Tytułowa ściana przedziela świat na dwie części, oddzielając bohaterkę od jej dotychczasowego życia. A może ją ratując? Zapraszam do lektury trzeciej recenzji w cyklu Święta z ArtRage.
Ściana Marlen Haushofer (w przekładzie Małgorzaty Gralińskiej), oryginalnie opublikowana w roku 1963, opiera się na pomyśle, który (później, a pewnie i też równolegle*) pojawiał się w fantastyce z pewną regularnością. Wycinek świata zostaje oddzielony od reszty niemożliwą do pokonania barierą. W życiu bohaterki wydarza się to w momencie, gdy odwiedza przyjaciół w ich domku w górach. Oni wieczorem wybierają się do pobliskiej wioski, ona zostaje. Rano, gdy rozgląda się po okolicy i zamierza wyruszyć do knajpki, w której mieli zamiar posiedzieć przy drinkach, odkrywa, że prowadzącą przez wąwóz drogę przecina przejrzysta, ale nieprzenikniona ściana. Narratorka spotyka psa przyjaciół, ale ich samych już nigdy nie zobaczy – ściana to niejedyna zmiana, jaka zaszła w świecie w ciągu tej nocy.
Od tego momentu wszystko toczy się nieco inaczej, niż się spodziewałam.
Bardzo podobnie jak Ja, która nie poznałam mężczyzn, powieść Ściana ma postać rekonstruowanego z perspektywy czasu dziennika. Autorka w pełni korzysta z możliwości, które daje taka forma – dokonuje nielinearnych syntez i porównań, pomija to, czego nie pamięta, albo to rekonstruuje, nieraz też wybiega w przyszłość. Zwłaszcza to ostatnie było dla mnie źródłem stresu, bo budowało poczucie niepokoju – wiedziałam, że w jakiejś kwestii coś pójdzie nie tak, ale nie wiedziałam kiedy ani jak do tego dojdzie, zachowywałam więc ciągłą czujność.
Jest więc Ściana dziennikiem straty, osamotnienia i przetrwania, a także głębokiej koncentracji na życiu i coraz mocniejszym wchodzeniu w świat przyrody i jego rytmy, wzmacnianiem relacji ze wszystkim, co żywe, i odkrywaniem pełnego człowieczeństwa – w opozycji do tego, co było udziałem narratorki przez pierwszych czterdzieści lat jej życia, czyli doświadczenia wojny, lat powojennych, pracy i wychowywania dzieci.
Początki są oczywiście trudne, ale bohaterka ma szczęście, że jej znajomy miał surwiwalowe ciągoty, na miejscu ma więc trochę zapasów, w tym wór ziemniaków (ciekawe, czy autor Marsjanina czytał Ścianę), sporo oleju do lampy, narzędzia. No i ma psa – Luchs staje się jej najbliższym przyjacielem i towarzyszem, przewodnikiem i powiernikiem, podnosi ją na duchu, mobilizuje do działania w chwilach słabości, pokazuje, jak można się cieszyć z rzeczy najprostszych. Ich rodzinę uzupełnia szybko dzika kotka i jej dzieci oraz krowa – stając się przyjaciółką i żywicielką całego stada – a później wrony i sarny. Tam więc, gdzie spodziewałam się walki o przetrwanie i wyrywania każdego kolejnego dnia pazurami w zimnie i głodzie, dostajemy raczej spokojną opowieść o planowaniu kolejnych kroków, rekonstruowaniu zapomnianej wiedzy, wyrzeczeniach i ciężkiej pracy, która przynosi ukojenie. Bo oczywiście nie są to warunki, w których ktokolwiek dobrze by wyszedł na nadmiernym zastanawianiu się nad swoim położeniem. Narratorka ma lepsze i gorsze momenty; dopada ją depresyjne zawieszenie, nachodzą złe przeczucia, czasami jej ciało nie daje rady. Szybko jednak, co bardzo mnie zafrapowało, przechodzi z myśli o tych, którzy byli za ścianą – mężu, córkach – do swego rodzaju docenienia swojego położenia.
Było mi tego trochę za mało; z chęcią poznałabym więcej tej historii, bo doprowadza nas do punktu pewnego przełomu, ale już nie dalej. Podobnie jak Ja, która nie poznałam mężczyzn, Ściana nie udziela jednak odpowiedzi na wszystkie pytania. Pewnych tajemnic nie rozwikłamy, gdy siedzimy w samym ich środku. Możemy tylko grać kartami, które nam się trafiły, i przeżyć życie jak najlepiej, póki chce nam się żyć. Dla bohaterki to postawienie, cóż, ściany między jej poprzednim a nowym życiem; pogodzenie się ze stratą, nieliczenie na cuda, uważność na to, co dzieje się wokół, chwytanie szans i docenianie własnego przetrwania oraz niespodziewanej wolności. Otaczająca ją dzika przyroda nie jest jej wrogiem. Odcięcie od cywilizacji to nie dziura niemożliwa do wypełnienia. Samotność to niekoniecznie ogromna groza. Grozą jest strata tego, co stanowi codzienne wsparcie, ale też taka jest natura, że nas obdarowuje, a potem nam odbiera; nie mamy nad tym władzy.
Ściana stała się częścią mojego życia, do tego stopnia, że często zapominam o niej na całe tygodnie. A nawet kiedy o niej myślę, nie wydaje mi się bardziej niesamowita niż zwykły ceglany mur lub ogrodowy płot stojący mi na drodze. Co zresztą jest w niej takiego szczególnego? To tylko przedmiot wykonany z materiału, którego składu nie znam. W moim życiu napotykałam całe mnóstwo podobnych rzeczy. Ściana zmusiła mnie do rozpoczęcia zupełnie nowego życia, lecz to, co mnie dotyka, ani trochę się nie zmieniło: narodziny, śmierć, pory roku, wzrost i rozpad. Ściana nie jest ani martwa, ani żywa, tak naprawdę nic mnie nie obchodzi, dlatego też nie pojawia się w moich snach.
Dwie kwestie mnie w tej książce zdziwiły, ale ostatecznie mają one sens. Jedna z nich to fakt, że bohaterka nie mapuje całego odciętego obszaru – jest on dość duży, ale nie dowiadujemy się, jak duży; nie ma nawet specjalnej misji upewnienia się, że naprawdę jest tam sama albo że gdzieś w tej ścianie jest brama. Perspektywa, że ktoś miałby ją znaleźć, że natknęłaby się na kogoś, jest raczej przyczyną zaniepokojenia niż nadzieją. Druga zaś to brak eksplorowania samej bariery – ściana po prostu jest. Widać, co jest za nią. I im dalej w las, tym bardziej stanowi ona raczej ochronę niż ograniczenie. Bohaterka zakłada wręcz, że dałoby się przez nią przedostać, przekopać się pod nią. Wie też, że w każdej chwili może ze sobą skończyć. Nie ma jednak powodu robić żadnej z tych rzeczy i to chyba właśnie sprawiło, że Ściana tak bardzo zamieszkała w mojej głowie.
* Mam na myśli głównie Pod kopułą Stevena Kinga i serial na podstawie powieści – tam taka bariera staje się powodem i tłem ogromnej ilości przemocy. Ale to w zasadzie po prostu motyw rozbitka czy rozbitków na wyspie czy obcej planecie.
Marlen Haushofer, Ściana, przeł. Małgorzata Gralińska, ArtRage 2023.

Magdalena Stonawska (ona/jej). Kulturoznawczyni, redaktorka i tłumaczka, fanka fandomu. Lubi polską i niepolską fantastykę, psy, rośliny doniczkowe, kawę i lewactwo.






