Zbliżają się urodziny Doctor Who. Z tej okazji postanowiliśmy podzielić się swoimi ulubionymi odcinkami, wcieleniami Doktor_ czy wspomnieniami. Pora na nasze ulubione odcinki ery Stevena Moffata, czyli serie 5-10 wraz z odcinkami specjalnymi.
Magdalena S.: To niesamowicie trudny wybór, bo kocham Moffata i to mam wrażenie, że coraz bardziej (jego koledzy po fachu jakoś uparcie nie dowożą). No ale wylosujmy coś… The Beast Below? The God Complex? The Crimson Horror? The Day of the Doctor?! Heaven Sent?!!! Oxygen? World Enough and Time?! Ratunku! No dobra, niech będzie opcja numer jeden, a więc The Beast Below. Oni wszyscy, to znaczy Jedenasty i Doktor, to tam takie słodkie dzieci, które jeszcze nic nie wiedzą i które mają wszystkie emocje na wierzchu. Amy robi dobrą minę, choć nie ogarnia, ale jednak jej mózg działa na najwyższych obrotach i podejmuje najlepsze decyzje. Doktor o gładkiej buzi i giętkich kończynach zdaje się doskonale bawić, ale jego rozbawienie i zaciekawienie szybko przeskakują w przedwieczny gniew, kiedy okazuje się, że w sposób nieplanowany gramy w Omelas – tego dziecka wcale nie trzeba torturować! Co za okrutny błąd! Co za cudowny happy end. Co za wspaniały, odjechany, przejmujący, perfekcyjny pomysł.
InQ: Zdecydowanie Vincent and the Doctor! Dzięki temu odcinkowi pokochałam malarstwo van Gogha. W domu własnoręcznie stworzyłam sobie reprodukcję jednego z obrazów Vincenta z dodaną TARDIS.
Ginny N. · Tomek Cz.: Powtórzę za InQ, Vincent and the Doctor. Ponownie, jest z czego wybierać, ale na samą myśl o tej erze miałem w głowie ten jeden. Piękna, smutna i prawdziwa opowieść o artyście, chorobie i chwilach, które spędzone razem czynią życie piękniejszym, nawet wtedy gdy w żaden sposób nie są w stanie zmienić jego końca.

Clever Boy: Wybór jest naprawdę ogromny, a wśród moich kandydatów są klasyki kochane przez fanów. Postawię więc na coś mniej oczywistego. Odcinek, do którego bardzo lubię wracać i jest to chyba mój ulubiony odcinek świąteczny z całego Doctor Who – The Snowmen. Jedenasty Doktor po trudnym rozstaniu z małżeństwem Pond zawiesza swoją „działalność” i odcina się od świata. Jest wspierany przez fantastyczny Paternoster Gang. W końcu na jego drodze staje znana widzom twarz – Clara, która pojawiła się wcześniej jako Oswin. Jak dla mnie w tym odcinku gra wszystko. Mamy mnóstwo scen humorystycznych („Good evening! I’m a lizard woman from the dawn of time and this is my wife.”), wzruszających i dramatycznych. Każdy z członków gangu ma swoje złote momenty. Nowa Clara jest fantastyczna. Bystra, zabawna, ciekawska, odważna. Bardzo żałuję, że to nie ona została główną towarzyszką Doktora. Otrzymujemy nowy strój Doktora, piękną nową TARDIS. Wiele fajnych scen, dobry soundtrack. A fabuła również jest ciekawa. Lodowa niania jest przerażająca, bałwany groźne, a Wielka Inteligencja złowieszcza. Szczególnie fajnie wypada w tym Richard E. Grant (słyszymy także Iana McKellena). Otrzymujemy także ciekawy plot twist, którego się nie spodziewał chyba nikt oglądający odcinek. Co wiąże się także z zagadką z tego sezonu. Ta zagadka utkwiła mi w głowie tak bardzo, że jestem Clever Boy. Kocham ten odcinek.
E.T.: O nie, trudne się wylosowało! Przyklaskuję tu Magdalenie, era Moffata była wspaniała i trudno jest wybrać jeden ulubiony odcinek. Zdecyduję się więc na ten, który najczęściej pokazuję niedoktorowym osobom, czyli The Time of Angels/Flesh and Stone. Po raz drugi spotykamy River Song i Płaczące Anioły, które wydają się jeszcze bardziej przerażające niż w Blink, szczególnie gdy okazuje się, że obraz Anioła też jest Aniołem. To świetne odcinki nie tylko w warstwie akcji – dużo napięcia, trochę horroru, szybkie tempo – ale też relacji. Jedenasty i River kłócą się niczym stare dobre małżeństwo (ach to timey-wimey), River i Amy mają wspaniałą chemię, choć na tym etapie jeszcze trudno ogarnąć ich powiązanie. Świetny wstęp do wielowarstwowej zagadki relacji tej trójki, którą jeszcze długo i radośnie będziemy rozplątywać.
Kryś: Z wielu dobrych odcinków mój wybór pada na Thin Ice z Dwunastym i Bill. Są w nim te elementy, które kocham w Doctor Who: towarzyszka stawiająca Doktora do moralnego pionu i kosmiczny potwór, który okazuje się wcale nie być potworem w porównaniu do ludzi. Jest też cudowna scena, gdy Doktor najpierw opowiada Bill o zaletach dyplomatycznych rozmów i trzymania temperamentu na wodzy, po czym, gdy ich rozmówca zachowuje się koszmarnie rasistowsko, Doktor nokautuje go jednym ciosem.

Lady Kristina: W tej erze znalazło się mnóstwo wspaniałych odcinków, ale ostatecznie wybieram The Husbands of River Song. Kocham relację między River Song a Doktor_, ale chemia między nią a Dwunastym uderza zupełnie inaczej niż w przypadku wcześniejszych inkarnacji. Zarówno my, Doktor, jak i River, wiemy, że zbliża się koniec jej historii, który dla nas i Doktora zaczął się już dawno temu. Przed tym jednak możemy popodziwiać sobie dwie wspaniałe gwiazdy krążące wokół siebie: nie tylko Dwunastego i River, ale też Alex Kingston i Petera Capaldiego (który mógł na chwilkę oderwać się od powagi Doktora, by wyrazić swój zachwyt na temat większej w środku TARDIS). I choć wiemy, że nic nie trwa wiecznie, a koniec będzie smutny, możemy zachwycić się tym, co mamy teraz.
Zielona Małpa: Odcinek z ery Moffata, który żyje w mojej głowie, to Heaven Sent. To odcinek jednej postaci – samego Dwunastego Doktora w wykonaniu Petera Capaldiego. W tym przypadku całkowicie wystarczył on, ciekawe miejsce akcji i pomysł. O klimacie już nawet nie wspomnę. Co ciekawe, za pierwszym razem odcinek ten mi się nie spodobał i potrzebowałam kolejnego seansu, by trafił do mojego serca.
A które odcinki Moffata są waszymi ulubionymi? Podzielcie się z nami na Facebooku. A jeśli ciekawi was, które odcinki RTD są naszymi ulubionymi, to przeczytacie o tym TUTAJ.

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






