Nasza redakcja odwiedziła tegoroczny Kapitularz, który odbył się w weekend 5-7 września. Jak się bawiliśmy na objętej matronatem Whosome imprezie? Przeczytajcie nasze wrażenia.
Idealna przestrzeń konwentowa
Kapitularz ma niesamowitego farta, jeśli chodzi o lokalizację. Choć kochamy Zamek w Leśnicy, w którym odbywają się wrocławskie Dni Fantastyki, to jednak pierwszeństwo oddajemy Wydziałowi Filologii UŁ, który za sprawą organizatorów konwentu zmienia się we wspaniałą fandomową przestrzeń. Duże aule na dyskusje, małe salki na bloki tematyczne (czasami tłoczne, ale zazwyczaj chyba wystarczające), szerokie korytarze dla wystawców (może tylko na pierwszym piętrze było trochę za wąsko), kawiarnia, rewelacyjne bistro, gdzie nigdy nie brakowało miejsca i zawsze można było kogoś spotkać, liczne toalety bez kolejek, windy, zarezerwowane miejsca na każdej salce dla OzN (choć fajnie, gdyby było ich po dwa-trzy, a nie jedno 😉 ), no i tereny zielone wokół, pełne rycerzy i foodtrucków, a także, w godzinach porannych, amatorów darmowych wegańskich śniadań, kolejnego znaku rozpoznawczego konwentu. Kapitularz dzięki tej wyrazistej przestrzeni naprawdę jest miejscem spotkań, a nie tylko mijania się w biegu – wyrasta na nim mnóstwo spontanicznych murkonów i fotelkonów, a jako że wszyscy poruszają się tymi samymi ścieżkami, nie jest trudno wypatrzeć znajome twarze.

Albo lepiej dołączcie do Whosome!
Kapitularz stoi programem
Jako programożerczynie upatrzyłyśmy sobie Kapitularz jako miejsce bardzo mocne pod względem prelekcji i paneli. I choć w tym roku wkradło się trochę chaosu (wiele prelekcji się nie odbywało, niektóre znikały z aplikacji bez erraty i słowa pożegnania), to i tak w każdej godzinie stawałyśmy przed dylematem, do której sali się skierować, bo zawsze było wiele pokus. Klub dyskusyjny zawsze stanowił mocnego kandydata, bo rozmowy toczące się w wielkiej auli były zróżnicowane i inspirujące, ale równie dobrze można było spędzić czas w którejś z małych tematycznych salek. Oczywiście najchętniej kierowałyśmy się do TrekSfery, ale również blok tolkienowski był miłym zaskoczeniem. Były też strefy Star Wars, Grozy i Horroru, oczywiście erpegowe, a także towarzyszący Kapitularzowi BizarroCon i przenikający cały program las. A dla tych, którzy mieli ochotę na rozrywkę angażującą muzyczne obwody mózgu, czekała cała masa atrakcji na poziomie minus jeden. UltraStar (na którym niektóre z nas bezwstydnie zdarły sobie gardło, zagłuszając przy tym atrakcje na parterze, ale ojej, trudno), DDR, gry rytmiczne – do wyboru, do koloru!

Magdalena, ET, Dziewiętnastka z Whosome oraz Bogusia i Marta z Rozmovieone – panel W obronie megier
Od ekspertów dla ekspertów
Fanowski nie oznacza amatorski; tak naprawdę jako fanki i fani mamy głęboką wiedzę na wiele tematów, a i nieraz fantastyczne zainteresowania idealnie się łączą z profesjonalną karierą. Bo czy może być coś wspanialszego niż dwugodzinny warsztat klingońskiego z prof. Agnieszką Solską, językoznawczynią specjalizującą się w wieloznaczności językowej… oraz, jakże jednoznacznym i konkretnym, języku klingońskim! Wprawdzie na początku można było dostać flashbacku z tych pierwszych zajęć z języka na studiach, kiedy to stawało się jasne, że nie ma ucieczki, to już i trzeba nagle przejść od teorii do praktyki (jay’!), ale szybko stało się jasne, że to raczej zajęcia akademickie z wymarzonego uniwersytetu, a ich druga połowa dotyczyła fenomenalnej kwestii, jaką jest tłumaczenie rzekomo ziemskich dzieł literackich na klingoński (a może raczej odnajdywanie klingońskich oryginałów). Jak przetłumaczyć „to be or not to be” na język, który celowo stworzono jako pozbawiony czasownika „być”? Jak przełożyć traktat o unikaniu wojny na kulturę, która na wojnie się opiera? Cuda, cuda się tam działy – jeśli kiedyś w programie konwentu zobaczycie taką prelekcję, koniecznie skorzystajcie z okazji, by tak fenomenalnie spędzić dwie godziny.
Nie była to jedyna perełka z TrekSfery. Dr Karolina Rożko zaprosiła słuchające osoby na wspólną podróż po planetach pozasłonecznych, opowieść o ich typach i sposobach odkrywania i badania, by gładko przejść do planet z uniwersum Star Trek i umieścić je wśród tych, które już udało się nam odkryć. Czy wiecie, że swojego czasu odkryto planetę Vulcan? Potem wprawdzie ją zgubiono, ale nie możemy się oprzeć wrażeniu, że jednak coś tam było.
Innym pewniakiem, który zawsze warto odwiedzić, są prelekcje organizowane przez Konglomerat Podcastowy. Głównie śledziłyśmy poczynania duetu Marta-Bogusia, znanego z audycji Rozmovieone, które zabrały nas do nawiedzonych amerykańskich miasteczek oraz przeprowadziły przez niebezpieczne, lecz nęcące wody feministycznego body horroru. Przy okazji udało nam się też odwiedzić przegląd niedawnych premier i nadchodzących produkcji na podstawie twórczości Stephena Kinga w wykonaniu Huberta „Mando” i Michała „Jerry’ego” oraz na przedstawienie twórczości Eda Brubakera w wykonaniu Bogusi i Sylwestra. Pierwsze nagrane wystąpienia zaczęły już pojawiać się w internecie (KLIK) – mamy nadzieję, że dzięki temu będzie nam dane nadrobić punkty, na które nie udało nam się dotrzeć!
Spore wrażenie zrobiła też na nas prelekcja Beaty Mróz-Marczak o tym, jak fachowo otruć postać literacką. Dowiedziałyśmy się co nieco o tym, co trucizny nam robią, a czego nie, a także jak dobrać sposób uśmiercenia kogoś w zależności od tego, w której epoce go umieścimy. Prelekcję zwieńczyła pokaźna lista lektur, z którymi z pewnością się zapoznamy, jeśli nasze literackie ambicje zawędrują w kierunku kryminału.
Bardzo ciekawie wypadł także panel o fantastycznych (i tych prawdziwych) lasach. Choć lekko przytłaczany przez głos z publiczności, paneliści i panelistka przekazali sporo wiedzy o lasach i poprowadzili żywą dyskusję o borach, puszczach i ich potomkach oraz miejscu człowieka w nich.

Anna Szumacher, Dominika Tarczoń i Jaga Moder na niezapowiedzianej kartkówce Dziewiętnastki – panel o wiedźmach
Jeśli chciałyście się pobać, warto było wpaść na prelekcję Jagi Moder o tym, jakie lęki i strachy towarzyszyły nam przez wieki. Prowadząca opowiedziała o tym, czego i dlaczego bali i boją się ludzie. O lęku opowiadała również Julia Denarska podczas niedzielnej prelekcji o straszeniu dzieci – przypomniała książkę, która wszystko to zaczęła na większą skalę, czyli Struwwelpeter Heinricha Hoffmana, na polski przełożoną jako Złota różdżka. Mogliśmy dowiedzieć się, że w polskim przekładzie z jednej strony pominięto dwa utwory z tomiku, za to poszerzono o moralizatorskie wersy pozostałe wierszowane historyjki. A nie wzięło się to znikąd, a od moralizatorskich wierszy dla dzieci Stanisława Jachowicza (wszyscy pamiętamy wierszyk o chorym kotku).
Sobotni wieczór i niedzielny ranek połączył temat poprawnej anatomii. W piątek mogliśmy się dowiedzieć, jak obecnie rekonstruuje się dinozaury. Prowadzący, Szymon Górnicki, pokazał wiele przykładów i opowiedział o współczesnym i historycznym paleoarcie i rozwoju wiedzy naukowej oraz zmianie podejścia, które pomagają odtwarzać dinozaury coraz bliższe ich faktycznemu wyglądowi – choć tego w pełni nie poznamy nigdy. Rano zaś Joanna W. Gajzler najpierw wprowadziła nas w świat magicznych stworzeń, które nie królują w polskiej popkulturowej świadomości, a które stanowiły dla niej dobrą pożywkę pod tworzenie magicznej zoologii w serii Necrovet. Później zaś opowiedziała o tym, jak stworzyć poprawne anatomicznie magiczne zwierzęta. Łączenie faktycznej biologii/anatomii zwierząt istniejących z nieistniejącymi jest być może bardziej wymagające niż powiedzenie, że smok działa na magię, ale też potrafi dać niezwykle ciekawe efekty. Prelegentka zastanowiła się, na ile istniejące próby odtwarzania stworzeń mitycznych w zgodzie z anatomią, która będzie działać (podobnie jak w paleoarcie), naginają jednak anatomiczne prawdopodobieństwo. W trakcie prelekcji stworzyliśmy także wspólnie dwie wersje mitycznego stworzenia z działającą anatomią w sercu.

Ktoś postanowił sprzedawać same nasze ulubione książki!
Stoiska pełne pokus
Bardzo fajna była też oferta stoisk – było różnorodnie, od książek i stosów podręczników RPG, przez typowe konwentowe gadżety i kostki, po świetne stoiska artystek i artystów (serdecznie pozdrawiamy osoby, które miały na stoiskach oznaczenia, że nie korzystają z AI – to wielka zachęta do zrobienia u was zakupów). Mnóstwo biżuterii, printów, naklejek, przypinek, szydełkowych istot, haftowanych wisiorków ze zwierzątkami, wszechobecne grzyby – naprawdę było nad czym się zastanawiać. Cudowne było też malutkie stoisko zwierzęcej fundacji z różnymi ręcznie robionymi fantami. Ostatnio coraz częściej na konwentach pojawiają się takie stoiska (pozdrawiamy z tego miejsca Dni Fantastyki) i jest to fenomenalne.
Najlepsze tematy to te nieznane
Kluczem do dobrej zabawy na konwentach jest to swoiste zastosowanie nawigacji zen – aby nie dotrzeć tam, gdzie się odruchowo zmierzało (np. na prelekcję poświęconą jakiemuś bliskiemu nam tematowi, bo i tak już to wiemy), lecz tam, gdzie się dotrzeć powinno. Warto czasami wejść do losowej sali albo pomylić piętra. Warto też pójść na prelekcję na obcy sobie temat czysto towarzysko, by przekonać się na przykład, że Ostry dyżur rzeczywiście brzmi jak genialny serial (zwłaszcza kiedy opowiada o nim ET) albo posłuchać o wiedźmach niekoniecznie dlatego, że lubi się wiedźmy, ale dlatego, że lubi się panelistki (Jaga Moder, Dominika Tarczoń, Anna Szumacher i prowadząca Asia Kaniewska, czyli nasza dziewiętnastka – wspaniała z was drużyna!).
To był wspaniały weekend. A tu garść zdjęć z niego, żebyście wiedzieli, czego mogliście nam zazdrościć!My wiemy już, że na pewno wrócimy do Łodzi za rok. A jak wy się bawiłyście podczas tegorocznego Kapitularza?
Media wydarzenia:
Strona: https://kapitularz.pl/
FB: https://www.facebook.com/Kapitularz

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.















































