania weird fiction (szczególnie Wojciecha Guni i Thomasa Ligottiego), drugi zatapia się w solarpunkowych opowieściach o pozytywnych wizjach człowieka w przyszłości. Lubi pływać, chodzić po Karkonoszach i dyskutować o książkach.






