Dotarliśmy do końca Tygodnia Doctor Who na Whosome, a dziś bardzo ważny dzień. 23 listopada 1963 premierę miał pierwszy odcinek Doctor Who, czyli An Unearthly Child. Oznacza to, że Doctor Who ma dziś 62. urodziny. Któr_ Doktor skradł serca redakcji? Przeczytajcie.
Clever Boy: Dwunasty Doktor to mój Doktor. Było mi przykro, gdy Matt Smith odchodził, a gdy ogłosili Capaldiego byłem ciekawy tego wyboru. „Starszy aktor” Doktorem, czy to się uda, po takim młodziutkim Jedenastym? Oczywiście, że się udało. I przyznaję, że na początku było ciężko. Deep Breath (8 seria, 1 odcinek) bardzo mnie gryzł. To był Doktor, ale inny. Tak jak Clara trochę patrzyłem na niego, ale nie do końca go widziałem. Dwunasty na początku był trudny, chamski, zadziorny. Ale szybko spodobała mi się ta wersja. To Doktor, który wzbudzał respekt, ale potrafił bawić swoimi tekstami. To bardzo niepewna siebie postać, która długo szukała siebie. Doctor Who zrobiło się przez pewien czas mroczniejsze, doroślejsze nawet. Poczułem mocno, że serial znów się zmienia. W 9 serii Dwunasty się już lepiej odnalazł. Zrzucił z siebie pewien ciężar, był lżejszy, ale jeszcze nie był tak wyluzowanym Doktorem jak jego poprzednicy. Ale już wtedy moje serduszko biło dla niego szybciej – i to nie dlatego, że wjechał na arenę bitewną na czołgu w okularach przeciwsłonecznych i z gitarą w ręku. Jakie to było kosmiczne! W kolejnej serii również dostaliśmy trochę inną odsłonę Doktora, ale była ona cały czas spójna. Peter Capaldi to cholernie świetny aktor. Pokazał to przez te lata bardzo mocno. Ciągnął nawet słabsze historie. Jego monologi były niesamowite. Ten o wojnie z historii z Zygonami to prawdziwe złoto, które powinno być wyświetlane każdemu przy wszystkich konfliktach na świecie. Dwunasty miał także niesamowitą chemię ze swoimi towarzyszami – Clarą, Bill, Nardolem, River Song oraz z Missy. Staram się kierować w życiu jego ostatnimi słowami – „Laugh Hard. Run Fast. Be Kind”.
Magdalena S.: Tu się muszę powtórzyć za Tosiem – moja miłość do Dwunastego nie była bynajmniej od pierwszego wejrzenia; na wieść o wyborze Capaldiego jęknęłam zawiedziona. W Deep Breath mnie zaintrygował, ale dopiero w drugiej jego serii naprawdę go zaakceptowałam i wjechałam prosto w poważną miłość, która trwa do dziś. Dwunasty jest dziwny; czasami bardzo stary, czasami niewinny jak dziecko. Bywa srogi. Bywa ujmujący. Daje po mordzie rasistom. Pojedynkuje się łyżką. Przebija diamentową ścianę. Peter Capaldi jako Dwunasty Doktor potrafił wszystko i wszystko robił jak należy. Tęsknię za jego powagą, za jego – zaskakującą po pierwszej serii – spójnością, za jego wyraźnym kodem postępowania, mocnym kręgosłupem, dramatyzmem, przekonującymi przemowami, obcością i głębokim człowieczeństwem równocześnie. Nie było w nim ani grama fałszu.
Ginny N. · Tomek Cz.: Właściwie… Chyba też Dwunasty? Tak jak kocham wszystkie wcielenia, i to naprawdę nie jest łatwy wybór, to po prostu jest coś w tym Doktorze takiego stabilnego (na tyle na ile Doktor może być stabilny), mocnego. No i w sumie ciągnie mnie do tego Doktora, który jak żadn_ inn_ tańczy ze Śmiercią [KLIK], umyka jej, ucieka przed nią, by w końcu jej ulec. A honorable mention idzie do Doktor Zbiegini, bo choć mieliśmy jej malutko, to jest przewspaniała i za każdym razem, jak się pojawia, wymiata.

Rad: Mogę tylko powtórzyć za resztą, że Dwunasty. Przez długi czas był to Dziesiąty, ale Capaldi mnie kupił całkowicie po kilku odcinkach. Jego Doktor był inny, twardo stąpał po ziemi, ale jednocześnie miewał momenty, kiedy pozwalał sobie na zabawę. No i jego przenikliwe spojrzenie, nic nie mogło się przed nim ukryć. Z miejsca budził respekt i szacunek. Capaldi wybitnie odnalazł się w roli, niósł na plecach słabe scenariusze.
Kryś: Dziesiąty! Odcinki z nim oglądałam wielokrotnie, zwłaszcza sezon z Donną, który jest dla mnie esencją całego serialu. Myślę, że mój wybór wynika w pewnej mierze z sentymentu – gdy zaczęłam oglądać Doctor Who, emitowane były odcinki z Jedenastym, jednak zaczęłam właśnie od sezonów z Dziesiątym i to on zdefiniował dla mnie Doktora. Uwielbiam to, że w śmiesznych scenach stawał się niemal istotą z kreskówki, ale potrafił też oddać powagę i smutek jego postaci.
Ewa Tomaszewicz: Cóż, Dwunasty! I to mimo tego że nadal nie jestem w stanie wrócić do finału jego sezonu z Bill, bo wciąż pamiętam, jak złamał mi serce. Peter Capaldi jest niesamowitym aktorem, który potrafił ponieść nawet słabsze odcinki, a te dobre uczynić wybitnymi. Jego Doktor ma w sobie obcość, podpartą wielowiekowym doświadczeniem mądrość, powagę, ale też radość, skłonność do zabawy i ciekawość świata. Ma gitarę i soniczne okulary, rockową czuprynę i bluzę z kapturem pod marynarką. Poświęci wszystko dla tych, których kocha. Było mi bardzo smutno, gdy zregenerował.
Lady Kristina: Moja opinia nie będzie odbiegać od większości przedmówców, bo też muszę przyznać, że Dwunasty, który był pierwszym Doktorem, którego oglądałam na bieżąco. Trudno tu wymienić coś, o czym jeszcze nie wspomniano, ale Dwunasty jest tak perfekcyjnie obcym Doktorem, który z czasem staje się nieco bardziej ludzki, ale ostatecznie nie jest tak bardzo ludzki, jak inne wcielenia. Jednocześnie ma w sobie trochę takiej dziecięcej radości, która udziela się przy oglądaniu odcinków z jego udziałem.

InQ: Moim ulubionym zazwyczaj jest ten, którego aktualnie oglądam, jednak szczególne miejsce w moim doktorowym serduszku ma Jedenasty i Matt Smith. Łączył w sobie takie paradoksy jak to, że mimo młodego wieku Matta Smitha (nie miał jeszcze nawet 30-stk) i potrafił oddać postać tak, że wierzyłam mu, że jest wiekowym kosmitą. Jedenasty był dla mnie idealnym połączeniem młodzieńczej werwy z wielowiekową mądrością.
Zielona Małpa: Mnie kupił już Dziewiąty. Christopher Eccleston ze swoim mrokiem, tajemniczością i smutkiem. Gdyby nie on, nie oglądałabym tego serialu, ponieważ tak bardzo różnił się on od wszystkiego, co w tamtym czasie oglądałam. I dlatego też tak smuci mnie, że szanse na jakikolwiek powrót czy nawet ciekawe cameo, są bliskie zeru. Bo z wszystkich postaci, które już pożegnałam, to z nim chciałabym się jeszcze na ekranie spotkać.
DemonBiblioteczny: Kurczę, mam poważny dylemat, bo uwielbiam Dziewiątego – kocham te jeszcze żywą wściekłość na świat, zniecierpliwienie, resztki wojennego nastawienia. Natomiast w serduszku czuję, że Dziesiąty to jest mój Doktor. Czuję w nim pewnego ducha Dziewiątego, ale już łagodniejszego, uwielbiam jego melodramatyzm (no ma tendencję do bycia drama queen, ale kocham to), z jego ery pamiętam najwięcej śmiesznych powiedzonek, ale uwielbiam też to, jak zbacza w mroczne tony (niekoniecznie te depresyjne, ale te, gdy pokazuje widzowi, że to nie tylko wesoły Doktor, bohater na zawołanie, ale postać zdolna do popełnienia ciężkich przestępstw).
Na tym kończymy Tydzień Doctor Who. A któr_ Doktor jest waszym ulubionym? Dajcie nam znać na naszym Facebooku.
A tak wyglądał nasz Tydzień Doctor Who na Whosome:
- Ulubione odcinki ery RTD,
- Ulubione odcinki ery Moffata,
- Ulubione odcinki ery Chibnalla,
- Ulubione odcinki ery Disneya,
- Ulubiona towarzyszka,
- Momenty, które zapadły nam w pamięć.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






