Nakładem wydawnictwa SQN ukazała się Zagłada puka do drzwi, piąta już powieść T. Kingfisher – fenomenalnej amerykańskiej autorki, którą będziemy mieć okazję spotkać na Bazyliszku-Polconie. To kolejny po powieści Cierń retelling tradycyjnej baśni – tym razem autorka zainspirowała się Gęsiareczką braci Grimm.
Czternastoletnia Cordelia nie ma wielkich marzeń – chciałaby móc odwiedzić koleżankę i czasem zamknąć drzwi do swojego pokoju. Jednak nawet tak proste rzeczy nie są możliwe, gdyż dziewczynka wie, że nie spodobałyby się jej matce, która w chwilach niezadowolenia z córki potrafi całkowicie przejąć kontrolę na jej ciałem. Pewnego dnia Cordelia dowiaduje się, że wyprowadzają się z domu, gdyż jej matka ma nowy plan: zamierza zostać żoną Samuela, okolicznego Dziedzica, a dziewczynka nie ma w tej sprawie oczywiście nic do powiedzenia.
Siostra Samuela, Hester, ma złe przeczucia, gdy w ich domu pojawia się nieznajoma piękność, która każe się tytułować lady Evangeline. Przeczucie okazuje się słuszne, gdyż kobieta ta jest najwyraźniej zdeterminowana, by wszelkimi środkami zdobyć serce (choć bardziej chyba majątek) Dziedzica. Do tego towarzysząca Evangeline córka wygląda na absolutnie zastraszoną i potrzebującą pomocy.
Wydarzenia są opisywane z punktu widzenia dwóch bardzo różniących się od siebie bohaterek, których narracje świetnie się uzupełniają. Cordelia jest naiwna w dziecinny sposób, popełnia urocze gafy w nieznanym sobie świecie wyższych sfer i miewa problemy z rozmawianiem z ludźmi (nie miała wielu okazji tego ćwiczyć). Jednak jako ofiara okrucieństwa swojej matki ma świadomość, jak bardzo jest ona niebezpieczna i zrobi wszystko, by ochronić lub przynajmniej ostrzec przed nią innych.
Hester jest pod wieloma względami jej przeciwieństwem. Ma już swoje lata, dobrze zna życie i ludzi, bywa złośliwa, choć jej poczucie humoru jest głównie autoironiczne:
Jedną z zalet jej wieku było to, że mogła dużo myśleć, siedząc bez ruchu, a nikt nie mógł jej szturchnąć ani zażądać, żeby wstała i zrobiła coś pożytecznego.
Przy tym jest zwyczajnie dobrą osobą – gdy tylko zauważa, jak bardzo wystraszona jest Cordelia, natychmiast postanawia jej pomóc. Zapewnia dziewczynce momenty wytchnienia od matki i szczerze odpowiada na jej pytania, stając się dla niej bardzo potrzebnym wsparciem. Obie bohaterki budzą wielką sympatię i chęć kibicowania im w zmaganiach z czarownicą.
Oprócz dwóch głównych bohaterek w powieści występuje cała plejada barwnych postaci. Każda z nich jest wyrazista, ma swój styl i charakter. Autorka naprawdę dobrze opisuje relacje między postaciami kobiecymi. Przyjaciółki Hester są cudownie ekscentryczne, ich rozmowy potrafią rozbawić i zaskoczyć. Podobnie jak Hester dobrze przyjmują Cordelię, dzięki czemu dziewczyna zyskuje grono szalonych cioć.
Właściwie najsłabiej wypada główna antagonistka – jest jednowymiarowa, a jej motywacje są mało ciekawe. Stanowi raczej baśniowe uosobienie egoizmu i zła niż jest pełnoprawną postacią. Z drugiej strony można łatwo zrozumieć, dlaczego autorka nie chciała napisać czegoś, co mogłoby zostać odebrane jako usprawiedliwianie postaci znęcającej się nad dzieckiem. Jednak mimo pewnego braku głębi Evangeline naprawdę przeraża bezwzględnością i brakiem poczucia winy. Każdy swój czyn uważa za zupełnie uzasadniony, a wszystkie zachowania za naturalną konsekwencję postępowania innych. Gdy przejmuje kontrolę nad Cordelią, stwierdza:
Ale mogłabyś się bardziej starać. I nie być taka buntownicza! Nie powinnam musieć ci tego robić, zwłaszcza że masz już czternaście lat!
Jak przystało na T. Kingfisher Zagłada puka do drzwi napisana jest lekko i płynnie i czyta się ją błyskawicznie. Autorka bardzo zręcznie równoważy ciężkie wątki poczuciem humoru i pozytywnymi scenami, które jednak nie odbierają powagi sytuacji. Cordelii początkowo trudno jest się komukolwiek zwierzyć ze swoich problemów z matką, bo choć w tym świecie magia jest znanym zjawiskiem, to jest powszechnie uważana za słabą i mało użyteczną. Jest używana przy drobnych oszustwach i nikt nie sądzi, by można było za jej pomocą dokonywać tak poważnych przestępstw. Jednak gdy w wyniku dramatycznych wydarzeń dziewczyna otwiera się przed Hester, znajduje u niej zrozumienie i wsparcie.
Powieść jest inspirowana baśnią braci Grimm Gęsiareczka. Przyznam, że nie znałam wcześniej tej baśni i mam wrażenie, że nie jest ona zbyt znana w naszym kraju. Gęsiareczka opowiada o księżniczce, która zostaje wysłana ze swoją służącą w podróż do zamku księcia, którego ma poślubić. Po drodze służąca postanawia zająć miejsce księżniczki – rzuca czar, który zmusza księżniczkę do udawania służącej i nie pozwala jej opowiedzieć prawdziwej historii żadnemu człowiekowi. Po dotarciu na miejsce służąca w przebraniu udaje się na zamek i sprawia, że księżniczka zostaje zatrudniona przy pasaniu gęsi. Do tego zabija konia księżniczki, magicznego rumaka, który mógł mówić, przez co służąca obawiała się, że wyjawi prawdę. Głowa konia zostaje przybita nad bramą, a księżniczka musi ją oglądać, gdy wychodzi pasać gęsi. Księżniczka codziennie rozmawia z tą głową (a głowa odpowiada), co zauważa pasący gęsi chłopak. Opowiada on o tym królowi, który następnego dnia sam ogląda gęsiareczkę rozmawiającą z głową konia. Król domyśla się, że gęsiareczka jest zaklęta i namawia dziewczynę, aby opowiedziała swoją historię piecowi, gdy ta tłumaczy mu, że nie może jej opowiedzieć żadnemu człowiekowi. Król wysłuchuje tej opowieści stojąc przy kominie, a następnie doprowadza do przywrócenia księżniczki na jej właściwe miejsce i ukarania służącej.
Książka nie jest typowym retellingiem, jakim był Cierń, a jedynie nawiązuje do niektórych wątków z baśni. Bardzo spodobało mi się wykorzystanie motywu gęsi, które w Gęsiareczce (wbrew tytułowi) nie odgrywają większej roli, jednak tutaj są całkiem istotne. Hodowla tych ptaków jest pasją Hester i choć nie zajmuje się ona tym już od jakiegoś czasu, to nadal myślenie o gęsiach pomaga jej przetrwać w trudnych momentach. Oprócz tego gęsi w świecie powieści wyczuwają magię i pomagają bohaterom również całkiem dosłownie. A jak wszyscy wiemy, lepiej mieć gęsi po swojej stronie (honk).
W drugiej połowie książki pojawiają się również nawiązania do bardziej brutalnych i mrocznych elementów z baśni. Osoby wrażliwe na makabryczne opisy powinny ostrożnie czytać końcówkę książki.
Do Zagłada puka do drzwi dobrze pasuje znany cytat z Chestertona: Baśnie są bardziej niż prawdziwe, nie dlatego, że mówią nam, iż istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać. Choć w naszym świecie nie ma (takich) czarownic, to problemy z przemocą psychiczną w rodzinach niestety są powszechne. W powieści również przewija się motyw zła występującego i bez magii. Gdy pokojówka Alice opisuje Cordelię, wspomina znaną jej sytuację:
– Ale zachowuje się jak moja kuzynka, a wtedy okazało się, że ich sąsiad był… cóż, nieważne, proszę pani.
– Ach – powiedziała Hester i w tej jednej sylabie mieścił się cały wszechświat zrozumienia.
Właśnie to zrozumienie i współczucie sprawiają, że właściwie wszyscy bohaterowie (poza nieszczęsnym uwodzonym Dziedzicem) pomagają małej Cordelii wyrwać się spod władzy matki. Dzięki współpracy całej grupy i zareagowaniu na krzywdę zło udaje się w końcu pokonać. I choć można stwierdzić, że brzmi to banalnie, to myślę, że wszyscy czasem potrzebujemy takiego przesłania.
T. Kingfisher, Zagłada puka do drzwi, tłum. Ewelina Zarembska, SQN 2025.

Na co dzień pisze głównie instrukcje operacyjne, jednak czasem udaje jej się napisać coś o popkulturze. Czyta fantastykę nałogowo, kocha koty i lubi szydełkować małe urocze stworki, słuchając przy tym horrorowych podcastów.






