Wouldst thou like the taste of butter? Wouldst thou like to live deliciously?
The Witch: A New England Folktale, reż. Robert Eggers, 2015
Jakże pysznie się złożyło, że powieść Masło Asako Yuzuki ukazała się w Polsce akurat teraz. Dzięki temu możemy razem z bohaterkami przeżywać absurdalną niedostępność tego produktu żywnościowego i lepiej wczuć się w klimat opowieści… która mówi między innymi o tym, jak często trudno domagać się ludziom (ale przede wszystkim kobietom) czegoś więcej niż symboliczny suchy chleb.
Startowy punkt powieści wygląda następująco*: Rika Machida jest reporterką – zbiera materiały do artykułów, ale ich nie pisze, tym bowiem zajmują się panowie z redakcji. Chce zostać pierwszą redaktorką w swojej gazecie, a szansę na to upatruje między innymi w przeprowadzeniu wywiadu, i to na wyłączność, z Manako Kajii, podejrzaną o morderstwa swoich partnerów. Kajii to kontrowersyjna postać – uwielbia jeść, nie przystaje do wyśrubowanych standardów japońskiej urody, a na pierwszym widzeniu w areszcie mówi Rice, że nie cierpi wyłącznie dwóch rzeczy: „feministek i margaryny”. Jak można się domyślić, ma swoich oddanych fanów, ale ma też wielu hejterów, głównie na tle fatfobicznym. Czy i Rika ulegnie jej czarowi? Czy zdoła pozyskać wywiad? I czy dowie się, kto zabił (o ile ktokolwiek?).
Osią pierwszej połowy powieści jest właśnie to napięcie pomiędzy Riką i Manako, dodatkowo skomplikowane przez przyjaciółkę Riki, Reiko, która wydaje się o oskarżoną w jakiś sposób zazdrosna. Mamy tutaj kilka naprawdę ciekawych wątków: łamanie tabu otyłości i apetytu przez Rikę, homoerotyczne napięcie à la japonaise, dzięki któremu czytelniczki mogą się dowiedzieć, jak wyglądał dyskurs LGBTQ w Japonii lat 2010 (a raczej nie wyglądał – bo w pewnym sensie go nie było… jak nie wiecie, zrozumiecie po lekturze, obiecuję), a także cały wątek Reiko, osoby popękanej na swój własny, wyjątkowy sposób. W tej części autorka podrzuca sporo materiału do rozkmin na temat feminizmu, ról płciowych i postrzegania ciał, a wszystko jest podane w sosie z tego cholernego, pysznego, ale niedostępnego masła, urastającego do rangi metafory na wszystko.
Druga połowa powieści skręca w nieco innym kierunku, niż można by się było tego spodziewać. Mimo zapowiedzi polskiego marketingu, że mamy do czynienia z japońskim Milczeniem owiec, nie dostajemy thrillera ani horroru… Na scenę bowiem wkracza Moc Odnalezionej Rodziny i Przyjaźni, która pomaga przyjaciółkom stanąć na nogi i zmierzyć się z konsekwencjami swoich wyborów. W tej części metafora masła i cała jego sensualna głębia schodzi na dalszy plan, głównie dlatego, że nie jest już aż tak bardzo potrzebna. Trochę to smuci wielbicielkę formy dopiętej na ostatni guzik, ale za to dostajemy całkiem miłe zakończenie, więc jakoś to przeżyję.
Nie znaczy to jednak, że powieść staje się przez to mniej interesująca czy realistyczna! Wręcz przeciwnie, zwrotów akcji mamy w tej części całkiem sporo – po prostu nie mają one sensacyjnego charakteru. Są raczej przyziemne, choć psychologicznie prawdopodobne i (mimo wszystko) naprawdę pasują klimatem do całości. Jedyne, co może bym zarzuciła autorce, to to, że trochę rozmywa się tutaj ten aspekt społecznej krytyki. Wiecie, relacje przyjacielskie i rodzinne są super, potrzebujemy ich bardzo w zatomizowanym społeczeństwie zachodnio-globalnopółnocnym, czaję to wszystko, ale jednak nie stanowią panaceum na wszystko – a trochę tak odbieram zakończenie, jakby autorka właśnie chciała to powiedzieć. Ale kiedyś gdzieś przeczytałam (chyba w kontekście Aggretsuko), że w japońskiej popkulturze najlepszym zakończeniem fabuły „niedopasowana jednostka vs. społeczeństwo” jest wewnętrzna przemiana i dopasowanie się tej jednostki, a nie zmiana społeczeństwa… I cóż, nie wiem, czy to pasuje do wszystkich japońskich tekstów kultury, ale do tego na pewno.
Mimo to polecam lekturę bardzo. Po pierwsze, stanowi po prostu świetne doświadczenie czytelnicze – no ja się naprawdę wciągnęłam. Po drugie… Jedna znajoma osoba mimochodem mi wspomniała, że była Bardzo Zdziwiona w trakcie lektury, jak bardzo Japonia jest konserwatywna, jeśli chodzi o role płciowe. Że często powtarzała sobie w trakcie lektury: „To wy naprawdę musicie o to jeszcze walczyć?”. Wtedy się z nią zgodziłam o tyle, że faktycznie, jest to dość konserwatywny kraj (choć w kontekście np. akceptacji dla LGBTQ nadrabia to szybko) i wcale mnie nie dziwi, że w powieściach japońskich autorek to widać. Ale ten konkretny rodzaj mizoginii, połączony z fatfobią, jaki widzimy w Maśle… Cóż, mam poczucie, że i w Polsce jest on nadal bardzo żywy. Śmiem wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nie tylko w Polsce, biorąc pod uwagę, jaką zawrotną karierę robi w tym roku na świecie Ozempic, a raczej Wegovy**. Myślę, że jeśli sięgniecie po Masło, to warto w trakcie lektury zwrócić uwagę na własne reakcje właśnie na ten aspekt jedzenia, tycia, łamania tabu przybierania na wadze. I nie bać się stawić czoła tym reakcjom, niezależnie od tego, jakie one będą. Pod tym względem powieść Yuzuki może stanowić bardzo dobre i bardzo potrzebne lustro na nasze własne uprzedzenia, czy to skierowane na zewnątrz, jako krytyka innych, czy też raczej do wewnątrz, jako dręczenie siebie.
P. S. Dla fanów true crime dodatkową zachętą sięgnięcia po powieść może być to, że jest ona luźno inspirowana faktami. Ale muszę uprzedzić, że słowo klucz to „luźno”.
P. P. S. To nie jest tekst przyjazny wegan_om. Nie obraża ich, ale wiele bohaterek pośrednio obraża ich dietę. Jeśli ktoś nie ma ochoty na czytanie o mięsie, nabiale i inseminacji krów (moim zdaniem nie ma tam nic drastycznego, ale różni ludzie to różne wrażliwości), to cóż, niech czuje się ostrzeżon_.
___
* Warto mieć na uwadze, że akcja powieści dzieje się jakoś w 2014–2015 roku, więc nie oczekujcie, że wszystko będzie super zaktualizowane do najnowszych standardów feminizmu i wrażliwości. Plus, konserwatywna Japonia. Ale czy takie okienko na świat inny niż nasz nie jest właśnie ciekawsze?
** Ostatnio widziałam w takim zbiorczym agregacie pozytywnych wiadomości z 2024 roku nagłówek „kuracja otyłości Ozempikiem jest super dla ludzkości!” (parafraza własna). Aż się na tym zatrzymałam, bo przecież… halo, po pierwsze, nie jest to najbardziej ciałopozytywne podejście na świecie, a po drugie… czy to nie jest właśnie ten lek, którego teraz brak cukrzykom? Jaki mózg uznał, że można to tak obrócić, by zrobić z tego pozytywną informację? Lekcja: nie ufać bezwarunkowo internetowym optymistom, nawet jeśli używają hasztagu solarpunk.
Masło, Asako Yuzuki (tłum. Anna Wołcyrz), Wydawnictwo Literackie 2024

Tłumaczka i doktorantka nauk humanistycznych. Kocha gonitwy za ulotnymi ideami w lesie kultury i wiedzy. Rezultaty łowów przedstawia między innymi na blogu „dziewiętnaście czwartych” (stąd pseudonim na Whosome) oraz w audycji „dancing in dystopia” w Radiu Kapitał. Lubi spędzać czas z bliskimi, robić staromodne zdjęcia, śpiewać i tańczyć z wachlarzami. Stara się być porządną osobą.






