W drugim (i mam nadzieję nie ostatnim!) odcinku programu Święta z ArtRage chciałabym polecić wam kolejną (po 11%) fenomenalną feministyczną fantastykę: powieść Ja, która nie poznałam mężczyzn Jacqueline Harpman w przekładzie Katarzyny Marczewskiej.
Opowieść zaczyna się niesamowicie niepokojąco: oto mamy klatkę, w której od nie wiadomo kiedy i nie wiadomo dlaczego żyje czterdzieści kobiet w różnym wieku. Najmłodsza z nich, kilkunastoletnia narratorka, nie pamięta świata poza klatką – jej cały świat to kraty, cienkie materace, nieosłonięta toaleta pośrodku, mdłe posiłki i sześciu strażników, którzy trójkami nieustannie krążą wokół celi, nie spuszczając jej z oka. Kobiety nie mogą zbyt mocno okazywać emocji, nie mogą się dotykać, nie mogą nawet się zabić – strażnicy ciągle mają je na oku, choć nigdy nie odzywają się choćby słowem. Więźniarki nie mogły nawet otoczyć należytą opieką najmłodszej z nich, która nie zna ludzkiego dotyku, niewiele też się nauczyła – bo po co? Niby jest jedną z nich, ale jest też bardzo osobna; nie znosi swoich towarzyszek, trochę nimi gardzi, nie rozumie ich doświadczeń, nawet nie menstruuje jak one, nie tęskni za czułością, nie poznała wielu rzeczy: światła słońca, autobusów, pracy, mężczyzn.
Jednak mimo tej izolacji i braku bodźców jej umysł pozostaje żywy; naturalna ciekawość i spontanicznie wymyślone ćwiczenia wyobraźni sprawiają, że mimo wszystko zaczyna się zastanawiać nad swoim położeniem i powoli wciąga w to samo pozostałe więźniarki, które nie bez powodu odcięły się od swoich uczuć i myśli, zagłębiły się w marazmie chroniącym je przed utratą zmysłów. Rozpoczyna się śledztwo. O ile można mówić o śledztwie, kiedy nie ma się żadnych informacji, a nawet nie pamięta się, co bezpośrednio poprzedzało klatkę.
Być może dziwicie się w tej chwili, że polecam wam opowieść o niesłychanej przemocy. No i oczywiście trochę tak jest. Ja, która nie poznałam mężczyzn to historia o uwięzieniu, izolacji i niewyjaśnialnej niesprawiedliwości, przemocy bez sensu i bez celu, odczłowieczeniu i szukaniu logiki w świecie, który zdaje się być jej zupełnie pozbawiony. To zarazem jednak o wiele, wiele więcej. To przede wszystkim opowieść o wielkiej tajemnicy i konstruowaniu tożsamości w oparciu o bardzo ograniczoną wiedzę o świecie i niepewność, kim się jest, gdzie się jest, dlaczego się tam jest… i wiele innych, bo z każdą stroną przybywa pytań. Trudno pisać o tym konkretnie, bo to właśnie eksploracja jest osią fabuły i wspólne odkrywanie wraz z bohaterkami jest niesamowitym doświadczeniem, nie chciałabym wam go popsuć. Droga bohaterek jest opisana z niesamowitą empatią i zrozumieniem, jakimi ścieżkami mogą krążyć ludzkie emocje w bardzo nietypowych warunkach i na jak wiele sposobów może przejawiać się żałoba za bliskimi i za dawnym życiem, które wydaje się snem i do którego nie ma powrotu. To też opowieść o siostrzeństwie, różnorodnych więziach między kobietami, a także o opowiadaniu i odzyskiwaniu własnej historii, nawet jeśli jest to proces bardzo bolesny i w zasadzie niemający na nic wpływu.
Czytanie Ja, która nie poznałam mężczyzn było dla mnie oszałamiającym doświadczeniem (choć nie długim – powieść ma niecałe 200 stron). Może nie z uwagi na fabułę – byłaby z tego świetna, ale bardzo frustrująca gra komputerowa – ale z powodu przedziwnej atmosfery, ciągle podszytej niepokojem i tłumioną rozpaczą. Czytelnicze obawy, niepokoje i przewidywania wywodzą nas jednak w większości przypadków na zupełne manowce, bo to jest inna historia. Najwięcej dzieje się tam na poziomie emocji i relacji, na poziomie poczucia odmienności, oderwania, poczucia braku sensu, uwięzienia i uczestnictwa w jakimś kosmicznym glitchu. Podążamy za strumieniem myśli narratorki, której żywy umysł szarpie za kraty i próbuje znaleźć w czymkolwiek sens, ale pozostaje głodny nawet wtedy, gdy tak wiele się zmienia.
No a poza tym świat to tylko większa klatka, prawda?
To jedna z tych książek, które ma się ochotę po zakończeniu lektury zacząć od początku, może z nadzieją, że za którymś razem coś się tam potoczy inaczej, uda się dowiedzieć czegoś więcej. Bardzo warto się jednak w to wplątać, nawet mimo tego, że Ja, która nie poznałam mężczyzn pozostawia osobę czytającą nieco zagubioną i rozsypaną, zastanawiającą się, z jaką metaforą miała właśnie do czynienia.
Jacqueline Harpman, Ja, która nie poznałam mężczyzn (przeł. Katarzyna Marczewska), ArtRage 2024.

Magdalena Stonawska (ona/jej). Kulturoznawczyni, redaktorka i tłumaczka, fanka fandomu. Lubi polską i niepolską fantastykę, psy, rośliny doniczkowe, kawę i lewactwo.






