Niedawno ukazało się polskie wydanie książki Dungeon Crawler Carl Matta Dinnimana w tłumaczeniu Sary Manasterskiej (wydawnictwo Czarna Owca). Jest to pierwszy tom z serii liczącej ich na tę chwilę siedem, a planowanej przez autora na (około) dziesięć. Okładka i zapowiedzi sugerują raczej lekką rozrywkową fantasy, jednak powieść zawiera sporo mroczniejszych i poważniejszych motywów. Choć humoru również w niej nie brakuje.
Dungeon Crawler Carl rozpoczyna się niczym w Autostopem przez galaktykę – Ziemia ma zostać zniszczona przez Obcych, gdyż ludzkość nie złożyła odpowiedniego formularza w kosmicznym urzędzie. Jednak w tym przypadku nasza planeta, zamiast stać się fragmentem autostrady, zostaje zmieniona w ogromny system lochów, w których ma się odbywać emitowany na cały kosmos program rozrywkowy. Niedobitki ludzkości zostają wcielone w rolę graczy, którzy muszą pokonywać przeciwników, znajdować drogę na kolejne poziomy lochów i zdobywać sympatię widzów programu. Głównego bohatera katastrofalna kosmiczna przebudowa zastaje, gdy próbuje ściągnąć z drzewa GC, BWR, NW Królewnę Pączuś Tłuścioszkę z Queen Anne – perską kotkę swojej byłej dziewczyny. Razem z Królewną trafiają do lochów, gdzie kotka po zjedzeniu magicznego smaczka zyskuje ludzką inteligencję i umiejętność mówienia. Następnie kontynuują grę jako drużyna pod dowództwem (co oczywiste) Pączuś.
Widać, że Matt Dinniman lubi koty i dobrze je zna. Królewna Pączuś (świetne tłumaczenie Princess Donut) jest genialną postacią – tak bardzo kocia, jak to tylko możliwe (patrz choćby drapanie zamkniętych drzwi), bywa czasem wredna, ale kocha Carla i swoją właścicielkę z czasów przed apokalipsą. Nic dziwnego, że w świecie powieści jest ulubienicą publiczności. Sam Carl jest nieco mniej wyrazisty. W trwającej rozgrywce jego głównymi atutami na początku są siła i kondycja. Przy tworzeniu tego typu postaci łatwo byłoby wpaść w archetyp macho, ale na szczęście autor tego nie robi. Carl również kocha Pączuś, jest wrażliwy na krzywdę innych istot i na zachodzące w lochach niesprawiedliwości.
Jak już wspomniałam, mam wrażenie, że promocja tej książki może zmylić czytelników. W opisie na stronie wydawnictwa można przeczytać właściwie wyłącznie o jej komediowym charakterze, taki wydźwięk mają też wszystkie przytoczone tam opinie. Tymczasem chyba najbardziej charakterystyczną cechą Dungeon Crawler Carl jest przeplatanie scen humorystycznych z treściami bardzo smutnymi i poruszającymi. Już pierwsza scena właśnie tak wygląda – Carl łapie kotkę na śniegu, będąc w samych bokserkach i różowych klapkach, i właśnie wtedy widzi na własne oczy śmierć sąsiadki oraz dowiaduje się, że Ziemia została przejęta, a większość ludzkości zabita. Im dalej w książkę, tym więcej smutnych i poruszających motywów. Na przykład, choć oczywiście kibicujemy bohaterom, to cały czas mamy bolesną świadomość, że zabijani przez nich przeciwnicy nie są sztucznymi tworami. Są prawdziwymi, żyjącymi istotami, w dodatku świadomymi. Gracze nie mają wyboru – jeśli chcą przeżyć, muszą zabijać innych.
Powieść wydaje mi się pewnego rodzaju anty-cosy fantasy – nie otula nas kocykiem, lecz wręcz przeciwnie, powoduje masę niezbyt przyjemnych emocji. Jednak dzięki temu, choć może czasem zbyt brutalnie, każe nam się zmierzyć z rzeczywistością. Bo chociaż w przedstawionym świecie za całe zło lochu odpowiada kosmiczna cywilizacja, to przedstawiona sytuacja ma niepokojąco wiele wspólnego z naszym światem. Tak jak główni bohaterowie słuchają skrótów wydarzeń z lochu i podawanych malejących liczb pozostałych przy życiu graczy, my też słuchamy i czytamy o liczbie ofiar kolejnych inwazji, ataków i bombardowań. Choć nie jesteśmy cały czas obserwowani przez galaktyczną publiczność, to przez social media wiele osób czuje presję, by cały czas wyglądać perfekcyjnie i prezentować światu swój wyidealizowany obraz. To bardzo gorzki komentarz do otaczającego nas świata (aż chciało by się powiedzieć „Cholerny świat, Pączuś!”). Jednak tak jak i w świecie powieści, możemy nie zgadzać się na otaczającą nas obojętność. Świata nie zbawimy, lecz możemy pomóc lokalnie, tak jak Carl i Pączuś wspierający napotkaną grupę graczy. Ta niezgoda na rzeczywistość wokół i próba sprzeciwienia się zasadom gry, które są nam narzucane, wydaje mi się sednem powieści.
Obecny w książce humor jest elementem tego sprzeciwu i mechanizmem obrony przed potwornościami lochu. Naprawdę dobrze napisane są tu dialogi, przekomarzanie się dwójki bohaterów wypada bardzo sympatycznie i naturalnie, a przy tym bywa przezabawne:
– Nie umiem kontrolować moich instynktów! Zaledwie kilka pokoleń dzieli mnie od dzikiego tygrysa kroczącego przez dżunglę w poszukiwaniu zdobyczy.
– Widziałem twój rodowód – odparłem. – Kilka pokoleń nie dzieli cię od niczego. Poza tym twój dziadek jest też twoim wujkiem.
Sporo rozrywki dostarczają też otoczenie i wydarzenia – sztuczna inteligencja sterująca lochem, która jest zafiksowana na stopach Carla, lamy strzelające kulami lawy i handlujące narkotykami… Wyobraźnia autora bywa naprawdę zakręcona.
Właściwie jedynym minusem powieści był dla mnie nadmiar pojawiających się w niej opisów mechaniki rozgrywki w lochu. Rozumiem potrzebę wyjaśnienia świata czytelnikowi, ale wydaje mi się, że mogło być tego odrobinę mniej, niekiedy wydawało mi się to nużące.
Dungeon Crawler Carl jest zdecydowanie książką wartą polecenia. Zafundowała mi podczas czytania emocjonalną huśtawkę, na zmianę wpatrywałam się w czytnik niemal ze łzami w oczach, a chwilę potem chichotałam pod nosem. Mimo tego, że lektura mnie sponiewierała, będę czekać na wydanie po polsku kolejnych tomów.
Matt Dinniman, Dungeon Crawler Carl, tłum. Sara Manasterska, Czarna Owca 2026

Na co dzień pisze głównie instrukcje operacyjne, jednak czasem udaje jej się napisać coś o popkulturze. Czyta fantastykę nałogowo, kocha koty i lubi szydełkować małe urocze stworki, słuchając przy tym horrorowych podcastów.






