Mówi się, że trzeba być trochę szalonym, by mieszkać na Tia Nari.
W powieści Koanai. Ostatnia legenda Joanna W. Gajzler zabiera nas właśnie na Tia Nari, pełną barwnych legend wyspę inspirowaną Hawajami. Poznajemy tam dwójkę różniących się od siebie bohaterów i zostajemy wciągnięci w opowieść o przyjaźni, miłości, mierzeniu się z samym sobą i, oczywiście, koniach.
Koanai opowiada o Raminie, który marzy o tym, by wyjechać z Tia Nari i zostać lekarzem. Na razie para się różnymi zajęciami, próbując zarobić na wyjazd. Splot okoliczności sprawia, że pomimo niechęci do koni zaczyna pracować w stadninie należącej do ojca jego przyjaciółki Lydii. Tam poznaje Maika’iego, chłopaka z mechanicznym koniem, który przybył do stadniny w konkretnym celu. Nad wszystkim wisi legenda o strażnikach, którzy z pomocą swoich rumaków mają ocalić Tia Nari przed zagrożeniem.
Bohaterów tej opowieści zaczyna się lubić już od pierwszych stron. Są młodymi ludźmi, którzy zmagają się z samymi sobą i otaczającym ich światem. Obydwu ukształtowały bolesne wydarzenia z przeszłości i do dziś mają na one nich wpływ. Zarówno Ramin, jak i Maika’i utracili kogoś bliskiego i różnie radzą sobie ze stratą. Żałoba jest ważnym elementem powieści i została przedstawiona realistycznie. Bohaterowie różnie także radzą sobie ze swoją rolą w magicznej misji. Maika’i jest do niej całkowicie przekonany i o wiele bardziej zorientowany w temacie. Wierzy w wagę i słuszność misji. Ramin początkowo nie chce mieć nic wspólnego z magiczną przepowiednią; próbuje nie dać się w to wszystko wplątać. Jest pełen wątpliwości. Ale nie tylko on. Nawet przekonany do misji Maika’i je miewa. Skrywa także sekret: obwinia się za pewną sytuację z przeszłości. Dwójka głównych bohaterów jest naprawdę dobrze wykreowana. Nie są idealni i często wątpią w siebie czy misję, ale przez to są bardzo ludzcy i stają się nam, czytelnikom, bliscy.
Ważna jest także sama relacja między Raminem a Maika’im, którzy podczas pracy w stadninie zamieszkują razem. Ich więź buduje się bardzo naturalnie na kartach całej opowieści, zaliczając zarówno wzloty, jak i kilka upadków. Stają się przyjaciółmi, a później partnerami. Pocątkowo Maika’i ukrywa przed Raminem prawdę o przepowiedni i z czasem jest mu coraz trudniej ją wyznać. Obaj mężczyźni poznają się jednak lepiej i się do siebie zbliżają. Jest wiele uroczych scen między nimi, ale także i takich, które wzruszą czy rozbawią. Ramin i Maika’i wiele w życiu przeszli. Znajdują w sobie nawzajem oparcie i drugą osobę, która zrozumie i wysłucha.
Siłą Koanai jest bogaty świat przedstawiony. Został dobrze przemyślany i kreatywnie ukazany. Cały system magiczny, legendy, historia wyspy, mistyczne stworzenia… Powieść nie przytłacza jednak informacjami. Są podane w odpowiednich porcjach i w bardzo intencjonalny sposób. Ciekawym punktem wyjścia jest już sama inspiracja, czyli kultura i historia Hawajów. Wszystkie wplecione legendy i rozmaite krótkie teksty na początku rozdziałów dodały opowieści kolejnego wymiaru i sprawiły, że stała się jeszcze ciekawsza. Autorka wykazała się zresztą dużym szacunkiem, nawiązując również do niełatwej historii Hawajów.
Na uwagę zasługują także postacie poboczne. Bardzo polubiłam Lydię, która okazała się niemałym wsparciem dla głównych bohaterów. Bardzo podobało mi się, że nie była zazdrosna o więź Pyła i Ramina, choć Pył był dla niej tak ważny. Ciekawą postacią była również Haunani, która stała się dla Ramina i Maika’iego kimś w rodzaju przewodniczki. Gromadka pracowników stadniny stanowiła raczej tło – znalazły się wśród nich sympatyczne i mniej sympatyczne postacie.
Nie mogłabym nie wspomnieć o koniach, bo są one pełnoprawnymi bohaterami tej opowieści. Najważniejsze z nich to zdecydowanie Pył i Ka’ena. Ta dwójka nieco się od siebie różni – Pył jest nieokrzesany, ale przy tym uroczy, a Ka’ena majestatyczna i ma niezwykłą więź ze swoim jeźdźcem. Pył i Ramin muszą ją dopiero zbudować. Na początku jest to trudne, ale z czasem się do siebie przywiązują. Pełne koni są także legendy przytaczane w całej książce. Wyspa by bez nich wszak nie istniała. Przywódcy czterech stad są bardzo ciekawie pomyślani. Bije od nich magia i majestat, co widać na ilustracjach w książce. Każdy się czymś wyróżnia – reprezentują bowiem różne elementy przyrody.
Książkę wzbogaciły wcześniej wspomniane ilustracje samej autorki. To tak samo ważna część powieści, co tekst. Są piękne i szczegółowe. Przedstawiają istoty z przywoływanych na kartach powieści legend, także wcześniej wspomnianych przywódców czterech stad.
Podsumowując, Koanai. Ostatnia legenda to piękna opowieść z dwójką przesympatycznych głównych bohaterów, szczerymi relacjami, przemyślanym światem przedstawionym, pełnym legend, magii i koni.
Koanai. Ostatnia legenda, Joanna W. Gajzler, Wydawnictwo SQN, 2025. Dziękujemy wydawcy za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Z wielką przyjemnością objęliśmy tę powieść matronatem!
Aspirująca pisarka, która ma w swojej głowie całe mnóstwo opowieści i duży problem z przelaniem ich na papier. Mimo trudności, cały czas jednak próbuje, z różnymi efektami. Kocha oglądać kreskówki i anime, i czytać mangi i książki. Pije przy tym herbatę, najlepiej taką z miodem. Jej internetowa tożsamość wzięła się od Perły z kreskówki Steven Universe, którą do dziś uważa za jedną z swoich najulubieńszych postaci fikcyjnych, a nawet miłość swojego życia. Może brzmi to trochę przesadnie, ale historia Perły naprawdę z nią rezonowała i dodała jej otuchy w jej życiowej podróży.






