John Smith z rodziną żyje w pogodnym i szczęśliwym świecie, ale nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Co knują Rani i czego nie robią stoły? Redakcja Whosome dzieli się wrażeniami z odcinka Wish World.
Uwaga na spoilery.
dziewiętnastka: Nie sądziłam, że AU Conrada tak mnie wciągnie, a tu proszę – okazało się tak przepiękne wizualnie i zgniłe moralnie, że chętnie bym jeszcze spędziła tam z odcinek, bo trochę czuję podobną fascynację, jak przy macaniu językiem dziury po wyrwanej ósemce. Piętnasty Doktor jako John Smith był bardzo wzruszający. Widać było, jak bardzo nie mieści się w tej wąskiej formie, jaką mu tutaj wymyślono… I oczywiście, pomogła mu się wyzwolić queerowa miłość <3 Inaczej być nie mogło! Zresztą nie będę ukrywać, powrót Rogue bardzo mnie ucieszył i mam nadzieję, że to nie jest jego ostatnia wizyta w serialu. Co jeszcze mogę dodać, Rani w obu wydaniach jest super, a motyw życzenia zaskakująco trzyma się kupy (oczywiście na logikę magii, kontrintuicyjną z wpojonym nam racjonalnym rozumieniem świata, ale jest w tym wewnętrzny sens). Zdecydowanie bardziej przypadł mi ten odcinek przedfinałowy niż The Legend of Ruby Sunday i nie mogę się doczekać finału! Choć nadal nie wiem, kim jest Omega, ale zaraz ktoś z redakcji mi wyjaśni!
Lady Kristina: Da się odczuć, że Wish World jest przede wszystkim wprowadzeniem do głównego finału sezonu, przez co nie do końca da się ocenić ten odcinek samodzielnie – najpierw musimy zobaczyć, jak wprowadzona sytuacja zostanie (lub nie) rozwiązana. Sama koncepcja nowej wersji świata, stworzonej tylko po to, aby ją zniszczyć, jest całkiem interesująca, chociaż tworzenie jej przy pomocy już kolejnej postaci z Panteonu nieco nuży. Za to sama wizja, kreowana przez Conrada, pod przykrywką uśmiechów i pastelowych kolorów jest naprawdę przerażająca i dobrze oddaje wizję świata pewnej części społeczeństwa. Już od początku czułam, że coś jest nie tak, ale wszystko zaskoczyło w rozmowie Doktora z Christopherem, najpierw przy wzmiance o tym, że Kate po wyjściu za mąż w końcu zostanie w domu, a później po reakcji Christophera na typowy ze strony Piętnastego komplement. Scena w obozie zamieszkiwanym przez osoby z niepełnosprawnościami wyraźnie uzupełnia wizję tworzącą świat z perspektywy białego cishetero mężczyzny o konserwatywnych poglądach, który upycha wszystko w swoje normy, a pozostałe elementy porzuca gdzieś w kącie.
Dynamika między dwiema Rani jest całkiem interesująca. Pomysł kolejnej bigeneracji średnio mi pasuje, ale zobaczymy, jak zostanie to poprowadzone w finale. No i jakbyśmy nie mieli za dużo powrotów klasycznych postaci, to do grona dołącza Omega (chociaż zniszczenie Ziemi tylko po to, aby go sprowadzić, jest czymś, co Rani akurat mogłaby zrobić). A co z tego wyjdzie, to już czas pokaże.

Ginny N.: Ale powrotu Omegi to się nie spodziewałem. Zobaczymy co z tego wyniknie, niemniej cały odcinek był naprawdę fajny, trzymał w napięciu i och, oczywiście, że ten świat Conrada jest queerfobiczny, mizoginistyczny, ableistyczny itd. itp. A to, że zwątpienie jest częścią planu Rani… Cóż, wykorzystanie w Doktorze jego doktorowości i tego, że on się nie daje na długo zamykać w podobnych iluzjach, świetnie działało z napięciem. Bo owszem, wiemy że Doktorowi na koniec musi się udać, widzimy, że są tu siły działające poza Rani (Susan, Rogue, może Shirley i jej przyjaciele żyjący w miasteczku namiotów razem z Ruby), a zarazem ciesząc się z przełamań tego paskudnego świata Conrada nie możemy mieć pewności, że to dobrze – nawet tam, gdzie właśnie myślimy, że Rani nie ma wglądu. Ale i tak wierzę, że na samym początku kolejnego odcinka pojawi się TARDIS (może nie jego?) i zgarnie go do środka. Ach, i wspaniałe było to, jak pomimo wcześniejszych zwątpień dopiero na końcu Doktor rozumie i to jego jedno spojrzenie gdy wiemy, że tak, Doktor wrócił. Mistrzostwo aktorstwa.
ET: Ależ to był świetny, upakowany akcją odcinek. I jaki on był dobry wizualnie – podniebna siedziba Rani, wielkie, dinozauropodobne szkielety, klony, bardzo dobrze się na to patrzyło. I choć, oczywiście!, w finale sezonu świat znowu staje na skraju zniszczenia, to jakoś zupełnie mi to nie przeszkadza, bo sam pomysł, jak i dlaczego do tego (nie) dojdzie jest naprawdę mocny i oryginalny. Archie Panjabi jako Rani jest doskonała, mam ogromną nadzieję, że druga część finału nie będzie końcem jej postaci, wiem, że jest bardzo, bardzo zła, ale za to jak dobrze się nią ogląda. Super też, że mamy całkiem sporo Ruby, troszkę w roli Rose z Turn Left, Shirley, Mel, Kate, a w tle znów gdzieś majaczy Susan Foreman, jestem szalenie ciekawa, co dla niej przygotował RTD, i mam nadzieję, że w końcu przestanie być tylko wizją i zobaczymy jej ponowne spotkanie z Doktorem. O społecznym wymiarze odcinka napisali już moi przedmówcy, ja mogę do niego tylko dołożyć, że przy tym wszystkim widać, że Conrad wcale się dobrze w tym wszystkim nie bawi, niby taki detal, ale ten odcinek jest uszyty z właśnie takich drobiazgów i wszystkie ze sobą pięknie grają. Nie mogę się doczekać rozwiązania i bardzo, ale to bardzo liczę, że tym razem się nie zawiodę. Dobra robota!

Clever Boy: Ja jestem dość zmieszany. “Podobała” mi się alternatywna rzeczywistość. Doktor i Belinda jako rodzice byli słodcy. Pomysł i realizacja tego świata była naprawdę ciekawa i na wysokim poziomie. Jednak to, co przedstawiał to inna bajka. A w zasadzie koszmar. Od razu sobie pomyślałem o tym, co może czekać nasz kraj w niedalekiej przyszłości. Nie chciałbym i nikomu nie życzę, by tak się stało. Było to dość przerażające. Pomysł z potężnym bogiem-dzieckiem ciekawy. Śmieszyło mnie mrugnięcie oka do Harry’ego Pottera i tym samym trochę krytyka, bo książka ma nam się kojarzyć źle. Rani wspaniała. Już w poprzednim odcinku zrobiła na mnie wrażenie. Dlaczego jestem więc zmieszany? Bo pomimo wszystko mam wrażenie, że niewiele się tu działo i fabuła nadal nie poszła do przodu. Mam bardzo dużo pytań i nie sądzę, że dostanę na wszystkie odpowiedzi. Czy Rani to The Boss? Dlaczego Pani Flood mieszkała koło Ruby, a potem koło Belindy? Jak podróżowała w czasie i gdzie jest jej TARDIS? Dlaczego wcześniej zachowywała się jak człowiek? I gdzie była przez cały ten czas? Jaki jest jej prawdziwy cel? A to tylko pytania dotyczące Rani. Zaskoczyło mnie cameo Rogue. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Widziałem, że aktorzy też byli zaskoczeni, gdy puszczono im filmik podczas czytania scenariusza. Pierwsza część finału tej serii mi się podobała, ale jednocześnie czegoś mi zabrakło. Mam nadzieję, że Ruby i Belinda zmierzą się z Panią Flood, a Mel spotka Rani. Chciałbym powrotu Omegi i konsekwencji.
Rad: Bardzo mi się podobał ten odcinek, Rogue, mam nadzieję, że będzie cię więcej w następnym, bo się zirytuję jak to taka zaczepka bez kontynuacji będzie. Ale z drugiej strony troszkę mam już dość nawiązań do starych sezonów, a już szczególnie do odcinków klasycznych, których nie oglądałam i szczerze wątpię, żeby nowa widownia Doktora się fatygowała po ich sięgnięcie. Przez co ja osobiście plot twistu z Rani czy z Omegą zupełnie nie czuję, wiem, że to jakiś duży ruch, ale wzbudza we mnie zero emocji, a więcej niezrozumienia. Prawie w każdym odcinku teraz było jakieś nawiązanie albo do poprzednich sezonów New Who, albo do klasyków, uważam, że trochę już ich za dużo. I bardzo mi szkoda, że to pierwszy odcinek, który na dobre rozbudził moje zainteresowanie tym sezonem, bo się ten sezon już kończy.
A co wy sądzicie o odcinku Wish World? Dajcie znać na naszym Facebooku, Bluesky, Discordzie lub w grupie!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






