Doktor i Belinda wciąż mają problem z powrotem na Ziemię w dniu porwania Belindy. TARDIS rzuca ich więc w kosmos – razem z nimi dowiadujemy się co się wydarzyło na górniczej planecie. Jak podobało się nam The Well?
Uwaga na istotne spoilery.
Ginny N.: IDŹCIE OGLĄDAĆ TEN ODCINEK. Ja… ja nie mam słów na to, jakie to jest dobre D: To… to było wspaniałe. Straszne, piękne, okropne, dosłownie drżę z emocji po tym odcinku. Nie będę spoilerował i nawet nie wiem, jak o tym pisać, nie w tej chwili, kiedy to jest nowe, świeże, w głowie mam tylko aaaaaaaaaaaaa i gdyby nie to, że za chwilę sesja erpeżka, to bym obejrzał jeszcze z pięć razy pod rząd na nowo D:
Lady Kristina: The Well trzymało w napięciu od samego początku aż do końca. Doctor Who sięga tutaj po kolejny z podstawowych lęków – tym razem będziemy bać się tego, że ktoś za nami stoi. I to nie byle jaki ktoś, ale potwór, którego nie widzimy, ale przeraża on nie tylko nas, ale również osoby dookoła. Na plotki dotyczące kontynuacji Midnight natknęłam się już jakiś czas temu i przyznaję, odrobinę zmniejszyło to moje zaskoczenie odnośnie odkrycia potwora tygodnia, co nie zmienia faktu, że była to perfekcyjna scena. Potwór zachowuje się tu inaczej niż ostatnio (w końcu minęło 400 tysięcy lat, więc nie jest to niemożliwe), ale cieszy mnie przede wszystkim jedna rzecz – nadal nie wiemy, czym tak naprawdę jest ta istota, bo w ten sposób jest jeszcze bardziej przerażająca.
Odcinek pogłębia też narastającą zagadkę tego sezonu: co się stało 24 maja 2025 roku? Po wizycie w przyszłości odnosi się wrażenie, że Ziemia wtedy zniknęła – potwierdza to też scena po napisach z pierwszego odcinka. I kim jest pani Flood? I co ona knuje? W przeciwieństwie do Susan Triad widzimy, że jest to raczej jedna i ta sama osoba, co jednak nie pomaga w ustaleniu, co ona przed nami ukrywa.
Pryvian: Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam fanką Midnight – jakoś mnie nie uderzyło wtedy. Teraz wciąż nie do końca łapię ten element strachu (generalnie to mój problem z horrorami), ale zdecydowanie pojawiła się u mnie fascynacja, tak podobna do tej Doktora: co to jest, co kryje się za plecami osoby zainfekowanej i jak można to zniszczyć. I czy w ogóle można.
Tym, co jednak całkowicie sprzedało mi ten odcinek była reprezentacja języka migowego (zawsze potwornie się cieszę widząc go w tekstach kultury), jak i olbrzymi ładunek emocjonalny. Strasznie podobały mi się Belinda i Shaya z ich upartym dążeniem, żeby nikt nie został, nomen omen, left behind, zostawiony za plecami. W ogóle Shaya i jej trudne wybory, jakie musiała podejmować jako dowódczyni, to cudownie napisana postać.
Tajemnica wokół 24/25 maja 2025 się zagęszcza. Nie chciałabym być złą prorokinią, ale trochę nabieram wrażenia, że być może nasza planeta oberwała o jednym paradoksem czasowym za dużo, żeby mogło się to dobrze skończyć.

Rad: Bardzo mi się podobało nawiązanie do Midnight. To jeden z moich ulubionych odcinków z Dziesiątym i w ogóle bardzo lubię, kiedy Doctor Who skręca w stronę lekkiego horroru. No i w sumie nie wiemy, co będzie dalej, w końcu ta nieznana złowieszcza istota wydostała się poza planetę. Świetny odcinek, póki co chyba mój ulubiony z nowszych serii.
Anndycja: CO TO BYŁO?!! Czuję się, jakby wir czasoprzestrzenny wciągnął mnie, przeżuł i wypluł. Nigdy nie spodziewałabym się, że po 17 latach dostaniemy kontynuację mojego ukochanego odcinka z ery Dziesiątego Doktora (sorry, Blink, to nic osobistego). Aktorstwo Ncutiego Gatwy sprawiło, że wskoczył na drugie miejsce w moim prywatnym rankingu wszystkich Doktorów – nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak pięknie płakał i był przerażony… Belinda wyrasta na jedną z moich ulubionych towarzyszek i mam takie malutkie marzonko, żeby zetknęła się przy jakiejś okazji z Marthą Jones, żeby mogły wspólnie podbić świat. A co do samego odcinka, to oglądałam go już dwukrotnie, z napisami i dubbingiem, i mam wrażenie, że nadal nie wyłapałam wszystkich smaczków – na przykład zwróćcie uwagę na scenę, kiedy Aliss i szeregowcy wjeżdżają windą na powierzchnię ziemi… i nic więcej nie powiem. Ach, jak ja lubię, kiedy Doctor Who bywa horrorem! Ten odcinek to instant classic!
Dziewiętnastka: Świetny odcinek i godny następca Midnight – jednego z moich ulubieńców, jeśli chodzi o Doctor Who i telewizję ever! Bardzo się wkręciłam emocjonalnie w wątek Alis i jestem ciekawa, o czym migała prywatnie z Doktorem bez wyświetlacza napisów (swoją drogą, genialnie rozegrano wszystkie napięcia wokół głuchoty tej postaci, czapki z głów).
Kira: Co to był za odcinek! Jakie to było dobre. Nie miałum pojęcia o żadnych pogłoskach o Midnight i dobrze, bo pewnie by mnie zestresowały. Midnight to, bez zaskoczenia, jeden z moich ulubionych „strasznie strasznych” odcinków Doctora i często zdarza się, że próby wracania do takich dobrych historii nie wychodzą najlepiej. A tu wyszło doskonale. Historia była wciągająca od początku, zanim dowiedzieliśmy się, gdzie jesteśmy, nikt nie próbował przyciągnąć nas sequelem i, co najlepsze, tak naprawdę wciąż NIC NIE WIEMY. Siła Midnight polega na niedopowiedzeniach i niesprecyzowanym zagrożeniu, i teraz twórcom udało się doskonale trafić w równowagę między pokazaniem nam dość a niepowiedzeniem nam prawie niczego. I tajemnica sezonu zaczyna być coraz bardziej intrygująca. Doktorowa część mojego mózgu była trochę na uboczu i uśpiona od dłuższego czasu, a obecny sezon rozbudził ją na dobre.
A jak wam spodobało się The Well? Dajcie znać na naszym Facebooku, Bluesky, Discordzie oraz grupie!

Wspólny profil redakcji Whosome.pl. Podpisujemy nim zbiorcze teksty, tłumaczenia, analizy i dyskusje.






