To były już kolejne Dni Fantastyki we Wrocławiu, na których stawiliśmy się tłumnie z prelekcjami, pieskami, entuzjazmem i matronatem. Czy ta edycja czymś nas zaskoczyła, czy wskoczyliśmy w nią jak w doskonale znane, wygodne, jaskrawo kolorowe ubranie?
Ogólnie o konwencie, czyli dlaczego DF-y są wyjątkowe
Dni Fantastyki to konwent, który odbywa się w bardzo klimatycznym miejscu – w Centrum Kultury „Zamek” i na jego ogromnych błoniach. Nie trzeba się tam jednak nachodzić; wszystko jest w zasięgu ręki, a ponadto do wystawców wstęp jest wolny. Można więc na zmianę słuchać ciekawego programu, wędrować wokół atrakcji plenerowych, wypatrywać cudów na stoiskach i spacerować po parku pełnym urokliwych zakamarków (i w każdym zakamarku natykać się na sesję zdjęciową pięknych cosplayerek i cosplayerów). A jeśli ma się ochotę na tańce, hulanki czy po prostu chwilę z dobrą muzyką, to zawsze można ułożyć się na trawce przed amfiteatrem i rozkoszować tamtejszymi punktami programu (w tym miejscu gorące pozdrowienia dla chóru Hibike, który musiał sobie w piątek niestety radzić w warunkach pogodowych mniej niż sprzyjających). Nasze serca – zupełnie niezależnie (czy wspominałyśmy już, że DF-y to ogromna impreza, na tyle, że można być na tym samym punkcie programu i się nie zobaczyć) – skradła Ranko Ukulele z przecudnym repertuarem, który dostarczył mnóstwo zabawy i wzruszeń zarówno najmłodszym, jak i tym starszym osobom słuchającym. Wieść gminna niesie, że niektóre wciąż nucą „Pulpet i Gówniak to dwie morskie świnki…”.
Uroki imprezy w plenerze
Deszczowa pogoda pierwszej nocy trochę zepsuła plany i w parku pojawiło się sporo błota i kałuż, ale organizatorzy robili, co mogli, żeby poprawić sytuację. Przy większym błocie w okolicy foodtrucków pojawiły się chociażby palety, dzięki którym nie trzeba było ryzykować utraty obuwia. Niestety wystawcy z powodu pogody nieco ucierpieli. Mamy nadzieję, że mimo wszystko wyjechali z DF-ów zadowoleni.
Wiele spotkań
To jeden z tych konwentów, które sprzyjają spotkaniom – snując się po Zamku i jego okolicach, nie sposób nie wpaść na znajomych. To była świetna okazja, by umówić się na spotkanie (Rad wspomina np. udane minispotkanie uczestników serwera o Clair Obscur). Miło nam było wpaść na batmanowego Marka, którego serdeczność splata nam się już mocno z klimatem tej imprezy. Serdecznie pozdrawiamy Ryjówki, Smoki i wszystkie inne znajome osoby mijane w biegu.
Nasz program
Nie mieliśmy może dramatycznie wielu punktów programu – staramy się kultywować umiar – ale dołożyliśmy się do Dni Fantastyki z kilkoma fajnymi rzeczami. Mieliśmy m.in. okazję podyskutować o fanowaniu wielkich uniwersów – choć zamiast wzdychać do Star Treka, głównie cisnęliśmy po politykach platform streamingowych – oraz o kobietach w kosmosie i Clair Obscur. Wróciliśmy też do prowadzenia konkursów, dawny pomysł na doktorowy konkurs obrazkowy rozszerzając na serialową fantastykę. Prowadzące bawiły się wybitnie, mamy nadzieję, że uczestnicy również! (Poziom trudności konkursu został oceniony na „Atlas chmur na dziesięć”).
…i nie nasz program
Na konwencie zawsze miło przysiąść i posłuchać osób, które mówią o tym, co jest im drogie i czym naprawdę chcą się podzielić z innymi. Prelekcja o różnicach w stołowych erpegach i o tym, jak dobrać system pod siebie i swoich znajomych, prowadzona przez Łukasza „Lanwooka” Kokurewicza była tego doskonałym przykładem (chociaż Pryvian przyznaje, że chwilę jej zajęło ogarnięcie, że dotyczy ona jedynie systemów wydanych po polsku). Pozytywna energia i zaangażowanie zawsze są w końcu mile widziane! Zaangażowania zresztą nie brakowało także na panelu dyskusyjnym z udziałem Roberta M. Wegnera, Krzysztofa M. Maja i Szymona Makucha, którzy rozmawiali o tym, jak to cyberpunk się zbliża do naszych drzwi – co do pozytywnej energii… Cóż, temat do niej nie zachęcał. Aczkolwiek nie ma przecież lepszego sposobu na dobry początek soboty jak porównywanie dzisiejszych korporacji do złoli z kreskówek z lat 90. i dochodzenie do wniosku, że ci kreskówkowi byli jednak chyba lepszymi ludźmi.
Bardzo ciekawa była prelekcja Aleksandry Herzyk o nowożytnych procesach czarownic – prowadząca tłumaczyła, że w średniowieczu wcale nie było tak źle (wówczas palono głównie heretyków) oraz jaki wpływ na procesy o czary miało ochłodzenie klimatu i początki kapitalizmu. Można było także dowiedzieć się, czemu tortury miały kiedyś sens (dla oskarżających; ofiary zapewne miały inne zdanie na ten temat).
Dużo ciekawostek dostarczył panel o światotwórstwie „Kto silniejszy, Pananżej czy J.E.Sz.P. Tolkien” prowadzony przez członków grupy Imperium Meekhańskie, z udziałem Roberta M. Wegnera oraz Jakuba Bielawskiego. Zaproszeni zastanawiali się, jaki poziom szczegółowości jest potrzebny podczas tworzenia fantastycznego świata. Wbrew tytułowi panelu w rozmowie dostało się głównie G.R.R. Martinowi, który kiedyś w wywiadzie stwierdził, że brakuje mu we Władcy Pierścieni informacji o polityce podatkowej Aragorna, a tymczasem sam w powieściach umieszczał absurdalne liczebności armii. I choć paneliści zgodzili się, że nie warto przesadzać ze szczegółami tak długo, jak świat wydaje się wiarygodny, to R. Wegner przyznał, że kiedyś przez trzy dni przeliczał, ile musi pić koń w zaprzęgu, po czym musiał przesunąć rzekę, aby obliczenia się zgodziły.
Pieski
Ewa, River i Magdalena mają do DF-ów szczególną słabość z uwagi na to, jak psiolubna jest ta impreza. To, że możemy wejść do Zamku z psami, to już wielka rzecz; dla DF-ów to jednak dopiero początek. Nasze pieski po raz kolejny dostały imienne identyfikatory i były traktowane z atencją równą tej, z którą niezwykle uprzejme organizatorki i wolontariuszki odnoszą się do ludzkich gości. Krótko mówiąc, to królewskie przyjęcie! Choć sama impreza nie jest można idealnym miejscem dla psów – ogromnie się rozrasta i stała się bardzo tłoczna – to jednak trudno nam sobie wyobrazić DF-y bez Strzałki i Idefixa, który na czas wrocławskiej imprezy zmienia imię na Deefix.
Organizacja
To punkt, którego nigdy nie możemy przestać się nachwalić. DF-y są wyjątkowe, jeśli chodzi o komunikację z osobami tworzącymi program, opiekę nad nimi na miejscu i ogólną wszechprzyjazność i troskę (której w tym roku potrzebowałyśmy troszkę bardziej – i tym bardziej odczułyśmy). Dodatkowo urzekł nas pomysł pamiątkowych zdjęć z Ziemniakiem, maskotką imprezy, i to, że dostałyśmy ich pamiątkowe wydruki. Wspaniałe jest to, że niezależnie od tego, jak wielkie się stały, DF-y nadal pozostają bardzo ludzkie, ciepłe i bliskie. Na pewno wrócimy za rok!


Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.





