Na Whosome trwa Tydzień Doctor Who związany z urodzinami serialu. Redakcja dzieli się tym razem ulubionymi towarzyszkami. Doktor miał_ ich sporo. Kto podbił nasze serca?
Zielona Małpa: Mam jakiś ogromny sentyment do Rose Tyler. Zdaję sobie w pełni sprawę, że jej postać była dość melodramatyczna, mało proaktywna i wiele osób jej nie lubi. A jednak, kiedy myślę o towarzyszach, to właśnie ona staje na pierwszym miejscu. Może sama mam skłonność do melodramatyzmu, kto wie…
DemonBiblioteczny: Podobnie jak Zielona Małpa mam sentyment do Rose Tyler. Wiem, że zarzuca się tej postaci bycie irytującą, ale ja ją bardzo lubię. Może przez to, że była pierwszą towarzyszką, z którą ja się zetknęłam, a może dlatego, że tak bardzo wszystko przeżywa i ma w sobie ducha buntowniczki. Trudno mi orzec, ale zawsze z przyjemnością wracam do odcinków z nią.
Ewa Tomaszewicz: Mogę sięgnąć do klasyków? Tak? Super, dziękuję. Barbara Wright, pierwsza towarzyszka Doktora (nie licząc jego wnuczki), jego kompas moralny, sumienie i przyczyna, dla której stał się tym Doktorem, którego znamy z późniejszych sezonów. Dobra, empatyczna, nieobawiająca się sprzeciwiać Pierwszemu i uwrażliwiać go na innych. Ale też przenikliwa, myśląca strategicznie, odważna – moment, w którym taranuje Daleków ciężarówką dotąd należy do moich ulubionych – a także niestroniąca od flirtów czy zabawy oraz czasami popełniająca błędy, i to sporego kalibru. Słowem pełnokrwista postać, z którą chce się utożsamiać, której się kibicuje, którą się podziwia i dla której naprawdę warto obejrzeć pierwsze sezony Classic Who.

Magdalena S.: Proste, wiadomo, że Bill Potts! Nie tylko dlatego, że jest tak otwarcie i bez mrugnięcia queerowa, ale przede wszystkim, że na przestrzeni tak niewielu odcinków zdołała zaprezentować się jako wielowymiarowa, ciekawa, zabawna postać, której cierpienie pod koniec oglądało mi się bardzo trudno. Była tą, która zadaje mnóstwo pytań, która dobrze się bawi, która przeżywa swoje dramaty – która przeżywa swoje życie – i jest dla Doktora taką dobrą przyjaciółką. Bardzo lubię jej relację z Dwunastym, z zerowym podtekstem, i to, jak mocny ślad pozostawiała w każdej scenie, w której się pojawiała.
Ginny N.· Tomek Cz.: Bill Potts jest najwspanialsza i naprawdę szkoda, że nie została w serialu dłużej. Ten ostatni sezon Moffata wypadł naprawdę mocno i w dużej mierze było tak także dzięki Bill – pełnej życia, ciekawej świata, przyjaciółki Doktora. Potrzebujemy w TARDIS więcej takich Bill i Donn i Barbar, którym zajebistość Doktora nie przesłania tego co ważne i słuszne, i nawet jeśli nie jest im dane zostać z nim na zawsze, to nie kończą źle.
Clever Boy: To będzie zawsze Donna Noble. Po Rose, która podbiła moje serce, pojawienie się Donny było jak podmuch wiatru, który był mocno potrzebny. Chociaż jej pierwsze wystąpienie nie podbiło od razu mojego serca, to było czymś świetnym. Ktoś próbuje postawić się Doktorowi i pokazać mu, jaki jest niebezpieczny. Jednak pod fasadą zadziornej i krzykliwej kobiety, otrzymujemy pełną niepewności i źle o sobie myślącą osobę z ogromnym sercem. Od początku było widać, że Catherine Tate i David Tennant mają niesamowitą chemię i ich postacie fantastycznie się uzupełniają. Później Donna powróciła w 4 serii i była nieziemska! Pokazano nam różne oblicza towarzyski, a Tate udowodniła, że potrafi grać nie tylko komediowo, ale również dramatycznie. Donna ma ogromną empatię, jest bystra i zadziorna. Potrafi ustawić Doktora i sprowadzić go na ziemię, gdy ten się myli i przegina. Jest najważniejszą istotą we wszechświecie. I otrzymuje okropny koniec. I, mimo że współcześnie został on odczyniony, to jej zakończenie przygód z Doktorem jest dla mnie najbardziej bolesne i dramatyczne. Kobieta, która poznała wszechświat, uratowała tysiące istnień i w końcu zaczęła w siebie wierzyć – znika. Jej pamięć zostaje wyczyszczona. Wracamy do zadziornej i krzykliwej Donny, ukrywającej wiele kompleksów. Oczywiście później dostała happy end – wyszła za mąż, wygrała na loterii i jest szczęśliwa. Ale nie ma już tego, co przeżyła… Gdy Doktor i Donna wrócili w ramach 60. rocznicy serialu, bardzo bałem się, że coś pójdzie nie tak. Oczywiście – jej powrót był spełnieniem moich fanowskich marzeń. Coś, co miało nigdy się nie wydarzyć. A jednak! No i było pięknie. Donna cały czas jest fantastyczna, empatyczna, zadziorna, inteligentna i zabawna. Do tego jej empatia pozwala znów spojrzeć na Doktora z innej strony i ostatecznie zostają jedną wielką rodziną. Po prostu piękne. W New Who nie było jeszcze innej towarzyszki, która zrobiłaby na mnie takie wrażenie, miała aż tak dobrą chemię z Doktorem i przez cały swój czas w serialu nie miała gorszych chwil (według mnie, blisko było do tego Bill. Może dlatego, że była za krótko?) Ale jej powrót udowodnił, że więcej Donny, nie znaczy źle.

Rad: Moją ulubioną chyba jest Martha Jones. Jedna z bardziej trzeźwo myślących towarzyszek, zaradna i pewna siebie. Uważam, że Doktor jej nie doceniał przez to, że cały czas miał w pamięci Rose. Martha zasłużyła na lepsze traktowanie. Ostatecznie to ona zostawia Doktora, a później dowiadujemy się, że pracowała w UNIT.
Kryś: Moja najukochańsza towarzyszka to Donna Noble – pyskująca Doktorowi, gdy trzeba przywołująca go do porządku, ale też potrafiąca go w ciężkich momentach wesprzeć i przytulić. Tak jak Clever Boy, bardzo obawiałam się jej powrotu do serialu, ale odcinki z nią wypadły świetnie.
InQ: Nie wiem, czy można ją po prostu nazwać towarzyszką w takim znaczeniu, jak inne wymienione tu postacie, ale uwielbiam River Song. Mądra, piękna i odważna. Jedyna, która w jakimś stopniu była w stanie dorównać Doktorowi. A koncept, że z Doktorem spotykają się dla każdego w odwrotnej kolejności? Świetny.
A jakie są wasze ulubione towarzyszki Doktora? Dajcie nam znać na naszym Facebooku. Tekst, który przeczytaliście, to kolejny z cyklu naszego Tygodnia Doctor Who. Przeczytajcie również o naszych ulubionych odcinkach ery Russella T Daviesa, Stevena Moffata, Chrisa Chibnalla i ery RTD2/Disneya.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






