Na Whosome trwa tydzień Doctor Who. Dzielimy się naszymi ulubionymi odcinkami, momentami czy wspomnieniami. W końcu już 23 listopada, Doctor Who będzie świętował 62. urodziny. Pora na nasze ulubione odcinki ery Chrisa Chibnalla, czyli serie 11-13 oraz odcinki specjalne.
Clever Boy: Nie jestem hejterem ery Chibnalla i jest wiele odcinków, które mi się podobały. Bardzo doceniam odcinki historyczne i te, które działy się w przeszłości – chyba podobały się mi się najbardziej. Mój ulubiony to Village of the Angels (13 seria, 4 odcinek). To część Flux, która mogłaby mocno stanowić osobny odcinek (i pewnie przed pandemią tak właśnie było). Doktor, Yaz i Dan trafiają do małej wioski w przeszłości, w której dochodzi do zaginięcia. Jest mrocznie, tajemniczo, a po latach spotykamy znów Płaczące Anioły. I są one znów przerażające! Oglądając ten odcinek w chłodny wieczór można mieć dreszcze. Jodie Whittaker jako Trzynasta jest tutaj fenomenalna. Historia trzyma w napięciu, a sztuczki Aniołów sprawiają, że ten, kto jeszcze nie docenił tych stworzeń (są tacy?) – z pewnością to zrobi. Otrzymaliśmy także genialnego profesora Jerycho (Kevin McNally) i wbijający w podłogę cliffhanger. Ależ ten odcinek jest dobry!
Magdalena S.: Nowa era Daviesa sprawiła, że trochę ociepliły się moje uczucia do Chibnalla (zawsze tak jest) (ale tylko trochę), więc co by tu… Postawmy na It Takes You Away, bo to jeden z tych odcinków, które można pokazać komuś znienacka, żeby sobie popatrzeć, jakie robi dziwne miny! Wszystko zmienia się tam z minuty na minutę: zaczyna się jak skandynawski kryminał, potem jest przejście na drugą stronę lustra, potem krypna i obleśna podróż do wnętrza Ziemi, potem wszechświat kieszeniowy i mistyczna żaba… A na końcu zwyczajny dramat rodzinny. Niezła jazda! Wszystko jednak dobrze się skleja, i fabularnie, i emocjonalnie, i estetycznie, a pozostaje się ze szczęką na ziemi z kilku zupełnie różnych powodów. Uwielbiam, kiedy Doctor Who nie boi się być odjechany, a do tego nie potyka się na swoich śmiałych pomysłach.
Ginny N. · Tomek Cz.: Moje odczucia do ery Chibnalla wciąż pozostają mocno po stronie rozczarowania. Co nie znaczy, że nie ma w niej naprawdę świetnych odcinków. A jako że moje poprzedni_ już wybrały dwa naprawdę wspaniałe, ja powiem Demons of Punjab. Niełatwy historycznie temat, który rzadko kiedy jest poruszany w rzeczywistości i w tekstach kultury, dostał wspaniałe wykonanie w scenariuszu Vinaya Patela. Kosmici i krwawy rozłam Punjabu? W nieodpowiednich rękach to mogło być katastrofalnie okropne. Ale tutaj wyszło spod pióra scenarzysty, dla którego ten temat jest ważny jako część historii jego kraju i wyszło przepięknie, a mnie gdy myślę o tym odcinku za każdym razem tak samo pęka serce.

Zielona Małpa: W erze Chibnalla trudno jest mi wybrać ulubiony odcinek, ponieważ poza pierwszym sezonem, oglądałam je tylko jeden raz. Dobrze wspominam jednak całkiem pierwszy odcinek ery, czyli The Woman Who Fell to Earth. Było to ciekawe wprowadzenie postaci zarówno nowej Doktor (Trzynastej), jak i towarzyszy, czyli Yaz, Grahama i Ryana. Ten odcinek wzbudził we mnie nadzieję, że czeka mnie kolejna wspaniała era mojego ulubionego serialu.
E.T.: Powtórzę sama siebie z poprzednich dyskusji: szanuję Chrisa Chibnalla za odwagę i za to, że spróbował robić Doctor Who inaczej. Co nie zawsze znaczy, że lepiej, choć zdarzały się mu odcinki wręcz wybitne. Kilka już się pojawiło wyżej, ja dodam od siebie The Witchfinders z Alanem Cummingiem jako fenomenalnym królem Jakubem. Odcinki historyczne w ogóle Chibnallowi wychodziły, szczególnie jak dawały okazję i do poznania kawałka historii, i do pogrania płcią Trzynastej, której wcześniejsze wcielenia korzystały bez ograniczeń z przywilejów dostępnych wyłącznie białym mężczyznom. Stety-niestety odcinek o procesach czarownic nadawał się tu idealnie.
Lady Kristina: Kocham Trzynastą Doktor i trochę żałuję, że era serialu z jej udziałem nie jest aż tak bardzo lubiana jak poprzednie. Jest wyraźnie inna od poprzednich, ale też znajdzie się tu trochę naprawdę świetnych odcinków. Jak większość przedmówców, wymienię tu kolejny odcinek historyczny, a mianowicie The Haunting of Villa Diodati. Wykorzystanie Cybermenów jako pewnej inspiracji dla autorki Frankensteina jest świetnym pomysłem, tak jak zaprezentowana tu inna wersja Cybermenów – Ashad jest kimś w stanie pośrednim między człowiekiem a Cybermenem, co sprawia, że zdaje się być nawet bardziej przerażający. Sam odcinek też ma wyraźnie horrorowy nastrój, co tylko potęguje odbiór całości.
A czy wy macie odcinki Chibnalla, które lubicie? Dajcie nam znać na naszym Facebooku. Wcześniej redakcja Whosome podzieliła się swoimi ulubionymi odcinkami ery RTD oraz Moffata.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






