Wykiełkowało coś nowego, przekornie, bo na sam koniec lata, czerpiąc energię z czerwcowej radości, gniewu i dumy. Pierwsza Alpaczna „Siewka” zapowiada zazielenioną, być może nawet wściekle śniącą przyszłość, przeszłość i światy o krok w bok.
A jeśli skakać w przyszłość, to dlaczego by nie w doborowym towarzystwie kosmicznych lesbijek? Co prawda nie wszystkie opowiadania i inne formy w pierwszym numerze zinu zostały osadzone w gatunku science fiction (założeniem „Siewki” jest luźne podejście do hasła tematycznego), znajdziemy więc tu także kilka oddechów fantasy. Ich przecinki, pomiędzy kiełkami SF, użyźniają glebę, na której alpaczna „Siewka” wyrosła.
Najpierw mówi do nas prosta, utrzymana w ziemistych szarościach oprawa graficzna zinu, akcentowana elementami graficznymi, które zgrabnie rozdzielają kolejne teksty. Odrobiny koloru dodaje kolaż Saavik Do androids dream sięgający rozpazurzonymi dłońmi w głąb lesbijskości, kosmiczności, tego, jaka będzie być może lesbijska przyszłość. Z kolei Tęczowy kot Cyd Petruczenko rozświetla swym medytacyjnym spokojem odpowiedź na pytanie o życie, wszechświat i całą resztę (stronę 42, zamykającą zin). Lily Bucky zabiera nas w LessSpace z jej prostotą i spokojem, gdzie nie trzeba koloru, by oczom wyobraźni ukazał się ciepły, letni piknik gdzieś w kosmosie. No i jeszcze komiks Zuzanny Popiel, Szum, gdzie kosmos i morze łączą się w jedno, tak samo ciemne, monochromatyczne, gdzie spotkanie wprowadza odrobinę koloru, choć koniec nie jest już barwny.
Pomiędzy tymi siewkami już to wybłyskuje, już to zwraca uwagę przygasaniem (czarne dziury przyciągają najmocniej) mikroproza. Czternaście ich odbłysków, gotowych zacząć się ukorzeniać w sercach i umysłach czytelni_, przedstawimy w kilku słowach poniżej.
Uwaga na spoilery.
Abisal
Joanna A. Przygodzka
Jakże piękna może być katastrofa (halucynacje z niedożywienia i śmierć). Tak można by zinterpretować Abisal, idąc po najprostszej, najbardziej cynicznej linii oporu. Ja chcę jednak wierzyć w międzygwiezdne porozumienie, telepatyczną syrenę i piękno w mgławicy, do której wcale nie zamierzało się lecieć, ale cóż, awaria statku przerzuciła w nieznane, miast podążać z góry ustalonym kursem.
Zderzenie światów jest nieprzyjemne, bolesne, wdziera się siłą, zsyłając obrazy-porozumienia, jak w Darmok ze Star Treka. Telepatyczna rozmowa obrazami – z halucynacją czy prawdziwą syreną (chcemy wierzyć, że prawdziwą) prowadzi do jedynej sensownej konkluzji. Nie ma co umierać samotnie, kiedy można wyruszyć w nieznane z nową towarzyszką podróży.
Pierwsza lesbijka w kosmosie
Klaudia Sowiak
Oczywiście nie jest w nim pierwsza. Ale media to media, im musi się klikać, im słupki oglądalności muszą rosnąć. Więc żona w domu czy nie, wiadomo, będzie seks w kosmosie, trzeba o niego zapytać. Raz i pierwszy i czterdziesty drugi. Ignorując część merytoryczną misji naukowej.
Podobnie koleżanki na statku. Słyszą „lesbijka”, myślą „będzie mnie podrywać”. Naukowczynie, psia ich mać.
Jest to trochę stereotypowe, trochę z życia, trochę przerysowane, zapewne by mocniej trafiało w prostocie przekazu. I jest też finał, który… Cóż, osobom nihilizującym się zapewne spodoba. Do mnie niekoniecznie przemawia. Ale we mnie siedzi ten chochlik optymizm i ten drugi, nadzieja, i one nie chcą dać się nabrać na najprostsze rozwiązania.
Eta carinae
Magdalena „Serathe” Grajcar
Związek, bardziej krążenie wokół swoich orbit niż prawdziwa bliskość. A jednak kiedy ty umierasz, ona trzyma twoją dłoń. Ty odchodzisz (pochłaniana przez nią, ale o tym sza), a ona jest tuż obok ciebie. Szpitalne łóżko, dwa osobne życia, w których jednak zawsze wybierałyście siebie. Grawitacja była zbyt silna.
Ostatecznie jesteście układem podwójnym, i kiedy ty już znikniesz, pozostaniesz cała w niej. Przewrotnie. Zaskakująco. Czy mowa o prawdziwych Eta carinae? Czy o związku nieprzystającym do prostych norm, a jednak nierozerwalnym? Na ile toksycznym, jeśli tej gwiezdnej metafory się trzymać – wszak idąc gwiezdnym tropem, to narratorka jest odpowiedzialna za śmierć swojej ukochanej?
Może więc lepiej zatrzymać się w odczytaniu o krok wcześniej. Tam, gdzie to wszystko jest jeszcze smutne, ale i piękne.
Pół parseka od Myr
Zoë Ziemskie
Intymność w kosmosie bywa trudna, kiedy każdą twoją minutę liczą i wymagają pracowitego jej wykorzystania. Można kraść drobne momenty tu i tam, nieidealne, bardziej irytujące niż dające spełnienie.
W ciasnej przestrzeni trudno jest znaleźć oddech od współpasażer_, przesłać wiadomość ukochanej… Nieosobie. Tu, ledwie zaznaczona, przedmiotowość obiektu uczucia zastanawia. Na moment, zanim wrócimy do głównej bohaterki. Bo to jednak opowieść o niej, o jej przyjemności i tym, co utraciła, ruszając w kosmos. Z czego musiała zrezygnować i co próbuje przy sobie zatrzymać.
Jest w tym coś właściwie bardzo samotnego. Druga strona być może odbierze filmik – jeśli zostanie jej wysłany – ale jej człowieczeństwo nie ma wiele do rzeczy. Liczy się Ignes i jej doznania, i to, czego się w sobie wstydzi. I to, czego nie dane jest jej dokończyć. I w tym kontekście skrajne uprzedmiotowienie jej partnerki ma sens. To nie ona ma stanąć w oku kamery.
Wiedźmia chatka
Aleksandra Stanisz
Mentorka i uczennica, i chatka na kurzej nóżce, która ma dość chodzenia na palcach wokół tematu obopólnego zauroczenia. Wchodzimy w przestrzeń zawieszoną, do Nawi mieszczącej się gdzieś w rozwarstwieniu pomiędzy Jawią, wczepionej w nią pazurkami haczyków to tu, to tam. Poprzez czas i przestrzeń.
W Jawi problemy wciąż te same, tak samo ojce chcą odsyłać córki z domu, tak samo córki mogą się ojcowskiemu słowu poddać albo uciec – niezależnie od czasów, które w niej panują. W Nawi przynajmniej Kaśki nie znajdą. Jeśli chatka pozwoli jej zostać. Jeśli Janka odważy się zadać jej pytanie, które nosi w sobie już od pewnego czasu.
Klatka
Karol Lemańczyk
Miłość. Cielesność. Religia. Ucieczka w kosmos z umierającej planety w wydaniu mniej sztampowym. Szkielet (katastrofa, wielkie statki, lot w nieznane) pozostaje ubrany w nowe powłoki tłuszczu, mięśni i tkanek, wytwarza nowe organy. Nadaje świeżości tej historii.
W tym wszystkim miłość niepełna, oddzielana klatką cielesności, która dusi narratorkę. Modyfikacje ciała podejmują obie, w imię wiary zostają cybernetycznymi kapłankami. Ale tylko jedna chce iść dalej – by pozbyć się klatki ciała.
Niezrozumienie jest zrozumiałe. Trudno zrozumieć, gdy nie pada ani słowo o powodach. Wiara, chęć służby bogom, ludziom to jedno. Prawda, ukryta w lęku, zamyka wspólną drogę. Trochę jak w Eta carinae – narratorka i jej ukochana są sobie bliskie, ale czy na pewno są ze sobą razem? Gdy nie ubierają w szczere słowa trudnych emocji, między ukochanymi rośnie mur, mocniejszy od klatki, z której się wyszło.
Teleport
Karolina Drabent
Jedna z wielu lesbijek w kosmosie. Wojskowa kucharka, choć sama nie w armii, z (już nie) żoną w domu i pokusami podczas długich lotów. Bo gdyby rząd nie opóźniał otwarcia teleportów (a przecież wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby dało się szybciej podróżować), to łatwiej byłoby wytrzymać w wierności i przecież nie doszłoby do rozwodu.
Przenoszenie poczucia winy na czynniki zewnętrzne. Rząd i podatki. Również niewierną (już nie) żonę. Kuszące żołnierki podczas długich lotów. Usprawiedliwianie swojej potrzeby cielesnej przyjemności bez stanięcia z nią szczerze twarzą w twarz. Utrata ukochanej boli, ale nie na tyle, by wziąć na siebie odpowiedzialność.
Zresztą może w końcu otworzą ten portal, to wtedy na pewno wszystko się wyprostuje i (już nie) żona wróci. Tylko jakość przetrwać przez kolejny rejs to nieznośne, kuszące tu i teraz.
Mit o Marvo i Aspro
Joanna Tomaszewska
Wypalenie zawodowe w pracy twórczej uderza mocno. Choć nie ma tu kapitalizmu, wymogów ani celu, do którego dążą obie. Jest tylko piękno tworzonej wspólnie tkaniny wszechświata. Tkania jej materii i wyszywania punkcików gwiazd i galaktyk. Nie ma nadzorców, kolegów w boksie obok. Są tylko one dwie.
Jest bliskość, zrozumienie twórcze i lekkość – ale, jak się okazuje, bardzo kruche, gdy z wypaleniem pojawia się wątpliwość i łzy, które niszczą tkaninę. Bo czy ta druga wciąż będzie kochać, jeśli to, co tworzy pierwsza z nich, przestanie być jakościowe? Jest lęk. Przyznanie prawdy w myślach łączy się z końcem związku. Lepiej udawać, nawet wtedy, gdy wyszywane galaktyki i gwiazdy znikają pośród zroszonej łzami tkaniny. Wizja szczerości opętuje lękiem, który wiele spośród nas zna. I który w rzeczywistości zwykle nie przekłada się na to, co się dzieje, kiedy wreszcie wspólny ból pęknie, zmuszając do otwarcia się na prawdę. Zwykle lepiej otworzyć drzwi klatki, usiąść na jej progu, by stać się sobie bliższymi.
Per amorem ad astra
Beata Baran
Katastrofa. Śmierć. Co zabiło wiedźmy zgromadzone pod świętym dębem? To nieistotne w tej historii. Ważniejsza jest miłość, która prowadzi do gwiazd. Jest szok, podejście z grubej rury, myśl: tu będzie opowieść o tym, co stało się dalej, w fantastycznym kostiumie. Śledztwo, wiedźmie narady, co z całą sytuacją zrobić. Ważna lekcja o nienawiści do tego, co odmienne. Nie ma nic takiego.
Są gwiazdy i mgławice. Pola i Rania – Pola, która umarła dawno, w ataku albo wypadku, pod świętym dębem. Rania, która żyła długo po utracie Poli. Byty astralne, których miłość znaczy więcej niż śmierć. Miłość nie naprawiła wszystkiego. Nie cofnęła czasu. Nic nie wyjaśniła. A jeśli wyjaśniła poza kadrem – to opowieść o związku, a nie o tym, co było pomiędzy nim.
Wszystko pasuje
Lena Kuran
Płciowość w cyberpunkowym anturażu. Maszyna? Osoba? Serwisanta dbająca o dobrostan narządów płciowych spotyka się osobą niebinarną. W technicznej rozmowie, oplecionej siatką [dookreśleń procedury] następuje porozumienie. Pierwsze takie? Jedno z wielu, pierwsze tylko akurat dla tej serwisanty? W wytyczne wpisane pod binarne postrzeganie ludzkich ciał X現ダ wprowadza swoje istnienie, nie oddając pola walki. Spokojnie, jasno tłumaczy niebinarność, tak by serwisanta przyjęła ją do wiadomości i wykonała zabieg zgodnie z życzeniami X現ダ.
Tam, gdzie mogłoby dojść do zgrzytu, zapętlenia w cyklu niezrozumienia, nieprzyjęcia do wiadomości czegokolwiek, co odbiegałoby od procedury (zapewne wiele razy tak właśnie się to kończyło), pojawia się ciekawość. Chęć zrozumienia, akceptacja. Pomiędzy serwisantą a X現ダ pojawia się nić porozumienia.
O jedną balladę za daleko przy moście Śląsko-Dąbrowskim
Sara Manasterska
Gdy warszawska syrenka fałszuje pod mostem, trzeba wezwać specjalne wsparcie. Policja stoi na brzegu, plotkuje, myśli o deeskalacji (zupełnie nie jak w prawdziwym życiu), ale pomóc może tylko detektywka Jaszczurka. Sprawa syreny jest w końcu dość nietypowa. Niby tylko zakłóca mir i spokój miasta, ale jak to syrenę, trudno taką uspokoić, sprawić, by przestała drzeć japę.
Detektywka Jaszczurka jednak pomoże, porozmawia, w końcu jej ukochana powinna zrozumieć, że czasami praca bywa ważniejsza od randki. A nawet jeśli nie, to nie ma co z tego powodu robić problemu dla zwykłych ludzi. Naprawdę, wystarczyło przecież spokojnie porozmawiać.
Orgazmatron z Alfa Vulvae
D.A. Recki
Do orgazmatronu wchodzisz na własną odpowiedzialność. Dziwne, kosmiczne porno (choć może wcale nie dziwne, ja się specjalnie nie znam) i kulisy jego powstawania. Wchodzimy w dość (celowo) kiczowate wyobrażenie, by zaraz z niego wyjść, spojrzeć na nie z zewnątrz. Magia ekranu i wspaniały kosmos staje się lepką mazią, filtrem z podpaski i starym telewizorem.
To, co wyobrażone, pozostaje wyobrażone, niewiarę można zawsze odwiesić na kołek. Nawet po tym, jak z pleców wyobrażenia zostanie zdrapane pazłotko, a lustro libido przestanie odbijać czytelnicze potrzeby.
Ta piękna, pierwotna ciemność
Anna Łagan
Kosmiczna pustka przyciąga, każe wyjść w nią, dotknąć jej. Przepełniona magią, nieokiełznaną tutaj, poza Ziemią, wołającą bez słów. Tak łatwo się w niej zatracić… Dobrze, że Erdem ma obok siebie Ireyę, która przywoła ją z powrotem ku sobie, do wnętrza ich statku.
Może to metaforycznie ujęta depresja. Może inne, autodestrukcyjne skłonności. Ja czuję piękno kosmosu, jego przyciąganie w samym rdzeniu siebie. Rozumiem Erdem. Rozumiem jej potrzebę rozpłynięcia się w, scalenia z tą piękną, pierwotną ciemnością. Nie ma w tym potrzeby autodestrukcji, niechęci do życia. Jest tylko piękno, którego nigdy w pełni nie zrozumiemy.
Granica
Wilk z Lasu
Na koniec: ślub. Na końcu wszechświata. Aż dziw, że nikt inn_ do tej pory o tym nie pomyślał, nie wskoczył w swój stateczek i nie poleciał tam. Jedynym świadkiem granica wszystkiego. Później zostanie zbadana, najpierw trzeba się hajtnąć, złożyć sobie przysięgi – realistyczne w spojrzeniu na to, czym chcą, by był ich związek, a przez to tym bardziej prawdziwe i godne zaufania.
Słodka opowieść zamyka ten spłachetek polany. Kto by pomyślał_, że to miało być opowiadanie grozy.
Siewka #1 jest różnorodna jak polne kwiaty wysiane partyzancko na wiosnę, niesie w sobie wiele nut. Tych ciemnych, tych radosnych, tych barwnych, przeplatających się z sobą wątkami, miłość, wierność, zdradza, lęk, nieprzystawalność w związku, ślub. I każda z tych siewek jest na polanie równie potrzebna. Gdy zakwitną, powstanie z nich przepyszny miód.
Siewka #1. Lesbijki w kosmosie, Grupa Wydawnicza Alpaka 2025






